sobota, 2 listopada 2024

Joanna "Asia" Łysiak

UWAGA! SPOILERY! 

Joanna "Asia" Łysiak

Debiut
Trup... znowu (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1)
Ostatni występ

Kill count
0
Wiek
29
Zawód
Aktorka
Miejsce zamieszkania

Ulubiony slasher
Haunt (2019)
Status
Żyje
Relacje Natalia (przyjaciółka)
Gabrysia (przyjaciółka)

 

Historia

Lata 2010-2019 

Podczas studiów aktorskich poznaje i zaprzyjaźnia się z Natalią i Gabrysią. Zagrała wiedźmę w spektaklu "Makbet" oraz reklamie tabletek na ból głowy. 

Slasher 4. Ostatni rozdział

Zostaje poproszona o zostanie druhną numer 3 na ślubie Natalii i Roberta.

Cytaty:

Przyjaźń z Natalią (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1):

"Druhna numer trzy i najlepsza przyjaciółka Natki, a przynajmniej trzecia w kolejce, chociaż po zniknięciu Gabrysi może awansowałam na miejsce drugie "

Kariera aktorska (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1):

"Krytycy pochlebnie pisali o mojej wiedźmie w Makbecie i grałam też kobietę z bólem głowy w reklamie aspiryny... Masowałam sobie skronie"

Marta Walewska

UWAGA! SPOILERY! 

Marta Walewska

Debiut
Trup... znowu (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1)
Ostatni występ

Kill count
0
Wiek
30
Zawód
Dziennikarka
Miejsce zamieszkania
Lipki
Ulubiony slasher
Hatchet (2006)
Status
Żyje
Relacje Adrian (chłopak)
ojciec
nieżyjąca matka

 

Historia

Dekada zbrodni

Jej matka została ostatnią ofiarą Mordercy Dekady zbrodni.

Lata 2010-2019 

Wychowywana przez ojca, w końcu poszła w jego ślady i została dziennikarką, a potem przejęła posadę redaktora naczelnego Głosu Lipek. W trakcie imprezy u znajomych poznaje Adriana, z którym zaczyna się spotykać.

Slasher 4. Ostatni rozdział

Dzięki Adrianowi poznaje Kozłowskich i ich przyjaciół. Jest bardzo zainteresowana nowymi mordercami, którzy za cel obrali Lipki.

Cytaty:

Charakter (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1):

"Była zacietrzewiona i gotowa do potyczek słownych. Przekonana, że pozjadała wszystkie rozumy, trochę jak Natalia, ale na inny sposób"

Ciekawostki:

Wymyśla imiona nowych morderców - Krwawy Kapturnik oraz Furiat.

piątek, 1 listopada 2024

Bartek Różewicz

UWAGA! SPOILERY! 

Bartek Różewicz

Debiut
Trup... znowu (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1)
Ostatni występ
Mistrz i uczeń (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.3)
Kill count
0
Wiek
17
Zawód
Uczeń
Miejsce zamieszkania
Lipki
Ulubiony slasher
The Hills Have Eyes (2006)
Status
Nie żyje
Relacje Adrian (nauczyciel)

 

Historia

Slasher 4. Ostatni rozdział

Należy do klasy trzeciej de. Spotyka się z Krystianem, Izą i Kingą w nawiedzonym domu, gdzie zostaje zamordowany przez Kapturnika.

Kinga Kwietniewska

UWAGA! SPOILERY! 

Kinga Kwietniewska

Debiut
Trup... znowu (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1)
Ostatni występ
Mistrz i uczeń (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.3)
Kill count
0
Wiek
17
Zawód
Uczennica
Miejsce zamieszkania
Lipki
Ulubiony slasher
Dark Ride (2006)
Status
Nie żyje
Relacje Adrian (nauczyciel)

 

Historia

Slasher 4. Ostatni rozdział

Należy do klasy trzeciej de. Inicjuje spotkanie w nawiedzonym domu, gdzie zostaje zamordowana przez Krwawego Kapturnika.

czwartek, 31 października 2024

Rozdział 27: Mistrz i uczeń

Dziecko w masce klauna przeszło z bawialni do kuchni. Wiedziało, że w szufladzie po lewej stronie są ostre przedmioty takie jak noże, toporki i nożyczki. Kiedyś ojciec oprawiał za pomocą jednego z nich świnie. Było mnóstwo krwi. Teraz noże były czyste, posegregowane od najmniejszego do największego. Ich ostrza błyszczały odbijając światło od lampy kuchennej.
Klaun sięgnął po największy z noży. Jego ostrze było tak długie, że praktycznie rozciągało się od łokcia do końca środkowego palca dłoni. Spokojnie przemaszerował przez ciemny korytarz, niezauważenie przeszedł obok ojca wychodzącego z pokoju i stanął w progu. Naga matka siedziała przed lustrem rozczesując swoje długie, jasne włosy. Fuj, znowu robili te bezeceństwa. Podszedł do niej niezauważony i zamachnął się. Dłoń klauna zawisła z nożem w powietrzu. Trzymał ją ojciec. Spokojnie, bez słowa, wyprowadził dziecko z sypialni.
- Kiedyś będziesz jak tata – powiedział Wojtek Ostrowski.
Rozczarowany przebieraniec wrócił do kuchni bez noża. Jego pierwsza zbrodnia nie doszła do skutku, ale wierzył, że kiedyś upodobni się do ojca.

***


Najnowsza atrakcja ślubna dla Roberta i Natalii zaczęła się od małej łódki zrobionej z gazety i spuszczonej do rynsztoka przez Dimitriego Dotsenko. Mały stateczek płynął rwącym potokiem wzdłuż wysokiego krawężnika. Chodnikiem tuż obok biegł odziany w żółtą kurtkę z kapturem i czerwone kalosze kilkuletni chłopiec. Tego dnia padało i jak na złość musiał siedzieć w domu ze wszystkimi. Tutaj wszyscy, również matka, rozmawiali po polsku. Z nich wszystkich jedynie ojciec był Ukraińcem, a on w połowie, ale ta połowa wystarczyła, aby wszystko mu się mieszało. Mieszkając w Nadwórnej, na co dzień rozmawiali po ukraińsku, przyjeżdżając tutaj, wyłącznie po polsku. Tęsknił za babcią i z całą pewnością wolał zostać z nią, niż z ciotką Wandą.
- Zobacz, Dimitri – powiedział ojciec składając gazetę. – Okręcik.
- Fajna.
- Fajny, a nie fajna – poprawił go Artem i podał. – Sprawdź, czy popłynie, dobrze, synku?
Dimitri zarzucił na siebie pelerynę i wybiegł przed dom, a po chwili już gonił za okręcikiem w dół ulicy cały czas uważając, a by nie stracić łódeczki z widoku. Zagapiwszy się uderzył głową w barierkę zagradzającą zalaną część ulicy. Siarczyste uderzenie posłało chłopca na ziemię, ale tylko na moment. Szybko powstał i pobiegł dalej. Strumień ostatni raz zakręcił i wpadł do studzienki kanalizacyjnej. Dimitri z trwogą pomyślał o finale rejsu, gdy dostrzegł klauna czającego się za kontenerem tuż przy spływie.
Zaniepokojony niecodziennym widokiem zwolnił, a w końcu stanął w bezpiecznej odległości od jegomościa. Młot, który trzymał nieznajomy blokował okręcikowi spływ do kanału.
- Witaj, Dimitri – powiedział wesoło klaun. – Czy to twoja łódeczka?
Przytaknął.
- Bardzo ładna. Chcesz ją z powrotem?
Dimitri średnio chciał ją odzyskać. Papier był przemoczony i okręcik nie prezentował się już tak dobrze. Ponadto ojciec mógł zrobić kolejną. Ciotka Natalia miała mnóstwo gazet.
- Nie – odparł chłodnym głosem, przy którym nawet morderczy klaun poczuł się nieswojo.
- Oddam ci ją, jeśli przekażesz dorosłym wiadomość ode mnie.
Dimitri wzruszył ramionami. Co mu szkodziło? Ostatecznie żadnego wysiłku to nie kosztowało. Furiat odszedł zostawiając chłopca z rozmiękniętym od wody papierem i informacją. Okręcik niemal od razu trafił do kosza na śmieci, a wiadomość dla dorosłych doszła z opóźnieniem.

***


Doktor Donald Lomis prezentował się na tyle przeciętnie, aby nie zwracać na siebie niczyjej uwagi. Był niewysoki, okrągły, miał około siedemdziesięciu lat. Ubierał się w tweedowe marynarki, dopasowane do nich spodnie, a na głowie nosił kaszkiet zdejmowany wyłącznie przy ukłonie. Z charakteru był osobą nieustępliwą, władczą i odważną lub jak kto woli, niemiłosiernie upierdliwą. Charakter przed laty ugruntowała klęska zawodowa, która niczym choroba przeniosła się na życie prywatne, wyznaczając doktorowi jeden cel.
Zapukał, bo dzwonka nie było. Po kilku chwilach powtórzył czynność, a gdy to nie przyniosło efektu zapukał kolejny raz, ale bardziej stanowczo. W końcu drzwi otworzył Leszek.
- Dzień dobry – przywitał się, unosząc nieznacznie kaszkiet. – Doktor Donald Lomis. Pańscy rodzice mnie tutaj pokierowali – wyjaśnił, wskazując na duży dom za sobą.
- Czym mogę służyć?
- Chciałbym porozmawiać o Pawle.
Matuszewicza coś tknęło, ale nie dał tego po sobie poznać.
- O jakim Pawle? – zapytał ostrożnie.
- Ostrowskim! – doktor uniósł głos. – Pan był jego kolegą z dzieciństwa.
- A, tak byłem, a pan jest…
- Byłem ordynatorem w szpitalu psychiatrycznym w Kowalikach.
Leszek pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Mogę panu w czymś pomóc?
- Szukam Pawła i mam powody przypuszczać, że wrócił do Lipek, aby dokończyć swoje dzieło.
Leszek nigdy się nie zastanawiał nad sensem zbrodni Kapturnika. Paweł z jakiegoś powodu chciał kontynuować pracę ojca, ale w żadnym momencie swojej morderczej kariery nie upodobnił swoich działań do ojcowskich.
- Nie wiem.
- Poznałem go dziesięć lat temu – powiedział w zadumie psychiatra. – Powiedziano mi, że tam nic nie zostało. W Pawle nie było niczego; zrozumienia dla życia i śmierci, dobra i zła – westchnął niemal teatralnie. – Poznałem siedemnastoletniego chłopca bez emocji z najczarniejszymi oczyma… Spędziłem dwa miesiące na próbach leczenia go, a potem kolejne cztery na utrzymaniu go w zamknięciu, bo zdałem sobie sprawę, że to zło w najczystszej postaci.
- Niestety… Nie pomogę panu – Leszek bezradnie rozłożył ręce. – Nie mam kontaktu z Pawłem od tamtej nocy – jakiej, nie sprecyzował.
Lomis westchnął.
- Gdyby jednak Paweł skontaktował się z panem – zrobił pauzę i sięgnął do kieszeni marynarki. – Proszę do mnie zadzwonić – powiedział, podając mu wizytówkę.

***


- Donald Lomis – przeczytała Dominika. – Kojarzysz faceta?
- Nie wiem… znaczy nie – odparł. – Nie mam pojęcia, kto go tam leczył i z jakim skutkiem. Zapytam się Pawła o tego doktora dzisiaj.
- Będziesz go dzisiaj widział? – ożywiła się Dominika. – Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?
- Wyleciało mi z głowy – odparł, chowając wizytówkę do portfela.
- Robi się groźnie.
- Co masz na myśli?
- No ta cała sytuacja – odpowiedziała z irytacją w głosie. – Paweł, Krwawy Kapturnik, Furiat, a teraz jeszcze ten doktor. Z tego będą kłopoty.

***


Trzej detektywi umówili się na godzinę dziewiętnastą, po lekcjach. Trochę w nadziei, że dzięki temu ktoś jeszcze pojawi się na zaplanowanym spotkaniu w nawiedzonym domu. Ujawniły się dwa błędy związane z miejscem i czasem.
Nawiedzony dom w zasadzie stanowił budynek już tylko z nazwy. Istnienie bocznej ściany należało uznać umownie jako wydmę z gruzów ciągnącą się od frontu do krzaku dzikiej róży. Nawiedzony z kolei nie oznaczał paranormalnych zjawisk, ba, nikt już nie próbował udawać, że w ruinie straszy ktokolwiek poza miejscowymi pijaczkami. Miejsce na jakiekolwiek dyskusje o morderstwach zwyczajnie się nie nadawało. Słońce zaszło i jedynie światło dawały telefony Kingi, Bartka i Krystiana.
Licealiści stali skuleni w kącie budynku i rozmawiali półszeptem. Po jakimś czasie dołączyła do nich Iza Kosik.
- Idiotyzm – stwierdził oburzony Bartek. – Nie mogliśmy spotkać się u mnie w domu? Albo chociaż na rynku?
- Przegłosujmy to – zaproponowała Iza.
- Nie! – sprzeciwiła się Kinga. – Jeśli morderca odtwarza zdarzenia sprzed dziesięciu lat to jesteśmy tu, gdzie wszystko się zaczęło.
- A potem skończyło – dodał półgębkiem Krystian.
- A co ci tak zależy na tym, aby odtwarzać zdarzenia sprzed dekady? – zainteresowała się Iza.
- Gdzieś przeczytałam, że jeśli chce się odkryć tożsamość mordercy to należy myśleć jak on – wyjaśniła.
Za ścianą rozległ się szelest. Krystian uniósł głowę do góry. Zapadła cisza.
To musiał być wiatr – pomyślał. – Dzisiaj było bardzo wietrznie.
- Przejdźmy do rzeczy – poprosił Bartek. – Im szybciej to obgadamy, tym szybciej stąd pójdziemy.
Kinga, najlepiej przygotowana do spotkania, wyjęła z torebki kartkę z notatkami. Podświetlając gryzmoły zaczęła czytać:
- Kapturnik zaatakował dwukrotnie w szkole. Następnie uderzył podczas imprezy urodzinowej mean girl.
- Wiktoria nie ma urodzin w październiku – przypomniał Krystian.
- Co mają do tego urodziny Wiktorii? – zaciekawiła się Iza.
- Wiktoria to odpowiednik tamtej dziewczyny – wyjaśniła Kinga.
Za ścianą, jakby bliżej wybitego okna rozległ się szelest. Mimo swojej złowrogości cała czwórka zdecydowała się zignorować dźwięk.
- Ale będzie impreza halloweenowa u Wiktorii – zaznaczył Bartek. – Może tam uderzy morderca.
- I wtedy złapiemy go na gorącym uczynku! – postanowiła Kinga.
Jej ostatnie idealnie zgrały się z dźwiękiem opadającej siekiery. Ostrze uderzyło kończąc swój występ oślizgłym chlupotem. Krew rozprysła na twarze zgromadzonych, a Kinga upadła na ziemię przed nimi z rąbem siekiery wbitym w czubek głowy. Krwawy Kapturnik zaparł się usiłując wyciągnąć siekierę z rozłupanej czaszki.
- Gaz… - wymamrotał Krystian. – Gazu! Spierdalajcie!
Nastolatki ruszyły z dzikim wrzaskiem do drzwi nawiedzonego domu. Zaskoczony gwałtowną reakcją morderca zaczął w panice szarpać siekierę. Tej nocy postanowił sobie pójść na szalony rekord w dziedzinie slasherobójstwa i pozbawić życia, aż cztery osoby. Nie było opcji, aby trzy przyszłe trupy uciekły od tak sobie.
Pierwszy przed dom wybiegł Bartek i momentalnie pożałował swojej decyzji. Obuch siekiery uderzył go w szyję. Chłopak upadł na kolana. Łapiąc się za gardło usilnie próbował złapać i tak już przyśpieszony oddech. Napastnik poprawił cios, tym razem uderzając rąbem w szyję. Iza i Krystian biegli nie oglądając się na drugiego zakapturzonego mordercę.
Paweł zrzucił kaptur z głowy i spokojnie odprowadził ich wzrokiem. Z wnętrza charty wybiegł wreszcie Krwawy Kapturnik. Na widok Pawła Ostrowskiego stojącego nad trupem Bartka zamarł na moment.
- Jeśli planujesz zasadzkę to rób to z głową – poradził oschle Paweł.
Krwawy Kapturnik zrobił krok do tyłu. Ścisnął siekierę w ręku. Musiał zachować spokój. Tylko spokój…
- Jestem fanem pana twórczości! – zawołał prawie rozhisteryzowanym głosem młodzieniec.
- Miło mi – odparł zmieszany Paweł.
- To wszystko robię wyłącznie ze względu na pana – mówił roztrzęsiony morderca. – Losy Kapturnika ukształtowały mnie jako psychopatę. Uważam, że razem moglibyśmy pociągnąć legendę Kapturnika i…
- Dobra, nie zapędzaj się – Ostrowski w jednej chwili zirytował się. – Nie szukam przyjaciół.
- Może pan dać mi jakiś tip?
- Tak! Nie wchodź mi w drogę! – porada miała wydźwięk pasywno agresywnej uwagi, ale Krwawy Kapturnik przyjął ją z radością.

***

Adrian postawił kawę obok laptopa Marty, zaś swój odstawił na okrągły stolik. Kobieta nie odrywając wzroku od monitora podniosła kubek z napojem, aby natychmiast go odstawić.
- Rozmawiałam dzisiaj ze specjalistą od slasherowych morderców.
- To jest taki? – zdziwił się autentycznie, po czym palnął od niechcenia: - wczoraj widziałem się z Pawłem.
- Co, kurwa? Z Kapturnikiem?
- Ja, Leszek i Konrad – uściślił.
- Burski o tym wie? – przerwała mu.
- Jeszcze nie. Zadzwonię do niego.
- Nie waż się! Muszę pierwsza porozmawiać z Ostrowskim!
- Wątpię, że on będzie chciał rozmawiać z tobą – przyznał. – Poza tym podchodzisz do całej sprawy zbyt emocjonalnie.
- A ty?
- Co ja?
- Morderca Dekady zbrodni zabił twoją ciotkę – wytknęła mu.
- Ciotkę, której nie znałem – zaznaczył. – Zabił też…
- No dokończ – powiedziała rozzłoszczona.
- Marta – spróbował wycofać się, ale kobieta nie dała się ugłaskać.
- Moja matka była dziesiątą ofiarą dekady zbrodni, ale też nie pamiętam jej. Wychował mnie tato i zrobił to doskonale – mówiła spokojnie. – Nauczył mnie być twardą suką i to bardzo cenna, życiowo nauka. Jestem redaktorką naczelną Głosu Lipek, a nie jakąś blond idiotką. Przeprowadzę dochodzenie dziennikarskie, zdemaskuję Ostrowskiego i udowodnię wszystkim, że jestem godną następczynią mojego ojca – oczy Marty błyszczały szaleńczą determinacją.
- Przeginasz – stwierdził, mieszając łyżeczką w kubku.
- Skontaktuj nas.
- Nie wiem jak. Po dzisiejszej imprezie u Natalii ma odezwać się do Leszka. Tyle wiem.
Marta spojrzała na zegarek. Dochodziła dziewiąta.
- No to na co czekamy?! Jedziemy do Natalii!
Wtedy rozbrzmiał histeryczny dzwonek, a zaraz za nim łomot.

***


Obiadokolacja u Kozłowskich miała na celu omówienie detali związanych z wieczorami panieńskim i kawalerskim. Przy stole panowała luźna atmosfera, którą zapewniła butelka wódki, najpierw jedna, potem druga, a ciotka Wanda majaczyła coś o kolejnej, wiezionej z domu.
Leszek pił wolno. Pierwszy toast wzniósł niechętnie, ale obowiązkowo z całą resztą przechylił kieliszek wlewając jego gorzką zawartość do gardła. Przy kolejnych toastach; za państwo młodych, teściów, druhny, przyjaciół, ba, nawet jeden za Kapturnika, omijanie kolejek stawało się łatwiejsze.
- Byłoby zabawnie, gdyby teraz do salonu wbiegł morderca i wyrżnął wszystkich jak są nietrzeźwi – zaśmiał się, szepcząc do osoby obok.
Osobą obok na całe szczęście był Konrad. Ktoś z rodziny mógłby odebrać żart bardzo źle. Konrad i Dominika byli jedynymi osobami niepijącymi w towarzystwie.
- Jak to jest, że dzieciaki w slasherach zawsze piją alkohol, a mimo tego nie zataczają się? - spytał.
Konrad wyłączył na moment kamerę dając sobie w ten sposób czas do namysłu.
- Musimy pogadać o Pawle – rzucił nagle Leszek. – Był u mnie jego lekarz. Szuka go.
- I powiedziałeś mu, gdzie jest?
- Nie wiem, gdzie jest. To znaczy wiem, że jest w Lipkach, ale…
- Jaki Paweł? – wtrącił się siedzący obok Artem.
Jak na osobę, która wznosiła każdy toast, szwagier Natalii, wydawał się zupełnie trzeźwy.
Może tak samo mają dzieciaki w filmach? – pomyślał Leszek.
- Taki wspólny znajomy – podjął próbę wykręcenia się Konrad i szybko zmienił temat:
- Będzie jakiś kawalerski?
Artem spojrzał na Roberta żywo dyskutującego z wujem Władziem.
- On nie ma rodziny ani znajomych – powiedział ponuro. - Natalia prosiła, żebyśmy my dwaj – wskazał na Leszka – zabrali go gdzieś na piłko.
Głośną rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Nikt poza Natalią nie zwrócił uwagi na irytujący, ptasi odgłos. Dziewczyna na moment zniknęła we wnęce. Po krótkiej rozmowie do salonu za dziewczyną wszedł na oko, pięćdziesięcioletni mężczyzna w czarnej kurtce, czapce, opatulony szalem.
- Kochani! – przerwała wesołą rozmowę Natalia. – I przede wszystkim, ty, Robercie. Nie mogłam pozwolić, aby w ten ważny dla nas dzień nie było nikogo z twojej rodziny. Podzwoniłam i odnalazłam twojego wujka.
- Bogdan… - wymamrotał Robert.
- A to zwrot akcji – stwierdziła Asia, a Jowita i Wanda w milczeniu przytaknęły.
- Myślałam, że on nie ma rodziny – wyszeptała Dominika.
- No bo nie ma – odpowiedziała Jowita wpatrując się w nowo przybyłego gościa. – To znaczy do wczoraj nie miał.
Wanda bacznie obserwowała Roberta, po czym z uciechą dodała:
- Jak widać nie jestem tu jedynym niemile widzianym gościem.
Wujek Bogdan odłożył wierzchnią odzież i ruszył ku bratankowi wyszczerzając brzydkie, żółte zęby.
- No, Robercik, nie uściskasz wujka, którego nie widziałeś tyle lat?
Robert niechętnie podał rękę i jak rażony piorunem padł z powrotem na krzesło. Resztę wieczoru brylował wuj Bogdan. Wypiwszy dwa kieliszki zaczął snuć opowieść o rodzinie Mantajów, której, o dziwo, Natalia nie znała.
Matka Roberta zmarła przedwcześnie na jakąś paskudną chorobę, ojciec z kolei zwinął się z jakąś wredną babą zostawiając syna pod opieką starszego brata. Bogdan dla bratanka był niczym ojciec – edukował, karmił i łożył na utrzymanie. Potem ich drogi się rozeszły.
- Pracowałem w Afryce przez ostatnie pięć lat – mówił. – Niedawno wróciłem do Polski, a kilka tygodni temu skontaktowała się ze mną pewna piękna pani – wskazał na Natalię – zapraszając mnie na swój ślub z Robercikiem.
Robert milczał z trudem znosząc opowieści Bogdanowi. Leszek i Konrad usiłowali obstawić, kiedy pan młody wybuchnie i da wujowi w pysk.
Nikt nie zauważył, gdy do salonu wszedł Dimitri. Mimo późnej pory nadal nie spał. Usiadł między matką, a ciotką Wandą i chwilę przypatrywał się gościom siedzącym po drugiej stronie stołu.
- Widziałem klauna – powiedział wreszcie.
O ile normalnie taka informacja nie wywarłaby na nikim wrażenia tak po ostatnich atrakcjach spiorunowała weselników.
- Kazał przekazać, że wszyscy umrzecie.
Zapadła grobowa cisza. Pan Włodzio rozlał do kieliszków resztę wódki i nie czekając na toast opróżnił swój duszkiem.
Informacja otworzyła drogę do niekoniecznie mądrych spekulacji na temat mordercy.

***


Krystian i Iza biegli na oślep. Najpierw przez las, potem polanę, a na końcu boczną uliczką miasta. Kosikowa nie pytała o nic. Nawet, gdy weszli na klatkę schodową. Zdolność, częściową, racjonalnego rozumowania, odzyskała dopiero na drugim piętrze.
- Gdzie jesteśmy? - spytała zdyszana. – To nie jest policja!
- Nie możemy iść na policję – odparł równie zasapany kolega. – Powiedzą, że to my zabiliśmy Kingę i Bartka!
Po dzwonku zaczął uderzać pięścią w drzwi.
- Tylko jeden człowiek jest nam w stanie pomóc.
Drzwi otworzyła Marta Walewska.
- My do pana Adriana – powiedział beznadziejnie Krystian. – Jesteśmy z jego klasy.

niedziela, 22 września 2024

Gabrysia

UWAGA! SPOILERY! 

Gabrysia

Debiut
Nieszczęśliwa gwiazda (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.2)
Ostatni występ
Nieszczęśliwa gwiazda (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.2)
Kill count
0
Wiek
28
Zawód
Aktorka
Miejsce zamieszkania
Poznań
Ulubiony slasher
The Last House on the Left (2009)
Status
Nie żyje
Relacje Natalia (koleżanka)
Joasia (koleżanka)

 

Historia

Lata 2010-2019

Uczęszcza na studium aktorskie, gdzie zaprzyjaźnia się z Natalią i Joasią.

Slasher 4. Ostatni rozdział

Zostaje poproszona o zostanie druhną numer 2 na ślubie Natalii i Roberta. Przed przyjazdem do Lipek zostaje zamordowana przez Furiata.

Cytaty:

Joasia o Gabrysi (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1):

"Zawsze wiedziałam, że to zołza nie z tego świata"

sobota, 21 września 2024

Rozdział 26: Nieszczęśliwa gwiazda

Komendant Burski na miejsce zdarzenia przyjechał trzydzieści minut po północy. Na widok znajomej grupy tłoczącej się przed wejściem na działkę Kozłowskich przeklął w myślach.
- Czy ja jestem urodzony pod jakąś nieszczęśliwą gwiazdą? – spytał sam siebie.
Martynka uważała, że baran będzie miał trudny październik. Zaczynał w to wierzyć. I tylko dlatego, że inny, nie tyle zodiakalny, co umysłowy, baran, postanowił zamordować dziewczynę.
Na działkę jechał nie do końca wiedząc, czego ma się spodziewać. Ze zgłoszeniem zadzwonił pan Władzio. Kozłowski grzecznie poinformował, że jego córka jest mordowana. Słuchawkę wyszarpnęła mu mordowana córka. Dziewczyna zaprzeczyła i niejako potwierdziła słowa ojca.
Przyzwyczajony do tego typu idiotyzmów Burski wsiadł w samochód i pojechał na miejsce mordu niedokonanego. Tam należało przejąć inicjatywę. Wiedział, że z tymi ludźmi inaczej się nie da. Przesłuchał wszystkich i ustalił plan wydarzeń.
Zadziały się dwie niemal równoległe sprawy, które połączył finał. Pierwszą był atak faceta z siekierą, a drugą ucieczka przed klaunem.
- Kapturnik – dodał od siebie Adrian.
Leszek skrzywił się. Pawła nie widzieli od momentu pożaru w hotelu Barok. Jego powrót po dziesięciu latach do Lipek byłby niczym zły omen, niepożądany, ale wyjątkowo trafny.
- Co robiliście na łące? – spytał policjant.
Izie zrobiło się słabo. Fejkowa siekiera ciągnęła ją ku ziemi, a czerwona kurtka z kapturem paliła plecy.
- Po co tam poszliście?
Krystian milczał udając, że nie słyszy pytania Burskiego.
Niespodziewanie z ratunkiem przyszła im Dominika.
- Czy to może być naśladowca Pawła?
- Pawła?! – zaciekawiła się Asia. – To ten szaleniec?
Nikt nie odpowiedział.
- A co z wami? – spytał Burski kierując spojrzenie na Adriana i Natalię.
- Usłyszeliśmy krzyk i ruszyliśmy w jego stronę – odparł zgodnie z prawdą Korba. – I wtedy wpadliśmy na przebierańca z młotem – kolejne słowa wychodziły mu z ust mechanicznie.
- To był klaun – dodała do relacji Natalia. – Zaczął nas gonić i spotkaliśmy tych dwoje – wskazała na Izę i Krystiana.
- Chwileczkę! – przerwał Andrzej. – Jesteście pewni wyglądu?
Natalia potwierdziła. Klauna i Kapturnika nijak można było ze sobą pomylić.
- Nas gonił Kapturnik – podkreślił nastolatek.
- Czy to znaczy, że jest dwóch różnych morderców? – spytała Marta.
- Jakby z jednym było mało problemów – rozzłościł się Adrian. – To teraz może będzie dwóch niezależnie działających psychopatów.
- Klaun jeszcze nikogo nie zabił – zauważył optymistycznie Leszek, ale natychmiast zamilknął.
Człowiek w przerażającym kostiumie z bronią (tak mógł nazwać narzędzie), biegający za ludźmi ma prawdopodobnie jeden cel.
- Małgosię ktoś zabił. Zakładasz, że to ten w kapturze? – spytał zaciekawiony Adrian.
- Mają różne stroje – wymamrotał Krystian. – A więc i różne cele. Przebranie mówi wiele o intencjach mordercy. Klaun jest ironiczny, prześmiewczy, a nowy Kapturnik próbuje odtworzyć zdarzenia sprzed dziesięciu lat – mówił z narastającą energią. – Usiłuje w ten sposób napisać starą historię na nowo. To będzie krwawa rzeźnia! Ostatni rozdział! Nikt nie jest bezpieczny! Wszyscy umrzecie… - syknął złowrogo.
Iza profilaktycznie odsunęła się od głupka.
- A więc naśladowca – westchnęła Marta. – Czy policja będzie milczeć w tej sprawie jak lata temu? – poprosiła o komentarz Burskiego.
- Ja tu jestem od zadawania pytań! – uniósł się komendant. – Co w tym czasie robili goście?!
- Usłyszeliśmy wołanie i wybiegliśmy przed dom – wyjaśnił Władzio.
- A dalej?
- A dalej szukaliśmy Natalki i Adriana – dodał Robert obejmując narzeczoną.
Sprawa wyglądała następująco. Iza i Krystian podczas wieczornego spaceru zostali napadnięci przez Kapturnika. Ich wołania o pomoc zaalarmowały gości Kozłowskich, którzy natychmiast ruszyli z odsieczą. Przed domem każdy poleciał w inną stronę. Krzyki usłyszeli również Adrian i Natalia, czyje dokładnie, ciężko sprecyzować. Para wpadła na klauna, a potem na nastolatków uciekających przed Kapturnikiem.
- Kto jest w gronie podejrzanych? – spytał Adrian.
- Wszyscy.
- Wszyscy? My też? – zdziwił się Leszek.
- Zwłaszcza wy – odparł stanowczo policjant. – Nikt nie powiedział, że lata temu żadnemu z was nie odbiło przez nadmiar trupów. Poza tym nikt nikomu nie da mocniejszego alibi. Rozdzieliliście się przed domem, prawda?
Śladów jako takich nie dało się zdobyć. Raz, wszystko zadeptali goście, a dwa był środek nocy. Ze względu na brak trupów Burskiemu nie udało się ściągnąć żadnego laboranta do poszukiwań. Bo niby kogo? Jakiś dziad w masce może sobie biegać i kto mu zabroni? Trzeba było czekać na kolejny ruch.
Marta jako naczelna Głosu Lipek i niemalże uczestniczka pierwszego ataku klauna mordercy pozwoliła sobie na nadanie imion obu agresorom. Zakapturzony z racji podobieństwa do Kapturnika musiał pozostać lojalny tradycji i być Kapturnikiem. Od siebie dziennikarka dodała przymiotnik „krwawy”. Drugi z racji pośpiechu i chaosu towarzyszącemu mu podczas akcji – tak zeznali Adrian i Natalia – został ochrzczony Furiatem.

***


Telefon od Jowity początkowo nie zwiastował nowych problemów. Kuzynka Natalii, a zarazem pierwsza i najważniejsza druhna, zadzwoniła z informacją o czasowym poślizgu. Spóźnienie było wywołane najpierw długim postojem na granicy polsko-ukraińskiej, a potem jeszcze kolejnym, tym razem u ciotki.
– Lepiej, że nie dotarli na kolację zwieńczoną waszą ucieczką przed wariatem, niż mieliby dołączyć do grona podejrzanych – przyznał Robert, a Natalia mu przytaknęła.
Po wydarzeniach w Staraszewie opiekę nad Jowitą do uzyskania przez nią pełnoletniości przejęli Kozłowscy. Dziewczyna zamieszkała razem z nimi w Lipkach, cały czas utrzymując kontakt z Artemem. Po ukończeniu osiemnastu lat dziewczyna wróciła w rodzinne strony, gdzie czekał na nią Artem. Uklęknął, poprosił o rękę i wyjechali na Ukrainę.
Jowita stała przed drzwiami, a Artem wypakowywał walizki z bagażnika. Gdy tylko Natalia otworzyła drzwi kuzynka podała jej swojego syna, a sama przeniosła przez próg dużą torbę podróżną.
- O, mój ukochany siostrzeniec – powiedziała z gasnącym entuzjazmem. Po uściskaniu chłopca postawiła go na ziemię i popchnęła w głąb domu, a sama spytała:
- Dlaczego przywieźliście ze sobą Dimitriego? Myślałam, że zostawicie go u ciotki Wandy.
- Jeśli chodzi o ciotkę…
I wtedy Natalia dostrzegła ciotkę Wandę w pełnej okazałości, tarabaniącą się z tylnego siedzenia samochodu. Artem był bliski rozpaczy. Po kilkunastogodzinnej podróży usiłował pomóc ciotce wygramolić się z auta, ale za dobre chęci został wyłącznie zrugany.
- Wiem, że nie miałam jej przywozić, ale już na nas czekała z walizkami w progu. Co miałam zrobić? Tak bardzo chciała cię zobaczyć w bieli.
- Akurat.
- A Dimitri? Nie mogliście zostawić go z opiekunką?
- Ciotka miała się nim zaopiekować - przypomniała.
- A jakaś inna opiekunka?
Jowita głośno westchnęła. Sześcioletni syn Jowity i Artema należał do dzieci zawziętych, a długa historia niani nie nadawała się na szybką opowieść w drzwiach. Należało usiąść i pogadać. Natalia nie oponowała. Sama również chciała streścić rodzinie wydarzenia z wczorajszej nocy.
- Cześć – przywitał się Artem.
- O, już myślałam, że nie doczekam się ślubu mojej Natalki! – zawołała ciotka.
- O, co też ciocia…
- Moje zaproszenie przepadło gdzieś na poczcie! Dasz wiarę? – powiedziała, przepychając się do środka.
- Wysłałam zawiadomienie o uroczystości.
- Tak, dostałam, ale bez zaproszenia. Władek! Władek! - ryknęła. - Gdzie jesteś?! Kawę zrób, a potem coś mocniejszego!
- Szkoda, że coś innego nie przepadło na poczcie – mruknęła nerwowo Natalia.

***


Wydarzenia wokół trupa ułożonego na forum klasy trzeciej de zepchnęły na dalszy plan zajęcia geograficzne i jakiekolwiek inne. Krystian liczył, że ich wczorajsza przygoda na łące przejdzie ulgowo. Oczywiście, zrobił się raban na całe Lipki, ale kto mógł mu udowodnić, że to właśnie on i Iza zdołali uciec przed Krwawym Kapturnikiem? Tu z pomocą przyszła redaktorka Walewska z Głosu Lipek. Dziennikarka opisała sobotnią masakrę z najdrobniejszymi detalami. W poniedziałek wszyscy wiedzieli, że bohaterami akcji są Krystian Herman i Iza Kosik.
Ósemka uczniów trzeciej de siedziała na ławkach przed budynkiem szkoły usiłując dojść do ładu z krwawą aferą. O ironio, dziesięć lat wcześniej w tym samym miejscu po raz pierwszy o nawiedzonym domu rozmawiali Adrian, Konrad, Paweł i Leszek.
- Nawet nie pamiętam, że się wywróciłam – przyznała Iza czytając fragment poświęcony swojej osobie.
- Bo jesteś głupia – warknęła Karolina.
- Po co ja w ogóle tutaj siedzę? – zirytowała się Wiktoria. – Nie mam z wami nic wspólnego!
- Ale masz z Kajetanem – zaznaczył Bartek.
Kajetan nie odzywał się. Blady siedział na ławce ze spuszczonym wzrokiem. Od popełnienia pierwszej zbrodni stał się głównym podejrzanym i nic nie wskazywało na to, że przestanie nim być.
- Bzdura – skwitowała obrażona.
- Ja idę na lekcje – rzucił Dawidek.
Było pięć minut po dzwonku, gdy Dawid, Kajetan, Wiktoria i siostry Kosikowe ruszyli do szkoły. Pozostali jeszcze przez chwilę siedzieli w ciszy. Nikt nie chciał podjąć inicjatywy, ale ktoś musiał.
- Dobra! – odezwała się z nową energią Kinga. – W necie natrafiłam na serię artykułów o mordercach z Lipek. Jeśli ten „nowy” usiłuje rimejkować tamte wydarzenia to jest kilka punktów o jakie zaczepi – mówiła.
- Nawiedzony dom, impreza urodzinowa, szkoła… - wyliczył pod nosem Krystian.
- Powinniśmy udać się do nawiedzonego domu jak tamte dzieciaki – zaproponowała i nie czekając na reakcję chłopaków dodała – tylko wy mnie nie wystawcie i koniecznie powiadomcie pozostałych. Musimy ustalić, kto jest w największym niebezpieczeństwie.
Jakiś plan powstał. Pytanie o jego sens czy kierunek wydawały się bezzasadne. Kinga w jednej chwili wyrosła na zdecydowaną heroinę o ugruntowanych poglądach na sprawę Kapturnika. Krystiana o bycie mordercą nie posądzała, a do Bartka nie miała przekonania.

***


- Dzień dobry, panie Władku! – powiedział operator kamery i zrobił zbliżenie na zniesmaczony pysk Kozłowskiego.
- A on czego tutaj? – rzucił pytanie w głąb domu.
Natalię nie było w stanie już nic zdziwić. Jej ślub z niewiadomych przyczyn przyciągał niepożądanych gości; zaczęło się od morderców, a kończyło na ciotce Wandzie. Tym razem do domu Kozłowskich przywiało Konrada. Brzęcki w skupieniu filmował ojca panny młodej.
- Cześć – powiedziała słabo Natalia. – Co tu robisz?
- Zostałem wynajęty jako kamerzysta na twoje wesele – odparł, odłożył sprzęt i podał Władkowi wizytówkę.
- Wynajęłaś go? – zdenerwował się pan Władzio. – Nie było nikogo lepszego?
- Panie Władziu – wtrącił się na siłę wpychając się do wąskiego korytarzyka. – Jestem reżyserem filmowym! Nie każdy dostępuje zaszczytu, aby jego ślub został sfilmowany przez Tarantino albo Scorsese.
Kontrę ze strony Kozłowskiego wyprzedził krzyk Asi. Rozentuzjazmowana kobieta wręcz rzuciła się na szyję Brzęckiego.
- Nie mówiłaś mi, że na twoim weselu będzie wybitny reżyser offowego kina grozy! Oglądałam wszystkie trzy pańskie filmy! Też jestem z branży! Joanna Łysiak! Może pan słyszał o mojej kreacji…
Wtedy w Natalii coś pękło.
- Niech mnie któryś z tych typów zaszlachtuje przed tym niewypałem! Kto cię zatrudnił?!
- Ja – do zgromadzonych w korytarzu dołączył Robert.
Im bliżej ślubu, tym bardziej nerwowa atmosfera wypełniała dom Kozłowskich. Natalia i Robert zamknęli się w pokoju i długo rozmawiali. Jowita, Asia, Konrad i Artem siedzieli w salonie w dziwnym napięciu wyczekując rezultatów rozmowy. Asia napomniała o klaunie i zakapturzonym, którzy w jej opinii najbardziej działali na nerwy pannie młodej.
- Ponura sytuacja – skomentował Konrad dając zbliżenie na śliczną blondynkę.
Asia przytaknęła dodając, że prawy profil ma lepszy.
- Znalazłem go u ciebie w znajomych na fejsie – powiedział Robert. – Na swoim profilu reklamował się jako fotograf i kamerzysta ślubny. Nie wiedziałem, że to będzie taki problem dla twojego ojca i ciebie.
- Tata nie lubi Brzęckich. Zosia, siostra Konrada, kiedyś ugryzła go w udo – odparła. – Dla mnie to nie kłopot. Konrad może zostać kamerzystą.
Robert złapał za dłoń narzeczonej i czule ją ucałował.
- To o co chodzi? Możesz mi powiedzieć o wszystkim.
- Nie wiem… Chyba o Wandę – odparła zdenerwowana.
- Nie cieszysz się z wizyty ciotki?
- Jesteśmy jak komplet mebli z Ikea. Niby wszystko do siebie pasuje, ale zawsze znajdzie się ten jeden element, który chrzani kompozycję. To właśnie ciotka Wanda. Poza tym przyjeżdża jeszcze moja matka, a od rozwodu ona i ojciec nienawidzą się.
- Cieszę się, że przynajmniej nie martwią cię mordercy z Lipek – odparł z uśmiechem Robert.
- Nie – machnęła ręką. – Do tego akurat jestem przyzwyczajona.

***


Leszek wyszedł na papierosa kilka minut po jedenastej. Z Dominiką zatrzymali się u jego rodziców, a dokładniej w altance dla gości, ukrytej w głębi podwórza, za domem seniorów. Dom Matuszewiczów stał na niewielkim wzniesieniu, zaś altanka na ostro spadającym zboczu przez co z ulicy można było dostrzec wyłącznie jej prosty dach pokryty papą.
Leszek dopalał papierosa, gdy z ogrodu dobiegł go hałas przypominający brzdęk uderzających o siebie garnków. Zza altanki wyłoniła się zakapturzona postać. Nieznajomy złapał mężczyznę za szyję i popchnął do przodu. Matuszewicz spróbował złapać za parapet i od biedy narobić hałasu stukając w okno, ale napastnik skierował go w głąb podwórza. Przez chwilę usiłował stawić mu opór, ale wysiłek poszedł na daremno. W końcu stracił równowagę, upadł i sturlał się w krzaki.
Kapturnik przycisnął go nogą do ziemi. Spokojnie sięgnął po siekierę przymocowaną do pasa, a następnie przyłożył jej trzonek do szyi ofiary. Czuł jak braknie mu powietrza, ale zakapturzony nie przestawał napierać. Każdy kolejny oddech przychodzi mu z coraz większym trudem. Poddawał się, gdy Kapturnik poluzował uchwyt.
- Gdybym chciał to już byś nie żył – powiedział z rozbawieniem.
W końcu zsunął kaptur i ściągnął białą maskę. Leszek zamarł na widok Pawła. Odzyskując dech w piersiach przeczołgał się od krzaków pod ścianę altanki na moment nie spuszczając wzroku z Ostrowskiego.
- Pojebało cię! – krzyknął chciwie łapiąc oddech.
Paweł przystawił ostrze siekiery do jego policzka dając mu do zrozumienia, aby ściszył głos.
- Zwariowałeś – powiedział ciszej. – Co tu robisz? Policja cię szuka.
- Szuka od dziesięciu lat i jakoś znaleźć nie może.
- Znowu zabijasz? Ktoś zamordował dziewczynę z naszej szkoły i…
- Wiem – przerwał mu. – Krwawy Kapturnik i Furiat. Czytałem o nich w gazecie.
Leszek ostrożnie wstał.
- To znaczy, że to nie ty?
Paweł przypiął siekierę do paska i podniósł z ziemi białą maskę.
- Nie, ale mam czuja, że tych dwóch wiele łączy z naszą paczką.
- Wiedziałem, że ktoś, kiedyś spróbuje mnie dobić, ale nie na weselu Natalii – powiedział z niesmakiem. – Łączy? Z nami? Ale co?
- Pogadajmy o tym jutro. Tutaj, o tej samej porze. Ty, ja, Adrian i Konrad – po tych słowach zarzucił na głowę kaptur i ruszył w dół posesji. Leszek jeszcze chwile stał w bezruchu spoglądając na postać znikającą w mroku.

***


Adrian siedział przy biurku na krzesełku na kółkach, zaś Konrad i Leszek zajmowali miejsca na rozkładanej sofie. Dominika weszła do pokoju z herbatą. Postawiwszy kubki na niewielkiej ławie sama usiadła na krześle pomiędzy biurkiem, a szafą.
- On naprawdę tutaj przyjdzie? - spytał Konrad.
- Tak mi powiedział.
- Powinniśmy zawiadomić Burskiego – rzuciła Dominika. – Układanie się z Kapturnikiem jest najgorszym rozwiązaniem.
- Masz rację, ale jestem ciekawy, co wie na temat tamtych dwóch – przyznał Adrian. – Jakoś nie chce mi się wierzyć, że dziwnym zbiegiem okoliczności w Lipkach po dziesięciu latach pojawia się nowy morderca i on.
- A mocno się zmienił? – pytał z zaciekawieniem Konrad.
Leszek wzruszył ramionami. W zasadzie to nie wiedział. Jasne, blizna na twarzy będąca pamiątką po wydarzeniach z hotelu, zmieniała go wizualnie, ale co z charakterem? Paweł był dla niego praktycznie obcą osobą.
- Myślisz, że ludzie się zmieniają? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- W jakimś stopniu, tak – przyznał ostrożnie. – Ja dla przykładu jestem po rozwodzie i trzech filmach. Różne rzeczy na nas wpływają.
Leszek zamyślił się. Jakie rzeczy mogły mieć wpływ na Pawła? Szaleństwo matki? Mordercze skłonności ojca? Pierwsza ofiara? Zuza? Gdzie był ten moment, który przeważył szalę obłędu i popchnął Pawła w stronę Kapturnika?
Przez uchylone okno do pokoju wszedł Ostrowski wywołując chwilowe zamieszanie wśród siedzących.
- Cześć – przywitał się i jak gdyby nigdy nic zajął miejsce na krzesełku przy ławie. – Wszedłem tędy, bo nie chciałem ryzykować zauważenia przez kogokolwiek. Ale się zmieniliście!
- No ty też – rzucił grzecznie Brzęcki.
- Dominika – Paweł zwrócił się do kobiety – wyglądasz jeszcze piękniej, niż podczas naszego ostatniego spotkania – mówiąc to pogładził się po chropowatej szyi.
- Nie mów tak, bo jeszcze spalę się ze wstydu – przygadała mu i rozgniewana przeszła do kuchni, skąd słuchała dalszej części rozmowy.
– Nie do końca wierzyłem w twój powrót, ale jednak. Kapturnik powrócił do Lipek – odezwał się Adrian. – Po co przyjechałeś?
- Zbieram drużynę psychopatycznych morderców - odparł najnormalniej w świecie. - Coś jak Avengers tylko z ostrymi przedmiotami i hektolitrami krwi.
- A tak na poważnie? - Adrian wydawał się zniecierpliwiony. - Czego chcesz od nas?
- No jak to, czego? Pojawił się nowy morderca. Myślałem, że przegadamy sprawę jak za dawnych czasów.
- Masz z nimi coś wspólnego? – zapytał Konrad.
- Ten jeden to chyba mój naśladowca.
- Myślałem, że rzucisz nowe światło na sprawę – westchnął rozczarowany Leszek.
- Krwawy Kapturnik nie celuje w nas tylko w dzieciaki ze szkoły.
- W moich uczniów! Musimy mu przeszkodzić!
- Tak szczerze... – zaczął Konrad. – Gdy Kapturnik polował na nas to dorośli nie kiwnęli nawet palcem.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Niech radzą sobie sami. My zajmijmy się klaunem, bo to mnie nieco bardziej przeraża.
- O klaunie nie wiem jeszcze nic – przyznał Ostrowski. – I to martwi mnie bardziej – zamilknął na chwilę. – Ja z racji, że jestem i tak poszukiwany mam ograniczone pole manewru, ale wy możecie popytać. Odezwę się za kilka dni, cześć – po tych słowach ostrożnie wygramolił się przez okno.

***


Gabrysia spoglądała na zamaskowanego człowieka z rozbawieniem. Klaun wyglądał przerażająco, ale w strasznej facjacie znajdowała coś pociesznego.
- Kochanie, po co się przebrałeś?
Furiat pchnął ją na ścianę. Sięgnął po młotek i raz uderzył w łeb. Druhna osunęła się po ścianie na podłogę. Jeszcze przez chwilę stał nad nią i spoglądał. W końcu sięgnął po telefon ofiary.
Nie przyjadę na ślub. Coś mi wypadło. Sorki – napisał wiadomość do Natalii.