sobota, 29 czerwca 2024

Figlarz

UWAGA! SPOILERY! 

Figlarz
Debiut
Pomyłka (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.1)
Ostatni występ
Kiedy dzwoni stary znajomy (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.2)
Kill count
4
Inspiracja
Krwawy odwet (1986)
Tożsamość
Arkadiusz Figlarski
Cel
Zemsta na twórcach "Slasherowej Rzeźni"
Broń
Różne
Lata aktywności
2020
Wiek
33
Zawód
Morderca
Miejsce zamieszkania
Lipki
Status
Nieznany

 

Historia 

Slasherowa Rzeźnia 

Po serii artykułów na temat slasherowych morderców Marcina Szymańskiego, jego redaktor, Sawicki nakłania chłopaka, aby z dwójką znajomych z forum „Slasherowa Rzeźnia” założył stronę poświęconą mordercom. Marcin, Miecio i Figlarz nie potrafią się dogadać i projekt upada. Cztery lata później Arek Figlarski postanawia zabić wszystkich odpowiedzialnych za upadek strony. Pod pseudonimem Figlarz zaczyna nękać Szymańskiego telefonami, a w międzyczasie zabija Miecia, redaktora Sawickiego i sąsiada Marcina. W ostatniej walce zostaje raniony i spada ze schodów, ale jego dalsze losy nie są znane.


Lista ofiar
Kolejność
OfiaraOkolicznościRozdział
Figlarz
1 autor Mieciozabity dzień przed akcją opowiadania
Kiedy dzwoni stary nieznajomy (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.2)
Arek
 2
redaktor Sawicki uduszony słuchawką telefonu w w redakcji
Pomyłka
(Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.1)
 
Arek
3
sąsiad Kowalskizamordowany we własnym mieszkaniu
Kiedy dzwoni stary nieznajomy (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.2)
Arek
4
policjant
zaatakowany na klatce schodowej
Kiedy dzwoni stary nieznajomy (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.2) 
Arek

 

Cytaty:

Wygląd maski (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.1):

"Chociaż maska była wykonana z taniego tworzywa to zaskakiwała profesjonalnym wyglądem. Miała kremowy kolor, paciorkowe oczy i krzywy uśmieszek, od którego odchodziły zmarszczki. Głowę przyozdabiała czapka z trzema rogami wykończonymi złotymi dzwoneczkami. Żaden z nich nie wydawał z siebie dźwięku".

Ciekawostki:

Początkowo chciałem wzorować maskę Figlarza na masce z filmu Smile, ale przydomek nie pasował mi do "twarzy" i zmieniłem maskę na tę z "Krwawego odwetu".


Slasher. Nieodebrane połączenie

UWAGA! SPOILERY! 

Slasher. Nieodebrane połączenie
Pierwszy rozdział
Pomyłka
Ostatni rozdział
Kiedy dzwoni stary znajomy
Ilość rozdziałów
2
Prefiks
NP
Czas akcji
2020
Miejsce akcji
Kowaliki
Antagonista
Figlarz
Znajomość historii
Najlepiej przeczytać po Slasher 4. Ostatni rozdział
Powiązanie
Slasher. Szkoła
OpisMłody i wyjątkowo przystojny pisarz jest nękany przez wariata.

 
Spis treści
Rozdział Tytuł
1Pomyłka
2Kiedy dzwoni stary znajomy

Główni bohaterowie

Marcin

Kasia

Paulina

Sergiej

Postaci drugoplanowe/epizodyczne:

redaktor Sawicki

sąsiad Kowalski

komendant Burski

autor Arek

Cytaty:

O występowaniu Slasherów (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.2):

"Częste zjawisko występowania trupów i morderców w maskach przez lipczan mogło być uznawane za naturalne, w granicach absurdalnej normy, jak miejscowa fauna i flora oraz zjawiska atmosferyczne". 

Nieodebrane połączenie: Pomyłka (rozdział 1)

Był piątkowy wieczór. Mail z redakcji nie przyszedł ani we wtorek, ani we środę, ani we czwartek stanowiący ostatni, umówiony z redaktorem, termin. Zaniepokojony raz jeszcze przejrzał tekst wysłany do publikacji. Prześmiewczy, jak mu się wcześniej wydawało, tytuł teraz brzmiał idiotycznie, ale jeszcze nie na tyle, aby nie przeczytać go na głos:
„Kiedy twoja babcia okazuje się szaleńcem w masce. Różne ujęcia slaszerycznych morderców”.
Wybrał z pamięci numer do redakcji. Po dwóch sygnałach telefon odebrał redaktor.
- Słucham.
W jednej chwili autora opanował strach przed rozmową. W najgorszym koszmarze stanowiącym interakcję z pracodawcą podjął decyzję o jej zakończeniu. Tryumfalnie rzucił słuchawką, aby przez ułamek sekundy poczuć się jak bohater. Niczym Alice Grady wymierzająca sprawiedliwość stępioną maczetą. Był bohaterem dla siebie samego. Ułamek sekundy minął. Niczego się nie dowiedział. Pozostało wrócić na kanapę w poczuciu klęski. Nagle rozbrzmiał telefon. Z nową energią rzucił się do słuchawki.
- Halo?
- Cześć, Marcin – odezwał się redaktor. – Dzwoniłeś?
- E… - dał sobie moment na zastanowienie. – Nie.
- Dzwoniłeś i nie odezwałeś się – tym razem głos redaktora zabrzmiał groźniej.
- Skąd wiesz, że to ja? – spytał chwilowo nie panując nad własnym idiotyzmem.
- Wyobraź sobie, że smartfony wyświetlają numery telefonów.
Wyobrażenie złośliwego smartfona wyświetlającego numer telefonu uderzyło w niego dosadnie i agresywnie pozostawiając po sobie uczucie zażenowania.
- Słuchaj – powiedział zmęczonym głosem. – Jeszcze jestem w pracy. Jeśli czegoś chcesz to mów.
- Byłem ciekawy… - teraz nie było odwrotu. – Byłem ciekawy… - rzuć słuchawkę, rzuć słuchawkę, słyszał w głowie, nie rób tego! - Chciałem wiedzieć, czy przejrzałeś podesłany tekst.
Westchnięcie po drugiej stronie słuchawki było niemal rozdzierające. Dobrze wiedział dokąd zmierzała dalsza część rozmowy. Redaktor powie mu o tym, że ma talent, że potrafi pisać, ale ten tekst jest niedopracowany, że można go dopuścić do druku po drobnych poprawkach i…
- Gówno, a nie tekst – usłyszał, ale dalej nie dodał niczego o talencie, niedopracowaniu i drobnych poprawkach. Temat urwał się na śmierdzącym obiekcie.
- Mam napisać nowy?
- Nie wiem - uniknął odpowiedzi. – Banał goni banał i o ile ostatnio wepchnąłem twój tekst o morderczym klaunie, tak ten o babci już nie przejdzie. Po prostu nie.
- To o czym mam pisać?
- Możesz pisać o slasherowych mordercach – przyznał łaskawie redaktor. – Ale rób to w ramach reportażu, a nie pieprząc o jakiejś freudowskiej analizie psychologicznej.
- Myślałem… - wszedł mu w słowo. – Myślałem, że ludzi interesują takie profile.
- Owszem, interesują, ale muszą być wykonane przez kogoś kompetentnego, a nie człowieka, który o sprawach slasherowych morderców pisze wyłącznie w oparciu o informacje znane z mediów. Innymi słowy, nie chcesz pisać gówna, nabierz doświadczenia!
Rozłączył się.
Marcin jeszcze chwilę stał ze słuchawką przyciśniętą do ucha analizując cenną poradę redaktora.
- Czy ja mam się dać zabić dla nabrania doświadczenia?
Znowu zadzwonił telefon. Marcin odebrał już z automatu.
- Słuchaj! – po drugiej stronie odezwał się dźwięczny głos Pauliny. – Jesteśmy u ciebie za dwadzieścia minut!
Rozłączyła się.
Rozmowy telefoniczne z Pauliną zwykle przebiegały w ten sam sposób. Były krótkie i informacyjne. Ponadto dziewczyna nigdy się nie przedstawiała, co charakteryzowało jedynie dwie, nie uprzedzając dalszych slasherycznych faktów, znajome Marcinowi osoby.
Czasami zastanawiał się, czy przyjaciół ściąga do niego jakaś dziwna aura niepowodzeń? Gdy w życiu przytrafiała mu się mała lub wielka szkoda dzwonił telefon. Taki informacyjny od Pauliny, od Kasi zawsze przeciągał się do późnych godzin nocnych, zaś ten od Siergieja zawsze zaskakiwał. I chociaż był wdzięczny za zainteresowanie i bez tych telefonów czułby się okropnie źle to musiał pomarudzić na ich upierdliwość oraz bezzasadność.
Telefon zadzwonił. Odebrał i śmiało odezwał się pierwszy.
- Halo.
- Halo – odpowiedział pan po drugiej stronie.
- Tak?
- Kto mówi? – spytał pan po drugiej stronie.
- A z kim chcesz rozmawiać? – odbił przezornie pytaniem.
- Co to za numer? – pan po drugiej stronie wykazywał objawy ewidentnego zidiocenia ewentualnie zachowanie godne telemarketera usiłującego wyłudzić czas.
- Pomyłka – odparł Marcin odkładając słuchawkę.
Przez moment czuł się jak Drew Barrymore. Z tym, że sam nie posiadał blond grzywki, ale reszta była całkiem podobna. I wtedy znowu zadzwonił telefon.
- Tak? – tym razem zmienił formę w nadziei, że rozmawia z którymś ze swoich przyjaciół.
- To znowu ja – w telefonie rozbrzmiał głos faceta od pomyłki.
Pijany albo głupi – pomyślał Marcin i w miarę grzecznie odpowiedział:
- Pomyłka.
- Nie rozłączaj się! Musimy porozmawiać!
- Kim jesteś?
Nieznajomy nie miał zamiaru odpowiadać na tak tendencyjne i psujące dalszą zabawę pytanie:
- Jaki jest twój ulubiony slasherowy morderca?
- Em… - Marcin zawahał się.
Zagadnienie slasherowych morderców było na tyle szerokie, że nie potrafił odpowiedzieć na pytanie z marszu. Jeżeli powie Króliczek Bożonarodzeniowy to skompromituje się na całej linii mimo upodobania do jego genezy. Z kolei Szyderca był ciekawy ze względu na genezę jak i późniejszy, okryty tajemnicą los. Ostatecznie postanowił wybrać bezpieczną klasykę:
- Rypany Drań! A twój? – spytał, dając się wciągnąć w idiotyczną dyskusję.
- Zgadnij.
- Kapturnik?
- Ten koleś z Lipek? – dopytał rozmówca.
- Tak – dla uściślenia dodał: - ten pierwszy. Kolejny Kapturnik był beznadziejny.
Rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Marcin pożegnał rozmówcę i pobiegł otworzyć. W korytarzu rozległ się raban. Paulina i Kasia spotkały na klatce Siergieja i w tym składzie dobili do mieszkania.
Kasia od razu zaczęła opowiadać o meandrach związanych z nieplanowaną wizytą, Siergiej zaczął rozpakowywać zakupy składające się głównie z wina i zakąsek, zaś Paulina usiadła w oknie z papierosem i spokojnie przyglądała się pozostałej trójce dyskutującej o jakichś idiotyzmach.

***

- Nie rozumiem – przyznał Siergiej. – Dlaczego nie piszesz książki?
Marcin wzruszył ramionami. Zaintrygowany krwawymi wydarzeniami w Lipkach zaczął zbierać informacje na temat Kapturnika mające stanowić zalążek powieści dziennikarsko-kryminalnej, w której fikcja plotła się z rzeczywistością.
W tamtym okresie kontaktował się nawet z lekarzem medycyny sądowej, aby ten mu wyjaśnił jak nazywa się takie coś, co jak się włoży do środka nóż to poza krwią wypłynie takie inne, czarne, nie krew, ale bardziej jak atrament. Z tym, że jaśniejsze. Biegły odmówił zdradzenia tajemnicy.
Z czasem dziennikarskie śledztwo nabrało rozmachu, ale prace nad powieścią stały w miejscu. Następowały kolejne zbrodnie w innych częściach Polski, a Marcin zaczął opisywać zbrodniarzy w gazecie. Fragment po fragmencie książka zmieniała się w artykuły.
- Nie wiem – odparł. – Nie mam… Nie chcę pisać książki – skłamał.
Rozmowę przerwał telefon od natręta:
- Dlaczego się rozłączyłeś?
- Bo mam gości. Do widzenia! – rozeźlony tematem książki odburknął rozmówcy i odłożył słuchawkę.
- Kto to był? – spytała Kasia.
- Mój stalker. Wydzwania do mnie cały wieczór.
- Też chciałabym mieć stalkera – przyznała z wyrzutem dziewczyna dolewając do kieliszków wina. – Do mnie nikt nie wydzwania – w głosie dziewczyny rozbrzmiała melancholia.
- Możesz wziąć sobie mojego – odparł pojednawczo. – Dziwny koleś… Dzwoni do obcego i wypytuje się o moich ulubionych slasherowych morderców.
- Robi sobie żarty – rzucił Siergiej.
- Całkiem możliwe – poparła Paulina. – Jaka jest szansa, że przypadkowo dzwoni do autora znanego z artykułów na temat morderców i pyta o slashery?
Trudno było uwierzyć w taki kuriozalny przypadek. Marcin zaczynał podejrzewać udział redaktora w jakimś większym spisku. Zasadności spisku nie rozumiał, ale coś mogło być na rzeczy i należało o to wypytać dziwaka, gdy znowu zadzwoni. Następny telefon przyszedł po dwudziestu minutach i treścią zgoła różnił się od poprzednich. Tym razem były jęki, pomruki i stłumione krzyki. Pechowo tym razem telefon odebrała Paulina.
- Kim jesteś? Dlaczego to robisz? – próbowała przekrzyczeć idiotę po drugiej stronie.
- Stój, proszę! Hehehe… Pomocy! Grhszcz… – po tych słowach nastąpiło przysadziste, gardłowe beknięcie.
Kasia wyrwała słuchawkę Paulinie i grzecznie, ale stanowczo odpowiedziała:
- Zrób nam przysługę i wsadź język do gniazdka.
- Zabiję cię – idiota zabrzmiał śmiertelnie poważnie.
- Bardzo dojrzale – odparła. – Ile ty masz lat? Rodzice w domu?
- Zamknij się!
- Najpierw się rozłącz.
W słuchawce rozległ się gulgot złości.
- Sama się rozłącz! – fuknął urażony.
- Nie mam zamiaru! To ty leczysz kompleksy przez wydzwanianie do obcych osób i bekanie do słuchawki. Nie wiem... Mama ci przyklejała klocki do podłogi, czy co?
- Zostaw moją mamę! – zawołał płaczliwie. – Idioci! Sprowadzacie na siebie gniew Figlarza! – rozłączył się prędko w obawie, iż przy Kasi ostatnie słowo nie będzie należało do niego.
- Figlarz… - wymamrotał Marcin. – Jakiś durny żart.
Gdzieś już słyszał to imię.

***

Chociaż maska była wykonana z taniego tworzywa to zaskakiwała profesjonalnym wyglądem. Miała kremowy kolor, paciorkowe oczy i krzywy uśmieszek, od którego odchodziły zmarszczki. Głowę przyozdabiała czapka z trzema rogami wykończonymi złotymi dzwoneczkami. Żaden z nich nie wydawał z siebie dźwięku. Nie pamiętał, czy dzwonki  kiedykolwiek wydawały z siebie dźwięk.
Dziad lub baba nie chcąc zdradzać dokładnych szczegółów założył ją przed wejściem do holu redakcyjnego. Zachichotał lub zachichotała… dobra, dla wygody przyjmiemy płeć męską, a w domyśle nieznaną. Zachichotawszy przemknął przez pusty korytarz, aż do biura redaktora.
- A ty to kto? – spytał zaskoczony widokiem faceta w masce błazna. – Jak tu wszedłeś?
- Chciałbym pożyczyć twój telefon – zaśmiał się.
- Ochrona cię wpuściła?
- Ochrona udała się na wieczny spoczynek! – zaśmiał się głośno, jakby usłyszał najlepszy żart świata.
Redaktor zerwał się z miejsca, a napastnik rzucił się na niego przez biurko. Obaj wylądowali na podłodze. W trwającej szamotaninie redaktor ściągnął maskę i na chwilę oniemiał.
- Ty?
Morderca nie przejmował się zdemaskowaniem. Korzystając z chwilowej dekoncentracji sięgnął za pas po rzeźnicki nóż, a następnie wbił go w szyję redaktora. Teraz ze spokojem mógł założyć maskę. Niespodziewanie krew trysła na niego. Nieprzygotowany na widok juchy morderca poczuł jak robi mu się niedobrze. Największym mankamentem jego morderczego planu był fakt, że obrzydzała go krew.
Usiadł przy biurku. Złapał oddech i wykręcił numer telefonu. Po dwóch sygnałach ktoś odebrał.
- Jaki jest twój ulubiony morderca ze slasheru?

środa, 26 czerwca 2024

Rozdział 17: Kuzynka

Początki tej historii były co najmniej trzy i przez każdy z nich przewinął się trup. Pierwszy historyczny, a nawet legendarny, drugi romantyczny z krwi i kości, a trzeci fałszywy ze słomy i starych szmat. Dla jakiegokolwiek porządku należy jednak rozpocząć od chaosu, a taki swoją osobą prezentowała siedemnastoletnia Jowita Pawlicka. Nie był to chaos męczący, czy też szczególnie odpychający. Raczej taki, który mimo swojego nasilenia przyjemnie jest mieć gdzieś w pobliżu. Przejawiał się głównie w energicznym charakterze i dobrych chęciach, a te czasem wychodziły na opak. Pozytywna energia oraz nadmiar zapału w dużej mierze stanowiły czynniki, dla których Jowitę mianowano kapitanką szkolnej drużyny siatkówki. Drużyna nie notowała sukcesów, ale nie miało to dla dziewczyny większego znaczenia. Uwielbiała ją za sprawą swojej drugiej, zaraz po sporcie, pasji, glonojadach. Te dość spokojne stworzonka akwariowe, zajadle stojące w opozycji do charakteru Pawlickiej, były jej ulubionymi zwierzątkami. Jowita kochała wszystko co z nimi związane, a w jej rodzinnym Staraszewie trochę tego było. Od herbu miasta, dumnego glonojada z tarczą i mieczem, aż po nazwę drużyny siatkarskiej.
- Do boju, Glonojadki! - zawołała entuzjastycznie.
Od zawsze chciała wykonać okrzyk bojowy, ale nie będąc kapitanem nie wypadało jej.
- Do boju, Glonojadki! - ponowiła okrzyk.
Koleżanki nie odwzajemniły się tym samym. Atmosfera w szatni zdawała się być chłodna i nerwowa. Siatkarki spoglądały na przemian, a to na podekscytowaną Jowitę, a to Paulinę, w której rosła złość. Niczym kłębowisko jadowitych żmij, zwarte, splątane i wściekłe, syczało w duszy Pauliny Wojtkowiak czując potrzebę pokąsania. To ona miała być kapitanką, a nie dziewucha chodząca do szkoły w koszulce z napisem "dajonolg" (czytane od tyłu glonojad). Dlaczego Dagmara przekazała prowadzenie drużyny komuś takiemu? Na litość boską! Pauliną zatrzęsło w środku.
- Wiem, że nasza drużyna ostatnio nie jest w formie – mówiła zatroskana Jowita. - Przegrywamy wszystko jak leci, ale możemy jeszcze odbić się od dna.
- Co proponujesz? - spytała zaciekawiona Lidka.
- Więcej treningów – ogłosiła z zadowoleniem nowa kapitanka. - Na koniec lata wygramy turniej gminny!
Rywalka zacisnęła wargi w złości. Albo ona się przymknie, albo wydrapie jej oczy. Niech tylko jeszcze raz usłyszy ten okrzyk.
- Glonojadki, do boju!
Wojtkowiak poczerniało przed oczyma. Dzika furia utrzymywana dotąd w głębi duszy wybuchła z ogromną siłą.
- Zwariowałaś! Treningi w niczym nam nie pomogą, bo poziom Glonojadek jest żenujący. Nie wystarczą głupie pogadanki motywacyjne. Potrzebne są radykalne zmiany, których ty nie potrafisz przeprowadzić – wzięła głęboki oddech i kontynuowała teraz już z udawanym przejęciem – nie zrozum mnie źle. Jesteś dobrą atakującą, ale Glonojadki powinna prowadzić osoba kompetentna, która ma jakiś plan.
- Mam plan na prowadzenie drużyny – odparła bez przekonania.
Paulina uśmiechnęła się nieznacznie. Miała ją! Teraz wystarczyło pokazać pozostałym niekompetencję Jowity, a jutro szybkie głosowanie i wybór nowej kapitanki.
- Możesz nam przedstawić plan treningów?
- Czepiasz się – wtrącił męski głos.
Szalejąca furia zamarła, wydając z siebie głuchy dźwięk.
- Powinnaś wspomóc koleżankę zamiast rzucać jej kłody pod nogi – teraz udzielił jej reprymendy, ale w taki sposób, jakby przekomarzał się z nią.
Właścicielem głosu był Mikołaj Gorazda. Trudno stwierdzić, jak długo przysłuchiwał się ich rozmowie, ale wnioskując z rozbawienia mógł tam stać przez większość spotkania.
Był także ostatnim z powodów, dla których Jowitę (chociaż nie przyznawała się do tego) ucieszyło zostanie kapitanem. Mikołaj prowadził Glonojady. Bycie na równorzędnym stanowisku u dziewczyn oznaczało współpracę. Być może nie tak wielką jak sobie wyobrażała, ale z pewnością dużą. Razem ustalaliby plany treningów i pilnowali grafików imprez sportowych.
Ciekawe, czy Mikołaj lubi glonojady, zwierzątka, a nie drużynę. Siatkówkę musiał kochać, tego była pewna, ale co myśli o niej? Do diabła z glonojadami! Czy on w ogóle ją lubi?
Z zamyślenia wyrwał ją trzask i ostatnia kąśliwa uwaga wychodzącej rywalki:
- Glonozjeb!
- Minie jej, a jeśli nie to zagrozisz jej karniakiem i od razu nabierze ogłady – powiedział beztrosko.
W beztrosce dało się odczuć spokój, który pozwolił jej wierzyć w jego słowa.
- A tak w ogóle to... - mówił dalej - w przyszłą sobotę jest ostatnia dyskoteka szkolna i pomyślałem, że moglibyśmy wybrać się razem.
Pytanie ogłuszyło Jowitę. Czy on właśnie zaproponował jej wspólne wyjście? Takie wyjście koleżeńskie? Nie, na dyskotekę. Przez głowę przewinęły jej się wszystkie scenariusze, łącznie z tym, że tańczy jak kłoda. Od razu pomyślała o sukience, którą mogłaby włożyć, tej zielonej.
Lidka, Mela i obie Kasie spoglądały na nią w dzikiej euforii, zaś Mikołaj z lekką niepewnością. Dopiero po kolejnych kilku sekundach zdobyła się na odpowiedź:
- Tak.
Gdy Mikołaj wyszedł, w szatni wybuchły emocje ogromne i szalone.

***

Do domu wróciła około piętnastej. Przebiegła przez podwórze, ignorując szczekającego psa i już po chwili znajdowała się w niewielkim korytarzu bezpośrednio łączącym się z salonem, w którym pracowała matka.
- I jak pierwszy dzień, pani kapitan? - spytała, wstając od laptopa.
Jowita zaczęła opowiadać nie pomijając żadnego szczegółu.
- Pamiętasz córkę wuja Władzia? - przerwała jej w pewnym momencie matka.
Kuzynkę pamiętała z dzieciństwa. W zasadzie było to jedno odległe wspomnienie, a właściwie scenka z nią związana. Miała wtedy jakoś cztery, a może pięć lat. Córka wuja Władzia natomiast była starsza o jakieś dwie wiosny i różnicę wieku wykorzystywała bezwzględnie. Jako starsza z dziewczynek zarządzała ich czasem wolnym. Jowicie utkwiła w pamięci zabawa w zakład fryzjerski. Odgrywała rolę fryzjerki, zaś Natalka (tak miała na imię kuzynka) była niezadowoloną klientką.
- To nie jest upięcie, jakie sobie zażyczyłam – odparła wyniośle – już więcej nie przyjdę do tego salonu.
Potem Jowicie przyszła rola upierdliwej klientki, a Natalii fryzjerki.
- Tak, pamiętam ją – odparła nieufnie – a dlaczego pytasz?
- Bo właśnie dzwonił wuj Władzio i pytał, czy Natalia mogłaby u nas spędzić wakacje – wyjaśniła mama.
Ostatni raz z kuzynką widziała się, szybko policzyła, dwanaście lat temu. Wtedy też kuzynka ostatni raz spędzała wakacje w Staraszewie. Kontakt zerwał się ze względu na odległość geograficzną. Bo gdzie Staraszewo, a gdzie Lipki? Tu Katowice, a tam Poznań.
- To będzie wspaniałe lato – stwierdziła Jowita.
Nie mając pojęcia, że w pamięci mieszkańców miasteczka zapisze się ono jako mordercze lato.

***

Kuzynka przyjechała pociągiem, punktualnie. Wrażenie sprawiła piorunujące, bo mimo upału w rękach dzierżyła kurtkę, szalik i czapkę.
Jowita już jako dziecko ugruntowała w sobie pewne przekonanie. Cisza podczas rozmowy lub nagła pauza oznaczają, iż rozmówca źle się czuje w jej towarzystwie. Za punkt honoru obrała sobie odbudowanie dawnej więzi z kuzynką Natalią i żadna cisza nie mogła jej w tym przeszkodzić. Dlatego też paplała całą drogę do domu.
Opowiedziała o siatkówce i o swoim ulubionym zwierzątku, a tak w ogóle to drużyna nazywa się Glonojadki. Ma na ich punkcie hopla jak zresztą całe miasto. Jest w drugiej liceum, uczy się dobrze, no... poza fizą, bo facetka strasznie cięta. Potem ma zamiar wybrać się na agroturystykę i przejąć schedę po mamie.
Ogłuszona natłokiem idiotycznych informacji Natalia tylko kiwała głową. Sama zwykła dużo gadać, ale kuzynka pokonywała ją w tej dyscyplinie w przedbiegach. Zresztą potok słów wypluwany przez Jowitę mało ją obchodził w obecnej, katastrofalnej sytuacji życiowej. Najpierw marne praktyki zawodowe, potem marniejsza studniówka, a ukoronowaniem okazały się wyniki matur stanowiące marność nad marnościami.
- Wakacje będą inne – zarzekła się, planując wyjazd do Szwajcarii.
Niestety, tu wkroczył tata z postanowieniem o ratowaniu więzi rodzinnych. Co mu odbiło? Nie wiadomo.
- To moja jedyna siostra, a ty jej nawet nie znasz – ganił córkę. - Lato spędzisz u ciotki w Staraszewie. Postanowione!
- Po co ci szalik? - spytała ostrożnie Jowita.
- Bo w Alpach wieje – odparła ponuro.
Odpowiedź zaskoczyła Pawlicką, na tyle że wstrzymała się z kolejnym pytaniem.
Samochód zaparkował przed bramą prowadzącą na podwórze. Natalia weszła za ciotką cały czas beznamiętnie przytakując kuzynce na kolejne głupstwa, którymi ją raczyła. I wtedy to się stało...
Zza domu wyleciał ogromny bernardyn. Biegł wolno i lekko, z majestatycznie wywieszonym jęzorem.
- Pusia, nie! - zawołała Jowita, ale było za późno.
Stu kilowe bydle oparło się przednimi łapami na Natalii, która bezwładnie polecała w dół. Na twarzy czuła gorący oddech Pusi, gdzieś w oddali dobiegały ją krzyki ciotki i kuzynki. Trwało to kilka sekund, ale ona czuła jakby była to nieskończoność. Jowita odciągnęła Pusię siłą.
- Nasza wina – powiedziała ze skruchą. - Jak była szczeniaczkiem to pozwalałyśmy jej cieszyć się na widok gości.
Resztę mogła dopowiedzieć sobie sama. Pusia urosła i pocieszne skakanie szczeniaczka stało się zagrożeniem.
I tak rozpoczęło się najgorsze lato Natalii.

***

Farba schodziła, ale dało się jeszcze odczytać napis nad bramą wjazdową:

"OBÓZ GLONOJADÓW WITA"

Dominika przeczytała informację i delikatnie uśmiechnęła się. Nazwa brzmiała niecodziennie. Słyszała o koloniach nazywanych obozami wilka, niedźwiedzia, wszelakiej fauny i flory budzące szacunek i nieopisaną groźbę, ale glonojad w nazwie zdawał się być jakąś pomyłką.
Leszek zaparkował samochód przed wejściem do głównego domku, gdzie już czekała na nich właścicielka przybytku.
- Dominika i Leszek? - spytała i prawie natychmiast sama sobie odpowiedziała. - Nie mogłam was się doczekać. Jestem Iwona – uśmiech z twarzy kobiety nie schodził ani na chwilę. - Pewnie macie za sobą bardzo długą podróż. Skąd jesteście?
- Z Sopotu – odparła dziewczyna. - To znaczy ja jestem, a Leszek z okolic Poznania.
- Ale we wrześniu sprowadzam się do Sopotu – dodał. - Będę studiował w Gdańsku.
Iwona okazała się nie być przesadnie wścibska. Ba, niespecjalnie ją to interesowało. Nie w tym celu sprowadziła tutaj parę. Grzecznościowo zapytała ich o dalsze plany i przystąpiła do sedna.
- Obóz Glonojadów był aktywny w latach 1991-2002 – mówiła niczym zawodowy pilot wycieczki. - Zamknięto go przez tamto wydarzenie – informację wygłosiła mechanicznie.
Natychmiast pożałowała, że nie ugryzła się w język. Przeszłość należało zostawić z tyłu – pomyślała.
- Jakie wydarzenie? - podchwyciła Dominika.
- Też kiedyś byłem na koloniach na tym obozie – powiedział melancholijnie Leszek.
- Tak? - podłapała, uznając pytanie dziewczyny za niebyłe. - Masz z pewnością cudowne wspomnienia! Dzieciaki kochały Obóz Glonojadów.
Leszek wzruszył ramionami. Nieco inaczej zapamiętał to miejsce. Miał wtedy osiem lat i nie rozumiał, czym są pomyłki w dokumentach. Przez jedną z takich pomyłek on, jego młodszy brat oraz Paweł Ostrowski znienawidzili wyjazdy na kolonie. W tamtym czasie Obóz Glonojadów organizował cztery tury kolonijne po dwa tygodnie każda. Pierwsze tygodnie miesiąca należały do uczniów szkół podstawowych, a kolejne do nastolatków. Przez idiotyczny błąd chłopcy zostali wysłani na wakacje w drugiej połowie lipca. Błąd urzeczywistnił się na miejscu, bo jak inaczej nazwać trójkę dzieci w grupie z dwukrotnie starszymi uczestnikami?
Teraz przyjechał tu w zupełnie innej roli. Wspólnie z Dominiką chcieli dorobić parę gorszy, a błogosławieństwem okazały się "sezonowe prace pomocnicze" jak opisała je w ogłoszeniu Iwona.
- Lipiec to przede wszystkim utrzymywanie porządku i odmalowanie szopy za domkiem A3 – mówiła. - W sierpniu przyjadą dzieci. Grupa niewielka, będę ja i jeszcze dwóch innych wychowawców, ale czasem może się przydać i wasza pomoc.
Dominika koniecznie chciała wrócić do tematu określonego jako "tamto wydarzenie", ale sposobności nie było. Była natomiast drewniana szopa za domkiem A3. Otwarta niedawno, bo metalowy skobel jeszcze się kołysał. Wiedziona ciekawością podeszła do drzwi, gdy ze środka wyskoczył starszy pan.
Dziewczyna wykazała zdrową reakcję i krzyknęła.
- To obóz skąpany we krwi – zawołał facet zanosząc się obłąkańczym śmiechem.
- A pan to kto? - spytała osłupiała.
W porę nadeszli Leszek i Iwona. On z pięściami, ona ze zdrowym rozsądkiem.
- Rafał! – zawołała.
- Umrzecie! On już zabił i będzie zabijał nadal – ciągnął dalej. - To miejsce jest przeklęte!
Nim zdążyli zareagować Rafał wskoczył na rower zaparkowany przed szopą i odjechał wykrzykując kalumnie na temat Obozu Glonojadów. W milczeniu przyglądali się jak znika za bramą wjazdową charcząc coś ochrypłym głosem.
- O czym mówił ten facet? - przerwał wreszcie ciszę Leszek.
- Nie przejmujcie się nim - wydusiła Iwona. - To miejscowy wariat, ale zupełnie niegroźny. Czasem zamknie się w którymś z domków i przepowie wam rychłą śmierć lub wyrecytuje formułkę o obozie skąpanym we krwi.
Dominika i Leszek nie przejmowali się. W końcu wariat to jeszcze nie bandyta, a głupota nie przestępstwo.

***

- Mnie się tu nie podoba – oznajmiła stanowczo Zosia Brzęcka.
- Co ci się nie podoba?
Zosia objęła niespokojnym wzrokiem pole biwakowe. Przypominało pustynię, na której nie było niczego poza przyczepą ciecia i ich namiotami. U ciecia akurat wizytował właściciel pustyni. Miała ochotę do niego pójść zwyzywać i pogryźć! Tak, dokładnie tak zrobi! Albo nie, bo co wtedy o niej pomyśli Adrian?
Od zielonej tafli jeziora Glonojadów odbijały się promienie słońca. Niewielki wiatr kołysał łódki przycumowane do drewnianego pomostu. Po drugiej stronie jeziora znajdowały się chatki. Dziewczyna pomyślała, że o wiele lepiej byłoby zamieszkać w domku niż pod namiotem. Ciekawe, czy były do wynajmu?
- Jest za blisko wody – wygłosiła pogląd.
- A co ci szkodzi woda? - spytał rozbawiony Adrian.
- W wodzie są raki!
- To dobrze. Znaczy, że woda jest czysta.
Zosia spojrzała na Angelikę w nadziei na znalezienie poparcia, ale ta akurat rozwieszała ubrania na linkach i rakami się nie przejmowała.
- Mogłaś się z nami nie pchać - odparł z urazą Konrad.
Zosia zacisnęła zęby. Istotnie, mogła. Za starszym bratem nie przepadała, nie lubiła żadnego z czwórki rodzeństwa i spędzanie lata, z którymkolwiek z nich uważała za katorgę. Jednak Konrad w przeciwieństwie do pozostałych miał jeden przymiot szaleńczo ubóstwiany przez Zosię: przyjaźń z Adrianem Korbą, w którym to dziewczynka kochała się miłością prawdziwą i gimnazjalną. To co, że było między nimi pięć lat różnicy? Nie wierzyła w żadne bariery wiekowe. Więcej, poprzysięgła, iż w te wakacje rozkocha w sobie Adriana.
Uznawszy temat raków za zamknięty, Konrad zaczął rozważać możliwość wynajęcia łódki i popłynięcia nią do domków na drugim brzegu.
- Ciekawe, czy ktoś w nich mieszka?
Pytanie nie doczekało się odpowiedzi przez agresywną babę. Przyjechała, a właściwie wdarła się na obozowisko starym Renault Clio. Wjechała przez bramę główną z impetem podskakując na niewielkim wzgórku i wyhamowała obok przyczepy ciecia jak w amerykańskim filmie akcji.
Baba była po pięćdziesiątce. Skórę miała zniszczoną i ziemistą, a na szyi widoczne zmarszczki. Tłuste brązowe włosy opadały jej na ramiona i plecy. Towarzyszył jej młody mężczyzna o ciemnej, spalonej słońcem, cerze. Może i byłby przystojny, gdyby nie ogromne sadło. Dopiero potem wyszło, że jest to syn agresywnej baby.
- Wojtkowiak! - wrzasnęła, wychodząc z auta.
Mogła spokojnie podejść do przyczepy ciecia i zapukać, ale widocznie nie leżało to w jej usposobieniu. Z przyczepy wyłonił się straszy pan w asyście ciecia.
- Co się stało, Basiu? - spytał z mieszaniną grozy i fascynacji.
Basię nazwanie "Basią" rozjuszyło niczym czerwona płachta byka. Zawrzała w środku i wrzasnęła:
- Znowu ukradłeś mi stracha na wróble!
- Może wiatr ci go przewrócił i leży gdzieś między rzędami kukurydzy – próbował zachować powagę. - Sprawdzałaś?
- Śmiej się! - zabrzmiała jadowicie. - Pójdę na policję!
Po tej groźbie odjechała. Pan Wojtkowiak jedynie wykonał przepraszający gest w stronę osłupionych biwakowiczów.
Z wyjaśnieniami dopiero potem przyszedł cieć.
- Kiedyś – opowiadał konfidencjonalnie – ktoś ukradł z pola Basi Korczak wszystkie strachy na wróble. Strapiona postanowiła się zwierzyć przypadkowej osobie, czyli panu Wojtkowiakowi.
Krzysztof Wojtkowiak był człowiekiem grzecznym, ale oschłym i zapatrzonym w siebie. Problemy Barbary nic go nie obchodziły i zniecierpliwiony jej klekotem na temat strachów na wróble podsumował krótko:
- Nie jestem zainteresowany tymi końskimi zalotami.
Barbara zaniemówiła. Ona, że niby się zaleca do tego ohydnego dziada?! Szlag jasny trafił ją na miejscu. A zaraz za nim padło oskarżenie, że za znikającymi strachami stoi Wojtkowiak. Od tamtej pory, co jakiś czas znikały nowe strachy z pola Korczaków.
- Ładna historia – skomentowała Angelika.
- Mnie bardziej interesuje, kto i po co kradnie strachy na wróble – zagadnął Adrian.
- Po co? Dla rozrywki – odparł Konrad raz jeszcze spoglądając na łodzie. - Ktoś podłapał, że kobieta urządza każdorazowo aferę i bawi się jej kosztem.
Zosia zaproponowała kradzież stracha na wróble, ale nikt nie poparł jej propozycji.

***

Wieczorem usiedli przy ognisku. Było już bardzo późno, ale nikomu nie chciało się spać. Któryś z chłopaków dorzucił do paleniska drewno. Ogień buchnął do góry rozświetlając twarze zgromadzonych w kręgu. Wpatrzeni w płomienie słuchali historii o duchach. Bez wątpienia Konrad posiadał większą wiedzę o filmach grozy, ale Adrian potrafił snuć opowieści z niezwykłą atmosferą. W jego słowach duchy były realne, zamki mroczne i zimne, a uciekające przed monstrami dziewice piękne i dziewicze. Nic więc dziwnego, że to właśnie Korbie przypadła rola ogniskowego barda.
- Zbliża się północ – oznajmił upiornym głosem – mamy dość czasu na jeszcze jedną opowieść. Jeszcze jedną przed północą. Za pięć minut będziemy mieli piętnasty czerwca.
Ogień strzelił wesoło.
- Ponad sto lat temu w Staraszewie mieszkał hrabia Złowrogi, do którego należała większość tych terenów – wiedział, bo natknął się na tę uroczą makabreskę w internecie. - Hrabia miał też córkę – kontynuował - dziewczyna zakochała się w biednym chłopie, ale ojciec nie mógł zaakceptować tego związku. Postanowił pozbyć się amanta w możliwie najboleśniejszy sposób – tu zrobił pauzę, dając słuchaczom czas na wyobrażenie sobie "najboleśniejszego sposobu". - Rozpruł mu żołądek, wypełnił go słomą i zawiesił na palu w taki sposób, aby imitował stracha na wróble. Mawiają, że duch chłopaka jest uwięziony w staraszewskich strachach na wróble. Swoje więzienie opuszcza tylko raz w roku w okresie żniw, aby móc szukać...
- Czego szukać? - spytał zasłuchany bez reszty Konrad.
- Tego nikt nie wie, może zemsty na niedoszłym teściu, a może ukochanej.
- A co z tym całym Złowrogim? - spytała Zosia, dla której historia wydała się bzdurą wagi ciężkiej.
Adrian spojrzał na zegarek. Było już po północy. Oficjalnie zaczęły się żniwa.
- Ponoć po dokonaniu zbrodni oszalał i rzucił się do jeziora.
Angelika ziewnęła przeciągle. To był znak, że pora iść spać i dziękować, że żaden Złowrogi nie biega po Staraszewie mordując ludzi.

***

Mikołaj zjawił się punktualnie, o siódmej. Od razu wręczył Jowicie bukiecik żonkili. Natalia spoglądała na parę z zazdrością. Który chłopak do niej przyjechał z kwiatami na pierwszą randkę? Oczywiście, nie powiedziała tego głośno. Stanęła obok równie oczarowanej, jak kuzynka, ciotki. Czy im się dziwiła? Skądże! Mikołaj Gorazda prezentował wszystkie pożądane u chłopaka przymioty. Grzeczny, uśmiechnięty, obdarzony pewnością siebie emanującą z niego w każdym pomieszczeniu, a przy tym fizycznie spełniał wszystkie oczekiwania Jowity: wysoki, dobrze zbudowany blondyn o szarych oczach. To musiał być jej książę z bajki.
Na dyskotece szkolnej zjawili się przed ósmą. Trochę rozmawiali, potem tańczyli i znowu rozmawiali. Tego wieczora czuła się jak Kopciuszek, aby u jego kresu przeistoczyć się w Alice Hardy.
- Nie dajesz mi wyboru – powiedział, prosząc ją na parkiet. - W tańcu nie będziesz mówiła. Chcę, abyś zostawiła te opowieści na kolejne spotkanie.
Po tańcach zaproponował jej wycieczkę za miasto.

***

Samochód zaparkował na piaszczystej szosie za polem Korczaków pilnie strzeżonym przez, ostatniego nieskradzionego, stracha na wróble. Mikołaj wyłączył silnik. Przez chwilę siedzieli w bezruchu i ciszy. Jowita utkwiła wzrok w polu. Złote za dnia kolby po zmroku przybierały bladożółty kolor. Rośliny zlewały się w ocean, znad którego wypatrywał jedynie samotny strażnik ze słomy.
- Wiesz – zaczął chłopak. - Zawsze uważałem cię za wyjątkową.
Odwróciła wzrok od kukurydzy. Mikołaj rumienił się.
- Myślałam, że nie zwracasz na mnie uwagi – odparła trochę bezmyślnie.
- Bzdura! - zagniewał się. - Znamy się od szkoły podstawowej, ale w gimnazjum przestaliśmy mówić sobie cześć i nawet nie wiem, dlaczego.
Wtedy zaczął ją onieśmielać. Przestał być chłopcem z podstawówki, wystrzelił w górę, zmężniał, kochały się w nim wszystkie dziewczyny, a ona zaczęła chodzić w rozciągniętej bluzie z napisem "dajonolg".
- Uważam cię za najwartościowszą osobę w naszej szkole – kontynuował: - masz odwagę i niczego nie robisz na pokaz. I te glonojady – dodał z uznaniem. - Musisz być bardzo mądra, a ja ledwo zdałem materiał o pantofelkach.
Pocałował ją.
Strach na wróble wychylił się zza rzędu kukurydzy. Pierwszy raz zrobił to subtelnie, prawie niezauważalnie. Po chwili wyczyn ponowił już znacznie pewniej, ale dopiero trzecią próbę zakończył skokiem na ziemię. Teraz już nie było odwrotu. Mordercze lato dopiero miało rozkwitnąć najintensywniejszą z barw. Ścisnął w dłoni narzędzie zbrodni, metalową końcówkę wideł.
Kurwa – przeklął w duchu. - Dlaczego akurat widłami?
Wolnym, acz zdecydowanym krokiem wyłonił się z kukurydzy jak aktor zza teatralnej kurtyny oczekujący na wielki finał sztuki, a finałem tej sztuki miała być krwawa tragedia.
Stanął przed samochodem. Całująca się młodzież nie zwróciła na niego uwagi. Trzasnął łapą w maskę auta. Na odezwę nie musiał długo czekać. Ze środka wyskoczył Mikołaj.
Strach na wróble złapał go za koszulkę i przejechał ostrzami po klatce piersiowej. Zbyt delikatnie, aby zabić, ale wystarczająco mocno, aby przestraszyć. Gorazda pojął sytuację i spróbował wrócić do auta, ale napastnik obalił go i przydusił do ziemi. Kolejne ciosy zadawał w klatkę piersiową. Z początku był ostrożny i dokładny. W głowie liczył kolejne uderzenia.
W którymś momencie oberwał w łeb. Osunął się z ofiary. Przed nim stała Jowita z kijem, na którym wcześniej siedział. Rozwścieczony reakcją nastolatki (prawidłowo powinna uciekać), złapał ją za nogę. Dziewczyna straciła równowagę, lądując na masce samochodu. Łapa stracha na wróble zacisnęła się na gardle uniemożliwiając jej krzyk. Drugą umieścił nad biodrem. Zbliżył twarz do twarzy Jowity. Poczuła odpychający zapach brudu, słomy i krwi.
- Przekaż mieszkańcom Staraszewa – jego głos był pusty – że Złowrogi powrócił i rozpoczyna krwawe żniwa.
Nie kontrolując emocji palnęła w nerwach:
- Spoko... Coś jeszcze, czy... to wszy... stko?
Złowrogi rozluźnił uścisk.
- Uciekaj!

***

Przerażenie wyzwalało się stopniowo jak świadomość o wydarzeniu. Strach na wróble zabił Mikołaja i coś gadał. Żniwa? Jakie żniwa? Kiedy? W uszach zadźwięczał jej paskudny głos Złowrogiego. Mimowolnie spróbowała przypisać go do jakiejś znajomej twarzy. Nie pasował do nikogo.
Nie wiedziała, gdzie się znajduje. Przez krótki czas biegła środkiem pola kukurydzy, potem skręciła na szosę i znowu przez las. Nie odczuwała wysiłku, ale była niemal pewna, że pogubiła pantofle i rozdarła sukienkę. Starała się trzymać emocje na wodzy, ale było coraz trudniej. Całą paletę emocji postanowiła wydobyć z siebie przed pierwszymi napotkanymi ludźmi. Trafiło na parę młodych ludzi. Relację zaczęła w miarę możliwości spokojnie:
- Zabił go.
Leszek i Dominika nic nie odpowiedzieli. W osłupieniu przyglądali się dziewczynie, która wyskoczyła na nich z krzaków.
- Zabili go i krwawo! - powtórzyła histerycznie.
Nie dało się już prościej i spokojniej.

niedziela, 23 czerwca 2024

Kapturnik [Jak pozbyć się ciała?]

Samo stuknięcie Julii Kołacz obuchem siekiery nie było wysoce skomplikowane. Wystarczył porządny zamach i zdecydowany ruch do przodu. Denatka, bez zbędnego dramatyzmu, upadła na podłogę i tam już pozostała do końca spektaklu.
Zuza zsunęła z głowy kaptur wcześniej upewniwszy się, że nikt nie świadkował przy zbrodni. Dopiero teraz zauważyła pewne mankamenty planu swojego chłopaka. Będąc jednak w pełni oddaną miłości i idei, w takowej kolejności, postanowiła nie krytykować pomysłu tygryska. Stało się. Teraz muszą iść z prądem i zobaczyć dokąd dopłyną.
- I jakie to uczucie? – spytał Paweł stojący na półpiętrze.
Zuza wzruszyła ramionami. Adrenalina wyparowała bardzo szybko. W zasadzie tylko podejście Julii było emocjonujące. Pozostało pytanie, jak pozbyć się trupa?
- Myślałam, że będę się denerwować, ale nie… - stwierdziła.
Paweł zbiegł po schodach i natychmiast odebrał od ukochanej siekierę. Z troską przepakował zakrwawione narzędzie zbrodni do worka.
- Musimy to jakoś posprzątać – powiedziała delikatnie szturchając trupa nogą.
Trudno powiedzieć, na jaką reakcję liczyła.
- Tak – pokiwał głową. – Gdybyśmy ją tu zostawili to nie trzeba byłoby sprzątać.
- To może ją zostawmy? – zasugerowała nieśmiało Zuza.
- Nie! – sprzeciwił się wyraźnie. – Musimy odbudować tradycję! Mój ojciec swoje dziesięć osób zabił w nawiedzonym domu – powiedział na jednym wdechu, a po krótkiej pauzie dodał: - przynajmniej tak mi się wydaje.
Zuza średnio widziała pana Ostrowskiego jako mordercę, który kilkanaście lat wcześniej miał rzekomo zabijać ludzi z Lipek. Dla niej legenda o Dekadzie Zbrodni była historią o zniknięciach, a nie morderstwach. Jasne, człowiek nie kamfora, nie zniknie od tak sobie. Wykluczając kosmitów i dziwne teorie spiskowe, dziesięć osób musiało nie żyć. I chociaż czuła, że nie żyją to gdzieś w myślach pozostawali zaginionymi, osobami, które po prostu odeszły z Lipek.
Potem poznała matkę Pawła i wszystko się zmieniło.
- Przewieziemy ciało w bagażniku – powiedział Paweł łapiąc trupa za nogi.
Zuza złapała za nadgarstki.
Wolno ruszyli do wyjścia na boisko bezpośrednio połączone z parkingiem, na którym stał samochód ich ofiary.
Upychając denatkę do bagażnika Paweł wyglądał niezwykle przystojnie. Miał piękne oczy, których zieleń mieszała się z morderczym obłędem.
- Kocham cię – powiedział Ostrowski.
Zuza poczuła żal. Gdyby nie ostatnie wydarzenia nigdy nie poznałaby Pawła. Ich dotychczasowy kontakt kończył się na sporadycznym „cześć” przed klasą. Kilka tygodni temu zagadała go o matkę. Pojechała z nim do Kowalik, gdzie przebywała pani Ostrowska. To jej słowa odnośnie zaginionych pchnęły ich do poszukiwania odpowiedzi. Brnąc w przerażającą rzeczywistość odkryli, kto naprawdę stał za zbrodniami dokonanymi lata temu.
- Mój ojciec jest mordercą – powiedział Paweł.
W jego głosie nie było rozczarowania, czy złości. Było zmęczenie.
- Co chcesz z tym zrobić?
- A co mam z tym zrobić?
- Pójść na policję? Pogadać z nim? Zapomnieć?
Pocałował Zuzę. To był bardzo krótki i gorzki pocałunek. Po nim spojrzał na nią przepraszająco.
- Mam inny pomysł.
Tak zapoczątkowali slasheryczną historię w Lipkach. Na moment stali się panami sytuacji. Niczym mściwe demony kroczyli ulicami miasta wybierając sobie kolejne ofiary. Pisali historię, której wielkim, choć anonimowym, fragmentem był pan Ostrowski.
- Dobra, zawiozę ciało, a potem odstawię samochód pod szkołę i wrócę do nawiedzonego domu z tymi chłopakami – podsumował Paweł. – Ty wracaj do domu.
- Dlaczego akurat oni? – spytała.
- Konrad się doczepił, ale dzięki jego pomysłowi z projektem mamy powód, żeby pojawić się w tym domu.
- A twój kolega?
- Bo to mój kolega. Chciałbym, aby uczestniczył w tym wydarzeniu.
- A Korba?
- Najważniejszy jest Adrian. Jego ciotka była jedną z ostatnich ofiar mojego ojca. Obecność Adriana to swego rodzaju hołd.
- Naprawdę robimy to tylko z jego powodu?
- Nie. Moim powodem jest ojciec. Muszę być taki jak on. Nie... – wymamrotał. – Chcę być taki jak on.

Rajmund Najma

UWAGA! SPOILERY! 

Rajmund Najma

Debiut
Duch czy nie duch? (Slasher 2. Hotel, rozdz.2, wspomniany)
Ostatni występ
Wariaci wokół nas (Slasher 2. Hotel, rozdz.4, wspomniany)
Inne występy
Slasher. Jak pozbyć się ciała?, rozdz.1
Kill count
0
Wiek
46
Zawód
Notariusz
Miejsce zamieszkania
Hotel Barok
Ulubiony slasher
Motel Hell (1980)
Status
Nie żyje
Relacje Olgierd (klient)

 

Historia

Przed Slasher 2. Hotel

Pracuje dla Olgierda Hoffmana. W 2003 roku przybywa do hotelu z testamentem nestora. Zostaje zamordowany przez Rypanego Drania.


Cytaty:

Samopoczucie po śmierci (Slasher. Jak pozbyć się ciała?, rozdz.1):

"Uczucia mi towarzyszące określić można było jednoznacznie; beznadzieja, przygnębienie, poczucie pustki, aby nie filozofować, byłem wtedy wkurwionym człowiekiem, a co gorsza również martwym".

Rypany Drań [Jak pozbyć się ciała?]

Bardzo nieprzyjemna zaszłość bezdyskusyjnie sprowadziła mnie do stanu ostatecznego i nieodwracalnego. Uczucia mi towarzyszące określić można było jednoznacznie; beznadzieja, przygnębienie, poczucie pustki, aby nie filozofować, byłem wtedy wkurwionym człowiekiem, a co gorsza również martwym.
Trzy ciosy nożem sprawiły, że ja, Rajmund Najma, straciłem życie. Teraz leżałem z bebechami wywalonymi na wierzch i spoglądałem w sufit pokoju hotelowego, w którym to doszło do nieprzyjemnej konfrontacji z moim zabójcą.
Teraz dziad w masce nerwowo łaził po pokoju przeglądając moje dokumenty.
Ha, nic tam nie znajdziesz – tu pogratulowałem samemu sobie. Najważniejszy papierek spoczywał w bezpiecznym i cichym miejscu.
Odłożył dokumenty, pochwycił nóż, a następnie zamachnął się nim w moją stronę. Nie wiem, liczył, że powstanę jak zombie pożeracze mięsa? Jako weganin poczułem się urażony własną insynuacją i postanowiłem w martwej ciszy oczekiwać dalszego rozwoju wypadków.
- Że też musiałeś przyjechać! Akurat teraz jak wszystko zaczynało się układać! I po co?
Dziad rzucił nóż do napełnionej umywalki. Woda zabarwiła się na głęboką czerwień. Miałem ogromną nadzieję, że głupota zabójcy sprawi, iż pozostawi on nóż w wodzie i wpadnie w ręce policji. Przez większość życia pracowałem policją z czego tylko jeden był szalonym gliną. Reszta była normalna, zdrowa na umyśle, sercu i duszy. Gdy tak filozofowałem usłyszałem jakiś rumor.
Po chwili do pokoju wrócił morderca. Złapał mnie za nadgarstki i niczym tobół z ziemniakami spróbował unieść mnie. Operacja zakończyła się fiaskiem z dwóch powodów. Po pierwsze byłem ciężki, po drugie postanowiłem po złości zaprzeć się i wyszło koncertowo z racji stężenia pośmiertnego. Zagadką był brak martwicy mózgu. Na moment zmroził mnie fakt, że kontaktuję mimo śmierci. Czułem się jak w koszmarze z ulicy Wiązów.
Dziad dał za wygraną. Puścił moje nadgarstki, a ja twardo truchłem o ziemię. Coś śliskiego wypadło z otworu w brzuchu. Miałem nadzieję, że nie jest to moja wątroba. Nie chciałem zostać bez wątroby i jelit. Jelito mogłem, odżałować, ale utrata kolejnego narządu wydała mi się szalenie niesprawiedliwa.
- Piła – wyszeptał morderca. – W kawałkach łatwiej cię przeniosę.
Bezpieczeństwo pozostania z moją wątrobą w jednym i nierozerwalnym teamie zawisło na włosku niczym podział na dwie grupy w bandzie Scooby’ego. Wariat chciał mnie pociąć na kawałki! Trup zgoda, ale żeby zaraz tak radykalnie?! No bez przesady! Moja niechęć względem do zamaskowanego mordercy wzrosła znacząco.
Bandyta zaczął sprzątać pokój; zabrał nóż, dokumenty i głowy za to nie dam, z racji, że nie mogłem nią poruszać, ale chyba też zabrał moją czystą bieliznę upchaną na spód walizki. Nie żeby jeszcze kiedykolwiek miała mi być potrzebna. Mimo wszystko jej przywłaszczenie potraktowałem już jako personalny atak na moją martwą osobę. Zaparłszy się w sobie spróbowałem podnieść się z pozycji leżącej. Odchodząca nadzieja zmobilizowała mnie do poruszenia małym paluszkiem, a następnie całą nogą. Odzyskawszy panowanie nad chwiejnym ciałem postanowiłem zorganizować dziadowi świt żywych trupów, a co? Niech ma za swoje! W szaleńczym pędzie rzuciłem mu się do szyi i ugryzłem mięso jak nie ja! Ale miał minę, a ja satysfakcję…
Po chwili uświadomiłem sobie, że moja wyobraźnia działa nader dobrze. Nie poruszyłem się z miejsca, w którym leżałem od chwili zadania mi pierwszego ciosu, ale przynajmniej rozum jakoś pracował.
Morderca szybkim krokiem przeszedł z pokoju do łazienki i tyle go widziałem. Leżałem usiłując liczyć wyimaginowane, czarne owce na suficie, ale po doliczeniu do 1408 odechciało mi się.
Przed drzwiami do pokoju 23 usłyszałem jakiś rumor. Głosów nie rozpoznawałem, bo im dłużej pełniłem funkcję trupa w tej makabresce tym mniej rzeczy potrafiłem logicznie objąć rozumem. Do iście krwawego kurortu trafiłem. Po chwili dwójka facetów wyłamała drzwi. Rozległ się krzyk. Znaleźli trupa, brawo! Czułem jak ostatnie nie-trupie elementy mojej bytności, łącznie z wątrobą, opuszczają ciało. To był już koniec. I pomyśleć, że zmarłem mając na sobie krawat, którego tak nie znosiłem. Ech, bywa i tak.

Slasher. Jak pozbyć się ciała?

UWAGA! SPOILERY! 

Slasher. Jak pozbyć się ciała?
Pierwszy rozdział
Rypany Drań
Ostatni rozdział
Kapturnik
Ilość rozdziałów
2
Prefiks
JPC
Czas akcji
2003, 2009
Miejsce akcji
Bursztynowo, Lipki
Antagonista
Rypany Drań, Kapturnik
Znajomość historii
Rozdział 1 przeczytać po opowiadaniu Slasher 2. Hotel, zaś rozdział 2 po opowiadaniu Slasher.
Powiązania
Slasher
Slasher 2. Hotel
OpisZamordowano człowieka. Znowu... Krótkie opowiadania przedstawiające znane historie z innej perspektywy.

 
Spis treści
Rozdział Tytuł
1Rypany Drań
2
Kapturnik
 
Główni bohaterowie
Rajmund Najma
Witold Hoffman

Ksenia Wojcieszek

 UWAGA! SPOILERY! 

Ksenia Wojcieszek

Debiut
Od 25.12 do 06.01 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2)
Ostatni występ Od 25.12 do 06.01 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2)
Kill count
0
Wiek
60
Zawód
Medium
Miejsce zamieszkania
Witkowo
Ulubiony slasher
Profondo rosso (1975)
Status
Nie żyje
Relacje Marika (synowa)
syn

 

Historia

Slasher X-slash. Krwawe święta

Po kolacji świąteczniej wychodzi przed dom nakarmić kota Felusia. Wtedy zostaje zaatakowana przez mordercę. Jej zwłoki zostają znalezione na drugi dzień.

Ewa

 UWAGA! SPOILERY! 

Ewa
Debiut
Od 22.12 do 24.12 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.1)
Ostatni występ Od 25.12 do 06.01 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2)
Kill count
0
Wiek
33
Zawód
Nauczycielka
Miejsce zamieszkania
Łódź
Ulubiony slasher
Tourist Trap (1979)
Status
Żyje
Relacje Tomas (narzeczony)
ojciec

 

Historia

Slasher X-slash. Krwawe święta

Przyjeżdża na święta do Witkowa, aby poznać ciotkę narzeczonego. Jest ostatnią, planowaną ofiarą Bożonarodzeniowego Króliczka Wielkanocnego. 


Cytaty:

Ksenia o aurze Ewy (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2):

"Pani Ksenia od razu określiła aurę Ewy jako niebieską".

sobota, 22 czerwca 2024

Marika Wojcieszek

 UWAGA! SPOILERY! 

Marika Wojcieszek

Debiut
Od 22.12 do 24.12 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.1)
Ostatni występ Od 25.12 do 06.01 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2)
Kill count
7
Wiek
34
Zawód
Kasjerka
Miejsce zamieszkania
Witkowo
Ulubiony slasher
Cherry Falls (2000)
Status
Nie żyje
Relacje BKW (alter ego)
Tomas (kolega ze szkoły)
Bianka (sojuszniczka)
Ksenia (teściowa)
mąż
brat (+)

 

Historia

Przed Slasherem

Uczęszcza do szkoły podstawowej w Witkowie. Zakochuje się w koledze z klasy - Tomasie. Zabija starszego brata i jego kolegów po tym, jak ci zaatakowali Tomasa. Bianka Holomek pomaga jej ukryć ciała ofiar. Po ukończeniu edukacji wychodzi za mąż za pana Wojcieszka i rozpoczyna pracę w sklepie spożywczym.

Slasher X-slash. Krwawe święta

Nadal utrzymuje kontakt z Bianką Holomek. Powrót Tomasa do Witkowa budzi w niej morderczy instynkt. Kradnie z wypożyczalni strój królika i w przebraniu morduje przypadkowe osoby. Z pomocą Bianki usiłuje zabić Ewę, ale zbrodni zapobiega Tomas. W trakcie walki rani ukochanego, który ostatecznie zabija ją.

 

Cytaty:

Tomas o sobie i Marice (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2):

"Rudy i blondynka".

Bianka o miłości Mariki do Tomasa (Slasher X-slash, Krwawe święta, rozdz.2):

"Żadna kobieta nie poświęciłaby dla ciebie tyle co Marika! Powinieneś jej dziękować na kolanach! Jednak wszyscy jesteście tacy sami"!

Bianka Holomek

 UWAGA! SPOILERY! 

Bianka Holomek
Debiut
Od 22.12 do 24.12 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.1)
Ostatni występ Od 25.12 do 06.01 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2)
Kill count
0
Wiek
70
Zawód
Emerytka
Miejsce zamieszkania
Witkowo
Ulubiony slasher
Friday the 13th (1981)
Status
Nie żyje
Relacje Tomas (siostrzeniec)
Marika (sojuszniczka)
Janka (siostra +)
Emina (alter ego)

 

Historia

Przed Slasherem

Na prośbę siostrzenicy przejmuje opiekę nad jej synem, Tomasem. W 1989 roku jest świadkiem ataku trzech chłopców na Tomasa. Używa Mariki do zabicia chłopców, a następnie pomaga jej ukryć ich ciała.

Slasher X-slash. Krwawe święta

Zaprasza Tomasa wraz z narzeczoną na święta. Ponownie manipuluje Mariką, aby tym razem pozbyć się Ewy. Ostatecznie zostaje zabita przez Bożonarodzeniowego Króliczka Wielkanocnego. 

 

Cytaty:

Tomas o Biance i Eminie (Slasher X-slash, Krwawe święta, rozdz.1):

"Wtedy dopiero uderzyło mnie podobieństwo obu ciotek. Jako głupi dzieciak nie miałem pojęcia, że są one bliźniaczkami".

"Bianka i Emina w mojej pamięci utarły się jako ekscentryczne, stare panny. Mieszkały osobno i chyba dobrze, bo każdorazowa wizyta Eminy wyprowadzała Biankę z równowagi. Miały te swoje dziwaczne rozmowy"

Janka o relacji z siostrą (Slasher X-slash, Krwawe święta, rozdz.1):

"Dzieliła nas przepaść wiekowa i… one zawsze rozmawiały między sobą. Zawsze miały jakiś temat. Jakie były denerwujące z tym swoim „tęskniłaś za mną” i jeszcze ten chichot".

Tomas o przekonaniach ciotki (Slasher X-slash, Krwawe święta, rozdz.1):

"Najsmutniejszym było to, że w przekonaniu o istnieniu jakiejś klątwy Emina spędzała samotnie kolejne święta. Nie wierzyła w miłość oraz czułość. Dla niej mężczyźni byli źli, wszyscy poza mną"

Tomas o ciotce (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2):

 "jak widać już wtedy była nieźle pierdolnięta"

środa, 19 czerwca 2024

Tomas Holomek

 UWAGA! SPOILERY! 

Tomas Holomek
Debiut
Od 22.12 do 24.12 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.1)
Ostatni występ Od 25.12 do 06.01 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2)
Kill count
1
Wiek
34
Zawód
Stolarz
Miejsce zamieszkania
Witkowo, Łódź
Ulubiony slasher
The Burning (1981)
Status
Żyje
Relacje Ewa (narzeczona)
Bianka (ciotka)
Marika (koleżanka)
Janka (babcia, +)

 

Historia

Przed Slasherem

Po rozwodzie w 1987 roku matka Tomasa zostawia go w rodzinnym Witkowie pod opieką dwóch ekscentrycznych ciotek Bianki i Eminy (siostry babci), z którymi mieszka przez dwa lata. Chłopiec zaprzyjaźnia się z Mariką, ale jest nękany przez jej starszego brata i jego kolegów. Przed samymi świętami 1989 roku matka zabiera chłopca. Tomas traci kontakt z ciotkami i Mariką. Układa sobie życie w Łodzi, pracuje jako Stolarz, jest w związku z Ewą.

Slasher X-slash. Krwawe święta

Ciotka Emina zaprasza Tomasa i Ewę na święta do Witkowa. Mężczyzna odnawia znajomość z Mariką i częściowo przypomina sobie wydarzenia z dzieciństwa. Uświadamia sobie, że Bianka nigdy nie miała siostry, a Emina jest jej drugą osobowością, która zmanipulowała Marikę i nakłoniła ją do zbrodni. Zabija Marikę wpychając ją do studni. Niedługo po tych wydarzeniach prosi Ewę o rękę. 

Cytaty:

 Bianka o Tomasie (Slasher X-slash, Krwawe święta, rozdz.1):

"Tomáš jest jedynym chłopcem w naszej rodzinie. Mówię to, bo kobiety miały u nas zawsze wyjątkowego pecha do lokowania uczuć w niewłaściwych mężczyznach. Mam nadzieję, że to przekleństwo nie przenosi się na chłopców. Nasz dziadzio marzył o synu".

Marika o Tomasie (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2):

"Wyobrażałam sobie jaki jesteś jako dorosły człowiek i wiesz, że wcale się nie pomyliłam? Jesteś łagodny, czuły, dobry. Nigdy nikogo nie kochałam mocniej od ciebie". 

Ksenia o aurze Tomasa (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2):

"Jest czarna i wyjątkowo gęsta. Jest pan w wielkim niebezpieczeństwie".

Tomas o sobie i Marice (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2):

"Rudy i blondynka".

Bożonarodzeniowy Króliczek Wielkanocny

UWAGA! SPOILERY! 

Bożonarodzeniowy Króliczek Wielkanocny
Debiut
Od 22.12 do 24.12 (Slasher X-slash. Krwawe święta)
Ostatni występ
Od 25.12 do 06.01 (Slasher X-slash. Krwawe święta)
Kill count
7
Inspiracja
The Bunnyman Massacre (2014)
Tożsamość
Marika Wojcieszek
Cel
Ochrona Tomáša
Broń
Pogrzebacz
Lata aktywności
Okres świąteczny 1989 i 2015
Wiek
34
Zawód
Morderca
Miejsce zamieszkania
Witkowo
Status
Nie żyje

 

Historia 

Przed wyjazdem Tomáša

Rok 1989. Ośmioletnia Marika podkochuje się w koledze z klasy, Tomášie Holomku. Nad chłopcem znęca się trójka uczniów ze szkoły. Dziewczynka za namową Bianki (ciotka Tomáša) zabija dręczycieli, a następnie ukrywa ich zwłoki w studni Holomków. Tomáš wyprowadza się z Witkowa, a o zaginionych chłopcach ginie wszelki ślad. Marika zapomina o ukochanym i od tej pory wiedzie spokojne życie. Wychodzi za mąż, pracuje w sklepie spożywczym.

Powrót Tomáša

Rok 2015. Bianka informuje Marikę o powrocie Tomáša do Witkowa wraz z narzeczoną. Ta ponownie zmanipulowana przez ciotkę chłopaka zaczyna wierzyć, że jest jedyną kobietą, która może uszczęśliwić Tomáša. Dziewczyna wypożycza strój Króliczka Wielkanocnego (jedyny dostępny w wypożyczalni) i jako Bożonarodzeniowy Króliczek Wielkanocny (BKW) dokonuje swojej pierwszej zbrodni - uderza pogrzebaczem nieuprzejmą pracownicę z wypożyczalni. Potem zabija pijanego dziada oraz własną teściową. Trudno wyjaśnić zasadność działań Mariki. W święta kobieta zakrada się do Holomków i z pomocą Bianki obezwładnia Ewę, narzeczoną Tomáša. Potem zabija Biankę i rani Tomáša za pomocą pogrzebacza. Ostatecznie w wyniku szamotaniny wpada do studni kończąc w ten sposób swój żywot.

Lista ofiar
Kolejność
OfiaraOkolicznościRozdział
BKW
1 Chłopcy ze szkoły
Nieznane, pochowani w studni
 
Od 22.12 do 24.12 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2)
 Marika
2
3
4
Nieprzyjemna babaZabita za pomocą pogrzebacza w wypożyczalni kostiumów
 
Od 22.12 do 24.12 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.1)
5
Pijany dziad
Zepchnięty do studni na podwórzu Holomków
6
Ksenia
Do zabójstwa użyto karpia
Od 22.12 do 24.12 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2)
7
BiankaZabita pogrzebaczem

 

Cytaty:

Wygląd (Slasher X-slash, Krwawe święta, rozdz.1):

"Puszysty, różowy strój z wielkimi niebieskimi oczami, puchatymi uszami i wyszczerzoną mordką z pewnością był ciepły i idealnie chronił przed chłodem"

Wybór ofiary (Slasher X-slash, Krwawe święta, rozdz.1):

"Jako moja druga ofiara wydawał się zupełnie nieatrakcyjny, ale w tej chwili martwił mnie mój niski kill count".