wtorek, 4 czerwca 2024

Rozdział 5: Dziewczyny z filmu noir

Ada już nawet nie zastanawiała się, w jaki sposób wpakowała się w ten cały absurd. Miała na sobie ładną, chociaż trochę śmierdzącą papierosami, sukienkę stylem nawiązującą do lat dwudziestych, blond perukę i przekonanie, że któraś z nich zwariowała. Nie potrafiła tylko rozstrzygnąć, która? Czy ona, bo zgodziła się na tę szopkę, czy może Natalia jako pomysłodawczyni idiotycznego przedsięwzięcia?
- Wkurza mnie to! - tymi słowami przywitała ją Natalia. - Ten wariat wymorduje wszystkie ładne dziewczyny i pora go powstrzymać!
Dalszy wywód zakłóciło nadejście Marysi Kubińskiej. Dziewczyna wyglądała olśniewająco. Od zaginięcia Zuzy nie uważała się już za jedną z sióstr. Przestała czuć potrzebę bycia w opozycji do siostry i od teraz mogła porażać własną urodą, którą do tej pory skrzętnie ukrywała.
- Co chcesz z tym zrobić? - wróciła do tematu Ada.
- Wynajmiemy prywatnego detektywa i on wykryje mordercę dla nas - ogłosiła, wymachując im przed nosem wizytówką.
- A po co nam te stroje? - spytała bez przekonania Marysia.
- Czuję się jak Rita Hayworth.
- I oto chodzi! - zawołała tryumfalnie Natalia. - Mamy być jak femme fatale z czarnego kina.
- Po co?
- Bo żaden skretyniały zabójca nie będzie ze mnie robił horrorowej ździry!
Na potrzeby biura detektywistycznego został zaadaptowany kantor świętej pamięci Woźnego. Ada czuła, że pogłębiają się w coraz większym zidioceniu. Jaki detektyw wynajmuje pomieszczenie w szkolnym kantorku? Czy to żart? Mimo wszystko, pchana ciekawością i chęcią wyjaśnienia sprawy Kapturnika, zdecydowała się na dalszy udział w farsie. W małym, przyciemnionym pokoiku urzędował Konrad Brzęcki.
- Ty jesteś detektywem? - wypaliła na powitanie Marysia.
- Muszę sobie dorobić do kieszonkowego - wzruszył ramionami. - Co was sprowadza?
Natalia zajęła miejsce przy biurku i bez zbędnych ceregieli wyjaśniła cel ich wizyty.
- Kapturnik zabił moją ukochaną - westchnął ciężko detektyw.
- Ukochaną? Moja siostra ledwo cię znała - przypomniała Kubińska.
Konrad zignorował niegrzeczną uwagę i mówił dalej:
- Przyjmę to zlecenie, ale najpierw chciałbym wykluczyć was z grona podejrzanych. Po pierwsze - zwrócił się do Ady. - Czy cały piątkowy wieczór spędziłaś z Pawłem?
- Tak.
- Co do sekundy? - w jego oczach pojawił się blask.
- Jasne, że nie! - zdenerwowała się. - Przecież za rękę się nie prowadzałam z nim.
- Czyli jesteś podejrzana, bo ja także cię nie widziałem od przyjścia na imprezę - stwierdził.
- Doprawdy? - zdziwiła się fałszywie. - Dla mnie to wasza trójka jest mocno podejrzana.
Pewność siebie zniknęła z twarzy Konrada ustępując zdenerwowaniu:
- My? Ja? A niby z jakiej paki?
Ada spojrzała na Natalię i zaczęła mówić:
- Nie lubiłyście się z Julią i o waszej niechęci krążyły już legendy - następnie zwróciła się do Kubińskiej. - Ty z kolei nigdy nie chciałaś mieć siostry bliźniaczki, a od jej zaginięcia wreszcie możesz być sobą, a nie czyjąś kopią - na sam koniec zostawiła sobie Konrada. - Byłeś zły na Zuzę, że poszła ze Szczepanem na spacer, co?
- Ale ja ich widziałem na tej łące! - zawołał urażony.
- Może widziałeś, a może nie. Nie masz świadków. Tak samo jak ja nie mam świadków na to, że poszłam się wysrać do kibla.
Konrad opanował swoje niezadowolenie i dyplomatycznie uznał, że nikt z obecnej w biurze czwórki nie jest mordercą.
Zapadła cisza. Sprawa była poważna, a zabójca wyjątkowo wredny, bo inaczej nie dało się określić człowieka, który goni innych z siekierą.
- Sądzę, że mamy więcej niż jednego sprawcę - podjął nowy wątek. - Wielkich zbrodni zawsze dokonywały przestępcze duety jak...
- Bonnie i Clyde - podpowiedziała Natalia.
- Raymond Fernandez i Martha Beck - dodała Ada.
- Miś Yogi i Boo Boo - wymamrotała niepewnie Marysia.
Ktoś jęknął rażony błyskotliwością Kubińskiej.

 

***


Narada wojenna nastąpiła zaraz po lekcjach, u Pawła. Chłopcy postanowili zakasać rękawy i zająć się poszukiwaniem zabójcy na poważnie. Po pierwsze, trzeba było ustalić jakieś szczegóły, co oznaczało maglowanie Konrada.
- Gruby? Chudy? Wysoki? Niski? - rzucał epitetami Paweł
Konrad kręcił głową. Dopiero teraz dochodziło do niego, jak idiotycznie musiał brzmieć na policji, pytany o te same rzeczy. Scenę morderstwa widział, ale nie potrafił przywołać w pamięci Kapturnika. Morderca miał siekierę, ubrany był w płaszcz. Nic więcej.
- Ja ważę osiemdziesiąt - zaczął dla ułatwienia Leszek. - Był mojej postury?
- Było ciemno - tłumaczył, czując, że robi z siebie kretyna.
- Ja też go widziałem i nie potrafię określić - przyznał z zakłopotaniem Paweł.
Adrian tylko przytaknął.
- Wniosek taki, że tylko ja nie miałem przyjemności spotkać Kapturnika - podsumował Leszek i zapalił papierosa.
Po drugie, należało przygotować listę podejrzanych. Dobre chęci szybko przemieniły się w mozolną katorgę wymagającą dopisywania kolejnych, potencjalnych Kapturników. Ktoś krzywo spoglądał na woźnego, inna darła koty z Zuzą, temu Julia złamała serce. Wniosek był taki, że morderstw dokonuje na przemian połowa Lipek. Innego wyjścia nie było. W końcu uznali, że najprościej będzie wykluczyć samych siebie i tu również napotkali upór, bo między jedenastą, a północą praktycznie każdy miał w czubie i pałętał się bez alibi. Dokładność była nie do ustalenia i prawie doszło do kłótni, gdy Adrian wyszedł z nowym tropem:
- Wydaje mi się, że zbrodnie dokonywane dzisiaj łączą się z zaginięciami ludzi sprzed osiemnastu laty.
- Nie! - uciął Konrad. - W latach 1982 do 1991 zaginęło dziesięć osób. Jedna osoba rocznie i zawsze w tym samym okresie, pomiędzy majem, a czerwcem. Nigdy nie odnaleziono żadnego trupa, a więc nie ma mowy o morderstwach.
- Prawda - poparł go Leszek. - Mówi się, że ci wszyscy ludzie potopili się na bagnach.
- Moja ciocia zaginęła w 1989 roku - Adrian pokręcił głową. - Nigdy jej nie poznałem i mało mnie obchodziła całe życie, ale... - tłumaczył ze spokojem. - Dwa miesiące temu dostałem anonimowy list - sięgnął do kieszeni spodni po kopertę, z której wysunął fotografię. - Wewnątrz było jej zdjęcie, jak zgaduję, wykonane pośmiertnie.
Pozostali trzej chłopcy zaczęli wyrywać sobie z rąk fotografię Aldony Korby. Skóra na jej policzkach była sina, oczy pozbawione życia, włosy zmierzwione i brudne. Pod zdjęciem znajdowała się data 12.06.89
- Upiorne, nie? Policji nie powiadamiałem, uznając to za głupi żart, ale w końcu... - zrobił krótką pauzę, aby złapać oddech. - Tak zwyczajnie, po ludzku, zacząłem interesować się sprawami tych zaginięć i w tym samym czasie doszło do pierwszego ataku Kapturnika. Ktokolwiek jest mordercą, ma powiązanie z tym, co działo się dwadzieścia lat temu w Lipkach i to on mnie wkręcił w tę imprezę.
- Dobra - Leszek zgasił papierosa. - Załóżmy motyw zbrodni. Ktoś z rodziny zaginionego odkrył zbrodnię i teraz mści się pod postacią Kapturnika.
- Głupi motyw - skrytykował Brzęcki.
- To wymyśl lepszy!
- Rozumiesz, że to stawia cię w gronie podejrzanych? - Paweł zwrócił się do Adriana.
Kroba wzruszył ramionami.
- Wiem i nic mi nie szkodzi, bo mordercą nie jestem.
- A my na słowo ci wierzymy, ziom - przytaknął złośliwie Leszek.
- Mam gdzieś, czy mi wierzycie. Szukam mordercy, bo ten najwyraźniej ma do mnie jakąś sprawę i nie jestem bezpieczny.
- Dobra - przerwał im Paweł. - Będziemy musieli porozmawiać z rodzinami zaginionych osób. Możliwe, że oni także dostali podobne anonimy.
- Sprawdziłem już roczniki '82, '83 i nic. Zaginiony z '84 nie miał rodziny, ciotkę wykluczyłem, a więc do sprawdzenia pozostały tylko roczniki od '85 do '88 oraz '90 i '91. Zostaje sześć osób.
- Podzielimy się robotą i pójdzie koncertowo - w Konrada wstąpiły nowe siły.
Rodzina zaginionego w 1985 roku mężczyzny mieszkała za granicą. Informację tę wydębił Paweł od Tomka Prusakiewicza, który nieświadomy prowadzonego przez nastolatków dochodzenia wypaplał wszystko o co został zapytany. Kolejne roczniki nic nie wiedziały albo nie chciały mówić. Ciekawostką okazała się zaginiona z roku 1990, niejaka Łucja Jędrus, siostra nauczycielki matematyki.
- I ją warto sprawdzić - stwierdził Leszek.
Poparcie niby było, ale małe i jakieś niepewne. Adrian od razu zastrzegł, że nie wierzy w powiązania matematyczki z Kapturnikiem, poparł go Paweł. Konrad z kolei uważał, że skoro już przyczepili się do rodzin zaginionych to należałoby sprawę wyjaśnić do końca. Pozostali musieli przyznać mu rację.

 

***


Adres Jędrusowej nie był żadną tajemnicą. Jej dom był celem licznych pielgrzymek desperatów, którzy nachodzili ją z błaganiami o pozytywną ocenę na zakończenie roku. Mieszkała w bloku na Miodowej, dosłownie, rzut beretem od Konrada. Dlatego też początkowo planowano posłanie go w pojedynkę. Jednak Brzęcki nie chciał się zgodzić w obawie o własne bezpieczeństwo i ostatecznie wybrali się we czwórkę.
Kobieta otworzyła dziwi energicznie. Na widok uczniów nieufna i rozgniewana twarz rozpromieniła się. Nim zdążyli o cokolwiek zapytać, szli za nią do niewielkiego salonu. Konrad usiadł na niskiej pufie, Adrian, Leszek i Paweł wcisnęli się na sofie, która dla nich trzech okazała się zdecydowanie za wąska. Ostatecznie Matuszewicz wstał i oparł się o piec kaflowy. Naprzeciw niego znajdowała się komoda z fotografiami. Większość była stara, część przedstawiała małą Beatkę w towarzystwie starszej Łucji.
- Wasi koledzy i koleżanki przyjdą do mnie w czerwcu albo na komis w sierpniu - zaczęła. - Nie chcemy zagrożeń na koniec roku, co? Ułamki! - podniosła głos i natychmiast ściszyła go:
- Pan Brzęcki oblał wszystkie kartkówki z działań na ułamkach.
Konrad poczerwieniał na twarzy. Na lekcjach potrafił zachowywać idealną obojętność, ale tutaj, w jej mieszkaniu? Czuł się jak w domu Leatherface. Wybujała wyobraźnia podsunęła mu obraz matematyczki ganiającej ich po pokoju z piłą mechaniczną. Już tylko sekundy dzieliły go od ucieczki z wrzaskiem.
- Ej, ziom, w porządku? - spytał Leszek.
Konrad bezgłośnie przytaknął.
- A pan Korba? Sportowiec myśli, że nie musi się uczyć, bo ma status ładnego półgłówka?
Tego było za wiele. Leszek postanowił natychmiastowo zmienić tor rozmowy.
- Jesteśmy tu w sprawie "dekady zaginięć".
- Czego?
- Tak nazywają okres, w którym w Lipkach doszło do zaginięć ludzi.
- Pani siostra była zaginioną z roku 1990 - wsparł go Paweł.
Beata wstała z miejsca i wolnym krokiem przeszła do okna. Konrad z niewiadomych przyczyn pisnął.
- Łucja była szalenie inteligentna - odezwała się wreszcie. - Miała ogromny talent matematyczny i wielki dar tyranizowania innych. Mogła zostać świetną nauczycielką... - w tym momencie głos kobiety zaczął się łamać.
- Czy pani siostra z kimś się spotykała? - spróbował Adrian.
- Ta... Miała jakiegoś gacha. Tłumaczyłam jej, Łucja, faceci nie są ci potrzebni, możesz być starą panną, ale nie! Myślę, że po prostu uciekła z nim i tyle!
- Jak on się nazywał? - spytał Leszek. - Pochodził z Lipek?
- Nie wiem, trzymała go w tajemnicy - odparła nieżyczliwie. - Wtedy poprzysięgłam sobie, że to ja zostanę świetną matematyczką! - w głosie kobiety ponownie dało się wyczuć wigor i diaboliczność. - Możecie być pewni! - zwróciła się do nastolatków. - Na najbliższych zajęciach zorganizuję wam lipczańską masakrę z funkcjami liniowymi jakiej świat nie widział.
Rozsądek ustąpił wyobraźni. Konrad wybiegł z mieszkania z krzykiem. Adrian, Paweł i Leszek zgłupieli na tyle, aby rzucić się w pościg za przerażonym kolegą. Matematyczka odgrażała się jeszcze jakąś funkcją potęgową, ale tym już nikt się tym nie przejmował.

 

***


Zuzia Kubińska siedziała na materacu i przyglądała się zabandażowanej dłoni. W piwnicy nawiedzonego domu mieszkała już od ponad tygodnia. Zastanawiała się, czy ktoś jej jeszcze szuka, czy raczej uznano ją za martwą? Z góry dobiegł ją jakiś rumor. Na chwilę wstrzymała oddech. Kapturnik? Ekipa ratunkowa? Do piwnicy zszedł porywacz w pełnym umundurowaniu.
- Długo nie wracałeś... - zaczęła. - To był dobry pomysł - przyznała, podnosząc okaleczoną rękę. - Dwa palce to niska cena za wyprowadzenie wszystkich w pole.
Zgodził się.
- Doskonały z nas duet, kochanie - przyznała, śmiejąc się.
Morderca usiadł na materacu obok niej i głośno westchnął, a ona mówiła dalej:
- Najważniejsze to nie śpieszyć się. Zabij jeszcze jedną, dwie osoby, a potem zajmij się naszym głównym celem.
Nadal miał wiele pracy, a plan, który miał zrealizować wymagał sporo nakładu i żadnych pomyłek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz