czwartek, 6 czerwca 2024

Rozdział 8: Ocalony

Chaos komunikacyjny rozpętał się na dobre pomiędzy jedenastą, a godziną duchów i żeby było śmieszniej wplątał w finał slasherowej afery więcej osób niż zakładał pierwotnie plan morderczego duetu, ale może to i lepiej? Lubili ryzyko i wszystkie ich działania, od pierwszej zbrodni, aż po najnowszą (nieudaną, ale o tym, wtedy, nie mogli wiedzieć), balansowały na krawędzi przepaści...


***


- Gdybym coś złego... - wymamrotał bez przekonania. - Gdybym zrobił coś złego – powtórzył głośniej - ale w dobrej wierze, kochałabyś mnie dalej?
Natalia spojrzała mu w oczy i przytaknęła bezrefleksyjnie. To była jedna z tych chwil, w których wolała nie rozmawiać. Adrian pożyczył samochód ojca, pojechali na późny piknik za miasto, zaczęli od pocałunków i to nie był czas na tego typu rozmowy. Widząc jednak, że chłopak będzie uparcie powracał do tematu, postanowiła zakończyć dyskusję raz na zawsze:
- Zdrady ci nie wybaczę. Reszta bez znaczenia.
Nie chodziło mu o zdradę. Westchnął ciężko, ale nic nie powiedział.
- Zamordować też chyba nikogo nie zamordowałeś? - spytała rozdrażniona, rozpięła guzik koszuli, po czym przysunęła się bliżej.
Fizycznie podobała mu się bardzo, ale rozmawiać z nią nie miał o czym. Natalia mówiła wyłącznie o ubraniach, imprezach oraz nielubianych koleżankach i tak w kółko. Jeszcze chwilę temu chciał zrzucić kamień z serca i zwierzyć się najbliższej osobie, ukochanej, ale teraz? Nie widział w tym żadnego sensu.
Zamordował Wojtka Ostrowskiego. Kupił płaszcz, maskę, nóż, ukrył się w samochodzie ofiary i w odpowiedniej chwili wbił mu ostrze w szyję. Miał dość dowodów na to, że Ostrowski był zabójcą Dekady zbrodni i święcie wierzył w jego działalność kapturniczą. Jednak im więcej czasu od zbrodni mijało, tym gorzej czuł się ze swoim werdyktem. Najbardziej żałował tego, że swojego czynu dokonał w obecności Pawła. Jak mu teraz spojrzy w oczy? Czuł się potwornie i coraz intensywniej myślał o zgłoszeniu się na policję. Serce podskakiwało mu do gardła, a czyn nie dawał o sobie zapomnieć. Na moment oderwał go pocałunek Natalii.
- Nie martw się – powiedziała najspokojniej w świecie. - Cokolwiek cię gryzie, przestanie i zniknie, a ja zostanę.
Odwzajemnił jej pocałunek. Romantyczna atmosfera powróciła i utrzymała się do momentu, w którym zadzwonił telefon. Korba sięgnął po leżącą obok kurtki komórkę i spojrzał na wyświetlacz. Przyszła wiadomość od Konrada. Krótka, ale interesująca w treści:
Wiem, kto jest Kapturnikiem. Spotkajmy się za kwadrans w nawiedzonym domu.
Po odczytaniu smsa aż podskoczył z wrażenia. Z racji, że ich miłosna schadzka miała miejsce na tylnym siedzeniu Skody, głową wyrżnął w sufit. Zawył, łapiąc się za łeb i z grymasem bólu na twarzy podał telefon zaskoczonej partnerce.
Być może... Gdyby wtedy Natalia poświęciła chwilę czasu na jakąkolwiek refleksję, przypomniałaby sobie o zgubionym telefonie Brzęckiego. Jednak w tamtym momencie wolała oddać się huśtawce nastrojów. Na przemian błagała Adriana o zachowanie zdrowego rozsądku i nie włączanie się w sprawę, aby po chwili pomstować na Kapturnika i grozić mu własnoręcznym ukatrupieniem.
Korba nie słuchał jej. Przed oczyma stanęła mu scenka w samochodzie Ostrowskiego. Co, jeśli Wojtek nie był Kapturnikiem? Czyżby zabił niewinnego człowieka? Nie! Wojtek z pewnością odpowiadał za Dekadę zbrodni. Niewinnemu się nie oberwało. O co mogło chodzić Konradowi? Trzeba tam pojechać i dowiedzieć się. Zanim ruszyli wysłał trzy wiadomości kolejno do Leszka, Pawła i Burskiego, w których poinformował ich o spotkaniu w nawiedzonym domu. W taki sposób ze sekretnego spotkania zaczęła robić się zacna impreza.

***


Skoda zaparkowała pod nawiedzonym domem. Przez chwilę siedzieli w bezruchu i milczeniu przy zgaszonym silniku, jakby nasłuchując odgłosów wydobywających się z wnętrza budynku. Panowała upiorna cisza.
- I co teraz? - odezwała się Natalia.
- Pójdę tam, a ty zamkniesz drzwi od auta – powiedział ostrożnie. - Nie otwieraj nikomu i spróbuj dodzwonić się na policję, gdyby coś... - wolał nie nazywać ów okazji po imieniu.
- Coś? Na przykład, co?
Zająknął się.
- Gdybyś usłyszała jakieś krzyki albo nie wracałbym długo.
Przez głowę przemknęła mu myśl, że to właśnie Konrad jest Kapturnikiem. Trzymał się ich śledztwa od początku, mógłby dowolnie mylić i mącić tropy, a przy tym pozostawać poza wszelkimi podejrzeniami. Rzucił okiem na nawiedzony dom raz jeszcze i ruszył.
- Konrad! Konrad! - wołał półszeptem.
Nikt nie odpowiadał. Złowroga cisza nasilała się. Zaczynało mu brakować odwagi, a przybywać zdrowego rozsądku. Po co właściwie tutaj przyjechali? Stał w pustej ruderze, gdzie kilka tygodni temu odnaleźli zwłoki koleżanki, nie miał broni, a w ciemnościach dostrzegał jedynie słabo malujące się kształty pozostałości po meblach. Najlepiej byłoby wrócić do auta, powiedzieć Natalii, że to był głupi żart i wrócić z nią do domu. Wtedy oberwał w głowę. Zamroczony upadł na ziemię.

***


Paweł odczytał wiadomość dwukrotnie i ze spokojem powiadomił Liwię:
- Muszę wyjść.
- Dokąd?! - krzyknęła z przerażeniem. - W mieście grasuje seryjny morderca! Właśnie zamordował twojego ojca, a ty chcesz gdzieś wychodzić?!
- Właśnie dlatego muszę wyjść – odpowiedział stanowczo.
Wcześniej Liwia okazywała względny spokój, ale teraz nerwy i gorycz wzięły nad nią górę, przemawiając z pełną energią:
- Nie! Nie zgadzam się! Masz zostać w domu! Jeszcze brakuje, żeby tobie gardło poderżnął!
- Nic mi nie zrobi! Miał co najmniej dwie okazje, aby mnie zabić i nic mi nie zrobił – odpyskował, po czym zelżał z tonu. - Pisze do mnie Adrian.
- Kto?
- Adrian Korba – powtórzył. - Chłopak z mojej klasy. Mieliśmy przygotowywać ten projekt o...
- Tak – przerwała mu, nie chcąc już słyszeć o nawiedzonym domu.
W jej umyśle utarło się przekonanie, całkiem słuszne, że wszelakie nieszczęścia zapoczątkowały się w tamtym miejscu.
- Chce ze mną porozmawiać o naszym projekcie.
To jej wcale nie uspokoiło.
- Już wieczór – spróbowała inaczej, delikatnie, ale nadal stanowczo. - Nie powinieneś wychodzić.
- Wrócę za godzinę, góra dwie.
- Będziesz u Adriana? - spytała, od razu dodając: - Nie chcę się potem zamartwiać.
Paweł zawahał się nad odpowiedzią. Korba wcale nie chciał się spotkać w sprawie projektu na lekcje. Praca domowa już dawno przestała mieć dla chłopców jakiekolwiek znaczenie. Łączył ich jedynie Kapturnik i chęć ściągnięcia mu maski z twarzy. Dzisiaj wszystko musiało się zakończyć.
- Tak... - odparł przeciągle – ale prawdopodobnie przejdziemy się do nawiedzonego domu.
Ostrowska zadrżała. Już otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale Paweł uprzedził ją beztroskim stwierdzeniem:
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
Wszystko będzie dobrze? Nie była przekonana, ale problemów nie robiła. Nie mogła zmusić go do pozostania w domu, zresztą, właśnie został zamordowany jej mąż i nie miała siły na dalsze dyskusje. Zaraz po wyjściu pasierba, zadzwoniła do znajomego policjanta, Tomasza Prusakiewicza. Mundurowy od razu zgodził się pojechać pod nawiedzony dom i w razie kłopotów rozgonić towarzystwo.


***


Leszek Matuszewicz wrócił do domu ze spuszczoną głową. Nie miał ochoty rozmawiać o przesłuchaniu. Bez słowa przemknął przez korytarz do swojego pokoju. Bał się spojrzeć w oczy rodzicom. Zastanawiał się, czy wierzą w jego niewinność, czy podobnie jak policja widzą w nim Kapturnika? Teraz nie miało to znaczenia. Potrzebował wyłącznie ciszy i spokoju. Na myśl o Adzie zachciało mu się płakać. Nakrył głowę poduszką i jęknął w poczuciu złości mieszanej ze smutkiem.
Było chwilę po osiemnastej, gdy zmrużył oczy. Chciał przespać się z godzinę, ale gdy się obudził dochodziła północ. W telefonie miał jedno nieodebrane połączenie z godziny dziesiątej pięćdziesiąt sześć i sms z jedenastej dziewiętnaście od Adriana Korby:
Do nawiedzonego domu. Konrad zna Kapturnika.
Wiadomość rozbudziła go niemalże natychmiast. Wyskoczył z łóżka, narzucił kurtkę i pognał na miejsce spotkania.

***


- Jeżeli ta noc skończy się szczęśliwie – powtórzył do siebie Burski. - Oświadczę się Martynie. Nie, może nie tak zaraz... – dodał po namyśle. - Zobaczymy jak wypadnie nasza kolacja, a potem się okaże...
Wieczór na posterunku upływał spokojnie. Andrzej myślał wyłącznie o Martynie i nawet nie zwrócił uwagi na Tomka, który w pewnym momencie stwierdził, że on musi jechać, bo coś tam, gdzieś tam. Świat był piękny! Kapturnik siedział cicho, Martyna była prześliczna, a Tomek nie tak głupi jak zwykle. Całą kołomyję rozpoczął sms od Adriana Korby:
Ja i Natalia w nawiedzonym domu. Konrad zna mordercę. Szybko!
Pomimo niegramatyczności, wiadomość była w pełni zrozumiała. Burski zerwał się jak oparzony. W ferworze pośpiechu i emocji nawet nie zamknął za sobą komisariatu.
Pośpiech się opłacił. Pod nawiedzonym domem znalazł się jako pierwszy. Samochód zaparkował w nieznacznej odległości od budynku, aby nie rzucać się w oczy i ostrożnie obszedł ruderę. Jego zainteresowanie wzbudziła dobudówka przeznaczona na drewutnię. Zbliżył się do jej drzwi, gdzie usłyszał ciche wołanie o pomoc. Zamarł. Przez moment starał się skrystalizować głos i nadać go odpowiedniej osobie. Czy to było możliwe? Czyżby to była... Zuza Kubińska?
Zajrzał przez szparę pomiędzy drzwiami, a ścianą. Pod stosem drewna przykucała Zuzanna. Na jej widok policjant, aż pisnął ze szczęścia. Żyła! Chociaż jedną osobę uda mu się uratować spod siekiery Kapturnika! Odsunął rygiel i otworzył drzwi. Odnaleziona dziewczyna padła mu w ramiona. W tej samej chwili poczuł silne ukłucie w brzuchu. Ból stawał się coraz dotkliwszy, a dziękczynny szloch Kubińskiej przemieniał się w złośliwy chichot. Wyjmując nóż z jego ciała oznajmiła litościwie:
- Teraz już znasz połowę sekretu. Jestem jednym z dwóch morderców, a ty stałeś się moją trzecią ofiarą.
Andrzej osunął się po chropowatej ścianie na ziemię. Odpływał z poczuciem przegranej, a morderczyni spokojnym krokiem ruszyła w stronę domu.

***


Natalia siedziała jak na szpilkach. Każdy szelest, stukot, pukot czy inny dźwięk dobiegający z zewnątrz wywoływał u niej przerażenie. Kulminacją jej strachania było pojawienie się Konrada. Blady jak trup, spocony jak mysz kościelna, padł na maskę Skody i niemal maniacko zacząć dobijać się do drzwi.
- A ty tu czego?! - krzyknęła, zamachując się w niego telefonem.
- Śle... śledziłem... was... - wysapał.
- Co? Po co?
- Bo... Adrian to... Kapturnik i grozi ci niebezpieczeństwo – powiedział, łapiąc oddech.
- Nie! Wypraszam sobie! - huknęła gniewnie. - Nie spotykam się z psychopatą! To ty jesteś walnięty, bo nas tu sprowadziłeś!
- Ja? - obruszył się. - Niby jak? Przecież rowerem za wami tu przyjechałem! Wiesz jak trudno dogonić samochód na składaku?!
- Wysłałeś do Adriana smsa, żeby przyjechał tu, bo rzekomo znasz tożsamość Kapturnika!
- No znam, Adrian jest mordercą, ale nic do niego nie wysyłałem - bronił swego, a na koniec przypomniał z pretensją w głosie. - Mówiłem ci, że ktoś ukradł mój telefon.
Po tych słowach Natalia wyskoczyła z auta w wielkim szale. Doszło do niej, że ktokolwiek jest autorem wiadomości, jest także najpewniej samym Kapturnikiem.
- Idź po Adriana! - nakazała wściekle.
Chłopak spojrzał w stronę tonącego w mrokach domu. Ostatnią rzeczą na jaką miał ochotę był spacer w ciemnościach, który z jego szczęściem zakończyłby się zderzeniem z seryjnym mordercą. Wyraził niechęć wykonania tego polecenia, znajdując inne rozwiązanie:
- Po drodze mijałem samochód Tomka. Może pójdziemy po niego?
Dziewczyna odpuściła dalsze próby dodzwonienia się na policję. Brzęcki mógł mieć rację. Prusakiewicz miał broń i obowiązek chronienia obywateli. Niech strzela do mordercy, ich rola skończy się z zawezwaniem mundurowego.
Pośpiesznym krokiem popędzili w stronę radiowozu i tam rozpoczęła się wesoła makabreska. Tomek w aucie siedział, ale nie do końca zdolny do jakiejkolwiek reakcji. Jego ręce leżały na kierownicy, on sam przechylał się na lewą stronę, a rozpłatana na dwie połowy głowa brudziła krwią szybę.
Natalia z wrzaskiem wróciła do Skody, a Konrad, o dziwo, przytomniejszy umysłowo sięgnął po broń policjanta i kuc galopem pobiegł za Natalią, która zdążyła zabarykadować się w samochodzie, gdzie rozpoczęła prowadzić sama ze sobą jakiś szalony dialog pełen amoku, złości i przekleństw adresowanych na zmianę do Konrada, Adriana i Kapturnika. Tym razem Brzęcki nie dał rady jej uspokoić. Podjął szybką decyzję o wejściu do nawiedzonego domu.

***


Leszek wszedł do nawiedzonego domu rozświetlając sobie drogę latarką. Salon w większości oświetlała blada poświata księżyca wpadająca przez wyrwę w dachu. Reszta niknęła w mrokach. Na podłodze leżał związany Adrian. Matuszewski podszedł ostrożnie, przykucnął obok i upewnił się, że ten żyje. Korba zdawał się być nieco otępiały i pierwszą rzecz jaką wymamrotał była informacja o źle zaparkowanym samochodzie. Leszek przytaknął i rozpoczął rozwiązywanie supłów. Nie było to proste, gdyż lina była splątana z chaotyczną perfekcją, wywołującą frustrację.
Wtem z kuchni wyłonił się morderca.
- Kapturnik... - jęknął Korba.
Raper stanął na baczność. Adrian, któremu otępienie umysłowe przeminęło na widok mordercy, zaczął samodzielnie siłować się ze sznurem. Zabójca zrzucił kaptur i zdjął maskę z twarzy. Ich oczom ukazała się Zuza Kubińska.
- Ty?! - zawołali równocześnie.
- Ja - potwierdziła i dla pewności, że nie mylą jej z Marysią, pomachała dłonią pozbawioną dwóch palców.
- A więc to ty zabiłaś Adę... - wymamrotał Lechu.
- Adę, Julię i policjanta – podliczyła na trzech palcach. - Resztę zabił mój tygrysek – wyjaśniła, po czym zawołała. - Chodź, pokaż się kolegom.
Po schodach zaczął zbiegać drugi morderca. Podobnie jak Zuza miał na sobie płaszcz, maskę, a do tego siekierę, która ściekała jeszcze krwią Tomka Prusakiewicza. Nieśpiesznie poluzował kaptur i zrzucił go z głowy odsłaniając brązowe włosy. Stając na ostatnim stopniu odpiął maskę i rzucił ją na ziemię, ukazując swoje prawdziwe oblicze.
- I co? Zaskoczeni? - spytał wesoło.
Leszek wzruszył ramionami. Adrian spoglądał tępo w stronę pary morderców. Z trudem opanował zamroczenie umysłowe i wymamrotał:
- Paweł?
- We własnej osobie.
Zapadła cisza.
- Toście nam trochę szyki pokrzyżowali – westchnął Ostrowski. - Nasz plan zakładał jedynie obecność Adriana i teraz potrzebny nam nowy koncept.
Wolnym krokiem zbliżył się do kolegów i niewiele się zastanawiając, uderzył obuchem siekiery kolano Korby. Jeden raz, drugi, a potem jeszcze trzeci i czwarty. Kilka energicznych ciosów, aby upewnić się, że sportowiec nie wstanie z podłogi o własnych siłach.
Chłopak zawył z bólu łapiąc się za kolano. Leszek odruchowo uklęknął obok chcąc pomóc mu w jakikolwiek sposób. Powstrzymał się w ostatniej chwili na widok puchnącego miejsca.
- Oszalałeś! - wrzasnął na Pawła.
- Wreszcie zauważyłeś – stwierdził pogardliwie.
- Nie ruszać się!
Do domu wtarabanił się Konrad. Podbiegł do trójki nastolatków i bez skrupułów przystawił broń do głowy mordercy.
- Wiesz... Łatwiej byłoby ci, gdybyś ją odbezpieczył – zauważył Kapturnik.
Brzęcki strapił się. Tyle, mniej więcej, czasu potrzebował Paweł, aby zamachnąć się. Obuch siekiery, aż odgiął rękę chłopaka do tyłu. Konrad wrzasnął z bólu, a broń upadła na ziemię.
- Ojej, nic takiego ci nie zrobił, mazgaju – przerwała mu Zuza. - Zobacz na Adriana, kolano strzaskane w mak, a się nie uskarża – dodała, podnosząc pistolet.
Nastolatek zamilkł. Postanowił cierpieć z godnością w ciszy.
Leszek zaczął szacować szansę na przetrwanie tej hecy. Adrian nie nadawał się do walki z Kapturnikiem, Konrad był zbyt ciamajdowaty, został tylko on. Był pewien, że da radę powalić Pawła na ziemię, a przy tym może nawet uniknie ciosu siekierą. Dużo większy problem stanowiła Zuza z bronią w ręku. Sytuacja nie rysowała się najlepiej. Trzeba było grać na zwłokę.
- Jak? - wymamrotał wreszcie. - Jak zaczęliście to wszystko? O co tutaj chodzi?
- Zaczęło się od mojej nienormalnej siostry – odparła Kubińska. - Ubzdurała sobie, że musimy zacząć chodzić na terapię, bo tylko to może nam pomóc w dostrzeżeniu naszych indywidualnych osobowości. Dacie wiarę? - spytała, a ich milczenie traktowała jak potwierdzenie. - Zaczęłam z nią jeździć do psychiatry w Kowalikach – kontynuowała, wymachując pistoletem w powietrzu. - I tam poznałam Edytę.
Adrian i Leszek wymienili się ponurymi spojrzeniami. Paweł uśmiechnął się, odczytując ich reakcję.
- Zaczęłam jeździć do niej w odwiedziny i jakoś tak się zaprzyjaźniłyśmy – mówiła dalej. - Edyta dużo opowiadała o sobie i z czasem zaczęłam sobie wszystko układać. Okazało się, że ów pacjentka jest biologiczną matką Pawła.
- Zuza była na tyle miła, że przedstawiła nas sobie – wtrącił Ostrowski. - Zastanawiałem się, czy Edyta mówi prawdę.
- Prawdę? - zaciekawił się sztucznie Leszek.
- Powodem, dla którego chciała mnie utopić, a potem popełnić samobójstwo był sekret mojego ojca i miałeś rację, Adrian – zwrócił się bezpośrednio do Korby. - Mój staruszek był mordercą Dekady zbrodni.
- Ty mi wysłałeś to zdjęcie?
Przytaknął.
- Uwierzycie, że Wojtuś przez te wszystkie lata ukrywał album ze zdjęciami swoich ofiar w nawiedzonym domu? Właśnie tu, pod podłogą – wyjaśnił, wskazując nogą poluzowaną deskę.
- Wspólne odkrywanie sekretu bardzo nas do siebie zbliżyło – dodała Kubińska całując Pawła w policzek. - Staliśmy się parą w sensie romantycznym i morderczym.
- Ja nadal nie rozumiem – przyznał Konrad.
- Przez lata czułem, że jestem inny – westchnął ciężko. - Matka wariatka, ojciec morderca, a ja miałem być normalny? Martyna miała rację – przypomniał sobie pierwsze spotkanie z wróżką. - Wszyscy uciekamy przed potworami, ale ja postanowiłem zmierzyć się z samym sobą i nie boję się powiedzieć tego głośno i wyraźnie. Jestem potworem jak mój ojciec.
- I tak postanowiliśmy tchnąć życie w nową legendę Lipek, Kapturnika.
- Nadal nie rozumiem. Dlaczego wysłałeś do mnie zdjęcie ciotki?
- Z tego samego powodu, dla którego zabrałem cię na spotkanie z Edytką do psychiatryka. Chciałem, żebyś zaczął interesować się sprawą.
- W myśl naszego planu mieliśmy ciebie wrobić w rolę Kapturnika – przyznała Zuza. - W ostatecznej rozgrywce, Paweł jako "final boy", miał zabić ciebie i uratować mnie.
- Niestety spierdoliłeś nasz plan koncertowo – uzupełnił Ostrowski. - Zabiłeś Wojtka i przez to z aresztu wypuścili Leszka, a potem ściągnąłeś ich tutaj.
- Ukradłeś mój telefon! - rzucił oskarżycielsko Konrad.
- Nie ukradłem! - warknął rozzłoszczony. - Sam go u mnie zostawiłeś! Głowy kiedyś nie zapomnij! W ogóle w całej tej kabale jesteś tak potrzebny jak dziura w drodze! Po jaką cholerę, żeś się przypałętał tutaj?
Brzęcki już nic nie odpowiedział.
- Ja zabiłem twojego ojca, a on moją ciotkę – stwierdził dumnie Korba. - Może uznamy to za remis i damy sobie spokój?
Paweł uśmiechnął się, wyczuwając sarkazm.
- Nie! Musimy dokończyć naszą zabawę - postanowił.
- Zabawę? Mordowanie nazywasz zabawą? - zapytał pogardliwie Matuszewski.
- Zawsze gadasz o naszej wielkiej och-ach przyjaźni, "ziom", a nawet nie zauważyłeś, że jestem walnięty? - rozdrażniony morderca gromił go wzrokiem.
- Zawsze wiedziałem... To znaczy... Nie uważałem, że jesteś walnięty - odparł na to ze spokojem. - Po prostu byłeś różny od reszty, czasem nieprzypasowany, trochę odsunięty, ale jako przyjaciel, lubiłem cię takiego jakim byłeś.
- Bo się popłaczę! - zawył teatralnie. - To teraz ja ci wyznam, jak to było z Adą.
Leszek przełknął ślinę.
- Zaraz po wyjściu z domu zadzwoniłem do Zuzy, aby zaczaiła się na mostku. Zasadzka wypadła doskonale, ale przyznam szczerze, Ada faktycznie wolała ciebie – zaśmiał się.
Gdyby nie Adrian kurczowo trzymający go za ramię prawdopodobnie ruszyłby na Pawła z zatłukł gołymi rękoma nie zważając na uzbrojenie przeciwników.
- I tu powinieneś docenić mój gest – mówił dalej Ostrowski. - Wskazałem ciebie jako potencjalnego mordercę, bo chciałem, abyś przesiedział kilka godzin bezpiecznie w areszcie.
- A my w międzyczasie zabilibyśmy horror-głupka, moją siostrę i Martynkę, zwalając całą winę na Korbę.
- Pech chciał, że Adrian postanowił zabić mojego ojca. I pewnie przez to straciłeś na wiarygodności jako podejrzany. Ponadto zdecydował się was zaprosić i mamy teraz trzy osoby do zabicia zamiast jednej! - obrzucił gniewnym spojrzeniem sportowca.
- Może wreszcie dowiem się, czym zasłużyłem sobie na ten zaszczyt zwalenia na mnie winy za dzieło Kapturnika?
- Tym, że cię, kurwa, nienawidzę. Raz, że utożsamiasz wszystko, co mnie denerwuje, wielki sportowiec, pan popularny, lepszy od reszty świata, a dwa, twoja ciotka była dziwką dającą żonatym facetom. Wystarczy! Kończmy to przedstawienie! Obiecałem Liwii, że wrócę za dwie godziny!
Kubińska wycelowała broń w głowę Konrada.
- Może w innym uniwersum może nawet lubiłabym cię, ale tu i teraz... zdechnij – powiedziała chłodno.
Już miała pociągnąć za spust, gdy rozległ się wystrzał. Huk wypełnił ściany nawiedzonego domu. Brzęcki nie miał odwagi spojrzeć w stronę lufy pistoletu. Cisza trwała. Wreszcie nieśmiało odwrócił głowę. Zuza stała w bezruchu z otwartymi oczami, ustami i dziurą w czole, również otwartą. Pokiwała się w obie strony i wreszcie upadła na ziemię. Za zamieszanie odpowiedzialny był Andrzej Burski. Ledwo stojący w progu nawiedzonego domu policjant, lewą ręką trzymał się za brzuch, próbując tamować krew, a prawą mierzył w drugiego z morderców. Jednak na kolejny strzał zabrakło mu siły. Upadł na ziemię i wypuścił broń z ręki. Paweł wpadł w furię. Zarzucił na głowę kaptur i ścisnąwszy z całej siły siekierę w dłoniach, ruszył na konającego policjanta. Stanął nad Burskim i wziął zamach.
To był moment, w którym apogeum złości dosięgnęło Natalię. Na widok Kapturnika poczuła jak wszystko w niej wrze. Usiadła za kierownicą wysłużonej Skody, zapaliła silnik i dodała gazu. Samochód z pełnym impetem wjechał do nawiedzonego domu. Tylko jakimś cudem wyminęła leżącego Andrzeja, uderzając w Pawła unoszącego nad głową policjanta siekierę. Morderca wyleciał w powietrze, po czym upadł na ziemię z głuchym łoskotem i przeturlał się tuż pod schody. Natalia wyskoczyła z auta niczym oparzona. Nieco skołowana rozejrzała się po pomieszczeniu.
- Skarbie! - zawołała, rzucając się Adrianowi na szyję. - Widziałam Kapturnika! Wyszedł przed dom i... Myślałam, że cię zabił.
- Dobrze zrobiłaś – pochwalił ją obolały.
- Wezwę karetkę – przejęła odważniej inicjatywę i już po chwili rozmawiała z jakąś nieżyczliwą babą z dyspozytorni. - Mamy trzech rannych – tłumaczyła. - Mój chłopak z roztrzaskanym kolanem, musicie coś z tym zrobić, bo trójbój trenuje, policjant z wyprutymi bebechami i morderca, którego przejechałam.
Nieżyczliwa baba z dyspozytorni obiecała wysłać karetkę. Natalia wybiegła na drogę, aby w razie problemów nawigować ekipę medyczną.
Leszek i Konrad pomogli wstać Adrianowi. Mimo potwornego bólu Korba starał się zachować pokerową minę i nie jęczeć. Podparty o kolegów wykuśtykał przed nawiedzony dom.
- Myślę, że to początek pięknej przyjaźni – stwierdził spokojnie Brzęcki.
Adrian uśmiechnął się na tyle, na ile pozwalał mu stan zdrowia. Teraz niczego bardziej nie pragnął od sporej dawki środków przeciwbólowych. Leszek z kolei myślał o Pawle.

***


Burski, najbardziej poturbowany, został wypisany ze szpitala po czterech tygodniach rekonwalescencji. Mniej więcej po takim samym czasie wypisano również Martynę. Dopiero wtedy mogli pójść na wspólną kolację. Ktoś gadał, że Andrzej planuje oświadczyny, ale kto tam wie, jak między nimi układa się naprawdę?
Paweł wylizał się szybko. Uderzenie samochodem nie było zbyt poważne. Obecnie znajdował się na obserwacji w szpitalu w Kowalikach. Po całej sprawie Leszek raz odwiedził Liwię, aby zapytać, co słychać u Pawła. Odpowiedziała mu niezbyt chętnie.
Kolano Adriana było w opłakanym stanie. Operacja, druty, rehabilitacja, wyłączenie z zajęć sportowych, ale wszystko to zeszło na dalszy, nieistotny plan. Korba uniknął odpowiedzialności za zabójstwo Wojtka Ostrowskiego. Paweł o okolicznościach śmierci ojca nie mówił nic, a Leszek i Konrad najzwyczajniej w świecie przemilczeli temat Dekady zbrodni, Aldony i jakiegokolwiek związku ze sprawą Adriana. Oficjalnie Wojtek Ostrowski został uznany piątą ofiarą Pawła i Zuzy.
Kapturnik nikomu więcej nie zagrażał. Panowie w osłabionym składzie oddali referat o "Dziewiętnastowiecznych Lipkach". Żaden z nich nie miał ochoty i ambicji pisać o nawiedzonym domu, w którym tak wiele się wydarzyło w ciągu ostatnich tygodni. Po prostu chcieli zapomnieć o Kapturniku i jego zbrodniach. Nauczycielka oceniła pracę na cztery plus. Zaczynały się wakacje.
Adrian stał przed wejściem do klasy oparty o kule. Po chwili dołączyli do niego Leszek i Konrad. Wspólnie ruszyli szkolnym korytarzem do wyjścia.
- Koniec klasy trzeciej – westchnął wesoło Matuszewicz. - Za rok będziemy bawić się na studniówce.
- Tylko bez Mary Lou – zaśmiał się Konrad, ale nikt poza nim nie zrozumiał żartu.
- Macie jakieś plany na wakacje?
- Miałem jechać na obóz sportowy, ale teraz figa z makiem i pasternakiem..
- Za rok pojedziesz.
- Oby! - przytaknął optymistycznie. - Będę już kuśtykał w swoją stronę - dodał, spoglądając w stronę szatni, gdzie czekała na niego Natalia.
- Trzymaj się!
- Hej!
Pozostali dwaj chłopcy ruszyli wolnym krokiem w stronę wyjścia ze szkoły. Konrada wyraźnie coś męczyło, chwilę się wahał i wreszcie zapytał:
- Zaskoczyła cię tożsamość mordercy?
- Zuza tak, Paweł mniej - odparł ponuro. - Po śmierci Ady przestałem mieć wątpliwości.
- A wcześniej? - dopytał się.
- Na urodzinach Natalii była taka sytuacja... - westchnął. - Wyszedłem na peta do ogrodu i wtedy zauważyłem pałętającego się tam Pawła. Miał na sobie kurtkę z kapturem, ale wtedy nie zwróciłem uwagi na jego ubiór. Zawsze wiedziałem, że sprawa z matką bardzo go boli, ale nie zdawałem sobie sprawy, że do tego stopnia. Zastanawiam się, czy był moment, w którym mogłem go powstrzymać od stania się Kapturnikiem?
Konrad nie potrafił udzielić odpowiedzi.
- Wesoło się zapowiadają wakacje. Mógłbym do ciebie wpadać od czasu do czasu?- zmienił temat na lżejszy.
- Jasne, że tak – odparł serdecznie Leszek. - Będzie mi miło.
- Moglibyśmy zorganizować jakiś maraton filmowy.
- Tylko żadnych horrorów!
Ostatecznie mógł pójść na ten kompromis. Nie samymi filmami grozy człowiek żyje. A kto wie, może i Adrian się przyłączy? To miało być spokojne lato.

***


Liwia co jakiś czas odwiedzała Pawła w szpitalu psychiatrycznym w Kowalikach. Bardziej robiła to z poczucia obowiązku niż szczerego przejęcia. Po aferze z Kapturnikiem zaczęły wypływać tajemnice Ostrowskich i dotarła do niej świadomość życia w kłamstwie. Kobieta podjęła decyzję o wyprowadzce z Lipek. Dzisiaj ostatni raz odwiedzała pasierba.
- Jest bardzo spokojny – mówił lekarz. - Mało się odzywa.
- Myślę, że trafił w dobre miejsce – odparła, zerkając na chłopaka. - Będzie blisko swojej matki.
Nastolatek siedział na składanym krzesełku. Otulony kocem spoglądał przed siebie i rozmyślał.
Będę sobie tu spokojnie siedzieć - powtarzał w głowie. - Na pewno mnie obserwują, a zresztą... Niech się sami przekonają, jaki jestem. Nie skrzywdzę nawet tej muchy – spojrzał na insekta spacerującego po jego dłoni. - Mam nadzieję, że to widzą. Sami się przekonają, a potem powiedzą "on nawet muchy nie skrzywdzi" – uśmiechnął się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz