Było już relatywnie późno, gdy Paweł, Leszek, Konrad oraz Adrian wrócili do pokoju. Wcześniej odbyła się duża polka z udziałem wszystkich. Przyjechała straż pożarna, okazało się, że niepotrzebnie, bo ogień został opanowany. Winny był stary kominek, który należało rozebrać lub przeczyścić. Pierwsza propozycja upadła niemal od razu ze względu na zabytkowość. W drugiej sensu nie widział Henryk.
- Mamy kaloryfery - rzekł cierpko. - Kominki to już tylko ozdoba.
- Przez tę ozdobę prawie się podusiliśmy - mruknął pod nosem Adrian.
Potem rozpoczęły się poszukiwania Michała i Dominiki. Chłopaka ostatni raz widziano podczas przygotowań do zasadzki, czyli jakieś półtorej godziny temu. Jego powrotu nikt nie odnotował. Zmartwiony Stefan wyszedł na placyk przed budynkiem w nadziei, że dojrzy wracającego z lasu chłopaka. Michał nie wracał i albo się zgubił, albo dopadł go morderca. Żadna z teorii nie napawała optymizmem. Z kolei Rychlewska zniknęła podczas ewakuacji.
Leszek upierał się na przetrząśnięciu całego budynku od góry do dołu, Adrian popierał pomysł, Konradowi było wszystko jedno, a Paweł przez pewien czas wydawał się niezainteresowany, aby w końcu stwierdzić melancholijnie:
- Na moje przesadzasz.
Może i przesadzał, ale odpuszczać nie miał zamiaru.
- Zaginęły dwie osoby i czuję, że masz z tym coś wspólnego.
- Że niby ja skasowałem Dominikę i Michała? No, wiecie co? - wzburzył się. - Jesteśmy jak Spengler, Venkman, Stantz i Zeddmore, tylko my tropimy seryjnych morderców.
Spojrzenia pozostałej trójki mówiły same za siebie. Jeśli Ostrowski nie był odpowiedzialny za zaginięcie tej dwójki, to na pewno posiadał jakąś wiedzę. Nie mogli mu zaufać w pełni, ale istniało w nich przekonanie o jakiejś nieomylności Pawła, szóstym zmyśle prowadzącym do rozwiązania zagadki. Problem w tym, że Kapturnik zdawał się miewać fanaberie najróżniejsze, a jedną z największych była chęć komplikowania spraw. Z jednej strony poprowadził trop na Marka-Witolda, ale z drugiej trudno było nie odnieść wrażenia, że posiadał znacznie większą wiedzę.
- Mógł ją porwać Rypany Drań - westchnął wreszcie Paweł. - Nabieram przekonania, że to ona jest kluczem do rozwiązania zagadki.
Konrad otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo do pokoju wszedł Gustaw.
- Dominika jest cała i zdrowa - powiedział na otuchę.
- Skąd wiesz? Mógł ją porwać Rypany Drań - odparł beznadziejnie Leszek.
- Nie porwał jej.
- Wiesz, gdzie ona jest? - tym razem zabrzmiał natarczywie.
- Wydaje mi się, że u Irusia. - Chwila... - przerwał Adrian. - Ireneusz Hoffman? Ten cały syn Karola, który od ponad dwudziestu lat żyje w nieczynnej części hotelu? Przecież to absurdalna bajka.
- Mów wszystko! - nakazał energicznie Leszek.
Bajka lub nie, Irek wydawał się o wiele lepszą alternatywą od spotkania z Rypanym Draniem.
- Ona bardzo przypomina matkę Irka - stwierdził Gustaw. - Nic dziwnego, że wreszcie zabrał ją do siebie.
- Bzdura - skomentował Korba, a Ostrowski poparł.
- Żadna bzdura - bronił swego Gustaw. - Wiele razy widywałem Irka w różnych częściach pensjonatu. Od wielu lat zanoszę mu jedzenie na strych.
- Czy jest niebezpieczny?
- Nic z tych rzeczy - uspokoił go Brzęcki. - Jest płochliwy. Unika ludzi, bo tak nauczył go ojciec. Nie wiem, czy macie świadomość, ale wasza przyjaciółka jest podobna do Heleny Hoffman.
- Matka Irka - wyszeptał Konrad. - Napis na drzwiach! - podniósł się z miejsca z wielką energią. - To on napisał, "witaj w domu, Heleno"!
- Jeśli nawet to ma sens... - podjął nowy wątek Matuszewicz. - Po co ją porwał i jak ją znaleźć?
- Nikt jej nie porwał - powtórzył Gustaw z niezachwianą cierpliwością - a w poszukiwaniach nie widzę sensu. Hotel jest ogromny i nawet nie jesteście w stanie sobie wyobrazić jaki labirynt ciągnie się za ścianami.
Musiało coś w tym być. Niezliczone korytarze między ścianami apartamentów łączyły się, przecinały i tworzyły nowe pomieszczenia, w których mógł przebywać Rypany Drań, Irek Hoffman, a teraz także Dominika. Leszek nie miał zaufania do Gustawa i jego opowieści. Czy syn Karola rzeczywiście istniał? A jeśli tak, w grę wchodził nowy podejrzany. Na myśl o zaginionej dziewczynie oraz mordercy przebywającym gdzieś w pobliżu poczuł nieprzyjemny skurcz mięśni. Gdy Kapturnik zamordował Adę, nie znajdował się nawet w pobliżu. Teraz równie daleki dystans dzielił go z Dominiką. Należało ją niezwłocznie odszukać. Resztę nocy wbrew rozsądkowi postanowił spędzić na poznawaniu ukrytej części hotelu. Najsensowniej było skorzystać z przejścia, którym wydostał się Hoffman z Dominiką. Nie miał jednak pojęcia, gdzie w salonie znajduje się takowe. W pokojach przejścia ukrywały się za lustrami łazienkowymi, a więc udał się do pokoju sąsiadującego z salonem i już po chwili stał po drugiej stronie.
Latarka oświetlała niewielki skrawek długiego i wąskiego korytarza ciągnącego się wzdłuż. Przeszedł kilka kroków i narysował flamastrem X.
- Dominika... Dominika - wołał szeptem w nadziei, że nie ściągnie sobie na głowę mordercy.
***
Zaniedbana głowa faceta zniknęła w ciemnościach. Dominika zamilkła. Nie znała intencji porywacza, ale jego chociażby chwilowe oddalenie się wywołało u niej nieznaczne poczucie ulgi. Teraz mogła dokładnie zbadać miejsce. Z pukania w ściany zrezygnowała definitywnie. Hałas mógł sprowadzić go z powrotem, a tego nie chciała.
Dawna pracownia Karola Hoffmana była pełna niedokończonych kostiumów, materiałów porozrzucanych po podłodze i fragmentów manekinów. Największe przerażenie wywołał łeb manekina leżący na brudnym, niebieskim sweterku. W ciemności przypominał prawdziwą głowę.
Początkowo myślała, że jedynym wejściem jest szczelina pod samym sufitem, ale teraz zauważyła starannie ukryte za stertą szmat drzwi. Z nową energią zaczęła przerzucać sterty ubrań i kostiumów tarasujących drogę do wyjścia. Myślami powróciła do porywacza. Czy możliwe, że był to Irek Hoffman? Niezwykłe uczucie. Przed nią odkryła się jedna z największych tajemnic hotelu Barok. Człowiek, który od lat żył w ukryciu, potomek Karola, a zarazem legenda pensjonatu istniał. Jeśli Aleks się nie znajdzie lub zostanie zamordowany, fortuna przypadnie w udziale Irkowi. W jednej chwili zapragnęła z nim porozmawiać. Ciekawe, czy potrafił mówić? Niby nazwał ją matką... Na samą myśl o tym, jakie Irek Hoffman, najprawdopodobniej, żywi do niej uczucia, coś nią wstrząsnęło. Odkopała drzwi. Intuicyjnie złapała za klamkę i pociągnęła do siebie. Były otwarte. Przed nią znajdował się pogrążony w ciemności korytarz. Mogła zostać i zaczekać na Irka albo poszukać przejścia.
Zadecydowała iść. Poruszała się bardzo wolno, opierając dłonie na ścianie. Z każdym korkiem nasłuchiwała odgłosów dochodzących zza ścian. Wtedy też wpadła na Leszka. Ulgi doznała niezmiernej. Wspólnie wrócili do pokoju po drodze dzieląc się informacjami na temat Irka.
Irek Hoffman przyglądał im się z niesmakiem. Matka, której powrotu tak bardzo oczekiwał odchodziła z jakimś facetem? Czy to był ojciec? Nie, nie podobny. Zresztą ojciec nosi kostium Rypanego Drania. Obiecał sobie, że na drugi raz przypilnuje matki lepiej, a ten facet jeśli raz jeszcze mu ją odbierze, zginie.
***
Chyba mu rozum zaćmiło albo doznał chwilowego zidiocenia, bo inne wytłumaczenie zwyczajnie nie istniało. Miał za swoje, ale od początku... Propozycję Natalii przyjął. Zaintrygowany zleceniem morderstwa Marysi Kubińskiej, a trochę znudzony hotelowym bezruchem przyczaił się na ofiarę w korytarzu na pierwszym piętrze. Plan miał prosty: ciachnąć nastolatkę, ukryć zwłoki, odebrać od Natalii hajs za wykonaną pracę, a potem również ją zabić. Dalej wszystko się pochrzaniło koncertowo.
Ukrył się w ósemce, skąd wypatrywał swojej ofiary. W końcu nadciągnęła Marysia. Odczekał jeszcze chwilę i wyszedł na korytarz tuż za nią. Przyśpieszył kroku, aby zrównać z dziewczyną, a następnie popchnął ją na ścianę.
Kubińska nie wyglądała na przerażoną, ale na zaskoczoną. Nie miała czasu przeanalizować sytuacji. Paweł? Tutaj? Jak? Kiedy? Uciekać! Odbiła się od ściany i spróbowała wyminąć napastnika. Ten jednak zagrodził jej przejście. Mogła go staranować, ale... Miał nóż. Ewentualna walka mogła się dla niej źle zakończyć. Zrobiła krok do tyłu i natrafiła na ścianę.
Ostrowski uniósł nóż. Srebrne ostrze rozbłysło w świetle hotelowych lamp. Już miał zadać śmiertelny cios, gdy z szóstki wyjrzała Natalia. W dłoni ściskała mały flakonik, ale tego ani Paweł, ani Marysia nie odnotowali w pierwszej chwili.
Szybkim susem skoczyła pomiędzy mordercę, a ofiarę. Kubińska nie myślała nic, napastnik zbaraniał i była to ostatnia rzecz jaką poczynił. Dziewczyna psiknęła mu zawartością buteleczki w twarz. Po korytarzu rozniósł się słodki zapach, który stał we wstrętnej opozycji do uczucia pieczenia oczu. Po twarzy Pawła momentalnie spłynęły łzy, a on sam nie mógł wykonać żadnego ruchu. W szalonym amoku upuścił nóż na ziemię, dłońmi trąc oczy i wyjąc z bólu. Dziewczyna odepchnęła Kapturnika na ścianę i razem z Marysią pobiegła korytarzem.
- To był Paweł?! To on morduje! To Rypany Drań! Musimy powiadomić policję! - piszczała przejęta Kubińska.
Potrzebowała chwili, aby opanować skołatane nerwy i odzyskać normalny ton głos. Tę chwilę Natalia postanowiła wykorzystać na tłumaczenia. Wyjaśniła rolę Pawła w śledztwie (na tyle, na ile sama się orientowała), a jego atak na Marię? Zapewne jakieś chwilowe zidiocenie, szaleństwo. W każdym razie Ostrowskiego bierze na siebie i obiecuje, że już jej nie skrzywdzi.
- To gaz pieprzowy? - spytała spokojnie, dodała dla uściślenia: - No, to czym mu spryskałaś gębę.
- Nie, Dior Poison.
- Och, twoje najlepsze perfumy!
- A ty jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Miałam pozwolić, aby cię zabił? Co tam perfumy - odparła smętnie. - Przyjaźń jest ważniejsza od perfum, czy... jakiegoś chłopaka.
Marysi zrobiło się jakoś tak głupio. Adrian Korba może i był fajny, lubił Disneya, ale nie tak dawno temu był chłopakiem Natalii. Uczciwie przyznała, że nie chce rezygnować z niego. Ku jej zaskoczeniu Kozłowska wykazała się zrozumieniem. Ba, życzyła im szczęścia. Jedyną rzeczą o jaką poprosiła było usunięcie statusu na Facebooku. Jak wrócą do Lipek to i tak wszyscy dowiedzą się, a teraz nie ma po co wysyłać informacji w świat. Marysia zgodziła się, a Natalia odetchnęła z ulgą. Plan się powiódł. Jedynie Paweł myślał, że szlag jasny go trafi. Teraz dopiero poczuł niepohamowaną złość w kierunku zleceniodawczyni. Zabije wszystkie kobiety w hotelu, postanowił.
***
Ola wpadła do pokoju niczym huragan. Nietypowe jak na kobietę zachowanie wzbudziło ogólny niepokój. Co się stało? Kolejne morderstwo? Odkryła tożsamość Rypanego Drania?
- Mamy gości - przemówiła możliwie spokojnym głosem. - Gustaw prosił, abyście ich przyjęli.
Komenda podziałała jak magiczne zaklęcie. Praktykanci zerwali się z miejsc i jak ogłupieni rozpoczęli bezwładną krzątaninę. Meldować! Zameldować! Pokój! Który pokój? Minęło kilka sekund, gdy w ogólnym rozgardiaszu wybiegli za Olą na korytarz, a potem do lobby, gdzie czekało młode małżeństwo.
Widok wywarł na gościach spore wrażenie, bo oto gęsiego za pokojówką szedł cały pochód pracowników. Mężczyzna naliczył osiem sztuk, w tym sześć lipczańskich. Jego małżonka z kolei uśmiechnęła się życzliwie do dzieciaków, które poznała doskonale przy okazji zeszłorocznych perturbacji z Kapturnikiem.
- Przyjechaliśmy na tydzień lub dwa - powiedział głośno mężczyzna.
- Wy? - zawołała zdziwiona Natalia.
- Znacie ich? - podłapała Ola.
- To komendant Burski i pani Martyna z Lipek. Ten policjant pomógł mi w schwytaniu Kapturnika.
- Dziękujemy ci, Natalko - burknął nieżyczliwie policjant.
- No i plan poszedł się kochać - uzupełnił Adrian.
- Co? Jaki plan? - zaczęła z przejęciem Marysia.
- Zaprosiłem ich tutaj incognito - mówił z rozżaleniem Korba. - Mieli pomóc w odnalezieniu mordercy bez robienia afery.
- Zaraz mówiłam, że to całe ukrywanie nie ma najmniejszego sensu - przyznała z naganą Martynka. - Zresztą przed nikim nie musimy się ukrywać - tym razem jej głos zmienił się na delikatniejszy. - Otóż jesteśmy młodym małżeństwem, które właśnie przyjechało na miesiąc miodowy, a że przy okazji pomożemy wam złapać tego gnoja...
Burscy dostali pokój na pierwszym piętrze. Umiejscowienie nieprzypadkowe, sami poprosili o pokój blisko praktykantów. Henryk mieszkał na końcu korytarza, Gustaw, Ola i Stefan zajmowali parter, Szymon jako jedyny mieszkał na drugim, co wyraźnie mu się nie podobało.
- Hotel jest duży, łatwo się zgubić i wpaść na mordercę, a więc korzystajmy z jak najmniejszej części budynku - mówił sucho Burski. - Niech nikt nie pałęta się sam po wyższych piętrach, a jeśli już musicie, to zawsze w parach.
Do rana trwały ożywione rozmowy i tylko Andrzej pozostawał stałym uczestnikiem dyskusji. Pozostali odchodzili i dosiadali się na zmianę. Początkowym tematem była zagadka hotelu Hoffmanów, ale z czasem zeszło na opowieści o Kapturniku i ofercie turystycznej Bursztynowa. Martyna wypytała lipczan o plany po maturalne i wtedy zaczęło się kręcenie większe niż podczas przesłuchań podejrzanych. Adrian rozważał hotelarstwo, Konrad myślał o szkole filmowej, a Leszek jak to ujął "pójdzie tam, gdzie się dostanie".
Michał Meier i Jadwiga Dobrójska nie wracali w dalszym ciągu. Lepsi zaginieni niż martwi, ale policjant uznał ich za denatów. Może w innych warunkach, ale okoliczności iście mordercze kazały wybrać najczarniejszy scenariusz. Zaraz po śniadaniu zabrał się za ustalanie wydarzeń z zeszłego wieczoru, bo wtedy też zaginął nastolatek. Konrada, Adriana, Lecha, Natalię i Marię wykluczył z grona podejrzanych, kierując się zasadą, że na jedną paczkę znajomych przypada jeden wariat i ten tytuł zdobył Paweł Ostrowski. Na chwilę zatrzymał się przy Kapturniku. Słyszał, że jakiś czas temu uciekł z zakładu psychiatrycznego, ale od tamtej pory słuch po nim zaginął. Ciekawe, gdzie się podziewa?
Henryk wczorajszy wieczór spędził u siebie. Trochę kręcił się po hotelu i zaskoczył go brak kogokolwiek z obsługi. Koło dziesiątej widział Marysię w lobby. Dominik, Gustaw i Stefan niby pomagali przy zasadzce, ale w momencie ucieczki Meiera było już ciemno, każdy poleciał gdzieś i w efekcie do hotelu wracali pojedynczo. Morderca mógł skorzystać z zamieszania i spokojnie ruszyć za ofiarą. Podobne wątpliwości miał w przypadku Oli. Wczoraj miała wolne. Mogła opuścić hotel, a potem niezauważenie wrócić w przebraniu Rypanego Drania. W paradę wchodził mu jedynie Witold Hoffman i jego rzekomy syn. Temu też przyczepił się do Szymona Borowskiego.
- Byłem z Angeliką.
Nie zełgał. Rzeczywiście był, ale czas spędzili na ukrywaniu zwłok. Krzyk Michała podniósł ich w stan gotowości. Spanikowali i pobiegli w różnych kierunkach. Znowu spotkali się przed hotelem. Oczywiście, tej części nie wyjawili Burskiemu.
- Czy jesteś Rypanym Draniem? - zapytał się tamtego wieczoru Szymon.
- Nie - odparła zdecydowanie Angelika.
- Czy myślisz, że ja nim jestem? - jego głos brzmiał żałośnie.
Zawahała się, ale odrzekła zgodnie z przeczuciem:
- Tak.
- W takim razie, czy powinienem cię zabić?
- Powinieneś.
- To dlaczego żyjesz?
Gdzieś tam znowu dostrzegła Szymona, którego polubiła. Ciamajdowatego i zlęknionego o własne życie. Pozbawionego wyrachowania, które objawiło się nocy, której odkrył zwłoki Dobrójskiej. Może nie był zły? Może zwyczajnie, po ludzku, szukał rozwiązania i wybrał idiotyzm z ukryciem zwłok?
Andrzej miał jeszcze wiele do ustalenia, ale miał także jedną przewagę nad praktykantami, znajomości. W bursztyńskim komisariacie pracował jego znajomy i z jego pomocą chciał ustalić trzy rzeczy: co stało się z testamentem Olgierda, gdzie podział się Aleks Hoffman i kim jest Rypany Drań. Opuścił hotel Barok w południe z obietnicą, iż powróci z rozwiązaniem zagadki.
***
Cechą, którą cenił u siebie najwyżej była nieprzewidywalność. I w imię ów atrybutu zdecydował się na przedsięwzięcie będące zwykłą zemstą na Natalii. Po nieudanym zamachu na Marię Kubińską pojął, że posłużył za straszak i tak naprawdę to on był tutaj jedyną ofiarą. Na rolę ofiary nie godził się i postanowił interweniować.
Idealna sytuacja nadarzyła się po obiedzie. Andrzej gdzieś pojechał, a Martynka spędzała czas w spa. Wyczekał na moment i zagadał do Adriana w cztery oczy.
- Musimy poważnie porozmawiać i koniecznie przyprowadź ze sobą Natalię i Marysię.
Korba zgodził się, bo czemu by nie? Istniała w nim niewielka doza niepokoju. Kapturnik mógł szykować jakiś morderczy podstęp, ale ciekawość przeważała lęki. Mimo wisielczego poczucia humoru jakie prezentował, Paweł nie wykazywał morderczych intencji. Poza tym, o co tym razem chodzi? Co ważnego do przekazania ma jemu, Marysi i Natalii?
Cała trójka trafiła do pokoju chłopaków, gdzie czekał już na nich Ostrowski. Marysia tym razem nie dała się zaskoczyć. Nastawiona bojowo chwyciła za krzesło stojące prze wejściu, gotowa była nim zatłuc mordercę. Natalii zrobiło się gorąco. W mig pojęła cel ich wizyty w pokoju. Czuła ostrze prawdy przeszywające jej łgarstwo, dobre łgarstwo, które pomogło jej utrzymać Kubińską w ryzach. Adrian z kolei zwyczajnie był ciekawy.
- Chciałem przeprosić Marysię za próbę zamordowania jej - zaczął skruszony. - Osobiście nic do ciebie nie mam. Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewasz.
Przeprosiny ogłuszyły dziewczynę. Nieco zszokowana przyjęła je.
- Natalia - podjął nowy wątek. - Wybacz, że nie zabiłem Marii.
Kozłowska poczuła ucisk w klatce piersiowej. Kurwa, powiedział! Adrian i Marysia spoglądali na nią, a Paweł mówił dalej:
- Głupio tak się nie wywiązywać ze zlecenia, ale sama rozumiesz. Oczywiście oddam ci pieniądze.
Dziewczyna wydała z siebie bulgoczący, gardłowy dźwięk. Przed oczyma jej pociemniało. Przepchnęła się do przodu, wyrwała Kubińskiej krzesło z rąk i usiadła na nim.
- O czym on mówi?
- O morderstwie na zlecenie - odparł beztrosko Kapturnik. - Natka chciała...
- Chciałaś mnie zabić?! - zawyła rozgoryczona, niedoszła ofiara.
- Nie zabić tylko na... nastraszyć - Natalia powoli odzyskiwała fason.
- Raczej wyjść na bohaterkę z tym ratunkiem.
- Żmija... - wysyczała Marysia. - I wszystko po to, aby nikt się nie dowiedział, że chodzę z Adrianem? Jak mogłaś?! On naprawdę mógł mnie zabić! Co z ciebie za przyjaciółka?
Co ze mnie za przyjaciółka? - rozwścieczyła się Natalia. Tego było za wiele.
- A z ciebie, kradziejko chłopaków? Przyznaj się lepiej, że zrobiłaś to, aby mnie ośmieszyć przed studniówką! Wiedziałaś jakie to dla mnie ważne, a teraz będę musiała wystąpić jako singielka!
- A żebyś wiedziała, że teraz roztrąbię o tym wszystkim! Wybrał mnie!
- Chyba z litości!
- Chwileczkę! - przerwał im Korba. - Czegoś tu nie rozumiem! Jak to wybrałem? Chyba zaszło jakieś nieporozumienie. Zerwałem z Natalią, ale nie zacząłem chodzić z tobą...
- Ale... - Marysię ogarnęła słabość umysłu i ciała. - Przecież... lubimy Disneya, spaghetti jak Kundel... - mówiła bezładnie.
- No fajnie mi się z tobą gada, ale nie jesteśmy parą. Przepraszam, jeśli dałem ci do zrozumienia, że jest inaczej... Wolałbym nie wchodzić w nowy związek zaraz po Natalii.
- Dzięki, panie Boże! - tryumfalnie zawołała Natalia.
- A ty się tak nie ciesz! - zbeształ ją niemal od razu. - Jak perfidną osobą trzeba być, aby ukartować czyjeś zabójstwo?
Natalia spojrzała na Pawła w poszukiwaniu pomocy. Kapturnik nie był w stanie wydusić z siebie chociażby słowa. Rozbawiony małym przedstawieniem turlał się ze śmiechu.
***
Przybycie Zbyszka do hotelu zostało zanotowane, co najwyżej przez Gustawa. Pan koło czterdziestki, elegancki, wysoki chociaż nieco zgarbiony z uśmiechem na twarzy zapytał o menadżera przybytku. Zostawać nie miał zamiaru, wpadł - jak wyjaśnił - tylko z krótką wizytą, a pokój, z przykrością wynajął u konkurencji. Skomplementował wystrój i zapytał o rocznicę.
- Pan Henryk zaprosił kilku gości - odparł pośpiesznie Gustaw.
Z dalszej rozmowy wynikło, że znajomy menadżera odbywał tu kiedyś praktyki i stąd zna Henryka oraz Stefana. Konsjerż pokiwał głową i wprowadził gościa do gabinetu szefa. Dopiero, gdy ustaw zamknął za sobą drzwi Henryk przemówił:
- Dajmy sobie spokój z niuansami. Wiesz, że wezwałem cię w sprawie dziecka.
- Wiem.
- Miałeś podrzucić Aleksa do jakiegoś przytułku, czy innego sierocińca, ale zgaduję, że tego nie zrobiłeś, prawda?
Zbyszek uśmiechnął się, szczerząc żółte zęby.
- Masz rację. Nie oddałem go. Początkowo chciałem tak zrobić, ale potem stwierdziłem, że nie powinienem cię tak ślepo słuchać - uśmiech zniknął z twarzy Zbyszka. - Oddałem dziecko mojej ciotce na wychowanie.
Dla Henryka wszystko stawało się jasne, ale postanowił mu jeszcze nie przerwać.
- Dzieciak miał wszystko, łącznie ze świadomością, kim jest i co mu się należy w przyszłości.
- Zdajesz sobie sprawę, że w hotelu grasuje morderca?
- Zdaję - przytaknął, odsłaniając znowu ohydne zęby. - Dla twojej informacji śledziłem wszystkie informacje na temat tego miejsca i stąd też wiedziałem, że na spadek liczy także Witold Hoffman ze swoim bękartem. Nie miałem pojęcia do czego są zdolni, a więc Aleks przyjechał tutaj jako ktoś inny.
- Domyślam się - rzekł ponuro.
- Widzisz, ty przed laty pomogłeś w zbrodni, żeby móc napawać się namiastką władzy nad tym miejscem, a ja pomogłem w wychowaniu dziecka, żeby dzisiaj cieszyć się fortuną Hoffmanów. Jako kochający wujek i opiekun Aleksa otrzymam całkiem sporo z tego spadku, a ty wylądujesz na bruku.
Henryk w milczeniu spoglądał na drzwi do sąsiedniego pomieszczenia. Stał w nich Rypany Drań i czort raczył wiedzieć, jak długo tam był i przysłuchiwał się rozmowie.
- Powiesz mi chociaż kim jest syn Daniela? - zapytał z werwą. - Obstawiam Szymona. Początkowo mi się nie zgadzało, bo był ze staruszką, ale teraz sobie myślę, że ta babcia mogła być jakąś twoją krewną...
Rypany Drań przeszedł bardzo cicho przez gabinet. Stanął tuż za fotelem Zbyszka. Szybkim ruchem poderżnął gardło nieświadomej ofierze.
- Moo... Mogłeś się jeszcze wstrzymać - wymamrotał menadżer. - Prawie powiedział mi, kim jest Aleks, ale może wolisz nie wiedzieć...
Rypany Drań nie odpowiedział.
Jeszcze tydzień temu był zainteresowany tożsamością kuzyna, ale teraz plany uległy zmianom. Wszyscy w hotelu wiedzieli, że morduje syn Witolda. Kwestią czasu było odkrycie jego prawdziwej tożsamości. Teraz nie mógł, od tak sobie, przejąć rodzinnej fortuny. Najpierw należało usunąć wszystkich świadków: Aleksa, pracowników i gości hotelowych. Wypadki chodzą parami, wybuch gazu, pożar, a może po prostu napali w kominku i wszyscy się poduszą? Potem wystarczy odczekać jakiś czas i dać się odnaleźć jako zaginiony wnuk Olgierda, no i cześć. Jedyny sensowny plan.
Henryk wstał od biurka, po którym spływała gęsta, czerwona krew. Kusząc los postanowił zagaić do mordercy raz jeszcze.
- Gustaw...
Morderca nie odpowiedział. W ciszy przeciągnął zwłoki do sąsiadującego pomieszczenia. Miał już wprawę w mordowaniu.
***
- Pani Martyno! - zawołała zaaferowana Natalia omal nie gubiąc pantofli podczas zbiegania ze schodów. - Dobrze, że panią znalazłam! Potrzebuję pomocy!
- Mojej?
- Tak, potrzebuję wróżki - oznajmiła, łapiąc oddech. - Musi pani skontaktować się z zaświatami i...
- I zapytać duchy o tożsamość mordercy - dokończyła bojowo Martynka.
- Nie! Musi pani wezwać jakąś z dziewczyn, które zostały zamordowane w zeszłym roku: Jula, Ada, może być nawet Zuza. Chcę, żeby mi doradziły, co dalej robić ze zgniłym jajkiem.
Natalia opowiedziała historię swojego poświęcenia względem przygotowań do studniówki, Adriana lekceważącego jej trud, a w końcu żmiję próbującą nieudolnie ukraść chłopaka. Rolę Pawła pominęła zdając sobie sprawę, że wywołałoby to wyłącznie większy zamęt.
- To nawet dobry pomysł - zgodziła się. - Mogłybyśmy urządzić babski wieczór z wróżbami.
- Andrzejki! - zawołała ogniście Natalia. - Zorganizujemy sobie noc z andrzejkowymi wróżbami, winem i wywoływaniem duchów.
Akurat wypadały imieniny Andrzeja, a fakt iż był styczeń nie odgrywał większej roli dla Kozłowskiej. Martynie pomysł się nie spodobał, ale wreszcie ugięła się pod prośbami Natalii.
Idea zorganizowania nocy andrzejkowej nieco ogłuszyła Dominikę, bo jak? Andrzejki w styczniu? Mimo to zgodziła się. W końcu impreza to impreza. Przyszła też Angelika, a zaraz po niej Stefan. Na końcu dołączyła Ola. Maria Kubińska jako podstępna uwodzicielka chłopaków nie została zaproszona.
Stefan wypił kieliszek wina jednym haustem i możliwie najposępniejszym głosem na jaki tylko potrafił się zdobyć przemówił:
- Wiecie, że kiedyś w Bursztynowie w noc andrzejkową doszło do krwawej jatki? - zapowietrzył się.
- To nas zaskoczyłeś - Dominika zabrzmiała jadowicie.
- Para nowożeńców trafiła do niewielkiego pensjonatu takiego jak ten... - kontynuował, ignorując złośliwe komentarze: - Nie wiedzieli, że przed laty doszło w nim do zbrodni.
- Mogę ci przerwać? - wcięła się Angelika. - Zauważyliście, że w strasznych historiach zawsze są nawiedzone hotele? Nie irytuje to was?
- Trochę, ale... - podjęła wątek Dominika. - Bardziej chyba chodzi o symbolizm. Nie wiesz, kto spał w hotelowym łóżku przed tobą i to jest straszne.
Zgodziły się.
- Pojawił się wariat, zabił nowożeńców i na tym koniec - przerwała mu Natalia. - Dziękuję, historia była do dupy, a teraz przejdźmy do wróżb.
- Wcale nie! - zaprotestował z goryczą. - Nowożeńcy kupili pensjonat i reklamując go jako przeklęty dorobili się majątku. Szkoda, że Henryk nie okazał się równie przedsiębiorczy,
Imprezowicze rozpoczęli od najpopularniejszej zabawy, lania wosku. Wśród wymyślnych woskowych figurek mistrzostwem okazała się "koza na rowerze" autorstwa Oli. Potem przyszła pora na przestawianie butów. Ustawiane jeden za drugim powoli przemieszczały się w stronę drzwi. Do wyjścia pierwszy dotarł but Angeliki.
- To oznacza, że pierwsza wyjdziesz za mąż - oznajmiła Martyna, która w pewnym momencie stała się wodzirejem imprezy. - Masz już jakiegoś chłopca na oku?
- Szymon - rzuciła Dominika, a pozostałe jej przyklasnęły.
Następnie przyszła pora na serce. Wróżba polegała na przekuciu papierowego serca igłą. Po drugiej stronie serduszka znajdowały się imiona chłopców. Trafione igłą imię będzie oznaczało, że ów amant zakocha się w danej dziewczynie i tu wychodziły najróżniejsze kwiatki, bo w serduszku mieściło się mnóstwo imion, a zapełnić należało całe. Pojawił się Mieszko, Kazimierz, Bolesław, Władysław, a w akcie desperacji, gdy Dominice skończyli się Piastowie i Jagiellonii, nawet Hugon.
- Czyli ja będę z Mieszkiem - ustaliła Ola. - Ty z Bolesławem, a ona z Kazimierzem.
Jedynie Natalia trafiła w Adriana. Jak potem się okazało, kantowała wróżbę, zamieszczając na swoim serduszku wyłącznie imię byłego chłopaka.
Przy zabawie czas upływał im szybko i przyjemnie. Pierwszy raz od początku pobytu w hotelu czuły beztroskę. Nie było mowy o Rypanym Draniu, podejrzeniach i kolejnych zbrodniach. Ot, co spotkały się dobre koleżanki i dobrze się bawiły. Na kilka minut przed północą przyszła kolej na wywoływanie duchów. Natalia rozłożyła białą serwetę na stoliku i ogłosiła uroczyście:
- Rok temu pani Martyna pomogła nam w walce z Kapturnikiem, a teraz powróciła! Powitajcie medium z prawdziwego zderzenia!
- Zderzenia? - powtórzył zaniepokojony Stefan, ale nikt go nie słuchał.
- Dziękuję za wspaniałą prezentację, Nat.
Nie tracąc czasu zajęła miejsce przy małym stoliku.
Na środku znajdowała się tabliczka do kontaktów z zaświatami. Część zgromadzonych podchodziła do pomysłu sceptycznie, część była podekscytowana, ale nikt nie był tak przejęty jak Natalia. Potrzebowała porady odnośnie studniówki, ciepłego słowa, albo przynajmniej oplotkowania wstrętnej Marysi.
- Rzucam na duchy zaklęcie - zaczęła Martyna. - Od teraz są w mojej władzy...
- To jakieś głupoty - wyszeptał Stefan.
- Ciii!
- Duchu, czy jesteś z nami?
- Jestem - odpowiedział duch.
Medium o mało nie odskoczyło od stołu. Chociaż zgodziła się na seans to pojęcia nie miała, jak się za niego zabrać i czy przyniesie on jakikolwiek efekt. Duch jednak odpowiedział.
- Duch - zakwiliły równo Dominika i Angelika.
- Możesz się przedstawić?
- Kapitan Howdy - odparł niegrzecznie duch. - Poważnie, nie poznajecie mnie?
Martyna i Natalia odgadły tożsamość zjawy w tym samym momencie, gdy ta przybrała postać fizyczną. Ada Lenart usiadła na łóżku uznając, że kolejna osoba tłocząca się przy tabliczce jest zbędna. Zresztą, po co korzystać z jakichś ouija? Mogli porozmawiać twarzą w twarz.
Ada nie zmieniła się ani trochę. Nadal była drobna, miała dziecinną twarz i ciemne włosy. Ubrana była w elegancką, granatową garsonkę i buty na szpilkach. Wydawała się spokojna.
- Potrzebuję porady - zaczęła Natalia - bo jestem teraz singielką i nie wiem, czy iść na studniówkę bez Adriana.
- Idź.
- Nie będzie głupio tak samej?
- Idź - powtórzyła cierpliwie.
- Chwila! - przerwała rozmowę Dominika. - Zapytajmy o coś ważniejszego! Na przykład, kto jest Rypanym Draniem?
Ada wzruszyła ramionami.
- Nie wiesz? - zdziwiła się Angelika. - Myślałam, że martwi wiedzą takie rzeczy.
- Nie mam pojęcia - przyznała szczerze. - W zaświatach raczej niespecjalnie przejmujemy się ziemskimi sprawami.
- Jak jest po drugiej stronie? - zapytała Martyna.
Dziewczyna ponownie wzruszyła ramionami.
- Zwyczajnie.
- Brakuje ci czegoś? Możemy ci jakoś pomóc? Czy jesteś szczęśliwa? - pytała zatroskana wróżka.
- Nie brakuje mi niczego. Pomocy nie potrzebuję, bo radzę sobie dobrze - odpowiadała - i nie jestem nieszczęśliwa. Jest okej. Czy to już wszystko?
- Tak... - mruknęła słabo Natalia.
Duch Ady zniknął, a seans zakończył się. Jedyną rzeczą jaką Ada wiedziała, a o jakiej nie mieli pojęcia uczestnicy imprezy była kolejna zbrodnia w hotelu. Tej nocy zginął Zbyszek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz