Był piątkowy wieczór. Mail z redakcji nie przyszedł ani we wtorek, ani we środę, ani we czwartek stanowiący ostatni, umówiony z redaktorem, termin. Zaniepokojony raz jeszcze przejrzał tekst wysłany do publikacji. Prześmiewczy, jak mu się wcześniej wydawało, tytuł teraz brzmiał idiotycznie, ale jeszcze nie na tyle, aby nie przeczytać go na głos:
„Kiedy twoja babcia okazuje się szaleńcem w masce. Różne ujęcia slaszerycznych morderców”.
Wybrał z pamięci numer do redakcji. Po dwóch sygnałach telefon odebrał redaktor.
- Słucham.
W jednej chwili autora opanował strach przed rozmową. W najgorszym koszmarze stanowiącym interakcję z pracodawcą podjął decyzję o jej zakończeniu. Tryumfalnie rzucił słuchawką, aby przez ułamek sekundy poczuć się jak bohater. Niczym Alice Grady wymierzająca sprawiedliwość stępioną maczetą. Był bohaterem dla siebie samego. Ułamek sekundy minął. Niczego się nie dowiedział. Pozostało wrócić na kanapę w poczuciu klęski. Nagle rozbrzmiał telefon. Z nową energią rzucił się do słuchawki.
- Halo?
- Cześć, Marcin – odezwał się redaktor. – Dzwoniłeś?
- E… - dał sobie moment na zastanowienie. – Nie.
- Dzwoniłeś i nie odezwałeś się – tym razem głos redaktora zabrzmiał groźniej.
- Skąd wiesz, że to ja? – spytał chwilowo nie panując nad własnym idiotyzmem.
- Wyobraź sobie, że smartfony wyświetlają numery telefonów.
Wyobrażenie złośliwego smartfona wyświetlającego numer telefonu uderzyło w niego dosadnie i agresywnie pozostawiając po sobie uczucie zażenowania.
- Słuchaj – powiedział zmęczonym głosem. – Jeszcze jestem w pracy. Jeśli czegoś chcesz to mów.
- Byłem ciekawy… - teraz nie było odwrotu. – Byłem ciekawy… - rzuć słuchawkę, rzuć słuchawkę, słyszał w głowie, nie rób tego! - Chciałem wiedzieć, czy przejrzałeś podesłany tekst.
Westchnięcie po drugiej stronie słuchawki było niemal rozdzierające. Dobrze wiedział dokąd zmierzała dalsza część rozmowy. Redaktor powie mu o tym, że ma talent, że potrafi pisać, ale ten tekst jest niedopracowany, że można go dopuścić do druku po drobnych poprawkach i…
- Gówno, a nie tekst – usłyszał, ale dalej nie dodał niczego o talencie, niedopracowaniu i drobnych poprawkach. Temat urwał się na śmierdzącym obiekcie.
- Mam napisać nowy?
- Nie wiem - uniknął odpowiedzi. – Banał goni banał i o ile ostatnio wepchnąłem twój tekst o morderczym klaunie, tak ten o babci już nie przejdzie. Po prostu nie.
- To o czym mam pisać?
- Możesz pisać o slasherowych mordercach – przyznał łaskawie redaktor. – Ale rób to w ramach reportażu, a nie pieprząc o jakiejś freudowskiej analizie psychologicznej.
- Myślałem… - wszedł mu w słowo. – Myślałem, że ludzi interesują takie profile.
- Owszem, interesują, ale muszą być wykonane przez kogoś kompetentnego, a nie człowieka, który o sprawach slasherowych morderców pisze wyłącznie w oparciu o informacje znane z mediów. Innymi słowy, nie chcesz pisać gówna, nabierz doświadczenia!
Rozłączył się.
Marcin jeszcze chwilę stał ze słuchawką przyciśniętą do ucha analizując cenną poradę redaktora.
- Czy ja mam się dać zabić dla nabrania doświadczenia?
Znowu zadzwonił telefon. Marcin odebrał już z automatu.
- Słuchaj! – po drugiej stronie odezwał się dźwięczny głos Pauliny. – Jesteśmy u ciebie za dwadzieścia minut!
Rozłączyła się.
Rozmowy telefoniczne z Pauliną zwykle przebiegały w ten sam sposób. Były krótkie i informacyjne. Ponadto dziewczyna nigdy się nie przedstawiała, co charakteryzowało jedynie dwie, nie uprzedzając dalszych slasherycznych faktów, znajome Marcinowi osoby.
Czasami zastanawiał się, czy przyjaciół ściąga do niego jakaś dziwna aura niepowodzeń? Gdy w życiu przytrafiała mu się mała lub wielka szkoda dzwonił telefon. Taki informacyjny od Pauliny, od Kasi zawsze przeciągał się do późnych godzin nocnych, zaś ten od Siergieja zawsze zaskakiwał. I chociaż był wdzięczny za zainteresowanie i bez tych telefonów czułby się okropnie źle to musiał pomarudzić na ich upierdliwość oraz bezzasadność.
Telefon zadzwonił. Odebrał i śmiało odezwał się pierwszy.
- Halo.
- Halo – odpowiedział pan po drugiej stronie.
- Tak?
- Kto mówi? – spytał pan po drugiej stronie.
- A z kim chcesz rozmawiać? – odbił przezornie pytaniem.
- Co to za numer? – pan po drugiej stronie wykazywał objawy ewidentnego zidiocenia ewentualnie zachowanie godne telemarketera usiłującego wyłudzić czas.
- Pomyłka – odparł Marcin odkładając słuchawkę.
Przez moment czuł się jak Drew Barrymore. Z tym, że sam nie posiadał blond grzywki, ale reszta była całkiem podobna. I wtedy znowu zadzwonił telefon.
- Tak? – tym razem zmienił formę w nadziei, że rozmawia z którymś ze swoich przyjaciół.
- To znowu ja – w telefonie rozbrzmiał głos faceta od pomyłki.
Pijany albo głupi – pomyślał Marcin i w miarę grzecznie odpowiedział:
- Pomyłka.
- Nie rozłączaj się! Musimy porozmawiać!
- Kim jesteś?
Nieznajomy nie miał zamiaru odpowiadać na tak tendencyjne i psujące dalszą zabawę pytanie:
- Jaki jest twój ulubiony slasherowy morderca?
- Em… - Marcin zawahał się.
Zagadnienie slasherowych morderców było na tyle szerokie, że nie potrafił odpowiedzieć na pytanie z marszu. Jeżeli powie Króliczek Bożonarodzeniowy to skompromituje się na całej linii mimo upodobania do jego genezy. Z kolei Szyderca był ciekawy ze względu na genezę jak i późniejszy, okryty tajemnicą los. Ostatecznie postanowił wybrać bezpieczną klasykę:
- Rypany Drań! A twój? – spytał, dając się wciągnąć w idiotyczną dyskusję.
- Zgadnij.
- Kapturnik?
- Ten koleś z Lipek? – dopytał rozmówca.
- Tak – dla uściślenia dodał: - ten pierwszy. Kolejny Kapturnik był beznadziejny.
Rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Marcin pożegnał rozmówcę i pobiegł otworzyć. W korytarzu rozległ się raban. Paulina i Kasia spotkały na klatce Siergieja i w tym składzie dobili do mieszkania.
Kasia od razu zaczęła opowiadać o meandrach związanych z nieplanowaną wizytą, Siergiej zaczął rozpakowywać zakupy składające się głównie z wina i zakąsek, zaś Paulina usiadła w oknie z papierosem i spokojnie przyglądała się pozostałej trójce dyskutującej o jakichś idiotyzmach.
„Kiedy twoja babcia okazuje się szaleńcem w masce. Różne ujęcia slaszerycznych morderców”.
Wybrał z pamięci numer do redakcji. Po dwóch sygnałach telefon odebrał redaktor.
- Słucham.
W jednej chwili autora opanował strach przed rozmową. W najgorszym koszmarze stanowiącym interakcję z pracodawcą podjął decyzję o jej zakończeniu. Tryumfalnie rzucił słuchawką, aby przez ułamek sekundy poczuć się jak bohater. Niczym Alice Grady wymierzająca sprawiedliwość stępioną maczetą. Był bohaterem dla siebie samego. Ułamek sekundy minął. Niczego się nie dowiedział. Pozostało wrócić na kanapę w poczuciu klęski. Nagle rozbrzmiał telefon. Z nową energią rzucił się do słuchawki.
- Halo?
- Cześć, Marcin – odezwał się redaktor. – Dzwoniłeś?
- E… - dał sobie moment na zastanowienie. – Nie.
- Dzwoniłeś i nie odezwałeś się – tym razem głos redaktora zabrzmiał groźniej.
- Skąd wiesz, że to ja? – spytał chwilowo nie panując nad własnym idiotyzmem.
- Wyobraź sobie, że smartfony wyświetlają numery telefonów.
Wyobrażenie złośliwego smartfona wyświetlającego numer telefonu uderzyło w niego dosadnie i agresywnie pozostawiając po sobie uczucie zażenowania.
- Słuchaj – powiedział zmęczonym głosem. – Jeszcze jestem w pracy. Jeśli czegoś chcesz to mów.
- Byłem ciekawy… - teraz nie było odwrotu. – Byłem ciekawy… - rzuć słuchawkę, rzuć słuchawkę, słyszał w głowie, nie rób tego! - Chciałem wiedzieć, czy przejrzałeś podesłany tekst.
Westchnięcie po drugiej stronie słuchawki było niemal rozdzierające. Dobrze wiedział dokąd zmierzała dalsza część rozmowy. Redaktor powie mu o tym, że ma talent, że potrafi pisać, ale ten tekst jest niedopracowany, że można go dopuścić do druku po drobnych poprawkach i…
- Gówno, a nie tekst – usłyszał, ale dalej nie dodał niczego o talencie, niedopracowaniu i drobnych poprawkach. Temat urwał się na śmierdzącym obiekcie.
- Mam napisać nowy?
- Nie wiem - uniknął odpowiedzi. – Banał goni banał i o ile ostatnio wepchnąłem twój tekst o morderczym klaunie, tak ten o babci już nie przejdzie. Po prostu nie.
- To o czym mam pisać?
- Możesz pisać o slasherowych mordercach – przyznał łaskawie redaktor. – Ale rób to w ramach reportażu, a nie pieprząc o jakiejś freudowskiej analizie psychologicznej.
- Myślałem… - wszedł mu w słowo. – Myślałem, że ludzi interesują takie profile.
- Owszem, interesują, ale muszą być wykonane przez kogoś kompetentnego, a nie człowieka, który o sprawach slasherowych morderców pisze wyłącznie w oparciu o informacje znane z mediów. Innymi słowy, nie chcesz pisać gówna, nabierz doświadczenia!
Rozłączył się.
Marcin jeszcze chwilę stał ze słuchawką przyciśniętą do ucha analizując cenną poradę redaktora.
- Czy ja mam się dać zabić dla nabrania doświadczenia?
Znowu zadzwonił telefon. Marcin odebrał już z automatu.
- Słuchaj! – po drugiej stronie odezwał się dźwięczny głos Pauliny. – Jesteśmy u ciebie za dwadzieścia minut!
Rozłączyła się.
Rozmowy telefoniczne z Pauliną zwykle przebiegały w ten sam sposób. Były krótkie i informacyjne. Ponadto dziewczyna nigdy się nie przedstawiała, co charakteryzowało jedynie dwie, nie uprzedzając dalszych slasherycznych faktów, znajome Marcinowi osoby.
Czasami zastanawiał się, czy przyjaciół ściąga do niego jakaś dziwna aura niepowodzeń? Gdy w życiu przytrafiała mu się mała lub wielka szkoda dzwonił telefon. Taki informacyjny od Pauliny, od Kasi zawsze przeciągał się do późnych godzin nocnych, zaś ten od Siergieja zawsze zaskakiwał. I chociaż był wdzięczny za zainteresowanie i bez tych telefonów czułby się okropnie źle to musiał pomarudzić na ich upierdliwość oraz bezzasadność.
Telefon zadzwonił. Odebrał i śmiało odezwał się pierwszy.
- Halo.
- Halo – odpowiedział pan po drugiej stronie.
- Tak?
- Kto mówi? – spytał pan po drugiej stronie.
- A z kim chcesz rozmawiać? – odbił przezornie pytaniem.
- Co to za numer? – pan po drugiej stronie wykazywał objawy ewidentnego zidiocenia ewentualnie zachowanie godne telemarketera usiłującego wyłudzić czas.
- Pomyłka – odparł Marcin odkładając słuchawkę.
Przez moment czuł się jak Drew Barrymore. Z tym, że sam nie posiadał blond grzywki, ale reszta była całkiem podobna. I wtedy znowu zadzwonił telefon.
- Tak? – tym razem zmienił formę w nadziei, że rozmawia z którymś ze swoich przyjaciół.
- To znowu ja – w telefonie rozbrzmiał głos faceta od pomyłki.
Pijany albo głupi – pomyślał Marcin i w miarę grzecznie odpowiedział:
- Pomyłka.
- Nie rozłączaj się! Musimy porozmawiać!
- Kim jesteś?
Nieznajomy nie miał zamiaru odpowiadać na tak tendencyjne i psujące dalszą zabawę pytanie:
- Jaki jest twój ulubiony slasherowy morderca?
- Em… - Marcin zawahał się.
Zagadnienie slasherowych morderców było na tyle szerokie, że nie potrafił odpowiedzieć na pytanie z marszu. Jeżeli powie Króliczek Bożonarodzeniowy to skompromituje się na całej linii mimo upodobania do jego genezy. Z kolei Szyderca był ciekawy ze względu na genezę jak i późniejszy, okryty tajemnicą los. Ostatecznie postanowił wybrać bezpieczną klasykę:
- Rypany Drań! A twój? – spytał, dając się wciągnąć w idiotyczną dyskusję.
- Zgadnij.
- Kapturnik?
- Ten koleś z Lipek? – dopytał rozmówca.
- Tak – dla uściślenia dodał: - ten pierwszy. Kolejny Kapturnik był beznadziejny.
Rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Marcin pożegnał rozmówcę i pobiegł otworzyć. W korytarzu rozległ się raban. Paulina i Kasia spotkały na klatce Siergieja i w tym składzie dobili do mieszkania.
Kasia od razu zaczęła opowiadać o meandrach związanych z nieplanowaną wizytą, Siergiej zaczął rozpakowywać zakupy składające się głównie z wina i zakąsek, zaś Paulina usiadła w oknie z papierosem i spokojnie przyglądała się pozostałej trójce dyskutującej o jakichś idiotyzmach.
***
- Nie rozumiem – przyznał Siergiej. – Dlaczego nie piszesz książki?
Marcin wzruszył ramionami. Zaintrygowany krwawymi wydarzeniami w Lipkach zaczął zbierać informacje na temat Kapturnika mające stanowić zalążek powieści dziennikarsko-kryminalnej, w której fikcja plotła się z rzeczywistością.
W tamtym okresie kontaktował się nawet z lekarzem medycyny sądowej, aby ten mu wyjaśnił jak nazywa się takie coś, co jak się włoży do środka nóż to poza krwią wypłynie takie inne, czarne, nie krew, ale bardziej jak atrament. Z tym, że jaśniejsze. Biegły odmówił zdradzenia tajemnicy.
Z czasem dziennikarskie śledztwo nabrało rozmachu, ale prace nad powieścią stały w miejscu. Następowały kolejne zbrodnie w innych częściach Polski, a Marcin zaczął opisywać zbrodniarzy w gazecie. Fragment po fragmencie książka zmieniała się w artykuły.
- Nie wiem – odparł. – Nie mam… Nie chcę pisać książki – skłamał.
Rozmowę przerwał telefon od natręta:
- Dlaczego się rozłączyłeś?
- Bo mam gości. Do widzenia! – rozeźlony tematem książki odburknął rozmówcy i odłożył słuchawkę.
- Kto to był? – spytała Kasia.
- Mój stalker. Wydzwania do mnie cały wieczór.
- Też chciałabym mieć stalkera – przyznała z wyrzutem dziewczyna dolewając do kieliszków wina. – Do mnie nikt nie wydzwania – w głosie dziewczyny rozbrzmiała melancholia.
- Możesz wziąć sobie mojego – odparł pojednawczo. – Dziwny koleś… Dzwoni do obcego i wypytuje się o moich ulubionych slasherowych morderców.
- Robi sobie żarty – rzucił Siergiej.
- Całkiem możliwe – poparła Paulina. – Jaka jest szansa, że przypadkowo dzwoni do autora znanego z artykułów na temat morderców i pyta o slashery?
Trudno było uwierzyć w taki kuriozalny przypadek. Marcin zaczynał podejrzewać udział redaktora w jakimś większym spisku. Zasadności spisku nie rozumiał, ale coś mogło być na rzeczy i należało o to wypytać dziwaka, gdy znowu zadzwoni. Następny telefon przyszedł po dwudziestu minutach i treścią zgoła różnił się od poprzednich. Tym razem były jęki, pomruki i stłumione krzyki. Pechowo tym razem telefon odebrała Paulina.
- Kim jesteś? Dlaczego to robisz? – próbowała przekrzyczeć idiotę po drugiej stronie.
- Stój, proszę! Hehehe… Pomocy! Grhszcz… – po tych słowach nastąpiło przysadziste, gardłowe beknięcie.
Kasia wyrwała słuchawkę Paulinie i grzecznie, ale stanowczo odpowiedziała:
- Zrób nam przysługę i wsadź język do gniazdka.
- Zabiję cię – idiota zabrzmiał śmiertelnie poważnie.
- Bardzo dojrzale – odparła. – Ile ty masz lat? Rodzice w domu?
- Zamknij się!
- Najpierw się rozłącz.
W słuchawce rozległ się gulgot złości.
- Sama się rozłącz! – fuknął urażony.
- Nie mam zamiaru! To ty leczysz kompleksy przez wydzwanianie do obcych osób i bekanie do słuchawki. Nie wiem... Mama ci przyklejała klocki do podłogi, czy co?
- Zostaw moją mamę! – zawołał płaczliwie. – Idioci! Sprowadzacie na siebie gniew Figlarza! – rozłączył się prędko w obawie, iż przy Kasi ostatnie słowo nie będzie należało do niego.
- Figlarz… - wymamrotał Marcin. – Jakiś durny żart.
Gdzieś już słyszał to imię.
***
Chociaż maska była wykonana z taniego tworzywa to zaskakiwała profesjonalnym wyglądem. Miała kremowy kolor, paciorkowe oczy i krzywy uśmieszek, od którego odchodziły zmarszczki. Głowę przyozdabiała czapka z trzema rogami wykończonymi złotymi dzwoneczkami. Żaden z nich nie wydawał z siebie dźwięku. Nie pamiętał, czy dzwonki kiedykolwiek wydawały z siebie dźwięk.
Dziad lub baba nie chcąc zdradzać dokładnych szczegółów założył ją przed wejściem do holu redakcyjnego. Zachichotał lub zachichotała… dobra, dla wygody przyjmiemy płeć męską, a w domyśle nieznaną. Zachichotawszy przemknął przez pusty korytarz, aż do biura redaktora.
- A ty to kto? – spytał zaskoczony widokiem faceta w masce błazna. – Jak tu wszedłeś?
- Chciałbym pożyczyć twój telefon – zaśmiał się.
- Ochrona cię wpuściła?
- Ochrona udała się na wieczny spoczynek! – zaśmiał się głośno, jakby usłyszał najlepszy żart świata.
Redaktor zerwał się z miejsca, a napastnik rzucił się na niego przez biurko. Obaj wylądowali na podłodze. W trwającej szamotaninie redaktor ściągnął maskę i na chwilę oniemiał.
- Ty?
Morderca nie przejmował się zdemaskowaniem. Korzystając z chwilowej dekoncentracji sięgnął za pas po rzeźnicki nóż, a następnie wbił go w szyję redaktora. Teraz ze spokojem mógł założyć maskę. Niespodziewanie krew trysła na niego. Nieprzygotowany na widok juchy morderca poczuł jak robi mu się niedobrze. Największym mankamentem jego morderczego planu był fakt, że obrzydzała go krew.
Usiadł przy biurku. Złapał oddech i wykręcił numer telefonu. Po dwóch sygnałach ktoś odebrał.
- Jaki jest twój ulubiony morderca ze slasheru?
- A ty to kto? – spytał zaskoczony widokiem faceta w masce błazna. – Jak tu wszedłeś?
- Chciałbym pożyczyć twój telefon – zaśmiał się.
- Ochrona cię wpuściła?
- Ochrona udała się na wieczny spoczynek! – zaśmiał się głośno, jakby usłyszał najlepszy żart świata.
Redaktor zerwał się z miejsca, a napastnik rzucił się na niego przez biurko. Obaj wylądowali na podłodze. W trwającej szamotaninie redaktor ściągnął maskę i na chwilę oniemiał.
- Ty?
Morderca nie przejmował się zdemaskowaniem. Korzystając z chwilowej dekoncentracji sięgnął za pas po rzeźnicki nóż, a następnie wbił go w szyję redaktora. Teraz ze spokojem mógł założyć maskę. Niespodziewanie krew trysła na niego. Nieprzygotowany na widok juchy morderca poczuł jak robi mu się niedobrze. Największym mankamentem jego morderczego planu był fakt, że obrzydzała go krew.
Usiadł przy biurku. Złapał oddech i wykręcił numer telefonu. Po dwóch sygnałach ktoś odebrał.
- Jaki jest twój ulubiony morderca ze slasheru?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz