Final girl to niby ta, która zawsze dobrze kończy. Cechuje ją wrażliwość, inteligencja i nieprzeciętna uroda. To właśnie ona znajduje w sobie siłę, aby w ostatnim akcie spektaklu przeciwstawić się antagoniście. Natalia zgodziła się z wrażliwością, inteligencją i nieprzeciętną urodą, nie było wątpliwości, ba, to dzięki niej schwytano Kapturnika, wszystko się zgadzało, ale czy finał jest zawsze pomyślny dla bohaterki horroru? W filmach umiera jej chłopak, przyjaciele, a ona poturbowana po walce z jakimś gnojem trafia do szpitala, gdzie nafaszerują ją klorazepanem, a jak nie przyniesie efektu, to trafi do psychiatryka. Los final girl nie był usłany różami. Jeśli wszystkich wymorduje, a ona trafi z traumą do wariatkowa w Kowalikach? Zupełnie jak matka Pawła. Ominie ją studniówka! Jezus Mario! Doszło do niej, że nie ma z kim iść na bal. Jak pokaże się w Lipkach bez chłopaka? Gorzej, że nieogarnięta Marysia wróci do domu z jej Adrianem. Pozostało mieć nadzieję, że Rypany Drań zabije ją, Adriana albo Marysię. Tak, śmierć Kubińskiej byłaby najlepszym rozwiązaniem.
- Facebook - wyszeptała przerażona.
Niepokojące przeczucie kazało jej zalogować się na portalu społecznościowym i sprawdzić jedną istotną informację. Zamarła. Na profilu Marii Kubińskiej zmienił się status z "wolna" na "w związku".
- W związku z Adrian Korba - przeczytała gorzko.
Teraz już wszyscy w Lipkach wiedzą, że Adrian zostawił ją dla Marysi. Niechętnie przeczytała komentarze znajomych:
"A on wie?", "XD", "Gratulacje!", " Co na to Natalka?", "LOL".
Natalia była bliska płaczu. Taki wstyd i na domiar tego wszystkiego miała dzisiaj dyżur w kuchni. Wstrętny kucharz-dziad znowu każe jej strugać pyry, a potem będzie musiała zmywać po obiedzie.
- Do cholery, co to za hotel, w którym nie ma zmywarki! - zawołała rozzłoszczona.
Marek nie odpowiedział. Leżał martwy z łbem w garnku z gotującą się wodą. Natalia przez chwilę wpatrywała się w niego próbując połączyć fakty. Kucharz, nie żyje, obiad, Rypany Drań, Facebook Marysi, morderstwo. Ze spokojem opuściła pomieszczenie. Nie do końca myśląc logicznie powędrowała przed siebie z zamiarem powiadomienia pierwszej napotkanej osoby o kolejnej zbrodni.
***
Jeszcze wczoraj Henryk czuł się świetnie. Marek-Witold wyjawił mu połowę swojego sekretu, a tym samym wyraził chęć współpracy. Sojusz z Witoldem oznaczał poczucie bezpieczeństwa, ale teraz gdy ten został znaleziony martwy... Doskonale wiedział, co się wydarzyło. Hoffman junior musiał mieć odmienne zdanie od ojca. Zabił go i przerwał jedyną więź łączącą Urasia z Rypanym Draniem. Wrócił do punktu wyjścia. Pozostało mu patrzeć wilkiem na całą młodzież znajdująca się w hotelu. W tej grze poza nim było jeszcze dwóch innych zawodników: potomek Daniela i potomek Witolda. Należało ich odkryć za wszelką cenę. Przed policją udał wariata. On nic nie wie i zza grobu wstał Hoffman, bo dzieci przywołały ducha. Mundurowi zabrali kolejnego trupa i odjechali, a rozedrgany Henryk wrócił do gabinetu, gdzie rozpoczął gorączkowe poszukiwania. Przez ćwierć wieku w szafie z dokumentami nagromadziły się stosy papierów, ale on szukał jednego, czerwonego notesika.
- Nie to bez sensu - stwierdził. - Na pewno zmienił adres.
Poszperał chwilę w internecie i wpadł na pożądany numer telefonu. Zadzwonił. Po trzech sygnałach w słuchawce odezwał się nieprzyjemny, ochrypnięty głos.
- Halo.
- Cześć, Zbyszek - powiedział zdenerwowany. - Henryk Uraś. Pewnie nie pamiętasz mnie...
- Pamiętam - przerwał mu nie-Konrad... znaczy Zbyszek. - Jak mógłbym zapomnieć mojego serdecznego kolegę z praktyk? Wiesz, co dzieje się ze Stefciem i Grzesiem?
Stefan był pedziem i od lat gnił w hotelu. Gdzie posiało Grzegorza nie miał bladego pojęcia. Zresztą, nic go nie obchodzili. Czuł, że w tej kwestii Zbyszek się z nim zgadza. Nie chcąc silić się na nie potrzebną kurtuazję przeszedł do sedna.
- Mamy do pogadania.
- Domyślam się.
Henryk poczuł się nieswojo. Szybko odzyskał zimną krew.
- Co zrobiłeś z tym małym od Hoffmanów?
- To nie jest rozmowa na telefon - usłyszał. - Przyjadę i rozmówimy się w cztery oczy.
- Kiedy?
- Planowałem przyjechać w przyszłym tygodniu.
- W przyszłym tygodniu?! Bądź nawet dzisiaj!
- Spokojnie, dzisiaj masz już sobotę - charczał do słuchawki. - Piątek za tydzień to będzie... dziewiętnasty.
- Tydzień przed setnymi urodzinami - powiedział do siebie.
- Widzisz, jak przyjemnie się składa? Do zobaczenia - powiedział, odkładając słuchawkę.
Henryk jeszcze przez chwilę zbierał myśli. Wszystko zaczynało się układać, ale chciał usłyszeć to od Zbycha.
Najważniejsze to przeżyć ten tydzień - pomyślał.
***
Do pokoju wpadła Natalia z głośnym okrzykiem: "room service". Podała tacę ze śniadaniem leżącej w łóżku parze i usiadła na krawędzi materaca głośno wzdychając. Ani Leszek, ani Dominika nie zwrócili uwagi na jej teatralne zachowanie, zajęci szeptaniem między sobą. Spojrzała na nich i mimowolnie uśmiechnęła się. Jej związek rozpadł się na milion małych kawałków za sprawą wstrętnej Marysi, ale cieszyło ją szczęście Leszka i Dominiki. Lubiła ich oboje, on był całkiem sympatyczny, ona też, chociaż podejrzewała Rychlewską o mordercze skłonności, ale póki co powody nie odgrywały tu większego znaczenia. Wtedy przypomniała sobie poranek w kuchni.
- Wy tu się kochacie, a tam tragedia - oznajmiła dobitnie.
- O czym mówisz? - spytał, sięgając po kawę.
- Rypany Drań znowu zaatakował.
- Kogo?! - zawołała Dominika.
Wyraźnie przejęta była gotowa rzucić się do biegu, jakby jej reakcja mogła cokolwiek zmienić.
- Kucharza - odparła beznamiętnie. - Na całe szczęście zdążył przygotować śniadanie, a dopiero potem umarł.
Matuszewicz stracił apetyt. Jedzenie przyrządzane w pomieszczeniu, w którym znajduje się trup jakoś go odstręczało. Poza tym, dlaczego zabił Marka? Dotąd schemat polowania na dziedzica, jako tako, pasował, ale kucharz? Czyżby znał jakiś sekret Rypanego Drania?
- A, i Henryk was szuka - dodała, częstując się kawą. - Powiedział, że jak za minutę się nie znajdziecie to nie ręczy za siebie.
Po tych słowach wstali w kilka chwil.
***
Paweł swoje teorie na temat mordercy posiadał. Primo, Rypany Drań mieszkał na stałe w hotelu. Mordercą nie mogła być osoba, która przychodziła do pensjonatu okazjonalnie. Barok był oddalony od miasta. Przyjście niezauważonym, założenie kostiumu, dokonanie zbrodni, ponowne przebranie się i opuszczenie hotelu przed przybyciem policji, czy nawet jakiegokolwiek świadka nie wchodziło w grę. Morderca znał plan budynku i wszystkie tajne przejścia. Secundo, Rypanych Drani było dwóch. Z doświadczenia wiedział, że lepiej podzielić się krwawą robotą i łatwiej zadbać o alibi. Tertio, mordercą jest Marek, a skoro nie żył to musiał zostać załatwiony przez wspólnika. Teraz zastanawiał się, co łączy go z drugim zabójcą i tu miał pewne podejrzenia, ale póki co zbyt wątłe i niejasne. Jak wpadł na Marka? Zagłębiając się w historię hotelu od razu zainteresowały go losy najstarszego z braci. Gdzie się podziewał przez tyle lat? Chciwość, rzecz ludzka i nawet największa złość nie wymusiłaby na człowieku rezygnacji z ogromnego majątku. No, i w teorii był jedynym żyjącym potokiem Olgierda. Witold musiał być w hotelu i pilnować swojego spadku. Kucharz miał około sześćdziesięciu pięciu lat i tyle mógł też mieć zaginiony syn. Wiekowo pasowali. I tym tokiem myślenia poszedł. Przede wszystkim zadał sobie trud wykonania kilku telefonów w celu ustalenia poprzedniego adresu Marka. Bingo! Marek wynajmował mieszkanie na nazwisko Hoffman. Na jego wspólnika typował dwie osoby, Gustawa Brzęckiego i Olę jako długoletnich pracowników, ale zagłębiać się w ich koneksje z hotelem nie zamierzał, uznawszy, że wystarczająco dużo zrobił w zamian za pokój.
- Sprawdź poprzedni adres zamieszkania tego całego Marka - zagaił życzliwe do Konrada.
- I o co mam pytać?
- O co chcesz - polecił niecierpliwie. - Zamiast skupiać się na Aleksie, zacznijcie interesować się pracownikami hotelu.
- Pojedziesz ze mną?
- W taki mróz? - odparł urażony. - Sam sobie jedź.
Zresztą, jeśli chce bawić się w detektywa, proszę bardzo. Paweł wolał zajmować się własnymi sprawami, które w ogromnej mierze zajmowała Dominika Rychlewska. Piękność, trochę lodowata jak Zuzia. Z pewnością nie pasowała do Leszka i on sam powinien mieć tego świadomość. Jeśli jednak jej nie miał to zawsze można mu pomóc ją zyskać za pomocą jakiegoś ostrego narzędzia.
Tak gdybając minął na korytarzu Natalię. Zaskoczona, złapała go za ramię i przyciągnęła do siebie.
- Hej, nie powinno cię tu być!
W odpowiedzi obrzucił ją gniewnym spojrzeniem. Dobrze pamiętał, kto i w jaki sposób, zrujnował jego kapturniczą karierę. Natalia i jej porażający kretynizm. Bardziej nienawidził już tylko Burskiego. Teraz miał pewność, że nową, morderczą serię rozpocznie od pozbycia się Kozłowskiej. Najpierw czymś ogłuszy i zaciągnie do sekretnej części budynku. Tam połamie jej ręce, potem udusi, a wina spadnie na Rypanego Drania.
- Wiesz, że przez ciebie miałem złamaną rękę w trzech miejscach? Chyba powinienem ci odpowiednio podziękować za to.
- Spadłeś mi z nieba! Musisz mi pomóc! - zawołała, ignorując groźbę szaleńca. - Zabij Marysię!
Chwilę, zabić Kubińską? Na moment zgłupiał zapominając o własnych zamiarach.
- A niby dlaczego?
- Ta żmija ukradła mi chłopaka!
Paweł otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale szybko je zamknął. Przez moment próbował sobie uświadomić, kim jest skradziony chłopak. Operował potężną wyobraźnią, ale nie potrafił połączyć w umyśle sytuacji, w której Adrian i Marysia zakochują się w sobie. Spróbował ponownie i parsknął śmiechem.
- I z czego rżysz?! - szturchnęła go niezadowolona. - Zapłacę ci!
Z trudem opanował śmiech. Jakkolwiek Natalia wydawała się irytująca i miał ochotę zabić ją, tak perspektywa morderstwa na zlecenie przypadła mu do gustu. Od czegoś musiał zacząć wielki powrót i dlaczego nie miałby przy tym połączyć przyjemnego z pożytecznym?
***
Tego dnia był bledszy niż zwykle. Większość pracowników zdążyła się przyzwyczaić do rozedrganego emocjonalnie Szymka. Jedynie Angelika zauważała nieznaczne zmiany nastroju objawiające się trupiobladą cerą. Chłopak bał się własnego cienia, a po morderstwie nauczycielki niechętnie wychodził z pokoju, co stwarzało spore trudności w opiece nad ruchliwą seniorką. Nic więc dziwnego, że pani Jadzia przepadła jak kamień w wodę.
Wykazując się większym niż zwykle opanowaniem Szymon złapał ją za rękę i pociągnął za sobą do pokoju.
- Musisz mi pomóc w ukryciu zwłok Dobrójskiej.
Otumaniona informacją dziewczyna odpowiedziała, że Ola ma dzisiaj wolne i nie może chować pościeli w bieliźniarce, po czym dodała, że w hotelu nie ma dużego tłoku.
Szymon spojrzał na nią dziwnie. W końcu zapalił papierosa. Z kredensu wyjął ciasto i podał przyjaciółce kawałek, sobie nalał wina i dopiero wtedy powtórzył informację upewniając się, że tym razem Angelika zrozumie:
- Dziś rano znalazłem zwłoki pani Jadzi.
- Co?
- Nie, co, tylko znalazłem staruszkę!
- To dobrze.
- Nie! - zaprzeczył, podając dziewczynie lampkę wina. - Ona została zamordowana.
- Skąd wiesz? - wydukała, trochę uspokojona alkoholem i faktem, że to nie ona odnalazła kolejnego trupa. - Sprawdzałeś jej puls.
- Nie musiałem - fuknął urażony. - Domyśliłem się, że jest martwa skoro ma ciupagę wbitą w głowę!
- Od początku. Gdzie ją znalazłeś?
- Leżała w pokoju. Wcześniej wyszła, ale morderca musiał przynieść jej ciało z powrotem.
- Dzwońmy na policję - postanowiła.
- Nie!
- Dlaczego?
- Będę skończony. Wyjdę na palanta, ale nie chcę, aby jej rodzina uznała mnie za winnego morderstwa.
- Na razie jej nie dopilnowałeś, bo zaginęła. To lepsze, tak?
- Chwilowo tak... Słuchaj, Dobrójscy nie interesują się seniorką, a więc mogę spokojnie tu być i udawać, że z nią wszystko w porządku i przy okazji brać za to wynagrodzenie - zgasił papierosa, po czym dodał lodowym głosem: - Dlatego chcę, abyś pomogła mi ukryć ciało.
Angelika jakkolwiek przejawiała bystrość umysłu tak w tamtej chwili zbaraniała. Uciekanie przed seryjnym mordercą, odkrywanie trupów tu i tam, ale tuszowanie zbrodni Rypanego Drania dla pieniędzy? Na początku Szymon bardzo jej się spodobał. Wtedy coś zaiskrzyło między nimi. Był nieco lękliwy i ciamajdowaty, ale teraz widziała wyłącznie tchórzostwo i podłość.
- Masz jakiś plan?
- Ukryjemy ją w miejscu, w którym kiedyś praktykanci ukryli zwłoki Daniela i jego żony.
- A potem co? - spytała dziwnie niespokojna.
- Skąd mogłem wiedzieć, że Rypany Drań zamorduje ją w naszym pokoju? Jeszcze chwila i wszyscy pójdziemy pod nóż! - jęknął rozedrgany. - Staram się coś wymyślić. Potem wezwiemy policję i niech jej szukają. Byle daleko ode mnie. Pomyśl, moglibyśmy opuścić ten hotel razem.
Nic mu na to nie odpowiedziała. Był mroźny styczeń, a na wieczór zapowiadali opady.
***
Miał ogromnego farta. Pod poprzedni adres zamieszkania Marka trafił bez problemu. Była to stara kamienica położona na obrzeżach Gdańska. Szara i niewyróżniająca się na tle innych, podobnych jej budynków. Domofon był uszkodzony, ale drzwi nie domykały się, a więc wejście do środka nie nastręczyło mu większych problemów. Wspiął się na drugie piętro i stanął przed szarymi drzwiami. Nieco zaniepokojony przeczytał tabliczkę z nazwiskiem: Witold Marek Hoffman. Trafił. Zapukał bezmyślnie. Łomot rozniósł się po całej klatce schodowej. Pogratulował sobie własnej głupoty. Co jeśli ktoś mu otworzy? A jeśli to będzie Rypany Drań? Mógłby się włamać, ale teraz zapewne usłyszeli go wszyscy sąsiedzi.
Problem rozwiązał cień z parteru.
- Przyszedłeś rzeczy Witka? - zapytał, wychylając głowę na klatkę schodową.
- Ta...
Konrad nie potrafił kłamać, ale dla dobra sprawy mógł spróbować.
Cieć, człowiek starszy, na moment zniknął we własnym mieszkaniu, aby po chwili trafić na drugie piętro z pękiem kluczy do wszystkich drzwi w kamienicy.
- Mówił, że przyjedzie albo przyśle kogoś po resztę rzeczy przed końcem stycznia - mówił dalej. - Co u niego słychać?
Konrad rozejrzał się po niewielkiej kawalerce udając, że się usłyszał pytania.
- Dużo tego nie zostało - stwierdził w końcu z rozczarowaniem. - Od dawna tutaj wynajmował?
- Ze dwadzieścia lat jak nie więcej - odpowiedział ochoczo. - Były okresy, że znikał na całe miesiące, ale zawsze płacił regularnie. W tym miesiącu zaczął się wyprowadzać na dobre - powiedział, siadając na krześle. - Co jakiś czas wpadał po kilka przedmiotów, a ostatnio - mówił konfidencjonalnie - to nawet jego syn przyjechał pomóc w wynoszeniu większych mebli.
- Syn?
- Też byłem zdziwiony - przyznał cieć. - Tyle lat tu mieszkał, a nigdy nie wspominał o żadnej babie i dzieciach, czy innej rodzinie. Ten facet... jego syn - poprawił - zaczął odwiedzać go dopiero kilka miesięcy temu, a teraz pomagał w przeprowadzce do jakiegoś pensjonatu.
Konrad stał nieruchomo. Jego rozżarzone oczy utkwiły w starej fotografii. Poznawał wszystkie osoby ze zdjęcia. Wszystkie widział w fotografiach znalezionych na strychu. Był to nieco młodszy Marek, Daniel, Karol oraz ich ojciec. Wszyscy czterej stali na tle posępnego pensjonatu Barok.
- A rzeczy? - zapytał w pośpiechu. - Wie pan może, co ze sobą zabrał?
- Na pewno wywoził ten przerażający kostium.
Poruszył się, częściowo odzyskując czucie w nogach, a cieć widzący jego zainteresowanie kontynuował:
- Bardzo stare przebranie. Szary kostium z uśmiechającą się maską. Dosyć stary, bo miał go już wtedy, gdy się tutaj wprowadzał. To musiała być jakaś pamiątka rodzinna, bo był do niego bardzo przywiązany.
Podziękował grzecznie i zachowując resztki spokoju wyszedł na ulicę. Tam dopiero wziął głęboki oddech. Historia układała się w całość, ale w zupełnie inną niż początkowo przypuszczał. Marek był synem Olgierda, a także pierwszym mordercą. Schedę po nim przejął syn. Celem jest Aleks. Należało powstrzymać szaleńca nim wymorduje wszystkich mieszkańców hotelu w poszukiwaniu kuzyna. Gdzieś po drodze pojawiła się myśl o niesprawiedliwej trói na semestr z zajęć praktyczno-technicznych. Ostatnia myśl była najmroczniejsza. Czyżby Rypanym Draniem był jego brat? Gustaw został adoptowany, a co jeśli trafił na biologicznego ojca? Czy to może być jakiś okrutny zbieg okoliczności? Na dzisiaj starszy z Brzęckich zaplanował organizację pułapki. Może w rzeczywistości była to pułapka na Aleksa? Nie było chwili do stracenia.
***
Początkowo Gustaw planował organizację swojego przedsięwzięcia w gronie trzech zaufanych osób, ale logistyka była bezlitosna. Do przygotowania zasadzki na Rypanego Drania potrzebował większej ilości pomagierów. Szymon zrezygnował z imprezy na rzecz złego stanu zdrowia.
- Prędzej zaszkodzę niż pomogę - oświadczył z przekonaniem.
O szczegóły samopoczucia nikt go nie pytał i lepiej, bo w planach miał wynoszenie zwłok Dobrójskiej.
Pozostali zaproszeni nie wyrazili sprzeciwu, ochoczo przystępując do przygotowań zasadzki. Pojawił się nawet Paweł. Niezapoznana część pracowników hotelu przyjęła go z chęcią, i bez zbędnych pytań, jako dodatkową parę rąk do pracy. Z kolei zaznajomieni z nim woleli ignorować obecność Kapturnika. Ostrowski miał wszystkich w równym stopniu gdzieś. Dominika była jedyną osobą, dla której zdecydował się wyjść z hotelu w taką pogodę.
Plan był prosty, ale wymagał miejsca na wszelkie manewry z nim związane. Wybór padł na przestrzeń pomiędzy budynkiem, a lasem. Był to pagórek stanowiący łagodniejszą stronę dołu, w którym niegdyś pochowano Daniela i Elizę Hoffmanów. Droga była oblodzona i wejście na szczyt pagórka zdawało się niemal niemożliwe. Jedyną drogą było przyjście od strony południowej. Gustaw założył, że morderca pojawi się tam z zamiarem zabicia przynęty.
- Nim jednak to zrobi, nasza przynęta zostanie wciągnięta za pomocą liny po oblodzonej części pagórka - objaśnił. - Morderca nie da rady jej ścigać. Drogę ucieczki od południa będzie miał odciętą przez Michała i... - spojrzał na Ostrowskiego.
- Pawła - przedstawił się, ściskając w dłoni łopatę. - Jeśli chcecie to rozwalę mu łeb na miejscu. Wiem, jak uderzyć, aby sprawić ból i jednocześnie nie zabić za pierwszym razem.
Mówił o tym z ekscytacją i melancholią jednocześnie, ale przede wszystkim obserwował reakcję Brzęckiego, hipotetycznego mordercy.
- Ten pomysł jest idiotyczny - oceniła na spokojnie Dominika.
- Dlaczego?
- Bo większość z nas pomaga w przygotowaniach zasadzki. Jaką mamy szansę, że Rypanym Draniem jest ktoś z poza naszej grupy?
- Wiem, że to żadne z was - powiedział lekceważąco Gustaw.
- W takim razie, kogo podejrzewasz? - spytał ostrożnie Leszek. - Bo skoro nie żadne z tu obecnych, w grę wchodzą twój brat, Henryk, Szymon i dziewczyny.
- Myślę, że mordercą jest pan Uraś.
- Wątpię - machnął ręką Stefan. - Jeśli się nie pogniewasz - spojrzał na Dominikę - to ja typuję ciebie.
Rychlewska nie pogniewała się, co więcej, przyznała, iż sama od dłuższego czasu podejrzewa Henryka. Paweł, dla hecy, poparł teorię Stefana. Leszek niechętnie opowiedział się za Henrykiem, mając do wyboru wyłącznie kandydaturę jego lub Rychlewskiej. W zeszłym roku mordercą okazała się najbliższa mu osoba, także o żadnej powtórce z rozrywki nie chciał nawet słyszeć. Michał nie obstawiał nikogo.
Dla Stefana sprawa była oczywista. Henryk mordercą nie był. Pomógł ukryć zwłoki, zmusił ich do pomocy Rypanemu Draniowi, a potem uczciwie, jak na gnidę przystało, doniósł na mordercę. Jedyne, co za nim przemawiało to uratowanie Aleksa. Mógł oddać niemowlaka szalonemu wujkowi, maluch z pewnością podzieliłby los rodziców, zamiast tego nakazał go wywieźć Zbyszkowi. Postąpił na swój sposób heroicznie.
Gdy rozmowa zeszła na ewentualną potyczkę z mordercą, głos zabrał Adrian:
- Jeśli przy tej zasadzce zginie Henryk, to kto przejmie władzę w hotelu?
Gustaw popatrzył na niego z urazą. Jako prawa ręka menadżera nie życzył sobie podobnych insynuacji.
- Dobra, a dlaczego Rypany Drań ma się pojawić akurat tutaj, gdy będziemy czekać? - tym razem Leszek podał plan w wątpliwość.
- Akurat tym zająłem się ja - rzucił Korba. - Wczoraj zacząłem bezmyślnie paplać ozorem o naszym dochodzeniu. Każda osoba w Baroku wie, że dzisiaj o siódmej spotkam się w tym miejscu z informatorem, który zna tożsamość Aleksa. Bez względu na to, czy Rypany Drań jest synem Daniela, czy wyłącznie czyha na jego życie, powinien tutaj przyjść i spróbować nas zabić.
- Nie wydało ci się to ciut głupie? - zasugerował raper.
- Nie - odparł godnie Adrian - i przestań z tą przesadną ostrożnością.
- Zgadzam się - przytaknął Paweł. - Powinniśmy mieć z tego więcej zabawy.
Leszek zignorował komentarz Kapturnika.
- Czyli masz posłużyć za przynętę? - zapytał sceptycznie. - Bo jakoś nie widzę cię jak z tą swoją nogą nawiewasz przed mordercą.
- Poradzę sobie.
- Zamieńmy się.
Korba spoglądał gdzieś w dal. Myślami powrócił do wydarzeń z Lipek i roztrzaskanej nogi. Niekiedy bolała, biegać już nie mógł, chodząc, kulał. Możliwości, jakie posiadał wcześniej zostały bezpowrotnie zniszczone i z coraz większą gorliwością poszukiwał nowej drogi. Być może ta droga wiązała się z tym miejscem? Chciał uwierzyć, że istnieją inne, lepsze możliwości i nie było lepszej okazji, aby to sprawdzić.
- Już swoje zrobiliście - odpowiedział ze spokojem. - Teraz moja kolej.
- Dobra, w takim razie ja odegram rolę twojego informatora.
Ostatecznie do gry dopuszczono dwie przynęty.
***
Zaopatrzeni w broń, Paweł i Michał, ukryli się za rzędem niewysokich świerków, gdzie w złowrogim milczeniu mogli obserwować dwie przynęty. Mimo otaczającej ciemności sylwetki chłopaków były doskonale widoczne. Gdzieś tam, w oddali, czyhali Dominika, Stefan i Gustaw, gotowi do szybkiej reakcji. Pomysł miał realne szanse powodzenia. Coś zaszeleściło. Michałek na moment wstrzymał oddech. Odzyskał spokój, gdy tuż obok nich przycupnął Stefan.
- Przyszedłem życzyć wam powodzenia - oznajmił pociesznie. - Zostawić wam tu jakąś muzyczkę? - spytał, sięgając do kieszeni po iPoda. - Mam Killer Queen...
- Nie - warknął złowrogo Paweł. - I idź sobie stąd.
- Dlaczego ciągle słuchasz tego zespołu? - spytał nieśmiało Michałek.
Stefan zaniemówił. Nie wiedział, czy bardziej zaskoczyła go niegrzeczna odpowiedź nowego, czy pytanie Michała. Chyba jednak to drugie. Wiedział, że nastolatek jest nieco nieprzystosowany do realiów świata zewnętrznego, ale nieznajomość Queen oznaczała życie spędzone pod jakimś kamieniem. Opanował zaskoczenie mieszające się z niezadowoleniem i odparł łagodnie:
- Freddie to mój idol. Był bardzo nieśmiały w kontaktach z ludźmi, ale gdy wychodził na scenę... Uwalniał z siebie niesamowitą energię. Jesteśmy do siebie podobni.
Paweł zaczął rozważać wcześniejsze użycie łopaty.
- Ty i on?
- Nie. Ja i ty. Ja też kiedyś byłem jak ty: niekontaktowy, cichy, mało atrakcyjny i z zerowymi szansami na umówienie się z kimś fajnym.
Michał zaniemówił. Nie wiedział, czy Stefan opowiada o sobie, czy krytykuje jego aparycję. Chyba jednak to pierwsze. Paweł skłaniał się ku poglądowi, aby zatłuc szpadlem obu, a potem w ciszy zaczekać na Rypanego Drania i powtórzyć ćwiczenie.
- W hotelu to musiało się zmienić - mówił dalej. - Przede mną stanęły poważne wyzwania i musiałem im sprostać. Od dwudziestu pięciu lat muszę to robić. Piosenki "tego zespołu" bardzo mi w tym pomogły. W każdym razie pod koniec tej nocy będziemy słuchali We Are The Champions, tylko błagam nie skurwijcie niczego - poprosił, spoglądając na Pawła.
Ostrowski nie odezwał się słowem, a Stefan wrócił na swoje miejsce. Michał przełknął głośno ślinę. Nie potrafił sprecyzować źródła lęku. Ciemny las, zasadzka, Rypany Drań, czy Paweł. Wszystko to uderzało w jego rozstrojone nerwy i domagało się silnej reakcji typu wrzask, ucieczka, gra w Final Fantasty XII. Postanowił zapytać:
- Skąd znasz Leszka i Adriana?
- A bo to ja byłem Kapturnikiem, nikt ci nie wspominał?
Teraz szarpnął nim większy niepokój. Nagle rozległ się dźwięk sunącej po zboczu skrzyni ze zwłokami. Chłopak automatycznie podskoczył z okrzykiem:
- Morderca!
Paweł złapał za łopatę i intuicyjnie wybiegł z kryjówki. Zaskoczeni Korba i Matuszewicz spojrzeli na niego pytająco.
- Nawiewajcie! - rozkazał. - Rypany Drań!
Uprzedził ich Michał Meier. Wybiegłszy zza drzew złapał za linę i energicznie zaczął podciągać się w górę. Oprzytomniwszy, Leszek i Adrian postąpili w ten sam sposób. Mocne szarpnięcie zaniepokoiło ekipę ratunkową, a kolejne doprowadziło do przerwania liny. Leszek sturlał się w dół przewracając Pawła, który wypuścił z rąk broń. Adrian złapał równowagę, ale legł potknąwszy się o łopatę. Przerażony Michał na czworakach wspiął się na szczyt pagórka i dalej popędził przed siebie krzycząc coś o mordercy. Stefan wyleciał na przód, tuż za nim Dominika. Oblodzona powierzchnia i paniczny pośpiech zrobiły swoje. Oboje zaniknęli w mroku. Stefan wpadł na Lecha, Dominika zatrzymała się w chaszczach. Ich krzykom akompaniowały słowa piosenki Keep Yourself Alive. Brzęcki obiecał sobie nie stracić zimnej krwi. W całym tym szaleństwie, on jeden, musiał zachować spokój oraz przytomność umysłu, ale kolejne jęki przekonały go o innej słusznej reakcji, histerii. Przerażony rzucił się do przodu i podobnie jak pozostali, ześlizgnął się po oblodzonej ziemi, znikając gdzieś pomiędzy drzewami.
***
Michał biegł przez następne kilka minut. W oddali niknęły słowa upiornej piosenki Mercury'ego. Nie wiedział, gdzie dokładnie się znajduje, ale nie słyszał muzyki i krzyków, co oznaczało, że oddalał się od miejsca zbrodni. Wielkie zaspy śnieżne wokoło niego wyglądały jak ściany lodowego labiryntu. Skołatane nerwy chłopca uległy pogorszeniu, gdy w jednym z korytarzy wpadł na Rypanego Drania. W jednej chwili odzyskał wigor i siłę w nogach. Rypany Drań poruszał się wolno, przedzierając się przez śnieg, Michał biegł zwinnie jak sarenka. Po krótkim pościgu morderca został w tyle. Uciekinier zwolnił, ciężko dysząc oparł się o zaspę. Musiał przemyśleć dalszą drogę. Nie wiedział, gdzie jest i dokąd właściwie zmierza. Mógł być niedaleko hotelu albo gdzieś w połowie drogi do Sopotu. Wtedy sparaliżował go lęk. Na śniegu zostawały ślady. Drogi Boże, wytropi go jak zwierzynę! Kierując się resztkami zdrowego rozsądku zaczął wycofywać się po własnych śladach. Nagle usłyszał znajomy głos.
- Freddie? To ty?
Zrobił jeszcze jeden krok i nadepnął kogoś.
- Ała!
Głos nieznajomego sparaliżował go na sekundę, po której bezwładnie opadł na zaspę. Rypany Drań pomasował bolącą nogę. Michał nie zdążył już zareagować. Biel zmieniła barwę na czerwoną.
***
Henryk przyglądał się swoim pracownikom z wielkim niepokojem. Przez chwilę, chciał zapytać, skąd Leszek i Stefan nabawili się siniaków, dlaczego Dominika ma we włosach gałęzie, a Gustaw jest zlany potem jak po jakimś maratonie, kim jest Paweł i gdzie są pozostali praktykanci, ale szybko pojął, że w obliczu wszystkich hotelowych klęsk, to mało istotne. Na ostatnie pytanie dostał częściową odpowiedź. Adrian wrócił masując obolałą nogę. Bez słowa usiadł w wielkim czerwonym fotelu i spojrzał z urazą na Pawła.
- Sam się potknąłeś - odczytał bezbłędnie wyraz twarzy.
- Po co był ten fałszywy alarm?
- To ten wasz kretyn, komputerowiec, zwariował - bronił swego Ostrowski.
Wina leżała po stronie Michała, który spanikował i nawiał. W tym samym momencie do hotelu wrócił Konrad. Dyskretnie przemknął przez lobby i zajął miejsce tuż obok Dominiki. Chwilę przysłuchiwał się rozmowie, po czym dołączył:
- Mordercą jest syn Witolda Hoffmana.
Wszyscy spojrzeli na Konrada z malującym się na twarzy szokiem. Po tym stwierdzeniu nastąpiła lawina pytań i teorii, które mogły ciągnąć się do bladego świtu, gdyby nie pewne wydarzenie.
Ni stąd ni zowąd pomieszczenie zaczął wypełniać gęsty, duszący dym. Gustaw i Henryk zaczęli gorączkowo otwierać okna. Stefan, Konrad i Adrian wypełzli po czworakach. Ostatni z salonu wyłonili się Leszek i Paweł.
- Skąd ten dym?
- Ktoś rozpalił ogień w tym cholernym kominku - powiedział głośno oddychając Henryk.
Paweł był tym zaskoczony. Jako, że nie stanowił hotelowej obsługi nie miał najmniejszego pojęcia o zatkanych kominach. Przyznawać się do błędu nie miał zamiaru i z ulgą przyjął do wiadomości teorię o zamachu zaplanowanym przez Rypanego Drania.
- Gdzie Dominika? - zawołał Leszek.
- A skąd mam wiedzieć? - odpowiedział Paweł.
Po dziewczynie zaginął wszelki ślad.
***
Dominika Rychlewska powoli wybudzała się ze snu. Odkaszlnęła, nieco zamroczona wybudzała się z otępienia. W malutkim pokoju panował półmrok, do którego szybko przyzwyczaiła oczy. Nie potrafiła określić, gdzie dokładnie przebywa. Była w hotelu, najprawdopodobniej w ukrytej części. W pomieszczeniu nie było drzwi, a jedynie niewielka wyrwa znajdująca się blisko podłogi. Ze spokojem zaczęła opukiwać ściany, ktoś w końcu ją usłyszy. Wtem w wyrwie ukazała się zaniedbana głowa. Na oko, głowa płci męskiej, blada, wychudzona, z kołtunami we włosach.
- Maaamaaaa....- jęknęła przeciągle głowa płci męskiej i powoli zaczęła przeciskać się przez wyrwę.
Dziewczyna wrzasnęła, ale nikt jej nie usłyszał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz