niedziela, 22 września 2024

Gabrysia

UWAGA! SPOILERY! 

Gabrysia

Debiut
Nieszczęśliwa gwiazda (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.2)
Ostatni występ
Nieszczęśliwa gwiazda (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.2)
Kill count
0
Wiek
28
Zawód
Aktorka
Miejsce zamieszkania
Poznań
Ulubiony slasher
The Last House on the Left (2009)
Status
Nie żyje
Relacje Natalia (koleżanka)
Joasia (koleżanka)

 

Historia

Lata 2010-2019

Uczęszcza na studium aktorskie, gdzie zaprzyjaźnia się z Natalią i Joasią.

Slasher 4. Ostatni rozdział

Zostaje poproszona o zostanie druhną numer 2 na ślubie Natalii i Roberta. Przed przyjazdem do Lipek zostaje zamordowana przez Furiata.

Cytaty:

Joasia o Gabrysi (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1):

"Zawsze wiedziałam, że to zołza nie z tego świata"

sobota, 21 września 2024

Rozdział 26: Nieszczęśliwa gwiazda

Komendant Burski na miejsce zdarzenia przyjechał trzydzieści minut po północy. Na widok znajomej grupy tłoczącej się przed wejściem na działkę Kozłowskich przeklął w myślach.
- Czy ja jestem urodzony pod jakąś nieszczęśliwą gwiazdą? – spytał sam siebie.
Martynka uważała, że baran będzie miał trudny październik. Zaczynał w to wierzyć. I tylko dlatego, że inny, nie tyle zodiakalny, co umysłowy, baran, postanowił zamordować dziewczynę.
Na działkę jechał nie do końca wiedząc, czego ma się spodziewać. Ze zgłoszeniem zadzwonił pan Władzio. Kozłowski grzecznie poinformował, że jego córka jest mordowana. Słuchawkę wyszarpnęła mu mordowana córka. Dziewczyna zaprzeczyła i niejako potwierdziła słowa ojca.
Przyzwyczajony do tego typu idiotyzmów Burski wsiadł w samochód i pojechał na miejsce mordu niedokonanego. Tam należało przejąć inicjatywę. Wiedział, że z tymi ludźmi inaczej się nie da. Przesłuchał wszystkich i ustalił plan wydarzeń.
Zadziały się dwie niemal równoległe sprawy, które połączył finał. Pierwszą był atak faceta z siekierą, a drugą ucieczka przed klaunem.
- Kapturnik – dodał od siebie Adrian.
Leszek skrzywił się. Pawła nie widzieli od momentu pożaru w hotelu Barok. Jego powrót po dziesięciu latach do Lipek byłby niczym zły omen, niepożądany, ale wyjątkowo trafny.
- Co robiliście na łące? – spytał policjant.
Izie zrobiło się słabo. Fejkowa siekiera ciągnęła ją ku ziemi, a czerwona kurtka z kapturem paliła plecy.
- Po co tam poszliście?
Krystian milczał udając, że nie słyszy pytania Burskiego.
Niespodziewanie z ratunkiem przyszła im Dominika.
- Czy to może być naśladowca Pawła?
- Pawła?! – zaciekawiła się Asia. – To ten szaleniec?
Nikt nie odpowiedział.
- A co z wami? – spytał Burski kierując spojrzenie na Adriana i Natalię.
- Usłyszeliśmy krzyk i ruszyliśmy w jego stronę – odparł zgodnie z prawdą Korba. – I wtedy wpadliśmy na przebierańca z młotem – kolejne słowa wychodziły mu z ust mechanicznie.
- To był klaun – dodała do relacji Natalia. – Zaczął nas gonić i spotkaliśmy tych dwoje – wskazała na Izę i Krystiana.
- Chwileczkę! – przerwał Andrzej. – Jesteście pewni wyglądu?
Natalia potwierdziła. Klauna i Kapturnika nijak można było ze sobą pomylić.
- Nas gonił Kapturnik – podkreślił nastolatek.
- Czy to znaczy, że jest dwóch różnych morderców? – spytała Marta.
- Jakby z jednym było mało problemów – rozzłościł się Adrian. – To teraz może będzie dwóch niezależnie działających psychopatów.
- Klaun jeszcze nikogo nie zabił – zauważył optymistycznie Leszek, ale natychmiast zamilknął.
Człowiek w przerażającym kostiumie z bronią (tak mógł nazwać narzędzie), biegający za ludźmi ma prawdopodobnie jeden cel.
- Małgosię ktoś zabił. Zakładasz, że to ten w kapturze? – spytał zaciekawiony Adrian.
- Mają różne stroje – wymamrotał Krystian. – A więc i różne cele. Przebranie mówi wiele o intencjach mordercy. Klaun jest ironiczny, prześmiewczy, a nowy Kapturnik próbuje odtworzyć zdarzenia sprzed dziesięciu lat – mówił z narastającą energią. – Usiłuje w ten sposób napisać starą historię na nowo. To będzie krwawa rzeźnia! Ostatni rozdział! Nikt nie jest bezpieczny! Wszyscy umrzecie… - syknął złowrogo.
Iza profilaktycznie odsunęła się od głupka.
- A więc naśladowca – westchnęła Marta. – Czy policja będzie milczeć w tej sprawie jak lata temu? – poprosiła o komentarz Burskiego.
- Ja tu jestem od zadawania pytań! – uniósł się komendant. – Co w tym czasie robili goście?!
- Usłyszeliśmy wołanie i wybiegliśmy przed dom – wyjaśnił Władzio.
- A dalej?
- A dalej szukaliśmy Natalki i Adriana – dodał Robert obejmując narzeczoną.
Sprawa wyglądała następująco. Iza i Krystian podczas wieczornego spaceru zostali napadnięci przez Kapturnika. Ich wołania o pomoc zaalarmowały gości Kozłowskich, którzy natychmiast ruszyli z odsieczą. Przed domem każdy poleciał w inną stronę. Krzyki usłyszeli również Adrian i Natalia, czyje dokładnie, ciężko sprecyzować. Para wpadła na klauna, a potem na nastolatków uciekających przed Kapturnikiem.
- Kto jest w gronie podejrzanych? – spytał Adrian.
- Wszyscy.
- Wszyscy? My też? – zdziwił się Leszek.
- Zwłaszcza wy – odparł stanowczo policjant. – Nikt nie powiedział, że lata temu żadnemu z was nie odbiło przez nadmiar trupów. Poza tym nikt nikomu nie da mocniejszego alibi. Rozdzieliliście się przed domem, prawda?
Śladów jako takich nie dało się zdobyć. Raz, wszystko zadeptali goście, a dwa był środek nocy. Ze względu na brak trupów Burskiemu nie udało się ściągnąć żadnego laboranta do poszukiwań. Bo niby kogo? Jakiś dziad w masce może sobie biegać i kto mu zabroni? Trzeba było czekać na kolejny ruch.
Marta jako naczelna Głosu Lipek i niemalże uczestniczka pierwszego ataku klauna mordercy pozwoliła sobie na nadanie imion obu agresorom. Zakapturzony z racji podobieństwa do Kapturnika musiał pozostać lojalny tradycji i być Kapturnikiem. Od siebie dziennikarka dodała przymiotnik „krwawy”. Drugi z racji pośpiechu i chaosu towarzyszącemu mu podczas akcji – tak zeznali Adrian i Natalia – został ochrzczony Furiatem.

***


Telefon od Jowity początkowo nie zwiastował nowych problemów. Kuzynka Natalii, a zarazem pierwsza i najważniejsza druhna, zadzwoniła z informacją o czasowym poślizgu. Spóźnienie było wywołane najpierw długim postojem na granicy polsko-ukraińskiej, a potem jeszcze kolejnym, tym razem u ciotki.
– Lepiej, że nie dotarli na kolację zwieńczoną waszą ucieczką przed wariatem, niż mieliby dołączyć do grona podejrzanych – przyznał Robert, a Natalia mu przytaknęła.
Po wydarzeniach w Staraszewie opiekę nad Jowitą do uzyskania przez nią pełnoletniości przejęli Kozłowscy. Dziewczyna zamieszkała razem z nimi w Lipkach, cały czas utrzymując kontakt z Artemem. Po ukończeniu osiemnastu lat dziewczyna wróciła w rodzinne strony, gdzie czekał na nią Artem. Uklęknął, poprosił o rękę i wyjechali na Ukrainę.
Jowita stała przed drzwiami, a Artem wypakowywał walizki z bagażnika. Gdy tylko Natalia otworzyła drzwi kuzynka podała jej swojego syna, a sama przeniosła przez próg dużą torbę podróżną.
- O, mój ukochany siostrzeniec – powiedziała z gasnącym entuzjazmem. Po uściskaniu chłopca postawiła go na ziemię i popchnęła w głąb domu, a sama spytała:
- Dlaczego przywieźliście ze sobą Dimitriego? Myślałam, że zostawicie go u ciotki Wandy.
- Jeśli chodzi o ciotkę…
I wtedy Natalia dostrzegła ciotkę Wandę w pełnej okazałości, tarabaniącą się z tylnego siedzenia samochodu. Artem był bliski rozpaczy. Po kilkunastogodzinnej podróży usiłował pomóc ciotce wygramolić się z auta, ale za dobre chęci został wyłącznie zrugany.
- Wiem, że nie miałam jej przywozić, ale już na nas czekała z walizkami w progu. Co miałam zrobić? Tak bardzo chciała cię zobaczyć w bieli.
- Akurat.
- A Dimitri? Nie mogliście zostawić go z opiekunką?
- Ciotka miała się nim zaopiekować - przypomniała.
- A jakaś inna opiekunka?
Jowita głośno westchnęła. Sześcioletni syn Jowity i Artema należał do dzieci zawziętych, a długa historia niani nie nadawała się na szybką opowieść w drzwiach. Należało usiąść i pogadać. Natalia nie oponowała. Sama również chciała streścić rodzinie wydarzenia z wczorajszej nocy.
- Cześć – przywitał się Artem.
- O, już myślałam, że nie doczekam się ślubu mojej Natalki! – zawołała ciotka.
- O, co też ciocia…
- Moje zaproszenie przepadło gdzieś na poczcie! Dasz wiarę? – powiedziała, przepychając się do środka.
- Wysłałam zawiadomienie o uroczystości.
- Tak, dostałam, ale bez zaproszenia. Władek! Władek! - ryknęła. - Gdzie jesteś?! Kawę zrób, a potem coś mocniejszego!
- Szkoda, że coś innego nie przepadło na poczcie – mruknęła nerwowo Natalia.

***


Wydarzenia wokół trupa ułożonego na forum klasy trzeciej de zepchnęły na dalszy plan zajęcia geograficzne i jakiekolwiek inne. Krystian liczył, że ich wczorajsza przygoda na łące przejdzie ulgowo. Oczywiście, zrobił się raban na całe Lipki, ale kto mógł mu udowodnić, że to właśnie on i Iza zdołali uciec przed Krwawym Kapturnikiem? Tu z pomocą przyszła redaktorka Walewska z Głosu Lipek. Dziennikarka opisała sobotnią masakrę z najdrobniejszymi detalami. W poniedziałek wszyscy wiedzieli, że bohaterami akcji są Krystian Herman i Iza Kosik.
Ósemka uczniów trzeciej de siedziała na ławkach przed budynkiem szkoły usiłując dojść do ładu z krwawą aferą. O ironio, dziesięć lat wcześniej w tym samym miejscu po raz pierwszy o nawiedzonym domu rozmawiali Adrian, Konrad, Paweł i Leszek.
- Nawet nie pamiętam, że się wywróciłam – przyznała Iza czytając fragment poświęcony swojej osobie.
- Bo jesteś głupia – warknęła Karolina.
- Po co ja w ogóle tutaj siedzę? – zirytowała się Wiktoria. – Nie mam z wami nic wspólnego!
- Ale masz z Kajetanem – zaznaczył Bartek.
Kajetan nie odzywał się. Blady siedział na ławce ze spuszczonym wzrokiem. Od popełnienia pierwszej zbrodni stał się głównym podejrzanym i nic nie wskazywało na to, że przestanie nim być.
- Bzdura – skwitowała obrażona.
- Ja idę na lekcje – rzucił Dawidek.
Było pięć minut po dzwonku, gdy Dawid, Kajetan, Wiktoria i siostry Kosikowe ruszyli do szkoły. Pozostali jeszcze przez chwilę siedzieli w ciszy. Nikt nie chciał podjąć inicjatywy, ale ktoś musiał.
- Dobra! – odezwała się z nową energią Kinga. – W necie natrafiłam na serię artykułów o mordercach z Lipek. Jeśli ten „nowy” usiłuje rimejkować tamte wydarzenia to jest kilka punktów o jakie zaczepi – mówiła.
- Nawiedzony dom, impreza urodzinowa, szkoła… - wyliczył pod nosem Krystian.
- Powinniśmy udać się do nawiedzonego domu jak tamte dzieciaki – zaproponowała i nie czekając na reakcję chłopaków dodała – tylko wy mnie nie wystawcie i koniecznie powiadomcie pozostałych. Musimy ustalić, kto jest w największym niebezpieczeństwie.
Jakiś plan powstał. Pytanie o jego sens czy kierunek wydawały się bezzasadne. Kinga w jednej chwili wyrosła na zdecydowaną heroinę o ugruntowanych poglądach na sprawę Kapturnika. Krystiana o bycie mordercą nie posądzała, a do Bartka nie miała przekonania.

***


- Dzień dobry, panie Władku! – powiedział operator kamery i zrobił zbliżenie na zniesmaczony pysk Kozłowskiego.
- A on czego tutaj? – rzucił pytanie w głąb domu.
Natalię nie było w stanie już nic zdziwić. Jej ślub z niewiadomych przyczyn przyciągał niepożądanych gości; zaczęło się od morderców, a kończyło na ciotce Wandzie. Tym razem do domu Kozłowskich przywiało Konrada. Brzęcki w skupieniu filmował ojca panny młodej.
- Cześć – powiedziała słabo Natalia. – Co tu robisz?
- Zostałem wynajęty jako kamerzysta na twoje wesele – odparł, odłożył sprzęt i podał Władkowi wizytówkę.
- Wynajęłaś go? – zdenerwował się pan Władzio. – Nie było nikogo lepszego?
- Panie Władziu – wtrącił się na siłę wpychając się do wąskiego korytarzyka. – Jestem reżyserem filmowym! Nie każdy dostępuje zaszczytu, aby jego ślub został sfilmowany przez Tarantino albo Scorsese.
Kontrę ze strony Kozłowskiego wyprzedził krzyk Asi. Rozentuzjazmowana kobieta wręcz rzuciła się na szyję Brzęckiego.
- Nie mówiłaś mi, że na twoim weselu będzie wybitny reżyser offowego kina grozy! Oglądałam wszystkie trzy pańskie filmy! Też jestem z branży! Joanna Łysiak! Może pan słyszał o mojej kreacji…
Wtedy w Natalii coś pękło.
- Niech mnie któryś z tych typów zaszlachtuje przed tym niewypałem! Kto cię zatrudnił?!
- Ja – do zgromadzonych w korytarzu dołączył Robert.
Im bliżej ślubu, tym bardziej nerwowa atmosfera wypełniała dom Kozłowskich. Natalia i Robert zamknęli się w pokoju i długo rozmawiali. Jowita, Asia, Konrad i Artem siedzieli w salonie w dziwnym napięciu wyczekując rezultatów rozmowy. Asia napomniała o klaunie i zakapturzonym, którzy w jej opinii najbardziej działali na nerwy pannie młodej.
- Ponura sytuacja – skomentował Konrad dając zbliżenie na śliczną blondynkę.
Asia przytaknęła dodając, że prawy profil ma lepszy.
- Znalazłem go u ciebie w znajomych na fejsie – powiedział Robert. – Na swoim profilu reklamował się jako fotograf i kamerzysta ślubny. Nie wiedziałem, że to będzie taki problem dla twojego ojca i ciebie.
- Tata nie lubi Brzęckich. Zosia, siostra Konrada, kiedyś ugryzła go w udo – odparła. – Dla mnie to nie kłopot. Konrad może zostać kamerzystą.
Robert złapał za dłoń narzeczonej i czule ją ucałował.
- To o co chodzi? Możesz mi powiedzieć o wszystkim.
- Nie wiem… Chyba o Wandę – odparła zdenerwowana.
- Nie cieszysz się z wizyty ciotki?
- Jesteśmy jak komplet mebli z Ikea. Niby wszystko do siebie pasuje, ale zawsze znajdzie się ten jeden element, który chrzani kompozycję. To właśnie ciotka Wanda. Poza tym przyjeżdża jeszcze moja matka, a od rozwodu ona i ojciec nienawidzą się.
- Cieszę się, że przynajmniej nie martwią cię mordercy z Lipek – odparł z uśmiechem Robert.
- Nie – machnęła ręką. – Do tego akurat jestem przyzwyczajona.

***


Leszek wyszedł na papierosa kilka minut po jedenastej. Z Dominiką zatrzymali się u jego rodziców, a dokładniej w altance dla gości, ukrytej w głębi podwórza, za domem seniorów. Dom Matuszewiczów stał na niewielkim wzniesieniu, zaś altanka na ostro spadającym zboczu przez co z ulicy można było dostrzec wyłącznie jej prosty dach pokryty papą.
Leszek dopalał papierosa, gdy z ogrodu dobiegł go hałas przypominający brzdęk uderzających o siebie garnków. Zza altanki wyłoniła się zakapturzona postać. Nieznajomy złapał mężczyznę za szyję i popchnął do przodu. Matuszewicz spróbował złapać za parapet i od biedy narobić hałasu stukając w okno, ale napastnik skierował go w głąb podwórza. Przez chwilę usiłował stawić mu opór, ale wysiłek poszedł na daremno. W końcu stracił równowagę, upadł i sturlał się w krzaki.
Kapturnik przycisnął go nogą do ziemi. Spokojnie sięgnął po siekierę przymocowaną do pasa, a następnie przyłożył jej trzonek do szyi ofiary. Czuł jak braknie mu powietrza, ale zakapturzony nie przestawał napierać. Każdy kolejny oddech przychodzi mu z coraz większym trudem. Poddawał się, gdy Kapturnik poluzował uchwyt.
- Gdybym chciał to już byś nie żył – powiedział z rozbawieniem.
W końcu zsunął kaptur i ściągnął białą maskę. Leszek zamarł na widok Pawła. Odzyskując dech w piersiach przeczołgał się od krzaków pod ścianę altanki na moment nie spuszczając wzroku z Ostrowskiego.
- Pojebało cię! – krzyknął chciwie łapiąc oddech.
Paweł przystawił ostrze siekiery do jego policzka dając mu do zrozumienia, aby ściszył głos.
- Zwariowałeś – powiedział ciszej. – Co tu robisz? Policja cię szuka.
- Szuka od dziesięciu lat i jakoś znaleźć nie może.
- Znowu zabijasz? Ktoś zamordował dziewczynę z naszej szkoły i…
- Wiem – przerwał mu. – Krwawy Kapturnik i Furiat. Czytałem o nich w gazecie.
Leszek ostrożnie wstał.
- To znaczy, że to nie ty?
Paweł przypiął siekierę do paska i podniósł z ziemi białą maskę.
- Nie, ale mam czuja, że tych dwóch wiele łączy z naszą paczką.
- Wiedziałem, że ktoś, kiedyś spróbuje mnie dobić, ale nie na weselu Natalii – powiedział z niesmakiem. – Łączy? Z nami? Ale co?
- Pogadajmy o tym jutro. Tutaj, o tej samej porze. Ty, ja, Adrian i Konrad – po tych słowach zarzucił na głowę kaptur i ruszył w dół posesji. Leszek jeszcze chwile stał w bezruchu spoglądając na postać znikającą w mroku.

***


Adrian siedział przy biurku na krzesełku na kółkach, zaś Konrad i Leszek zajmowali miejsca na rozkładanej sofie. Dominika weszła do pokoju z herbatą. Postawiwszy kubki na niewielkiej ławie sama usiadła na krześle pomiędzy biurkiem, a szafą.
- On naprawdę tutaj przyjdzie? - spytał Konrad.
- Tak mi powiedział.
- Powinniśmy zawiadomić Burskiego – rzuciła Dominika. – Układanie się z Kapturnikiem jest najgorszym rozwiązaniem.
- Masz rację, ale jestem ciekawy, co wie na temat tamtych dwóch – przyznał Adrian. – Jakoś nie chce mi się wierzyć, że dziwnym zbiegiem okoliczności w Lipkach po dziesięciu latach pojawia się nowy morderca i on.
- A mocno się zmienił? – pytał z zaciekawieniem Konrad.
Leszek wzruszył ramionami. W zasadzie to nie wiedział. Jasne, blizna na twarzy będąca pamiątką po wydarzeniach z hotelu, zmieniała go wizualnie, ale co z charakterem? Paweł był dla niego praktycznie obcą osobą.
- Myślisz, że ludzie się zmieniają? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- W jakimś stopniu, tak – przyznał ostrożnie. – Ja dla przykładu jestem po rozwodzie i trzech filmach. Różne rzeczy na nas wpływają.
Leszek zamyślił się. Jakie rzeczy mogły mieć wpływ na Pawła? Szaleństwo matki? Mordercze skłonności ojca? Pierwsza ofiara? Zuza? Gdzie był ten moment, który przeważył szalę obłędu i popchnął Pawła w stronę Kapturnika?
Przez uchylone okno do pokoju wszedł Ostrowski wywołując chwilowe zamieszanie wśród siedzących.
- Cześć – przywitał się i jak gdyby nigdy nic zajął miejsce na krzesełku przy ławie. – Wszedłem tędy, bo nie chciałem ryzykować zauważenia przez kogokolwiek. Ale się zmieniliście!
- No ty też – rzucił grzecznie Brzęcki.
- Dominika – Paweł zwrócił się do kobiety – wyglądasz jeszcze piękniej, niż podczas naszego ostatniego spotkania – mówiąc to pogładził się po chropowatej szyi.
- Nie mów tak, bo jeszcze spalę się ze wstydu – przygadała mu i rozgniewana przeszła do kuchni, skąd słuchała dalszej części rozmowy.
– Nie do końca wierzyłem w twój powrót, ale jednak. Kapturnik powrócił do Lipek – odezwał się Adrian. – Po co przyjechałeś?
- Zbieram drużynę psychopatycznych morderców - odparł najnormalniej w świecie. - Coś jak Avengers tylko z ostrymi przedmiotami i hektolitrami krwi.
- A tak na poważnie? - Adrian wydawał się zniecierpliwiony. - Czego chcesz od nas?
- No jak to, czego? Pojawił się nowy morderca. Myślałem, że przegadamy sprawę jak za dawnych czasów.
- Masz z nimi coś wspólnego? – zapytał Konrad.
- Ten jeden to chyba mój naśladowca.
- Myślałem, że rzucisz nowe światło na sprawę – westchnął rozczarowany Leszek.
- Krwawy Kapturnik nie celuje w nas tylko w dzieciaki ze szkoły.
- W moich uczniów! Musimy mu przeszkodzić!
- Tak szczerze... – zaczął Konrad. – Gdy Kapturnik polował na nas to dorośli nie kiwnęli nawet palcem.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Niech radzą sobie sami. My zajmijmy się klaunem, bo to mnie nieco bardziej przeraża.
- O klaunie nie wiem jeszcze nic – przyznał Ostrowski. – I to martwi mnie bardziej – zamilknął na chwilę. – Ja z racji, że jestem i tak poszukiwany mam ograniczone pole manewru, ale wy możecie popytać. Odezwę się za kilka dni, cześć – po tych słowach ostrożnie wygramolił się przez okno.

***


Gabrysia spoglądała na zamaskowanego człowieka z rozbawieniem. Klaun wyglądał przerażająco, ale w strasznej facjacie znajdowała coś pociesznego.
- Kochanie, po co się przebrałeś?
Furiat pchnął ją na ścianę. Sięgnął po młotek i raz uderzył w łeb. Druhna osunęła się po ścianie na podłogę. Jeszcze przez chwilę stał nad nią i spoglądał. W końcu sięgnął po telefon ofiary.
Nie przyjadę na ślub. Coś mi wypadło. Sorki – napisał wiadomość do Natalii.

Robert Mantaj

UWAGA! SPOILERY! 

Robert Mantaj

Debiut
Trup... znowu (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1)
Ostatni występ

Kill count
0
Wiek
29
Zawód
Wulkanizator
Miejsce zamieszkania
Lipki
Ulubiony slasher
Final Girls (2015)
Status
Żyje
Relacje Natalia (narzeczona)

 

Historia

Lata 2011-2019

Rok 2016. Zaczyna spotykać się z Natalią, a przy okazji zaczyna współpracę z ojcem dziewczyny. W 2019 roku prosi Natalię o rękę.

Slasher 4. Ostatni rozdział

Wspólnie z Natalią rozpoczyna przygotowania do ślubu.

Cytaty:  

Cechy według Władzia Kozłowskiego  (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1):

"przedsiębiorczy, inteligentny, pracowity"

W oczach Natalii (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1):

"dla niej był przede wszystkim dobry, czuły i kochający"

Krystian Herman

UWAGA! SPOILERY! 

Krystian Herman

Debiut
Trup... znowu (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1)
Ostatni występ

Kill count
0
Wiek
17
Zawód
Uczeń
Miejsce zamieszkania
Lipki
Ulubiony slasher
Final Girls (2015)
Status
Żyje
Relacje Adrian (nauczyciel)
Iza (przyjaciółka)

 

Historia

Slasher 4. Ostatni rozdział

Należy do klasy trzeciej de. Zainteresowany popełnionymi przed laty zbrodniami w Lipkach otwiera videobloga poświęconego slasherycznym mordercom. Po zabójstwie koleżanki z klasy staje się jednym z czterech celów Krwawego Kapturnika. Nazajutrz udaje się na łąkę z Izą, aby przygotować filmik na swój kanał. W trakcie nagrań zostają zaatakowani przez Krwawego Kapturnika. Po opisaniu sytuacji w gazecie wraz z Izą, Kingą i Bartkiem udaje się do nawiedzonego domu, gdzie ponownie udaje mu się uciec przed Krwawym Kapturnikiem.

Cytaty:  

Adrian o podobieństwie Krystiana do Konrada (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1):

"Krystian jest maniakiem horrorów"

Zainteresowania (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1):

"zapalony filmowiec liczył osiągnąć ogromny sukces jako twórca reportaży o seryjnych mordercach"

Ciekawostki:

  • Prowadzi kanał na YouTube poświęcony tematyce horrorów.

Karolina Kosik

UWAGA! SPOILERY! 

Karolina Kosik

Debiut
Trup... znowu (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1)
Ostatni występ

Kill count
0
Wiek
18
Zawód
Uczennica
Miejsce zamieszkania
Lipki
Ulubiony slasher
Sinister (2012)
Status
Żyje
Relacje Adrian (nauczyciel)
Iza (młodsza siostra)

 

Historia

Slasher 4. Ostatni rozdział

Należy do klasy trzeciej de.

Cytaty:  

Adrian o zainteresowaniach sióstr (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1):

"Sprawia kłopoty, dużo wagaruje (...) ona i Iza interesują się dość mroczną tematyką. (...) Charakteryzują się na trupy, robią sobie zdjęcia, że niby są martwe, a potem wstawiają na Instagrama "

Ciekawostki:

  • Wraz z młodszą siostrą miały nawiązywać do sióstr Kubińskich.

piątek, 20 września 2024

Małgosia Stawicka

UWAGA! SPOILERY! 

Małgosia Stawicka

Debiut
Trup... znowu (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1)
Ostatni występ
Trup... znowu (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1)
Kill count
0
Wiek
17
Zawód
Uczennica
Miejsce zamieszkania
Lipki
Ulubiony slasher
Scream 4 (2011)
Status
Nie żyje
Relacje Adrian (nauczyciel)
Kajetan (obiekt westchnień) 
Wiktoria (przyjaciółka/rywalka)

 

Historia

Slasher 4. Ostatni rozdział

Należy do klasy trzeciej de. Daje się zwabić w zasadzkę Krwawego Kapturnika. Zostaje zamordowana na łące, a jej ciało zostaje przeniesione do nawiedzonego domu.

Cytaty:  

O samej sobie (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1):

"po toksycznym związku będzie szukał oparcia w dziewczynie serdecznej, inteligentnej i wartościowej - takiej jak ona"

Ciekawostki:

  • Jej śmierć miała stanowić rimejkowe połączenie ataku na Martynkę i morderstwo Julii.

środa, 18 września 2024

Krwawy Kapturnik

UWAGA! SPOILERY! 

Krwawy Kapturnik
Debiut
Trup... znowu (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1)
Ostatni występ

Kill count

Inspiracja
Johnny Z (2023)
Tożsamość

Cel
Dorównać Kapturnikowi
Broń
Nóż / Siekiera
Lata aktywności
2019
Wiek

Zawód
Morderca
Miejsce zamieszkania
Lipki 
Status

 

Historia

Slasher 4. Ostatni rozdział

Rok 2019.


Lista ofiar
Kolejność
OfiaraOkolicznościRozdział
Tożsamość
1 Małgosia
remake nieudanego morderstwa Martynki
Trup... znowu (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1)

2 Kinga
atak w nawiedzonym domu
Mistrz i uczeń (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.3)

3



4



5




5



6




Cytaty

Furiat

UWAGA! SPOILERY! 

Furiat
Debiut
Trup... znowu (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.1)
Ostatni występ
Giń, klaunie (Slasher 4. Ostatni rozdział, rozdz.8)
Kill count

Inspiracja
Frayed (2007)
Tożsamość

Cel

Broń
Młot
Lata aktywności
2019
Wiek

Zawód
Morderca
Miejsce zamieszkania
Lipki 
Status

 

Historia

Slasher 4. Ostatni rozdział

Rok 2019. Pierwszy raz pojawia się podczas przygotowań do ślubu Natalii i Roberta. Atakuje Adriana i Natalię.

Lista ofiar
Kolejność
OfiaraOkolicznościRozdział
Tożsamość
1 Gabrysia
zamordowana przed ślubem
Nieszczęśliwa gwiazda (Slasher 4, Ostatni rozdział, rozdz.2)

2



3



4



5




5



6




Cytaty

Rozdział 25: Trup... znowu

Trup zdarzył się, znowu. O ile do samego denata nie można mieć o to zjawisko najmniejszych pretensji, bo jak w równaniu matematycznym jest on wynikiem starcia mordercy w masce z ofiarą, tak sposób jego pojawienia się w życiu grupy młodych lipczan pozostawiał wiele do życzenia.
Fotografia zwłok zawisła na grupie trzeciej de pomiędzy zapytaniem o referat z historii, a upomnieniem o wpłacanie pieniędzy na szkolną wycieczkę. Moderator bez ceregieli zbanował Karolinę Kosik odpowiedzialną za wstawienie zdjęcia. Chwilę później pod postem pojawił się wulgarny wpis krytykujący inteligencję Kosikowej. Inna osoba skomentowała prawdziwość, a raczej nieprawdziwość trupa. Ktoś przypomniał o referacie z historii. Na grupie zawrzało za sprawą zdjęcia, nie referatu. Moderator profilaktycznie zbanował drugą Kosikową, Kajetana oraz osobę namolnie pytającą o wypracowanie z historii. Kogo w takiej chwili obchodził rozwój parlamentaryzmu i kształtowanie się państw narodowych w Europie? Bezpieczniej było uznać, że to troll. Krystian podlinkował do artykułów o dekadzie zbrodni oraz wydarzeniach sprzed dziesięciu lat, niejako będących następstwem wspomnianej dekady. Na forum klasowym wybuchła awantura, a Dawidek w chwili słabości zbanował wszystkich. Będąc jedynym użytkownikiem na grupie postanowił ją zamknąć.

***


Księżyc i gwiazdy schowały się za granatowymi chmurami. Wiatr nieco zelżał, a od rzeczki ciągnął nieprzyjemny, szlamowy smrodek. Gdyby nie latarka w telefonie stałaby po środku ciemnej polany jak ostatnia idiotka. Zresztą, co za różnica? I tak stała z tym, że nie w zupełnych ciemnościach. Zaczęła rozważać wyjście na szosę, ale cholera wie, z której strony on przyjdzie. Potem bezsensownie będą szukać jedno drugiego. Kazał jej zaczekać na łące, a nie łazić. Postanowiła dać mu jeszcze pięć minut, góra dziesięć.
Raz jeszcze odczytała wiadomość od Kajetana:
"Hej, spotkajmy się wieczorem na łące obok rzeki. Chcę pogadać o czymś ważnym".
Serce Małgosi Stawickiej zabiło szybciej. Kajetan Wyżyński zerwał Wiktorią i oczywistym było, że po toksycznym związku będzie szukał oparcia w dziewczynie serdecznej, inteligentnej i wartościowej - takiej jak ona. Oczami wyobraźni widziała jak chłopak przybywa na łąkę z tuzinem czerwonych róż i pyta o chodzenie, a ona ubrana w sukienkę, najlepiej tą fioletową, zgadza się. Niestety, było za zimno na letnią odzież, ale dalej liczyła, że Kajetan przyjdzie z kwiatami, obojętnie jakimi. Od razu strzelą fotkę na insta, a Wiktorię niech szlag jasny trafi. Wtedy uświadomiła sobie, że jest za ciemno na zdjęcie.
Cholera, czy już nie mógł wybrać lepszego miejsca i czasu? Na przykład parku o jakiejś bożej godzinie? Pal licho, dwór, wystarczyłoby wprosić się do niej do domu.
Stopniowo rosła w niej niechęć do wybranka.
Nagle z wysokiej trzciny wyłonił się chłopak. Sądząc po ubraniu i jemu było zimno. Miał na sobie długą, czarną kurtkę z kapturem zarzuconym na głowę. Ściągacze były tak mocno ściągnięte, że nie szło dojrzeć pyska. Zresztą i tak nie zauważyłaby twarzy ukrytej pod białą maską. Za plecami chował bukiet kwiatów, a przynajmniej tak jej się wydawało.
- No nareszcie! - chciała zabrzmieć przymilnie, ale zrzędliwe "nareszcie" wypłynęło z jej ust samo.
Cisza.
- Po co chciałeś się spotkać? - spytała zachęcająco.
Milczał.
No co za debil - pomyślała. Heroicznie podjęła ostatnią próbę.
- Co chowasz za plecami?
Nie odpowiedział.
Rozeźlona Małgosia odwróciła się na pięcie i ruszyła ścieżką pod stromą górkę. Chłopak uniósł chowaną do tej pory za plecami siekierę i z dzikim wrzaskiem rzucił się na dziewczynę. Zaskoczona obrotem spraw Stawicka wykonała dynamiczny ruch, potknęła się i wylądowała pod nogami napastnika. Z tej pozycji kopnęła go w krocze. Zakapturzony kwiknął przeciągle, upuścił siekierę i złapał się za bolące miejsce. Trwało to kilka sekund. Gosia zaczęła bardzo powoli pełznąć do góry. Atakujący złapał za siekierę i zadał dziewczynie śmiertelny cios. Ofiara powoli osunęła się po ścieżce pod jego nogi.
Morderca westchnął przeciągle. Zastanawiał się, czy Wojtek Ostrowski również miał takie nieprzewidziane atrakcje goniąc za Martynką po tej polanie. Nieco krwi rozbryzgało się na boki. Nad techniką mógł jeszcze popracować, najważniejsze, że się udało.

***


Cztery osoby siedziały przy prostokątnym stole w pokoju przesłuchań wyczekując przyjścia policjanta prowadzącego sprawę. Piątego przesłuchiwanego Burski umieścił w sali obok jako, że nie dopatrywał się w nim tak silnego związku z trupem Małgosi Stawickiej. Od czwórki mógł jeszcze oddzielić Kajetana, ale nie do końca widział zasadność. Jego udział w hecy wydawał się być czystym przypadkiem. Zresztą, to samo mógł powiedzieć o pozostałej trójce.
Dowiedziawszy się o morderstwie doznał wstrząsu. Kilka miesięcy temu minęło dziesięć lat od krwawych wydarzeń, po których Lipki dźwignęły się bardzo powoli. Jedno uderzenie siekierą sprowadziło miasteczko do poprzedniej pozycji; leżącej i bezbronnej.
Zaniepokojony wychowawca klasy trzeciej de spoglądał na uczniów zza weneckiego lustra, ale nie śmiał pierwszy zabrać głosu. Andrzej z kolei nie chciał dzielić się swoimi spostrzeżeniami.
- Nie wierzę, że to znowu się wydarzyło - mruknął do siebie nauczyciel.
Burski wyjął z papierośnicy papierosa, zapalił, a następnie przysunął ją w stronę nauczyciela w geście poczęstunku. Ten przez chwilę wahał się, ale w końcu odmówił. Burski schował papierośnicę do kieszeni. Dostał ją od Martynki na piątą rocznicę ślubu. Uśmiechnął się w duchu.
- Czyli jeszcze raz, Adrian, jak to było?
Korba westchnął, usiłując zebrać myśli.
- Pisali sprawdzian z obsługi konsumenckiej i wtedy ktoś dostał powiadomienie na telefon. Nie pamiętam kto, chyba któraś z dziewczyn - stwierdził ostrożnie przypominając sobie histeryczny wrzask. - Potem kolejne osoby otrzymywały powiadomienia. Ja też... - Adrian nie palił, ale jakaś jego część zaczęła żałować, że jednak nie poczęstował się papierosem. - Ktoś wysłał link do zdjęcia zwłok - wyrzucił to z siebie prędko. - Więcej nie wiem.
- Sprawca oznaczył na fotografii cztery osoby - dopowiedział Burski, czytając z kartki: - Kajetan Wyżyński, Kinga Kwietniewska, Krystian Herman i Bartosz Różewicz - pytający wzrok z powrotem przeniósł na Adriana. - Dlaczego akurat ich? Kolegowali się z ofiarą?
Nauczyciel zaprzeczył.
Wspomnienie pierwszej wizyty w nawiedzonym domu i makabrycznego znaleziska nieco wyblakło przez lata, ale teraz odżyło na nowo z pełną intensywnością. Naśladowca Kapturnika pozostawił swoje dzieło w tej samej łazience, w której niegdyś odkryli ciało Julii Kołacz.
- Ma pan już coś?
- Na razie niewiele - przyznał. - Sprawca wysłał dziewczynie wiadomość z numeru Wyżyńskiego z prośbą o spotkanie na łące. Tam ją zabił, a następnie przeniósł ciało do nawiedzonego domu. Podejrzanym jest wspomniany chłopak, ale niemocnym. Telefon zostawił w szatni na wuefie, a stamtąd każdy mógł się nim spokojnie porządzić. Potem anonim rozesłał wszystkim zdjęcie ofiary oznaczając na nim tę czwórkę. Zdjęcie szybko zdjęto ze strony, ale twoja uczennica... - tu chciał użyć słowa debilka, ale w słowo wszedł mu Korba:
- Karolina Kosik.
- Właśnie. W swojej mądrości zrobiła kopię fotografii i wrzuciła ją ponownie na forum klasy. Możesz mi powiedzieć coś o tej dziewczynie?
- Sprawia kłopoty, dużo wagaruje - mimo że był wychowawcą klasy od roku, po rezygnacji z pracy profesor Kaczmarek, nie potrafił wiele powiedzieć o siostrach Kosikowych - ona i Iza interesują się dość mroczną tematyką.
- To znaczy? - Burski po raz pierwszy podczas przesłuchania zaciekawił się.
- Charakteryzują się na trupy, robią sobie zdjęcia, że niby są martwe, a potem wstawiają na Instagrama - doprecyzował. - Domyślam się, że Karolinie spodobała się - zamilkł, zdając sobie sprawę z tego, co chciał powiedzieć.
Policjant nie skomentował.
- Myśli pan, że sprawcą jest Paweł?
- Jeszcze nie wiem, co myślę, ale na razie wygląda mi to na powtórkę z rozrywki.
Miał rację. Śmierć Małgosi łączyła ze sobą dwa ważne motywy; miejsce, w którym Martynka uciekła przed Ostrowskim oraz nawiedzony dom, gdzie uczniowie odkryli pierwszą ofiarę. Wyglądało jakby ktoś na nowo usiłował złożyć historię Kapturnika, ale kto? Ostrowski? Prawdę powiedziawszy po ucieczce z zakładu psychiatrycznego wszelki słuch o nim zaginął, a epizod z hotelu dzieciaki postanowiły przemilczeć. Pozostawał naśladowca.
- Remake - wyszeptał Adrian.
Burski niemal od razu podchwycił i zażądał rozwinięcia teorii.
- Tak sobie myślę, że te dzieciaki to my z przeszłości - mówił wolno i spokojnie dopiero układając swoją teorię w głowie - Kajetan to sportowiec jak ja. Krystian jest maniakiem horrorów, z kolei Kinga komponuje muzykę.
- Mają takie same zainteresowania jak ty, Konrad i Leszek, a ten ostatni? - dopytał chciwie.
- Bartek ma podobną sytuację rodzinną do Pawła. Jego rodzice są po rozwodzie i aktualnie mieszka z ojcem i macochą.
- Mam jeszcze małą prośbę do ciebie - powiedział Burski po chwili zastanowienia. - Spotykasz się z młodą Walewską. Nadal pracuje w gazecie ojca?
Korba pokiwał głową. Już chciał powiedzieć, że dalej "pisze dla szmatławca" jak określił go jakiś czas temu policjant. Marta Walewska, córka założyciela Głosu Lipek, była bardzo wyczulona na wszelakie afery i z wręcz brutalną dokładnością opisywała wszelkie przewinienia lipczan. Burskiemu też dostało się za jakąś bzdurę i wtedy poleciał do redakcji z awanturą. Sytuacja wydawała się zabawna, zwłaszcza dla Adriana stojącego z boku.
- Wiem, że nie odpuści i napisze o powrocie Kapturnika, niekompetencji policji, czy co jej tam przyjdzie do głowy, ale postaraj się nie ujawniać jej szczegółów naszej rozmowy, dobra?

***


- Może jednak pieniądze - rzuciła bez przekonania Dominika.
Opakowany w złoty papier podarunek wydawał jej się skromny i nietrafiony, ale ciężko było wybrać prezent ślubny dla osoby, która ma wszystko. Jeszcze większy problem stanowił fakt, że na imprezie wystąpi w roli druhny.
Leszek spojrzał na żonę, ale nic nie odpowiedział.
Zaczęło się miesiąc temu, gdy odezwała się do niego Natalia. Telefon od koleżanki z czasów szkoły średniej zaskoczył go na dwóch płaszczyznach. Pierwszej, czasowej, gdyż ostatni raz widzieli się przeszło cztery lata temu, nawiasem mówiąc, na ich weselu. Drugiej, osobistej, bo inaczej nie można było określić wielkich zmian w życiu dziewczyny. Natalia poprosiła Dominikę o zostanie druhną, czy jak, kto tam woli, świadkową na jej ślubie, który odbędzie się w Lipkach w październiku tego roku. Z góry przeprosiła za spowodowany prośbą chaos zwalając winę na niejaką Gabrysię, która wycofała się z obowiązku druhnianego w ostatniej chwili, i to smsem!
- A ten jej narzeczony? - spytała półszeptem. - Jak ma na imię?
- Robert.
- Znasz go? To jakiś wasz kolega ze szkoły?
- Nie znam - odparł, skręcając z głównej ulicy.
Dalej samochód jechał wzdłuż parku. Natalia, chociaż od wielu lat nie mieszkała w Lipkach, postanowiła urządzić wesele w rodzinnych stronach.
- Zaprosił mnie na fejsie - wyjaśnił. - Wiem tyle, że poznali się po studiach.
- Też jest aktorem?
- Nie - pokręcił głową. - Nie wydaje mi się. Spytasz ją sama - zakończył, parkując przy wąskim chodniku przed bramą wjazdową do Kozłowskich.
Młoda kobieta stojąca przed wejściem zgasiła papierosa i machając, podbiegła do auta Matuszewiczów.
- Domino? Leszek? - zawołała i nie czekając na potwierdzenie przedstawiła się sama. - Jestem Aśka! Druhna numer trzy i najlepsza przyjaciółka Natki, a przynajmniej trzecia w kolejce, chociaż po zniknięciu Gabrysi może awansowałam na miejsce drugie - po tym wylewie słów zamilkła, spoglądając pytająco na kobietę w samochodzie.
Dominika nie odpowiedziała, ogłuszona informacjami.
- Przyjechaliśmy na ślub.
- Spokojnie to dopiero za dwa tygodnie! Jesteście punktualni!
- Gdzie jest Natalia? - spytał ostrożnie Leszek.
- Ogarnia firmę dekoratorską. Jest podminowana od chwili, gdy Gabrysia dała nogę. Rozumiecie to, aby napisać na messengerze, że ma gdzieś wesele? Nawet telefonów nie odbiera!
Dominice zrobiło się przykro. Po telefonie od Natalii najpierw była zirytowana, bo jak tak można? Nagle po latach milczenia przypomina sobie o niej i o Leszku. Zaprasza na ślub i to jeszcze jako świadka? Potem uderzyła ją okoliczność w jakiej musiała się znaleźć koleżanka. Ślub był ważnym dniem dla młodych. Nie potrafiła wyobrazić sobie sytuacji, w której druhna daje plamę na kilka dni przed uroczystością.
Może nie były szczególnie bliskimi sobie koleżankami, ale teraz Natalia potrzebowała pomocy, a ona miała zamiar dołożyć wszelkich starań, aby ten dzień był dla państwa młodych niezapomnianym.
- Zawsze wiedziałam, że to zołza nie z tego świata – Asia zakończyła krytykę nieobecnej.
- A ty skąd znasz Natalię? - zapytał Leszek.
- Poznałyśmy się na studium aktorskim - odparła z dumą. - Może mnie kojarzycie z ról filmowych i teatralnych. Jestem Joanna Łysiak - przedstawiła się, tym razem formalnie jakby licząc, że nazwisko naprowadzi ich na jej osiągnięcia aktorskie. - Krytycy pochlebnie pisali o mojej wiedźmie w Makbecie i grałam też kobietę z bólem głowy w reklamie aspiryny... Masowałam sobie skronie.
Matuszewicz pokiwał głową niby na tak, niby na nie. Ani Makbeta, ani reklamy aspiryny nie oglądał.

***


- Niech zrozumiem - przerwała mu Marta chcąc wszystko uporządkować. - Burski chce zataić szczegóły dochodzenia?
- Nie. Po prostu... - szukał argumentu. - Za wcześnie na podawanie jakichkolwiek informacji prasie.
- Mogłam się tego spodziewać - przyznała. - Nie będę wypytywała cię o szczegóły, ale powiedz, czy to ma jakiś związek z Kapturnikiem?
Adrian zająknął się.
- Dziękuję - odparła, otrzymawszy satysfakcjonującą odpowiedź.
Z Martą poznali się kilka lat temu przez wspólnych znajomych. On kończył pedagogikę, a ona rozpoczynała staż w gazecie. Była zacietrzewiona i gotowa do potyczek słownych. Przekonana, że pozjadała wszystkie rozumy, trochę jak Natalia, ale na inny sposób.
Podczas pierwszego spotkania pokłócili się, a potem spotkali się kolejny raz i... wyszła jeszcze większa awantura. Można było podejrzewać, iż znajomi ponownie ustawili ich spotkanie dla walorów komediowych, bo Adrian i Marta z miejsca poszli w pompatyczne i agresywne odzywki.
- Pan z tym nastawieniem to powinien system edukacji naprawić!
- Pani z takim talentem Nagrodę Pulitzera dostanie!
Kąśliwości z czasem zmieniły się w czułości, a Adrian i Marta w końcu zamieszkali razem.
Marta jest zupełnie inna od Natalii - pomyślał, stając w kolejce sklepowej, gdzie dobiegł go znajomy głos.
Tuż za nim ustawiła się Natalia w towarzystwie rosłego faceta. Dziewczyna szczebiotała mężczyźnie chwilę o serwetkach, po czym dostrzegłszy Korbę zawołała:
- Adrian!?
- Cześć - odparł, podając jej rękę na przywitanie.
Obok stanęła Marta. Doszło do oficjalnej prezentacji.
- Marta, moja dziewczyna. Natalia, koleżanka ze szkoły.
- Adrian. Robert, mój narzeczony – odwzajemniła się tym samym.
- Nie widzieliśmy się całe wieki - stwierdził z uśmiechem Korba. - Przyjechaliście z wizytą do ojca?
- Właściwie to bierzemy ślub - odparł Robert. - Natalka chciała zorganizować wesele w rodzinnych stronach.
- Gratuluję.
- Dziś wieczorem urządzamy niewielką imprezę. To bardziej przyjęcie z mojej inicjatywy, bo chcę poznać przyjaciół Natalki - mówił. - Może wpadniecie?
- Sam nie wiem... Mieliśmy... - tłumaczył ukradkiem spoglądając na Martę.
Ta jednak postanowiła mu nie pomagać.
- Tak! - zawołała z nową energią Natalia. - Powinniście przyjść! Będą Domino i Leszek.
Po chwili coś ją tknęło. Dlaczego nie zaprosiła na ślub Adriana? Czy to miało znaczenie? Jakieś dziwne poczucie niesprawiedliwości szarpnęło dziewczyną.

***


Kamera uchwyciła widok na szarzejącą polanę w chłodnym, popołudniowym słońcu. O tej porze roku zmrok zapadał szybko, co nastręczało dodatkowych problemów ze zdjęciami. Przydałby się lampy dla poprawienia zaciemnionego obrazu, ale wtedy straciłby realizm. I tak źle i tak niedobrze.
Krystian Herman jako zapalony filmowiec liczył osiągnąć ogromny sukces jako twórca reportaży o seryjnych mordercach. Nie bez znaczenia były tu dwie sprawy; pierwsza demograficzna, Krystian urodził się w Lipkach i przez to w pewien sposób odczuwał silny związek z mroczną przeszłością miasteczka. Siła związku nasiliła się z drugą sprawą, śmiercią koleżanki z klasy. Teraz czuł się niemal w obowiązku stworzyć film o Lipkach i potwornym fatum wiszącym nad miastem.
- Fatum wiszące... Nie... spowijające... - powtórzył sobie wyuczony tekst. Po kilku sekundach zaczął mówić do kamery:
- Hejka, straszaki! Dzisiaj specjalnie dla was robię nowy challenge! Spędzę noc na polanie! - jego głos momentalnie opadł z entuzjazmu. - Na wstępnie zaznaczę, zanim doczepi się mnie jakiś kretyn z commentary. Na tej polanie kilka dni temu zginęła moja koleżanka z klasy, a sprawcy jeszcze nie ujęto także to całkiem duże wyzwanie! Mogę nie przeżyć, a więc proszę was o lajki, suby, a jeśli dobijecie do tysiąca następną spędzę noc w nawiedzonym domu.
Ostrożnie ruszył zarośniętą ścieżką prowadzącą wzdłuż drogi.
- Jest bardzo strasznie - dodał.
Nagle z szosy na polanę zbiegła zakapturzona postać z toporkiem w łapach. Zamachnęła się siekierką, ale chłopak zdołał odskoczyć. Zrobiwszy niepewny krok do tyłu Krystian upadł w wysokie zarośla. Na całe szczęście cały czas pamiętając o dobrym ustawieniu kamery.
Napastnik pomógł mu wstać.
- Oświetlenie jest do dupy - stwierdziła Iza Kosik występująca w roli zakapturzonej postaci.
Krystian przejrzał nagrany materiał, ale nie odezwał się, ani słowem.
- A tak w ogóle to nas tu nie powinno być - dodała.
- To publiczne miejsce.
- Ale zamordowano tu człowieka.
- A my szukamy prawdy!
- Prawdy? Myślałam, że kręcimy filmik dla beki. Jeśli moja siostra dowie się, że ci pomagam tworzyć takie bzdury... - powiedziała ze zgrozą.
- Tak, bo akurat ona robi coś wartościowego w Internecie - odparł życzliwie.
Kapturnik przysłuchujący się od dłuższej chwili rozmowie pary nastolatków postanowił już dłużej nie czekać z wejściem. Początkowo z zaciekawieniem oglądał duble scenki, w której Kosikowa... to znaczy Kapturnikowa atakowała Krystiana, ale każde kolejne wydawało mu się bardziej komiczne. Odliczył do trzech i wyłonił się z zarośli zaciekawiony jaką reakcję wywoła u nastolatków.
Iza i Krystian spoglądali na niego w milczeniu.
- Musimy uciekać - wymamrotał ze zgrozą Krystian.
- Dlaczego?
- Bo oglądam horrory i wiem, że zamaskowany koleś z siekierą nie wróży nic dobrego.

***


Na kolacji przed ślubnej u Natalii i Roberta gościło sześć osób. Poza młodymi byli jeszcze ojciec przyszłej panny młodej, jej dwie druhny Asia i Dominika wraz mężem oraz zaproszeni w ostatnim momencie Adrian i Marta. Najgłośniejszy z nich był pan Władzio. Z dumą wychwalał zięcia podkreślając jak ogromne szczęście spotkało jego córkę, a bo to Robert taki przedsiębiorczy, inteligentny, pracowity. Natalia we własne szczęście nie wątpiła, ale z pewnością nie cechami wymienionymi przez ojca rozkochał ją w sobie.
Wszystko zaczęło się od rozmowy telefonicznej, służbowej, dość sztywnej i niezwiastującej wielkiej miłości. Robert zadzwonił do zakładu wulkanizacyjnego Kozłowskich z zapytaniem o opony. Telefon odebrała Natalia, która w tamtym czasie pomagała ojcu w pracach biurowych.
Szczebioczący głos zauroczył Roberta tak silnie, iż do końca dnia nie potrafił myśleć o niczym więcej. Kim mogła być wspaniała istota po drugiej stronie słuchawki? Otumaniony, spętany, wręcz zniewolony postanowił zadzwonić raz jeszcze, ale tym razem z komplementem dla właścicielki szczebioczącego głosu. Natalia łaskawie przyjęła komplement. Rozmowa rozciągnęła się na kilka godzin i brutalnie dobiegła końca z pojawieniem się pana Władzia, który nie mógł dodzwonić się do firmy.
- To takie romantyczne! - stwierdziła Asia. - Prawie jakbyście pisali do siebie listy tylko dzwoniąc!
Za namową przyjaciółki Natalia dała się zaprosić rozmówcy na pierwsze spotkanie. Robert Mantaj mógł być człowiekiem przedsiębiorczym, inteligentnym oraz pracowitym, ale dla niej był przede wszystkim dobry, czuły i kochający. Trzy lata później planowali ślub. W międzyczasie Robert podjął współpracę z panem Władziem wykazując się przedsiębiorczością, inteligencją i pracowitością.
- Nie chciałam wierzyć, gdy Adrian powiedział mi, że jego koleżanka jest autorką Złowrogiego lata - stwierdziła Marta. - Fantastyczny debiut literacki. Czekam na kolejną książkę.
- Na kolejną będziesz musiała jeszcze poczekać - przyznała Dominika. - Jestem na razie w trakcie zbierania materiałów i wszystko jest w powijakach.
Marta pomyślała o zbrodni dokonanej kilka dni wcześniej, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Nawet jeśli dziwnym zbiegiem okoliczności dokonano morderstwa teraz, gdy do miasta zjechali bohaterowie poprzedniej masakry impreza państwa młodych nie wydawała się dobrym momentem na pytania odnośnie Kapturnika.
- To prawda, że książka jest oparta na faktach? - spytała.
Adrian spojrzał na swoją dziewczynę z niezadowoleniem, a ona z miną niewiniątka mrugnęła, jakby odpowiadając, nie pytam o Kapturnika, tylko o Złowrogiego.
- Mniej więcej - odparła, spoglądając kątem oka na męża.
- Leszku, a ty? - spytała Natalia wyraźnie zirytowana rozmową o mordercach. - Nadal tworzysz muzykę?
Matuszewicz zmarszczył brwi. Podniósł kieliszek do ust i szybko odstawił.
- Hobbistycznie. Zawodowo organizuję imprezy w klubach muzycznych, a didżejka, czy piosenki to już inna para butów.
Dalej rozmowa zeszła na tematy około alkoholowe. Z czasem przy stole uformowały się dwie grupy dyskutujące we własnych gronach. Pierwsza rozmawiała o sukienkach ślubnych i trudach ich poszukiwań, zaś druga omawiała muzykę weselną.
Kolacja przedłużyła się do północy. Adrian wyszedł przed dom, aby rozprostować nogi i zaczerpnąć świeżego powietrza. Po chwili dołączyła do niego Natalia. Przez chwilę oboje stali w milczeniu, spoglądając w dal ciemnego podwórka.
- Tata sądzi, że powinniśmy zamieszkać w Lipkach, a Robert uważa, że to świetny pomysł.
- A ty?
Natalia oparła się o płotek i głośno westchnęła.
- E, zbyt dużo wspomnień.
- Rozumiem - przyznał i od niechcenia spojrzał w stronę drzewa, na którym znaleźli kiedyś trupa woźnego.
- Sporo złych, ale też dużo dobrych - uśmiechnęła się na myśl o ich pierwszym pocałunku, tam w dole drogi.
Bez słowa ruszyli na przechadzkę ścieżką oddzielającą domy działkowe od łąki.
- Marta wydaje się być fajna.
Adrian nie odpowiedział. Szargały nim wątpliwości. Siłował się z nimi jeszcze przez chwilę, a potem wypalił:
- W nawiedzonym domu znowu kogoś zamordowano. Jedną z moich uczennic - doprecyzował.
- Ale jak... znaczy coś słyszałam... to...
- Wiele wskazuje na naśladowcę Kapturnika.
- Czy grozi nam niebezpieczeństwo?
Nie potrafił odpowiedzieć. Teraz dopiero pogratulował sobie koncertowej głupoty. Po co jej o tym powiedział? Mógł zamilknąć! Przynajmniej dzisiaj. Natalia brała ślub i ostatnią rzeczą, którą chciała usłyszeć była informacja o kolejnym wariacie biegającym z siekierą.
Przeszli w ponurym milczeniu jeszcze kilka metrów, gdy rozległ się krzyk. Intuicyjnie pobiegli przed siebie, aby zatrzymać się w miejscu, gdzie kończył się chodnik, a zaczynała piaszczysta szosa, wokół której posadzono niewysokie iglaki – za nimi zaczynała się łąka.
Z przeciwnej strony szedł… klaun. Miał na sobie zbutwiałe ubrania i maskę zszytą ze strzępów materiału, na której wybijał się bladoczerwony uśmiech. W dłoniach ściskał młot.
- To on – wyszeptała dziewczyna.
Spoglądali na dziwaka, gdy ten z gardłowym, niepodobnym do niczego, wrzaskiem ruszył w ich stronę. Para zaczęła uciekać. Korba w pewnym momencie złapał Natalię w pasie i ściągnął ją z drogi. Przelecieli przez ścianę z drzewek i sturlali się w gąszcz. Klaun pobiegł dalej.
- To on, prawda? – wyszeptała Natalia. – Nowy morderca.
Nie musiał odpowiadać. Jeszcze przez chwilę dla bezpieczeństwa posiedzieli w krzakach, gdy z zarośli po przeciwnej stronie wybiegli Krystian i Iza.
- Co wy tu robicie? – ryknął na nich Adrian.
- Ściga nas Kapturnik – wymamrotał chłopak.

***


Młody mężczyzna przez chwilę przyglądał się własnemu odbiciu w lustrze. Do granatowej marynarki dobrał spodnie tego samego koloru. Strój leżał na nim doskonale. I jedynie blizny ciągnące się po szyi i kawałku policzka mocno korespondowały z wyglądem młodzieńca. Odwrócił się lewym profilem. Na moment zapomniał o poparzeniach.
- Potrafi pani wiązać śledzia? – zwrócił się do dziewczyny stojącej obok przebieralni.
Sprzedawczyni pomogła zawiązać krawat.
- To jakaś wyjątkowa okazja? – zapytała, gładząc marynarkę.
- Koleżanka ze szkoły bierze ślub i chcę sprawić jej niespodziankę – oznajmił z zadowoleniem Paweł Ostrowski.

Slasher 4. Ostatni rozdział - seria 4

UWAGA! SPOILERY! 

Slasher 4. Ostatni rozdział
Pierwszy rozdział
Trup... znowu
Ostatni rozdział
Giń, klaunie
Ilość rozdziałów
8 rozdziałów
Czas akcji
październik - listopad 2019
Miejsce akcji
Lipki
Antagonista
Furiat
Krwawy Kapturnik
Poprzednia część
Slasher 3. Mordercze lato
Kolejna część
Powiązania
Slasher
OpisDziesięć lat po tragicznych wydarzeniach, mieszkańcy małego miasteczka muszą ponownie zmierzyć się z seryjnym mordercą.


Spis treści
Rozdział Tytuł
1 25
Trup... znowu
2 26
Nieszczęśliwa gwiazda
3 27
Mistrz i uczeń
4 28
Czerwony welon
5 29
Halloween
6 30
Po drugiej stronie maski
7 31
Martwica
8 32
Giń, klaunie

Główni bohaterowie:

Adrian Korba

Natalia Kozłowska

Paweł Ostrowski

Marta Walewska

Leszek Matuszewicz

Konrad Brzęcki

Dominika Matuszewicz

Robert Mantaj

Joanna Łysiak

Krystian Herman


Postaci drugoplanowe:

Andrzej Burski

Karolina Kosik

Kinga Kwietniewska

 

Jowita Dotsenko

Artem Dotsenko

Iza Kosik

Kajetan

Władzio Kozłowski

Marysia Kubińska

Dimitri Dotsenko

Wanda Kozłowska

Wiktoria

Dawid

wuj Bogdan

doktor Donald Lomis

 

Postaci epizodyczne

Małgosia Stawicka

Bartosz Różewicz 

Gabrysia

ekspedientka

czwartek, 12 września 2024

Florian Złowrogi

 UWAGA! SPOILERY! 

Florian Złowrogi

Debiut
Slasher. Pierwsze żniwa
Ostatni występ
Kill count
0
Wiek
48
Zawód
Szlachcic
Miejsce zamieszkania
Staraszewo
Ulubiony slasher
Brak
Status
Nie żyje
Relacje Wanda (żona)
Stasia (córka)
dziecko (wnuk)
Bartek (potomek)
Jowita (potomkini)

 

Historia

Slasher 3. Pierwsza krew


Cytaty:

Z (Slasher. Pierwsza krew):

"Nn".

Stasia Złowroga

 UWAGA! SPOILERY! 

Stasia Złowroga

Debiut
Slasher. Pierwsze żniwa
Ostatni występ
Kill count
4
Wiek
17
Zawód
Szlachcianka
Miejsce zamieszkania
Staraszewo
Ulubiony slasher
Brak
Status
Nie żyje
Relacje Florian (ojciec)
Wanda (matka)
dziecko (syn)
Bartek (potomek)
Jowita (potomkini)

 

Historia

Slasher. Pierwsze żniwa

Zakochuje się w Bolku, z którym zachodzi w ciążę. Zmanipulowana przez chłopaka wykrada z domu kosztowności. Gdy poznaje prawdziwe zamiary ukochanego wpada w morderczy szał. Zabija Bolka, służącą oraz rodziców. Winą za morderstwa obarcza ojca. 

Po pierwszych żniwach

Wraz z synem swoim i Bolka wiedzie samotne życie w posiadłości. Majątek z czasem zostaje wyprzedany. Jej pra pra wnuczką jest Jowita Pawlicka. 

Cytaty:

Tytuł (Slasher. Pierwsze żniwa):

"Stasia została pierwszą w historii staraszewską final girl".

Waciakowa o Stasi (Slasher. Pierwsze żniwa):

"Przecież Stasia jest głupia, nierobotna, nieciekawa".

Ignorancja (Slasher. Pierwsze żniwa):

"Mijała parobków myśląc, dlaczego wszyscy są tacy smutni? Ani jeden nie potrafił odwzajemnić jej uśmiechu, życzyć miłego dnia albo przyjaźnie skinąć głową na powitanie. Możliwe, że to z biedy – pomyślała".

"Sceptycyzm Bolusia zaczynał ją męczyć. Co takiego mogło się wydarzyć? No najwyżej ojciec wygna chłopaka ze wsi, chociaż to mało prawdopodobne".

sobota, 7 września 2024

Mela

 UWAGA! SPOILERY! 

Mela

Debiut
Kuzynka (Slasher 3. Mordercze lato, rozdz.1)
Ostatni występ
Obóz podszyty strachem (Slasher 3. Mordercze lato, rozdz.8)
Inne występy
Slasher. Pierwsze żniwa
Kill count
0
Wiek
17
Zawód
Uczennica
Miejsce zamieszkania
Staraszewo
Ulubiony slasher
Scream 2 (1997)
Status
Żyje
Relacje Jowita (koleżanka z drużyny)
Kasia (biała) (koleżanka z drużyny)
Paulina (koleżanka z drużyny)
Kasia (czarna) (koleżanka z drużyny)
Lidka (koleżanka z drużyny)
Zosia (koleżanka z drużyny)
Adrian (trener) 
Natalia (trenerka)

 

Historia

Slasher 3. Mordercze lato

Należy do drużyny siatkarskiej Glonojadki.

Cytaty:

Zosia o dziewczynach z drużyny (Slasher 3. Mordercze lato, rozdz.6):

"Nie polubiła czarnej Kasi od pierwszego wejrzenia. W zasadzie to nie lubiła żadnej z Glonojadek i tylko ze względu na Adriana hamowała emocje, w których natłoku miała ochotę ugryźć jedną lub dwie z tych dziewczyn".

Slasher. Pierwsze żniwa (1)

Nocy z 8 na 9 sierpnia roku 1876 w Staraszewie rozegrały się dwie tragedie o różnych siłach natężenia emocjonalnego i fizycznego, które zyskały niechlubne miano Nocy Złowrogiego Czynu.
Pierwsza dotyczyła Stasi, córki Floriana Złowrogiego. Hrabianka Stanisława ogłosiła przy kolacji, iż kocha parobka, planuje z nim ślub, a tak w ogóle to spodziewa się dziecka. Wszystko wbrew woli ojca, ma się rozumieć. Wyznanie zszokowało tatusia, mamusię i panią Bernadettę. Służka zamilkła, mamusia zapowietrzyła się, a przed oczyma tatusia pociemniało. I wszystko to przyłożyło się do późniejszych, krwawych zdarzeń.
Hrabia Florian wpierw poczerwieniał na pysku, potem zmienił barwę na granatową, aż wreszcie na siną. I utrzymując się już w tej kolorystyce wpadł w szał. Powiedział wiele słów odnośnie kawalera, któremu osobiście urwie to, co mu między nogami dynda, Stasi, że głupia, a bękart, że niepotrzebny.
Matka z właściwym sobie spokojem spytała, jak przyszłość swoją i dziecka wyobraża sobie Stanisława. Dziewczę niezbyt przejęte szalejącym ojcem odparło, że bez zmian. Z tym, że teraz weźmie ślub z Bolkiem. A, i zamieszkają w dużym, wolnym pokoju, bo jej jest stanowczo za mały. Dziecko, czy jak tatuś woli – mówiąc to spojrzała na ojca z dezaprobatą – bękart będzie kimał u pani Bernadetty, bo to jednak płacze nocami.
Kontakt z rzeczywistością okazał się mniej przyjemny. Wanda Złowroga oświadczyła, że i ona, i Boluś i dziecko, czy jak Florian woli – spojrzała przy tym troskliwie na męża – bękart wstępu do domu nie mają i skoro Stasia potrafiła dla parobka rozum stracić to w domu rodzinnym nie ma już czego szukać.
Stanisława informację o wydziedziczeniu przyjęła źle. Rzuciła talerzem w matkę, ojca przeklęła, aby finalnie w pełnej dramaturgii histerii wybiec z pałacyku.
Drugą tragedią tamtej nocy była śmierć Bolusia, która nadała ton i powagę legendzie Złowrogiego. Pogrążony w amoku Florian odwiedził parobka. Wywiązała się walka między niedoszłymi, teściem, a zięciem. Dokładny przebieg pojedynku nie był znany i dzieli zagorzałych badaczy historii slasherycznych na dwie grupy. Pierwsza uważa, że morderstwo zostało dokonane w afekcie, a szaleństwo naszło potem. Druga przypuszczała, że Florian zwariował po atrakcjach zaserwowanych przy kolacji przez córkę. Tak czy inaczej hrabia złapał za leżący na stole nóż i dźgnął dziecioroba w brzuch. Ten zwinął się ze świata w przeciągu kilku chwil. Złowrogi w amoku wywlókł ciało amanta na pole kukurydzy. Tam zaczęła się cała staraszewska masakra za pomocą nożyka. Morderca rozpruł ofierze brzuch, a następnie umieścił w nim kamienie. Następnie zawiesił denata na palu pośród kukurydzy.
- No… Przynajmniej po śmierci się do czegoś nadasz! Będziesz odstraszał ptaki z pola! - zawołał, zanosząc się śmiechem godnym czubka.
Będąc w dalszym ciągu w morderczym nastroju Florian wrócił do swojego pałacyku. Zabił żonę oraz panią Bernadettę. W jakiejś niezrozumiałej sekwencji zdarzeń usiłował odebrać życie również córce, aby ostatecznie samemu wyskoczyć przez okno i zginąć. Stasia została pierwszą w historii staraszewską final girl.

***


Dworek Złowrogich górował nad malutkim miasteczkiem niczym baśniowy zamek nad królestwem. W przeciwieństwie do bajkowego odpowiednika nie magia wprawiała go w ruch, ale ludzie pracujący wokół. Rodzina zatrudniała służbę, z czego jedynie Bernadetta była stałą pomocą, oraz miejscowych chłopów przy gospodarstwie. W okresie żniw liczba zatrudnionych wzrastała nawet kilkukrotnie. Pan Florian dorobił się majątku podczas zagranicznych wyjazdów. Nawet ci, którzy za nim nie przepadali musieli mu oddać, iż był człowiekiem pracowitym, a majątek dzielnie pomnażał, zmieniając miasteczko w prywatny folwark.
- A to prawda, że Florian i Wanda będą wydawać córkę za mąż? – spytała Waciakowa na powitanie.
- Nic mi nie wiadomo – ucięła Bernadetta.
- Mój Janeczek wspominał, że Florian i Wanda zapraszają w gości jakichś młodzieńców – ciągnęła.
Bernadetta lubiła plotki, można powiedzieć, że dbała o przebieg informacji pomiędzy dworkiem Złowrogich, a kulącym się pod jego stopami miasteczkiem z niemal zawodową precyzją. Nie przepadała jednak za Waciakową. Było to babsko z kategorii bezwstydnych plotkar, które łapie ciężki oddech wyłącznie w przerwach między mieleniem ozorem.
- Ciekawe, czy w interesach czy na swaty – rzuciła zachęcająco.
- Na jedno wychodzi! – przerwała jej Wiesia Korczakowa. – Złowrodzy nie wydadzą córki za byle burka ze Staraszewa. Wanda zięcia z bajki wyciągnie choćby z podziemi.
Bernadetta uśmiechnęła się do przedmówczyni. Były sąsiadkami zza płotu, miały dzieci w podobnym wieku i żywiły równą niechęć do Waciakowej. W obecności Wiesi postanowiła uchylić rąbka tajemnicy:
- Szukają jej kawalera, ale takiego… - zawahała się – dystyngowanego.
- Też mi coś! – wzgardziła Waciakowa. – Przecież Stasia jest głupia, nierobotna, nieciekawa. Gdzie jej kogoś dystyngowanego!?
- Za to ta twoja to szczyt dystyngowania! - odburknęła Korczakowa, po czym zwróciła się do Bernadetty:
- A co na to Stasia?
- Jeszcze o niczym nie wie. Temat wyszedł wczoraj. Dlatego proszę, abyście nie roznosiły pierdołów – spojrzała na Waciakową.
- Ja nie chodzę z pierdołami! – odparła zagniewana. – Pierdoły to są jak ktoś głupoty gada, a ja mówię samą prawdę!
- Prawda objawiona! – przeżegnała się Wiesia.
- A może nie? Stasia to nawet dzień dobry nie potrafi odpowiedzieć. Łapię ją ostatnio i mówię, dzień dobry wać panno, a ona idzie dalej bez słowa! Potraktowała mnie jak powietrze!
- Dzień dobry! – do starych plotkar dołączyła córka Bernadetty.
- O, Ilonka! – wyszczerzyła zęby Waciakowa. – Właśnie rozmawiamy z twoją mamą o Stasi! A wiesz, że będzie ślubować? A ty co? Nadal nie masz żadnego chłopca? Taka ładna, a nie masz żadnego chłopca. Taka sprawiedliwość!
Bernadetta poważnie zastanawiała się nad uduszeniem Waciakowej. Ewentualnie stuknięciem jej w łeb czymś ciężkim.
- Nie – odpowiedziała Ilona.
Wścibskie babsko zauważyło oznaki speszenia u dziewczyny i postanowiło ciągnąć dalej:
- A może jednak masz jakiegoś chłopca, co? Bernadetta mogłaby wreszcie pomóc w odchowaniu własnych wnuków, a nie cudzych.
Bernadetta zaczęła rozglądać się za jakimś kamieniem.

***


Stasia spoglądała na pola ciągnące się wzdłuż drogi. Złote łany zlewały się w żółty ocean rozbijający się dopiero o szare pnie drzew w oddali. Gdzieś na granicy pola z lasem po raz pierwszy spotkała Bolusia. Zadrżała wewnątrz na myśl o miłości swojego życia.
Podobnie jak dzisiaj i wtedy przyjechała z ojcem. Florian rozmawiał z pracownikami, nie zwracając uwagi na znudzoną córkę. Stasia zeskoczyła z wozu i ruszyła ścieżką wzdłuż pola. Mijała parobków myśląc, dlaczego wszyscy są tacy smutni? Ani jeden nie potrafił odwzajemnić jej uśmiechu, życzyć miłego dnia albo przyjaźnie skinąć głową na powitanie. Możliwe, że to z biedy – pomyślała.
Znużona wycieczką postanowiła przycupnąć na końcu ścieżki skąd miała widok na kukurydzę. Błogi spokój zakłócił okropny, chropowaty dźwięk przypominający…
- To brzmi jak wóz z gnojem zjeżdżający z góry – dokonała identyfikacji dźwięku.
Z flegmatyzmem godnym hrabianki spojrzała w stronę, z której napływał, coraz głośniejszy hałas. Ku niej mknął rozpędzony wóz z gnojem. Stanisławę sparaliżował strach. W ułamku sekundy wóz wykoleił się, a jego zawartość wystrzeliła w niebo. W tej samej chwili pojawił się Bolek. Chłopak zdecydowanym ruchem objął dziewczynę w pasie i pociągnął do tyłu. Obornik spadł w miejsce, w którym stała przed chwilą. Kilka centymetrów dzieliło ją od tragedii, a wszystko dzięki młodzianowi.
- Czy to ty? – spytała drżącym głosem. – Zatrzymałeś bryczkę ręką?
- E, sama się przewróciła – odparł zwyczajnie. – Ja tylko panienkę odciągnąłem.
- Uratowałeś mi życie – jej głos nabrał melodramatyzmu.
- E, kurze gówno nie zabija.
Kilka dni później miała ponownie spotkać Bolusia. Wtedy jej uczucia do niego – nieopisane, niezwykłe i potężne – miały wybuchnąć ze wzmożoną siłą. Czekała na niego na leśnej polanie, gdy zjawił się, opanowała ją dziwna niemoc.
- Jesteś niemożliwie szybki i silny, a twoja skóra jest spieczona od słońca – przemówiła. – Czasem mówisz jakbyś był z innej warstwy społecznej. Nie widziałam, abyś pił wino.
- Nigdy nie piję wina – powiedział z transylwańskim akcentem.
- Ile masz lat?
- Dwadzieścia.
- Od jak dawna? – głos Stasi drżał niczym galaretka truskawkowa.
- Skończyłem dwadzieścia lat dwa miesiące temu – dał jej chwilę, aby oswoiła się z myślą, iż zakochała się w starszym o trzy lata chłopaku, po czym przeszedł do najważniejszej części rozmowy:
- Wiesz kim jestem. Powiedz to głośno. Mów!
- Parobkiem.
- Boisz się?
- Nie – odparła, a nim ten zdążył coś odpowiedzieć, rzuciła mu się w ramiona.
Od chwili ich pierwszego spotkania mijały właśnie cztery miesiące, a od jakichś dwóch towarzyszył im problem dzieciaka.
- Twoi rodzice nie pozwolą nam się pobrać – oznajmił krytycznie Bolek.
- Kochamy się, a oni tego nie zmienią!
- Mnie wygnają ze Staraszewa, a ciebie zamkną w jakimś klasztorze do czasu porodu.
Sceptycyzm Bolusia zaczynał ją męczyć. Co takiego mogło się wydarzyć? No najwyżej ojciec wygna chłopaka ze wsi, chociaż to mało prawdopodobne.
- Mój ojciec – zaczęła bezrefleksyjnie. – Trzyma w swoim gabinecie rodzinne klejnoty. W razie czego moglibyśmy sprzedać je i rozpocząć życie w innym mieście – realia były Stasi zupełnie obce, ale nie przejmowała się tym faktem.
Zagadnienie ojcowskich kosztowności, kiedyś mających przejść w jej posag, rzuciła wyłącznie dla uspokojenie chłopaka.
- Dobry pomysł – ożywił się Bolek. – Zrobimy tak… - w jednej chwili w oczach Stasieńki chłopak stał się bardzo władczy i jeszcze wspanialszy niż dnia, w którym uratował ją przed kurzym gównem. – Nie wspominaj rodzicom o mnie i dziecku. Wróć do domu, zabierz klejnoty, a potem uciekniemy razem ze Staraszewa.
Stasia okazała drobne zawahanie, ale ostatecznie przystała na plan ukochanego.

***


- Kto by chciał wychowywać bachora na tym klepowisku? – spytała rozzłoszczona Ilona. Nie czekając na odpowiedź dodała:
- Nie chcę być jak moja matka i jej koleżanki, których jedyną rozrywką jest poranne mielenie ozorem na rynku!
- Bardzo musiała cię ta Waciakowa zdenerwować – zaśmiał się.
- Męczy mnie po prostu to ukrywanie naszego związku. I co gdyby nawet o nas wiedzieli?
- Mogłoby dotrzeć jakoś do Stasi – wyjaśnił ostrożnie Bolek – i byłaby awantura na całą wieś.
Ilona wzruszyła ramionami. W zaistniałej sytuacji autentycznie chciało jej się beczeć.
- Zaufaj mi – powiedział, przytulając dziewczynę. – Córka Złowrogiego przyniesie mi dzisiaj jakieś pieniądze ojca i będziemy mogli uciekać stąd. Tylko ty, ja i nasze dziecko.
- Ona dla ciebie nic nie znaczy, prawda?
Dla Bolka niewiele rzeczy miało jakiekolwiek znaczenie. Ilona, Stasia, jedno dziecko, drugie dziecko. Tak naprawdę chciał opuścić wieś, zamieszkać w Katowicach, dorobić się. W tym planie nie było miejsca na nikogo poza nim samym.
- Nie – odparł chmurnie. – Tylko ty, ja i nasze dziecko.

***


Stasia wybiegła z domu do piersi przyciskając sakiewkę z klejnotami. Biegła na oślep z nieuzasadnionym uczuciem, że ojciec już wie o jej przewinieniu. Pewnie właśnie wyruszył za nią pościg! Och, odbiorą jej kosztowności, wygnają Bolusia, a ją wsadzą do więzienia. Zatrzymała się na końcu długiej kamienistej drogi i po raz ostatni spojrzała na dom rodzinny niknący w oddali.
Może powinna wrócić i przeprosić ojca? Nie! On niczego nie zrozumie! – tego była pewna.
Zeszła na ścieżkę prowadzącą między rzędami kukurydzy. Za dnia złociste rośliny, nocą przybierały upiorny brudno-żółty odcień. Każdy szelest wiatru pomiędzy ich liśćmi był jak szyderczy chichot.
W końcu stanęła przed chatą Bolka. Bolały ją nogi, z trudnością łapała oddech, a policzki płonęły od emocji. Intuicyjnie czuła, że z fryzurą również zadziało się coś niedobrego. Wszystko wszystkim, ale nie mogła tak pokazać się miłości swojego życia. Przed wejściem postanowiła doprowadzić się do porządku i wtedy usłyszała:
- Córka Złowrogiego przyniesie mi dzisiaj jakieś pieniądze ojca i będziemy mogli uciekać stąd. Tylko ty, ja i nasze dziecko.
- Ona dla ciebie nic nie znaczy, prawda?
- Nie.
Po tych słowach jakaś obca dziewucha opuściła dom Bolka. Stasia jeszcze przez chwilę zastanawiała się, co miało znaczyć to wyznanie. No jakby go nie interpretowała stawiało ukochanego w złym świetle.
Niewiele myśląc wpadła do domu robiąc Bolkowi awanturę jakiej w Staraszewie jeszcze nie widziano. W trakcie kłótni Stasia złapała za nóż i niczym bogini zemsty rozpruła nim brzuch niewiernego kochanka.
Trup leżał jakieś półgodziny, ale jego obecność wcale nie poprawiała nastroju Stasi. Procesy szaleńcze, niezwykle kreatywne, podsunęły dziewczynce makabryczny dodatek do zbrodni. Skradzione klejnoty postanowiła wepchać do brzucha chłopaka. Tak przyszykowane zwłoki wyniosła na pole.
W późniejszych legendach wspominano o tym, iż Złowrogi swoją ofiarę zawiesił na tyczce, aby imitowała stracha na wróble, ale w dużej mierze były to bzdury. Ciało było zbyt ciężkie, aby zawisnąć na lichej konstrukcji, a więc Stasia wyłącznie oparła denata o strzegącą pola kukłę. Ostatnim elementem wizualnym był worek, który założyła mu na niewierny łeb.
- No… Przynajmniej po śmierci się do czegoś nadasz! Będziesz odstraszał ptaki z pola! - zawołała, zanosząc się śmiechem godnym wariatki.

***


Mimo późnej godziny żaden z domowników nie mógł zasnąć. Florian i Wanda debatowali na temat przyszłości córki i jej wybranka. Hrabia chodził po sypialni kręcąc głową i przeklinając parobka. Jego żona powoli oswajająca się z myślą o stasiowej głupocie nazwała nawet jeden raz bękarta wnukiem. Z kolei Bernadetta wytrwale stała pod drzwiami podsłuchując. Była pewna, że nazajutrz w Staraszewie nastąpi eksplozja, chociaż nie wiedziała, że do ów eksplozji przyłożą się trupy.
Niezauważona przez nikogo Stasia wróciła do domu. Na całe szczęście dla niej podczas zażartej awantury nikt nie zwrócił uwagi na skradzione kosztowości. Mogła je odłożyć na miejsce, potem po cichu wrócić do pokoju, a Bolek niech idzie do diabła!
Oprzytomniała dopiero w ojcowskim gabinecie. Klejnoty spoczywały w brzuchu stracha na wróble i nic nie wskazywało na to, że zmienią one swoje miejsce pobytu. Tego co się stało już nikt nie cofnie. Bolek, ta świnia zdradził ją i oszukał.
Jak mógł? Po tym wszystkim, co przeżyliśmy razem? Lepiej byłoby dla wszystkich, gdybym wtedy zginęła pod wozem z gnojem – pomyślała.
Po tych słowach wyciągnęła z sejfu rewolwer Floriana. Zaśmiała się.
- Dzień porządków!
W szaleńczym pośpiechu dyktowanym zapewne utratą reszty rozumu wbiegła na korytarz, gdzie pierwsza napatoczyła jej się podsłuchująca pod drzwiami Bernadetta.
- Wywóz śmieci! – zachichotała, strzelając służącej w głowę.
Huk wywabił z sypialni Wandę. Kobieta nie zdążyła zareagować. Stasia strzeliła jej między oczy, a potem wbiegła do pokoju. Ojciec stał w oknie balkonowym w dość dziwnej pozycji. Szybko dotarło do Stanisławy, że w przeciwieństwie do matki, ojciec chciał uciekać przez balkon.
Widok kochanego taty na moment oprzytomnił ją. Z kolei Stasia w rozdartej sukience, rękoma do łokci zabarwionymi na czerwono, umorusaną twarzą i bajzlem na głowie przystopowała jego zamiary.
- Co się stało? Czyja to krew? – pytał, łapiąc córkę za nadgarstki.
Dziewczyna wypuściła z ręki broń.
- Zabiłam go… Tego chłopaka – wymamrotała. – Bolek… On…
- Nieważne – powiedział Florian. – Wszystkim się zajmę. Teraz najważniejsze jest, abyś wyjechała na jakiś czas.
- Chcesz mnie oddać?
- Nie. Musimy tylko uważać, żeby nikt nie dowiedział się, że ty i ten chłopak.
- Jesteś taki sam! – krzyknęła.
Szaleństwo na nowo owładnęło umysł Stasieńki. W amoku pchnęła ojca, a ten straciwszy równowagę wypadł za balustradę, aby finalnie zahaczyć głową o ostre pręty ogrodzenia. Stasia przez chwilę w ciszy przypatrywała się Florianowi pokracznie zwisającemu z płotu. Krew spływała na chodniczek barwiąc go na czerwono. Zaśmiała się. Po chwili chichot przeszedł w rozpaczliwy jęk.
- Ratunku! Ratunku! Mój tatuś morduje!
Rano Stanisława Złowroga opowiedziała o zdarzeniach mających miejsce nocą na ich dworku. Po tym jak ojciec dowiedział się o związku córki z parobkiem pojechał gdzieś na kilka godzin. Tu dziewczyna zaznaczyła, że obawia się o życie Boleczka. I zgodnie z jej przeczuciami miejscowe władze dokonały makabrycznego odkrycia na polu kukurydzy.
Po powrocie do domu ojciec zastrzelił panią Bernadettę, mamusię, a potem próbował odebrać życie córce, która w akcie desperacji wypchnęła go przez okno.
Z dnia na dzień na Stasię Złowrogą spadły obowiązki, z którymi wcześniej nie miała styczności. Lata mijały, a wspaniały dworek fragment po fragmencie niszczał, a ziemie należące do jej rodziny szponami wyrywało jej Staraszewo. Jednym co zostało po Złowrogich było wspomnienie okrutnego mordercy i jego ofiary, które nosiły nazwę Nocy Złowrogiego Czynu.
- Złowrogi wypełnił żołądek chłopaka słomą i kamieniami, a następnie powiesił go na polu jak stracha na wróble. Legenda głosi, że podczas żniw duch jego pierwszej ofiary opuszcza ciało kukły, w której jest więziony i szuka sprawiedliwości – skończył opowiadać Mikołaj Gorazda.
Mela i Paulina jeszcze przez chwilę milczały spoglądając na kolegę. W końcu przemówiła ta pierwsza:
- A wiecie, że Złowrogi jest przodkiem Jowity Pawlickiej?
Paulina wstrzymała się z komentarzem.
- Nic dziwnego – wzruszył ramionami chłopak. – Tutaj każdy jest spokrewniony z każdym.
- Podobno Dagmara – zaczęła nowy wątek – chce mianować Jowitę kapitanem Glonojadek.
- Bzdura! – wrzasnęła Paulina. – Mi obiecała kapitaństwo jako mvp.
- No nie wiem… Ostatnio na treningach bardzo chwali Jowitę.
- Przysięgam! – zaczęła się odgrażać. – Jak kapitanem zostanie glonozjeb to rozpętam piekło.

wtorek, 3 września 2024

Slasher. Pierwsze żniwa

UWAGA! SPOILERY! 

Slasher. Pierwsze żniwa
Pierwszy rozdział
Slasher. Pierwsza krew
Ostatni rozdział
Ilość rozdziałów
1
Prefiks
PK
Czas akcji
1876 oraz 2010
Miejsce akcji
Staraszewo
Antagonista
Złowrogi
Znajomość historii
Najwcześniej przeczytać po opowiadaniu Slasher 3. Mordercze lato.
Powiązanie
Slasher 3. Mordercze lato
OpisHistoria pierwszego slasherowego mordercy.

 
Spis treści
Rozdział Tytuł
1Slasher. Pierwsza krew

Główni bohaterowie

Bolek
Stasia Złowroga
Florian Złowrogi
Bernadetta
Ilona

Postaci drugoplanowe/epizodyczne:

Waciakowa
Wiesia Korczakowa