Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria dodatkowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria dodatkowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 września 2024

Stasia Złowroga

 UWAGA! SPOILERY! 

Stasia Złowroga

Debiut
Slasher. Pierwsze żniwa
Ostatni występ
Kill count
4
Wiek
17
Zawód
Szlachcianka
Miejsce zamieszkania
Staraszewo
Ulubiony slasher
Brak
Status
Nie żyje
Relacje Florian (ojciec)
Wanda (matka)
dziecko (syn)
Bartek (potomek)
Jowita (potomkini)

 

Historia

Slasher. Pierwsze żniwa

Zakochuje się w Bolku, z którym zachodzi w ciążę. Zmanipulowana przez chłopaka wykrada z domu kosztowności. Gdy poznaje prawdziwe zamiary ukochanego wpada w morderczy szał. Zabija Bolka, służącą oraz rodziców. Winą za morderstwa obarcza ojca. 

Po pierwszych żniwach

Wraz z synem swoim i Bolka wiedzie samotne życie w posiadłości. Majątek z czasem zostaje wyprzedany. Jej pra pra wnuczką jest Jowita Pawlicka. 

Cytaty:

Tytuł (Slasher. Pierwsze żniwa):

"Stasia została pierwszą w historii staraszewską final girl".

Waciakowa o Stasi (Slasher. Pierwsze żniwa):

"Przecież Stasia jest głupia, nierobotna, nieciekawa".

Ignorancja (Slasher. Pierwsze żniwa):

"Mijała parobków myśląc, dlaczego wszyscy są tacy smutni? Ani jeden nie potrafił odwzajemnić jej uśmiechu, życzyć miłego dnia albo przyjaźnie skinąć głową na powitanie. Możliwe, że to z biedy – pomyślała".

"Sceptycyzm Bolusia zaczynał ją męczyć. Co takiego mogło się wydarzyć? No najwyżej ojciec wygna chłopaka ze wsi, chociaż to mało prawdopodobne".

sobota, 7 września 2024

Mela

 UWAGA! SPOILERY! 

Mela

Debiut
Kuzynka (Slasher 3. Mordercze lato, rozdz.1)
Ostatni występ
Obóz podszyty strachem (Slasher 3. Mordercze lato, rozdz.8)
Inne występy
Slasher. Pierwsze żniwa
Kill count
0
Wiek
17
Zawód
Uczennica
Miejsce zamieszkania
Staraszewo
Ulubiony slasher
Scream 2 (1997)
Status
Żyje
Relacje Jowita (koleżanka z drużyny)
Kasia (biała) (koleżanka z drużyny)
Paulina (koleżanka z drużyny)
Kasia (czarna) (koleżanka z drużyny)
Lidka (koleżanka z drużyny)
Zosia (koleżanka z drużyny)
Adrian (trener) 
Natalia (trenerka)

 

Historia

Slasher 3. Mordercze lato

Należy do drużyny siatkarskiej Glonojadki.

Cytaty:

Zosia o dziewczynach z drużyny (Slasher 3. Mordercze lato, rozdz.6):

"Nie polubiła czarnej Kasi od pierwszego wejrzenia. W zasadzie to nie lubiła żadnej z Glonojadek i tylko ze względu na Adriana hamowała emocje, w których natłoku miała ochotę ugryźć jedną lub dwie z tych dziewczyn".

Slasher. Pierwsze żniwa (1)

Nocy z 8 na 9 sierpnia roku 1876 w Staraszewie rozegrały się dwie tragedie o różnych siłach natężenia emocjonalnego i fizycznego, które zyskały niechlubne miano Nocy Złowrogiego Czynu.
Pierwsza dotyczyła Stasi, córki Floriana Złowrogiego. Hrabianka Stanisława ogłosiła przy kolacji, iż kocha parobka, planuje z nim ślub, a tak w ogóle to spodziewa się dziecka. Wszystko wbrew woli ojca, ma się rozumieć. Wyznanie zszokowało tatusia, mamusię i panią Bernadettę. Służka zamilkła, mamusia zapowietrzyła się, a przed oczyma tatusia pociemniało. I wszystko to przyłożyło się do późniejszych, krwawych zdarzeń.
Hrabia Florian wpierw poczerwieniał na pysku, potem zmienił barwę na granatową, aż wreszcie na siną. I utrzymując się już w tej kolorystyce wpadł w szał. Powiedział wiele słów odnośnie kawalera, któremu osobiście urwie to, co mu między nogami dynda, Stasi, że głupia, a bękart, że niepotrzebny.
Matka z właściwym sobie spokojem spytała, jak przyszłość swoją i dziecka wyobraża sobie Stanisława. Dziewczę niezbyt przejęte szalejącym ojcem odparło, że bez zmian. Z tym, że teraz weźmie ślub z Bolkiem. A, i zamieszkają w dużym, wolnym pokoju, bo jej jest stanowczo za mały. Dziecko, czy jak tatuś woli – mówiąc to spojrzała na ojca z dezaprobatą – bękart będzie kimał u pani Bernadetty, bo to jednak płacze nocami.
Kontakt z rzeczywistością okazał się mniej przyjemny. Wanda Złowroga oświadczyła, że i ona, i Boluś i dziecko, czy jak Florian woli – spojrzała przy tym troskliwie na męża – bękart wstępu do domu nie mają i skoro Stasia potrafiła dla parobka rozum stracić to w domu rodzinnym nie ma już czego szukać.
Stanisława informację o wydziedziczeniu przyjęła źle. Rzuciła talerzem w matkę, ojca przeklęła, aby finalnie w pełnej dramaturgii histerii wybiec z pałacyku.
Drugą tragedią tamtej nocy była śmierć Bolusia, która nadała ton i powagę legendzie Złowrogiego. Pogrążony w amoku Florian odwiedził parobka. Wywiązała się walka między niedoszłymi, teściem, a zięciem. Dokładny przebieg pojedynku nie był znany i dzieli zagorzałych badaczy historii slasherycznych na dwie grupy. Pierwsza uważa, że morderstwo zostało dokonane w afekcie, a szaleństwo naszło potem. Druga przypuszczała, że Florian zwariował po atrakcjach zaserwowanych przy kolacji przez córkę. Tak czy inaczej hrabia złapał za leżący na stole nóż i dźgnął dziecioroba w brzuch. Ten zwinął się ze świata w przeciągu kilku chwil. Złowrogi w amoku wywlókł ciało amanta na pole kukurydzy. Tam zaczęła się cała staraszewska masakra za pomocą nożyka. Morderca rozpruł ofierze brzuch, a następnie umieścił w nim kamienie. Następnie zawiesił denata na palu pośród kukurydzy.
- No… Przynajmniej po śmierci się do czegoś nadasz! Będziesz odstraszał ptaki z pola! - zawołał, zanosząc się śmiechem godnym czubka.
Będąc w dalszym ciągu w morderczym nastroju Florian wrócił do swojego pałacyku. Zabił żonę oraz panią Bernadettę. W jakiejś niezrozumiałej sekwencji zdarzeń usiłował odebrać życie również córce, aby ostatecznie samemu wyskoczyć przez okno i zginąć. Stasia została pierwszą w historii staraszewską final girl.

***


Dworek Złowrogich górował nad malutkim miasteczkiem niczym baśniowy zamek nad królestwem. W przeciwieństwie do bajkowego odpowiednika nie magia wprawiała go w ruch, ale ludzie pracujący wokół. Rodzina zatrudniała służbę, z czego jedynie Bernadetta była stałą pomocą, oraz miejscowych chłopów przy gospodarstwie. W okresie żniw liczba zatrudnionych wzrastała nawet kilkukrotnie. Pan Florian dorobił się majątku podczas zagranicznych wyjazdów. Nawet ci, którzy za nim nie przepadali musieli mu oddać, iż był człowiekiem pracowitym, a majątek dzielnie pomnażał, zmieniając miasteczko w prywatny folwark.
- A to prawda, że Florian i Wanda będą wydawać córkę za mąż? – spytała Waciakowa na powitanie.
- Nic mi nie wiadomo – ucięła Bernadetta.
- Mój Janeczek wspominał, że Florian i Wanda zapraszają w gości jakichś młodzieńców – ciągnęła.
Bernadetta lubiła plotki, można powiedzieć, że dbała o przebieg informacji pomiędzy dworkiem Złowrogich, a kulącym się pod jego stopami miasteczkiem z niemal zawodową precyzją. Nie przepadała jednak za Waciakową. Było to babsko z kategorii bezwstydnych plotkar, które łapie ciężki oddech wyłącznie w przerwach między mieleniem ozorem.
- Ciekawe, czy w interesach czy na swaty – rzuciła zachęcająco.
- Na jedno wychodzi! – przerwała jej Wiesia Korczakowa. – Złowrodzy nie wydadzą córki za byle burka ze Staraszewa. Wanda zięcia z bajki wyciągnie choćby z podziemi.
Bernadetta uśmiechnęła się do przedmówczyni. Były sąsiadkami zza płotu, miały dzieci w podobnym wieku i żywiły równą niechęć do Waciakowej. W obecności Wiesi postanowiła uchylić rąbka tajemnicy:
- Szukają jej kawalera, ale takiego… - zawahała się – dystyngowanego.
- Też mi coś! – wzgardziła Waciakowa. – Przecież Stasia jest głupia, nierobotna, nieciekawa. Gdzie jej kogoś dystyngowanego!?
- Za to ta twoja to szczyt dystyngowania! - odburknęła Korczakowa, po czym zwróciła się do Bernadetty:
- A co na to Stasia?
- Jeszcze o niczym nie wie. Temat wyszedł wczoraj. Dlatego proszę, abyście nie roznosiły pierdołów – spojrzała na Waciakową.
- Ja nie chodzę z pierdołami! – odparła zagniewana. – Pierdoły to są jak ktoś głupoty gada, a ja mówię samą prawdę!
- Prawda objawiona! – przeżegnała się Wiesia.
- A może nie? Stasia to nawet dzień dobry nie potrafi odpowiedzieć. Łapię ją ostatnio i mówię, dzień dobry wać panno, a ona idzie dalej bez słowa! Potraktowała mnie jak powietrze!
- Dzień dobry! – do starych plotkar dołączyła córka Bernadetty.
- O, Ilonka! – wyszczerzyła zęby Waciakowa. – Właśnie rozmawiamy z twoją mamą o Stasi! A wiesz, że będzie ślubować? A ty co? Nadal nie masz żadnego chłopca? Taka ładna, a nie masz żadnego chłopca. Taka sprawiedliwość!
Bernadetta poważnie zastanawiała się nad uduszeniem Waciakowej. Ewentualnie stuknięciem jej w łeb czymś ciężkim.
- Nie – odpowiedziała Ilona.
Wścibskie babsko zauważyło oznaki speszenia u dziewczyny i postanowiło ciągnąć dalej:
- A może jednak masz jakiegoś chłopca, co? Bernadetta mogłaby wreszcie pomóc w odchowaniu własnych wnuków, a nie cudzych.
Bernadetta zaczęła rozglądać się za jakimś kamieniem.

***


Stasia spoglądała na pola ciągnące się wzdłuż drogi. Złote łany zlewały się w żółty ocean rozbijający się dopiero o szare pnie drzew w oddali. Gdzieś na granicy pola z lasem po raz pierwszy spotkała Bolusia. Zadrżała wewnątrz na myśl o miłości swojego życia.
Podobnie jak dzisiaj i wtedy przyjechała z ojcem. Florian rozmawiał z pracownikami, nie zwracając uwagi na znudzoną córkę. Stasia zeskoczyła z wozu i ruszyła ścieżką wzdłuż pola. Mijała parobków myśląc, dlaczego wszyscy są tacy smutni? Ani jeden nie potrafił odwzajemnić jej uśmiechu, życzyć miłego dnia albo przyjaźnie skinąć głową na powitanie. Możliwe, że to z biedy – pomyślała.
Znużona wycieczką postanowiła przycupnąć na końcu ścieżki skąd miała widok na kukurydzę. Błogi spokój zakłócił okropny, chropowaty dźwięk przypominający…
- To brzmi jak wóz z gnojem zjeżdżający z góry – dokonała identyfikacji dźwięku.
Z flegmatyzmem godnym hrabianki spojrzała w stronę, z której napływał, coraz głośniejszy hałas. Ku niej mknął rozpędzony wóz z gnojem. Stanisławę sparaliżował strach. W ułamku sekundy wóz wykoleił się, a jego zawartość wystrzeliła w niebo. W tej samej chwili pojawił się Bolek. Chłopak zdecydowanym ruchem objął dziewczynę w pasie i pociągnął do tyłu. Obornik spadł w miejsce, w którym stała przed chwilą. Kilka centymetrów dzieliło ją od tragedii, a wszystko dzięki młodzianowi.
- Czy to ty? – spytała drżącym głosem. – Zatrzymałeś bryczkę ręką?
- E, sama się przewróciła – odparł zwyczajnie. – Ja tylko panienkę odciągnąłem.
- Uratowałeś mi życie – jej głos nabrał melodramatyzmu.
- E, kurze gówno nie zabija.
Kilka dni później miała ponownie spotkać Bolusia. Wtedy jej uczucia do niego – nieopisane, niezwykłe i potężne – miały wybuchnąć ze wzmożoną siłą. Czekała na niego na leśnej polanie, gdy zjawił się, opanowała ją dziwna niemoc.
- Jesteś niemożliwie szybki i silny, a twoja skóra jest spieczona od słońca – przemówiła. – Czasem mówisz jakbyś był z innej warstwy społecznej. Nie widziałam, abyś pił wino.
- Nigdy nie piję wina – powiedział z transylwańskim akcentem.
- Ile masz lat?
- Dwadzieścia.
- Od jak dawna? – głos Stasi drżał niczym galaretka truskawkowa.
- Skończyłem dwadzieścia lat dwa miesiące temu – dał jej chwilę, aby oswoiła się z myślą, iż zakochała się w starszym o trzy lata chłopaku, po czym przeszedł do najważniejszej części rozmowy:
- Wiesz kim jestem. Powiedz to głośno. Mów!
- Parobkiem.
- Boisz się?
- Nie – odparła, a nim ten zdążył coś odpowiedzieć, rzuciła mu się w ramiona.
Od chwili ich pierwszego spotkania mijały właśnie cztery miesiące, a od jakichś dwóch towarzyszył im problem dzieciaka.
- Twoi rodzice nie pozwolą nam się pobrać – oznajmił krytycznie Bolek.
- Kochamy się, a oni tego nie zmienią!
- Mnie wygnają ze Staraszewa, a ciebie zamkną w jakimś klasztorze do czasu porodu.
Sceptycyzm Bolusia zaczynał ją męczyć. Co takiego mogło się wydarzyć? No najwyżej ojciec wygna chłopaka ze wsi, chociaż to mało prawdopodobne.
- Mój ojciec – zaczęła bezrefleksyjnie. – Trzyma w swoim gabinecie rodzinne klejnoty. W razie czego moglibyśmy sprzedać je i rozpocząć życie w innym mieście – realia były Stasi zupełnie obce, ale nie przejmowała się tym faktem.
Zagadnienie ojcowskich kosztowności, kiedyś mających przejść w jej posag, rzuciła wyłącznie dla uspokojenie chłopaka.
- Dobry pomysł – ożywił się Bolek. – Zrobimy tak… - w jednej chwili w oczach Stasieńki chłopak stał się bardzo władczy i jeszcze wspanialszy niż dnia, w którym uratował ją przed kurzym gównem. – Nie wspominaj rodzicom o mnie i dziecku. Wróć do domu, zabierz klejnoty, a potem uciekniemy razem ze Staraszewa.
Stasia okazała drobne zawahanie, ale ostatecznie przystała na plan ukochanego.

***


- Kto by chciał wychowywać bachora na tym klepowisku? – spytała rozzłoszczona Ilona. Nie czekając na odpowiedź dodała:
- Nie chcę być jak moja matka i jej koleżanki, których jedyną rozrywką jest poranne mielenie ozorem na rynku!
- Bardzo musiała cię ta Waciakowa zdenerwować – zaśmiał się.
- Męczy mnie po prostu to ukrywanie naszego związku. I co gdyby nawet o nas wiedzieli?
- Mogłoby dotrzeć jakoś do Stasi – wyjaśnił ostrożnie Bolek – i byłaby awantura na całą wieś.
Ilona wzruszyła ramionami. W zaistniałej sytuacji autentycznie chciało jej się beczeć.
- Zaufaj mi – powiedział, przytulając dziewczynę. – Córka Złowrogiego przyniesie mi dzisiaj jakieś pieniądze ojca i będziemy mogli uciekać stąd. Tylko ty, ja i nasze dziecko.
- Ona dla ciebie nic nie znaczy, prawda?
Dla Bolka niewiele rzeczy miało jakiekolwiek znaczenie. Ilona, Stasia, jedno dziecko, drugie dziecko. Tak naprawdę chciał opuścić wieś, zamieszkać w Katowicach, dorobić się. W tym planie nie było miejsca na nikogo poza nim samym.
- Nie – odparł chmurnie. – Tylko ty, ja i nasze dziecko.

***


Stasia wybiegła z domu do piersi przyciskając sakiewkę z klejnotami. Biegła na oślep z nieuzasadnionym uczuciem, że ojciec już wie o jej przewinieniu. Pewnie właśnie wyruszył za nią pościg! Och, odbiorą jej kosztowności, wygnają Bolusia, a ją wsadzą do więzienia. Zatrzymała się na końcu długiej kamienistej drogi i po raz ostatni spojrzała na dom rodzinny niknący w oddali.
Może powinna wrócić i przeprosić ojca? Nie! On niczego nie zrozumie! – tego była pewna.
Zeszła na ścieżkę prowadzącą między rzędami kukurydzy. Za dnia złociste rośliny, nocą przybierały upiorny brudno-żółty odcień. Każdy szelest wiatru pomiędzy ich liśćmi był jak szyderczy chichot.
W końcu stanęła przed chatą Bolka. Bolały ją nogi, z trudnością łapała oddech, a policzki płonęły od emocji. Intuicyjnie czuła, że z fryzurą również zadziało się coś niedobrego. Wszystko wszystkim, ale nie mogła tak pokazać się miłości swojego życia. Przed wejściem postanowiła doprowadzić się do porządku i wtedy usłyszała:
- Córka Złowrogiego przyniesie mi dzisiaj jakieś pieniądze ojca i będziemy mogli uciekać stąd. Tylko ty, ja i nasze dziecko.
- Ona dla ciebie nic nie znaczy, prawda?
- Nie.
Po tych słowach jakaś obca dziewucha opuściła dom Bolka. Stasia jeszcze przez chwilę zastanawiała się, co miało znaczyć to wyznanie. No jakby go nie interpretowała stawiało ukochanego w złym świetle.
Niewiele myśląc wpadła do domu robiąc Bolkowi awanturę jakiej w Staraszewie jeszcze nie widziano. W trakcie kłótni Stasia złapała za nóż i niczym bogini zemsty rozpruła nim brzuch niewiernego kochanka.
Trup leżał jakieś półgodziny, ale jego obecność wcale nie poprawiała nastroju Stasi. Procesy szaleńcze, niezwykle kreatywne, podsunęły dziewczynce makabryczny dodatek do zbrodni. Skradzione klejnoty postanowiła wepchać do brzucha chłopaka. Tak przyszykowane zwłoki wyniosła na pole.
W późniejszych legendach wspominano o tym, iż Złowrogi swoją ofiarę zawiesił na tyczce, aby imitowała stracha na wróble, ale w dużej mierze były to bzdury. Ciało było zbyt ciężkie, aby zawisnąć na lichej konstrukcji, a więc Stasia wyłącznie oparła denata o strzegącą pola kukłę. Ostatnim elementem wizualnym był worek, który założyła mu na niewierny łeb.
- No… Przynajmniej po śmierci się do czegoś nadasz! Będziesz odstraszał ptaki z pola! - zawołała, zanosząc się śmiechem godnym wariatki.

***


Mimo późnej godziny żaden z domowników nie mógł zasnąć. Florian i Wanda debatowali na temat przyszłości córki i jej wybranka. Hrabia chodził po sypialni kręcąc głową i przeklinając parobka. Jego żona powoli oswajająca się z myślą o stasiowej głupocie nazwała nawet jeden raz bękarta wnukiem. Z kolei Bernadetta wytrwale stała pod drzwiami podsłuchując. Była pewna, że nazajutrz w Staraszewie nastąpi eksplozja, chociaż nie wiedziała, że do ów eksplozji przyłożą się trupy.
Niezauważona przez nikogo Stasia wróciła do domu. Na całe szczęście dla niej podczas zażartej awantury nikt nie zwrócił uwagi na skradzione kosztowości. Mogła je odłożyć na miejsce, potem po cichu wrócić do pokoju, a Bolek niech idzie do diabła!
Oprzytomniała dopiero w ojcowskim gabinecie. Klejnoty spoczywały w brzuchu stracha na wróble i nic nie wskazywało na to, że zmienią one swoje miejsce pobytu. Tego co się stało już nikt nie cofnie. Bolek, ta świnia zdradził ją i oszukał.
Jak mógł? Po tym wszystkim, co przeżyliśmy razem? Lepiej byłoby dla wszystkich, gdybym wtedy zginęła pod wozem z gnojem – pomyślała.
Po tych słowach wyciągnęła z sejfu rewolwer Floriana. Zaśmiała się.
- Dzień porządków!
W szaleńczym pośpiechu dyktowanym zapewne utratą reszty rozumu wbiegła na korytarz, gdzie pierwsza napatoczyła jej się podsłuchująca pod drzwiami Bernadetta.
- Wywóz śmieci! – zachichotała, strzelając służącej w głowę.
Huk wywabił z sypialni Wandę. Kobieta nie zdążyła zareagować. Stasia strzeliła jej między oczy, a potem wbiegła do pokoju. Ojciec stał w oknie balkonowym w dość dziwnej pozycji. Szybko dotarło do Stanisławy, że w przeciwieństwie do matki, ojciec chciał uciekać przez balkon.
Widok kochanego taty na moment oprzytomnił ją. Z kolei Stasia w rozdartej sukience, rękoma do łokci zabarwionymi na czerwono, umorusaną twarzą i bajzlem na głowie przystopowała jego zamiary.
- Co się stało? Czyja to krew? – pytał, łapiąc córkę za nadgarstki.
Dziewczyna wypuściła z ręki broń.
- Zabiłam go… Tego chłopaka – wymamrotała. – Bolek… On…
- Nieważne – powiedział Florian. – Wszystkim się zajmę. Teraz najważniejsze jest, abyś wyjechała na jakiś czas.
- Chcesz mnie oddać?
- Nie. Musimy tylko uważać, żeby nikt nie dowiedział się, że ty i ten chłopak.
- Jesteś taki sam! – krzyknęła.
Szaleństwo na nowo owładnęło umysł Stasieńki. W amoku pchnęła ojca, a ten straciwszy równowagę wypadł za balustradę, aby finalnie zahaczyć głową o ostre pręty ogrodzenia. Stasia przez chwilę w ciszy przypatrywała się Florianowi pokracznie zwisającemu z płotu. Krew spływała na chodniczek barwiąc go na czerwono. Zaśmiała się. Po chwili chichot przeszedł w rozpaczliwy jęk.
- Ratunku! Ratunku! Mój tatuś morduje!
Rano Stanisława Złowroga opowiedziała o zdarzeniach mających miejsce nocą na ich dworku. Po tym jak ojciec dowiedział się o związku córki z parobkiem pojechał gdzieś na kilka godzin. Tu dziewczyna zaznaczyła, że obawia się o życie Boleczka. I zgodnie z jej przeczuciami miejscowe władze dokonały makabrycznego odkrycia na polu kukurydzy.
Po powrocie do domu ojciec zastrzelił panią Bernadettę, mamusię, a potem próbował odebrać życie córce, która w akcie desperacji wypchnęła go przez okno.
Z dnia na dzień na Stasię Złowrogą spadły obowiązki, z którymi wcześniej nie miała styczności. Lata mijały, a wspaniały dworek fragment po fragmencie niszczał, a ziemie należące do jej rodziny szponami wyrywało jej Staraszewo. Jednym co zostało po Złowrogich było wspomnienie okrutnego mordercy i jego ofiary, które nosiły nazwę Nocy Złowrogiego Czynu.
- Złowrogi wypełnił żołądek chłopaka słomą i kamieniami, a następnie powiesił go na polu jak stracha na wróble. Legenda głosi, że podczas żniw duch jego pierwszej ofiary opuszcza ciało kukły, w której jest więziony i szuka sprawiedliwości – skończył opowiadać Mikołaj Gorazda.
Mela i Paulina jeszcze przez chwilę milczały spoglądając na kolegę. W końcu przemówiła ta pierwsza:
- A wiecie, że Złowrogi jest przodkiem Jowity Pawlickiej?
Paulina wstrzymała się z komentarzem.
- Nic dziwnego – wzruszył ramionami chłopak. – Tutaj każdy jest spokrewniony z każdym.
- Podobno Dagmara – zaczęła nowy wątek – chce mianować Jowitę kapitanem Glonojadek.
- Bzdura! – wrzasnęła Paulina. – Mi obiecała kapitaństwo jako mvp.
- No nie wiem… Ostatnio na treningach bardzo chwali Jowitę.
- Przysięgam! – zaczęła się odgrażać. – Jak kapitanem zostanie glonozjeb to rozpętam piekło.

wtorek, 3 września 2024

Slasher. Pierwsze żniwa

UWAGA! SPOILERY! 

Slasher. Pierwsze żniwa
Pierwszy rozdział
Slasher. Pierwsza krew
Ostatni rozdział
Ilość rozdziałów
1
Prefiks
PK
Czas akcji
1876 oraz 2010
Miejsce akcji
Staraszewo
Antagonista
Złowrogi
Znajomość historii
Najwcześniej przeczytać po opowiadaniu Slasher 3. Mordercze lato.
Powiązanie
Slasher 3. Mordercze lato
OpisHistoria pierwszego slasherowego mordercy.

 
Spis treści
Rozdział Tytuł
1Slasher. Pierwsza krew

Główni bohaterowie

Bolek
Stasia Złowroga
Florian Złowrogi
Bernadetta
Ilona

Postaci drugoplanowe/epizodyczne:

Waciakowa
Wiesia Korczakowa

sobota, 6 lipca 2024

Arek Figlarski

UWAGA! SPOILERY! 

Arkadiusz Figlarski

Debiut
Pomyłka (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.1)
Ostatni występ
Kiedy dzwoni stary znajomy (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.2)
Kill count
4
Wiek
33
Zawód
Pisarz
Miejsce zamieszkania
Kowaliki
Ulubiony slasher
Pieces (1982)
Status
Żyje
Relacje Figlarz (alter ego)
Marcin (pracownik)
Sawicki (były szef)

 

Historia

Slasherowa Rzeźnia

W 2015 za namową redaktora Sawickiego otwiera wspólnmie z Marcinem i Mieciem stronę internetową poświęconą slasherycznym mordercom. Strona szybko upada.

Slasher. Nieodebrane połączenie

W kostiumie Figlarza zabija Miecia i redaktora Sawickiego. Usiłuje zabić również Marcina, ale bez powodzenia.Ostatecznie ucieka.

Cytaty: 

Wygląd (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.2):

"Morderca zdjął maskę. Twarz młodego człowieka kryjąca się pod nią nie powiedziała Szymańskiemu niczego nowego z racji, że znał Figlarza wyłącznie z forum. Był zwyczajny jak każdy inny morderca, o którym zdarzyło mu się pisać".
O swoich zamiarach i błędach Marcina i pozostałych (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.2):
"Chciałem stworzyć wspaniałą stronę o mordercach slasherycznych, a ty, Miecio i redaktor wszystko zniszczyliście. Ty nic o nich nie wiedziałeś! (...) Z jakiej racji pisałeś o Kapturniku, jak nie znałeś go tak dobrze jak ja"

"Artykuł z października, w którym stwierdzasz, że andrzejkowy morderca wcale nie ma na imię Andrzej! A jak niby? – napastnik był gotowy przytoczyć dowolny artykuł Marcina wytykając mu niezgodności w każdym zdaniu, linijce, ba wyrazie"! 

"I jakim prawem w ostatnim artykule stwierdziłeś, że najlepszym slasherowym shoppingiem są Natalia i Adrian"?!

Ciekawostki:

 Jego ulubionym slasherowym mordercą jest "oryginalny" Kapturnik czyli Morderca Dekady zbrodni.

piątek, 5 lipca 2024

Redaktor Sawicki

UWAGA! SPOILERY! 

Sawicki

Debiut
Pomyłka (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.1)
Ostatni występ
Pomyłka (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.1)
Kill count
0
Wiek
35
Zawód
Redaktor / Pisarz
Miejsce zamieszkania
Kowaliki
Ulubiony slasher
The Multilator (1984)
Status
Nie żyje
Relacje Marcin (pracownik)

 

Historia

Slasher

Zleca Marcinowi napisanie serii artykułów na temat zbrodni w Lipkach.

Slasherowa Rzeźnia

W 2015 proponuje Marcinowi, Mieciowi i Arkowi założenie strony internetowej poświęconej mordercom.

Slasher. Nieodebrane połączenie

Zostaje zamordowany przez Figlarza.

czwartek, 4 lipca 2024

Przyjaciele Marcina

UWAGA! SPOILERY! 

Kasia, Paulina, Sergiej
Debiut
Pomyłka (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.1)
Ostatni występ
Kiedy dzwoni stary znajomy (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.2)
Kill count
0
Wiek
28-32
Zawód
Nieznany
Miejsce zamieszkania
Kowaliki
Ulubiony slasher
Nieznany
Status
Żyją
Relacje Marcin (przyjaciel)

 

Historia

Slasher. Nieodebrane połączenie

Odwiedzają Marcina. Stają się celem ataku Figlarza.

Cytaty:

Sposób odbierania telefonu (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.1):

"Rozmowy telefoniczne z Pauliną zwykle przebiegały w ten sam sposób. Były krótkie i informacyjne. Ponadto dziewczyna nigdy się nie przedstawiała (...) od Kasi zawsze przeciągał się do późnych godzin nocnych, zaś ten od Siergieja zawsze zaskakiwał ".

Ciekawostki:

  • Kasia jest najstarsza z grupy.
  • Sergiej jest najmłodszy z grupy. 

Marcin Szymański

UWAGA! SPOILERY! 

Marcin Szymański

Debiut
Pomyłka (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.1)
Ostatni występ
Kiedy dzwoni stary znajomy (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.2)
Kill count
0
Wiek
32
Zawód
Pisarz
Miejsce zamieszkania
Kowaliki
Ulubiony slasher
Blood Rage (1986)
Status
Żyje
Relacje Kasia (przyjaciółka)
Paulina (przyjaciółka) 
Sergiej (przyjaciel)
Arek (wróg/współpracownik)
Sawicki (przełożony)

 

Historia

Slasher

Po pojawieniu się Kapturnika rozpoczyna śledztwo dziennikarskie na temat slasherycznych morderców. Jego seria artykułów pojawia się w gazecie redaktora Sawickiego.

Slasherowa Rzeźnia

W 2015 za namową redaktora Sawickiego zostaje współautorem strony internetowej o seryjnych mordercach - Slasherowa Rzeźnia. Strona po jakimś czasie upada.

Slasher. Nieodebrane połączenie

Staje się celem ataku Figlarza. W trakcie walki udaje mu się zranić przestępcę.

Cytaty:

Strach przed rozmową (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.1):

"W jednej chwili autora opanował strach przed rozmową. W najgorszym koszmarze stanowiącym interakcję z pracodawcą podjął decyzję o jej zakończeniu. Tryumfalnie rzucił słuchawką, aby przez ułamek sekundy poczuć się jak bohater".

Ciekawostki:

Jego ulubionym slasherycznym mordercą jest Rypany Drań.
Znane są trzy artykuły jego autorstwa o morderczym klaunie, drugi o krwawych andrzejkach oraz trzeci o tytule "Kiedy twoja babcia okazuje się szaleńcem w masce. Różne ujęcia slaszerycznych morderców".

środa, 3 lipca 2024

Nieodebrane połączenie: Kiedy dzwoni stary znajomy (rozdział 2)

Częste zjawisko występowania trupów i morderców w maskach przez lipczan mogło być uznawane za naturalne, w granicach absurdalnej normy, jak miejscowa fauna i flora oraz zjawiska atmosferyczne. Być może porównanie dosadne i niewłaściwe, ale dla mieszkańców Lipek morderstwa zwłaszcza po zeszłorocznej rzezi stały się czymś w rodzaju powracającego wydarzenia. W oddalonych o kilka kilometrów Kowalikach takie eventy uznawano już za niepożądaną anomalię.
Komisarz Andrzej Burski sprawujący władzę nad policją w Lipkach i podlegających pod nie Kowalikach miał trudny orzech do zgryzienia. Kolejny rok. Kolejna zbrodnia. Czyżby kolejny morderca? Sam złapał się na myśleniu o kolejnej serii, a nie dla przykładu zwykłej zbrodni w afekcie. Uszami wychodziły mu sprawy debili w maskach, którzy zabijali, bo tak. Gdzie staromodne morderstwo z zazdrości, działanie pod wpływem emocji, trucie arszenikiem, rozboje? Jakiś zwykły trup nie powiązany z maską i idiotyczną zabawą w kotka i myszkę. 


***

Marcina Szymańskiego Andrzej Burski poznał dziesięć lat wcześniej przy okazji kapturniczej imprezy, która wstrząsnęła Lipkami. Niewiele starszy od bohaterów tamtej afery chłopak zbierał materiały do powieści luźno zainspirowanej wydarzeniami, które rozegrały się w wyżej wspomnianym miasteczku. Z czasem pisarz zaczął poszukiwać materiały na temat podobnych przypadków, którymi dzielił się na łamach gazety w Kowalikach.
Andrzej polubił młodego dziennikarza i z przyjemnością zdradzał mu, jako jedynemu przedstawicielowi mediów, informacje na temat kulis zbrodni. Z kolei Marcin odwdzięczał się Burskiemu umiarkowanym wścibstwem i nienatarczywością.
Z racji zaufania Burski postanowił odwiedzić znajomego prywatnie, a ewentualne służbowe rozmowy postanowił przełożyć na późniejszy termin. Marcina o dokonanie zbrodni nie podejrzewał, ale trop musiał sprawdzić dla formalności.
Widok znajomego komisarza wywołał w pisarzu mieszane uczucia ze względu na dziwaczne telefony.
- Jestem tu prywatnie – zaznaczył na wstępie Burski, a następnie bez zbędnej kurtuazji przeszedł do rzeczy:
- Wczoraj zamordowano redaktora gazety, do której piszesz, pana Sawickiego.
Marcin zdębiał nim Burski spuścił prawdziwą bombę.
- Dzwoniliście wczoraj do siebie.
Ten w odpowiedzi potrząsnął jedynie głową, gdyż nie potrafił wydobyć z siebie artykułowanego dźwięku.
- Około siódmej ty do niego. Połączenie trwało kilka sekund. Po chwili on oddzwonił. Wasza rozmowa trwała kilka minut. Po jakiejś godzinie Sawicki zadzwonił do ciebie ponownie i jak wcześniej połączenie trwało kilka minut. Mogę wiedzieć o czym rozmawialiście?
Zebrawszy wszystkie siły umysłowe wyjaśnił:
- Chodziło o mój tekst. Miał zostać opublikowany w następnym numerze i… - dodał na końcu zdania spójnik nie wiedzieć dlaczego.
Burski czekał na kolejne słowa z zachłannością. Nie chcąc go rozczarować dodał:
- I wie pan, jak ciężko mi się rozmawia przez telefon?
Policjant przytaknął. Doskonale zdawał sobie sprawę, jak trudnym rozmówcą jest pisarz i każdorazowa dyskusja telefoniczna wiązała się z jakąś nieprzewidzianą rozrywką.
- Stresują mnie takie rozmowy – mówił dalej – odłożyłem bezmyślnie słuchawkę, bo i bezmyślnie zadzwoniłem.
- Nie rozumiem, ale wierzę, że tak się dzieje – powiedział kompromisowo. – A potem on oddzwonił i co powiedział?
- No, że nie pójdzie do druku, bo za dużo filozofuję.
- Szkoda – urwał nagle Burski. – A trzecia rozmowa?
Marcin w jednej chwili zdał sobie sprawę, że żadna trzecia rozmowa nie nastąpiła. Kolejne telefony były już tylko od kretyna i wtedy uświadomił sobie, że żartowniś musiał zadzwonić z numeru redaktora po tym jak go zamordował.
- Raz musiał sprawdzić co się stało, a drugi raz z informacją, że tekst nie będzie publikowany.
Skłamał. Teraz nie było odwrotu. Pozostawało mu iść w zaparte.
Ostrożnie zaczął zmyślać, motał się, ale zwykle opowiadając coś robił to w sposób chaotyczny, a więc kłamstwo przeszło ulgowo.
Na koniec Burski zapytał o jego alibi na piątkowy wieczór. Marcin z zadowoleniem podał numery kontaktowe do przyjaciół. 


***

Siergiej, Kasia i Paulina zjawili się u pisarza punktualnie jak nigdy, ale w różnych stopniach zaaferowania. Bez zbędnego przedłużania zajęli miejsca wokół stolika kawowego i rozpoczęli debatę. Cisza.
- Czy tak wygląda dedukcja w trakcie ów spotkań, które podobno urządzają sobie wszystkie szanujące się cele morderców? – spytała kąśliwie Paulina.
- Skąd wiesz, że to właśnie on dzwonił – zaciekawiła się Kasia.
Marcin podniósł się na krześle, po czym opadł z głębokim westchnieniem.
- Bo redaktor dzwonił do mnie jeden raz, a drugi telefon z redakcji dokonano po godzinie i pokrywał się z tym od Figlarza. To musiał być on – zapewnił.
- I dlaczego nie powiedziałeś prawdy? – zrugała go. – Teraz wygląda jakbyś coś mataczył.
Odpowiedź nie była prosta. Pod wpływem chwili powiedział, co powiedział i w żadnym razie nie miał ochoty odkręcać sytuacji. Utrudnił śledztwo, z pewnością. Ukrył mordercę, być może. Wszystko rozbijało się o egoistyczną chęć samodzielnego rozwiązania zagadki.
- Figlarz – westchnęła melancholijnie Paulina. – Myślicie, że to ten sam? Ile lat temu to było?
- Prawie prawie pięć – odparł. – Za miesiąc stuknie pięć lat.
- Nieładna rocznica – skrytykowała Kasia. – Mógł zaczekać jeszcze pięć.
- O kim mowa? – wtrącił się Siergiej.
Siergiej przyjechał do Polski trzy lata temu, a dopiero od dwóch mieszkał w Kowalikach i wszelkie atrakcje związane z rzeźnią cudownie go ominęły.
- Jak zacząłem pisać o różnych zbrodniach – zaczął opowiadać – przy okazji nieścisłości związanych z Szydercą, redaktor podsunął mi pomysł otwarcia strony internetowej. W zamyśle miały tam pojawiać się informacje, teorie i tropy dotyczące slasherowych morderców. Zdaniem Sawickiego miało to pomóc policji w poszukiwaniach tych wszystkich wariatów ganiających za ludźmi. Ja oraz dwójka znajomych z forum Slasherowa Rzeźnia – ciągnął dalej – Miecio oraz Figlarz zaczęliśmy projektowanie witryny.
Marcin wstał od stołu i przespacerował się do okna. Na zewnątrz było już całkiem ciemno. Gdzieś wśród tych mroków mógł kryć się wariat.
- W skrócie – przejęła pałeczkę Kasia – pożarli się, a sam projekt został zaszlachtowany, w dużej mierze, przez Figlarza.
- Dobitne określenie – przyznał Siergiej. – A masz z nimi kontakt?
Szymański wrócił na miejsce.
- Z Mieciem jako taki.
- To zadzwoń do niego – zasugerował. – Może ten Figlarz kontaktował się również z nim!
Znalezienie numeru Miecia zajęło kilka minut. Kolejne kilka nastawianie się na rozmowę z nim i jeszcze kilka sekund na burę od Kasi za próbę wykręcenia się od ważnego telefonu.
- To ty nie wiesz? – zdziwił się Miecio. – Ten osioł nie żyje. Jak? Ano z pół roku temu miał wypadek, przykry swoją drogą, ktoś go zadźgał. Widelcem. W restauracji… Tak przynajmniej słyszałem – dodał asekuracyjnie.
Odłożywszy słuchawkę Marcin jeszcze moment zbierał myśli. Miał coś opowiedzieć, ale zadzwonił telefon. Paulina ubiegła go odbierając, spokojnie powiedziała:
- Kto mówi?
- Jaki jest twój ulubiony Slasher? – usłyszała po drugiej stronie.
- Em…
- Szybko, bo zaraz mi się karta skończy! – popędził ją.
- Muszę się zastanowić – odparła szczerze. - Podaj mi swój numer to oddzwonię.
Jej odpowiedź rozdrażniła Figlarza, który rzucił jakąś nie przyjemną wiązanką, a potem pogroził, że zabije. Słuchawkę przejął Marcin.
- Jestem w mieszkaniu sąsiadów! – zawołał.
- Pan Kowalski? – oburzył się autor. – To pan robi sobie te głupie żarty?
- Nie! Idioci! – skontrował Figlarz. – Nie jestem Kowalskim! Dzwonię z jego mieszkania! W sensie, że pozbyłem się sąsiada i teraz przyjdę po ciebie! – wyjaśnił konfuzję.
Cała czwórka przeniosła się z salonu do korytarza. Szymański ostrożnie przekręcił klucz w drzwiach i nieznacznie uchylił drzwi.
- Idź zapukaj do Kowalskich – zaproponowała Kasia.
- Niby dlaczego ja?
- Bo to twój stalker.
- Jeszcze wczoraj mi go zazdrościłaś – przypomniał. – W żadnym razie nie pójdę!
- W takim razie… niech idzie najmłodszy – znalazła nowe rozwiązanie.
- A może najstarsza? – odparł Siergiej.
Urażona uwagą Kasia, a może różnicą czterech miesięcy między nią, a Marcinem wyszła na korytarz. Dystans od mieszkania Szymańskiego do sąsiada pokonała w kilka sekund. Zza drzwi nie było niczego słychać. Uderzyła w nie cicho. Żadnej reakcji. Potem głośniej. Rozległ się rumor. Zapukała trzeci raz i intuicyjnie zrobiła zwrot w tył. Drzwi do mieszkania Kowalskiego otworzyły się, a w progu stanął rosły mężczyzna w masce.
Kasia zrobiła krok do tyłu. Nabrawszy powietrza w płuca była gotowa do wydania z siebie kwiku godnego prawdziwej królowej krzyku.
Nieznajomy wyciągnął zza pasa nóż i w szaleńczym pośpiechu ruszył w stronę trójki osób stojących w progu mieszkania, przy tym kompletnie ignorując Kasię oraz jej kompetencje do bycia slasheryczną ofiarą. Dziewczyna miała na tyle rozumu w głowie, aby przebiec do mieszkania Kowalskiego i zatrzasnąć za sobą drzwi. Podobnie stało się z drzwiami do mieszkania Szymańskiego. Morderca został na korytarzu.

***

- Telefon! Policja! – rzucił hasło Siergiej wróciwszy do salonu.
Paulina nadal stała pomiędzy korytarzem, a salonem spoglądając na drzwi, za którymi stał wkurwiony morderca. Marcin usiadł na fotelu.
- To ten moment, w którym okazuje się, że telefony nie mają zasięgu – powiedział, łapiąc powietrze.
- Dlaczego miałby nie mieć zasięgu? – zdenerwował się Siergiej.
Zadzwonił telefon.
- Myślisz, że mi uciekniesz? – spytał Figlarz.
Marcin zdroworozsądkowo rozłączył się, a następnie wybrał numer do Burskiego.
- Marcin?! – odezwał się zaskoczony Andrzej. – Dobrze, że dzwonisz! W sprawie, z którą byłem u ciebie wczoraj wyszło jeszcze coś nieprzyjemnego i chciałbym o tym z tobą porozmawiać…
- Chodzi o Figlarza – wymamrotał autor.
- Tak! Skąd wiesz? – strapił się natychmiastowo. – Nieważne – odzyskał wigor. – Wracam właśnie z jego rodzinnej miejscowości i…
- Figlarz został zamordowany.
- Skąd masz takie informacje? – zdziwił się policjant. – Nic mi o tym nie wiadomo! Arkadiusz Figlarski zniknął kilka dni temu.
- No, ale dzwoniłem do Miecia i powiedział mi, że ktoś zamordował Figlarza.
- Jeśli chodzi o twojego drugiego współpracownika to on został zamordowany przedwczoraj.
- Ale… Ale ja… przed chwilą z nim rozmawiałem.
- Nie rozmawiałeś z Mieciem – poinformował go Burski. – Musiałeś rozmawiać z mordercą! Wysyłam do ciebie patrol! Do tego czasu nikomu nie otwieraj!
Następne minuty cała trójka przesiedziała jak na szpilkach. Za drzwiami rozległ się łomot. Siergiej odruchowo podniósł się i opadł na siedzenie.
- Policja!
- Już?
- Lepiej nie otwieraj – poradziła Paulina.
Marcin ruszył do drzwi. Na moment zatrzymał się w przedpokoju spoglądając na, zdawałoby się, ciągnący w nieskończoność korytarz. Intuicja podpowiedziała mu, aby po drodze zahaczyć o kuchnię. Morderca, czy nie, należało być przygotowanym.
Złapał za pierwszy nóż leżący na widoku – niefortunnie był to ten mały do skrobania ziemniaków. Szymański przyjrzał mu się z niesmakiem. Broń wydała mu się uboga i niespecjalnie efektywna.
Gdzieś jeszcze musi być nóż do krojenia mięsa – pomyślał. – Albo tłuczek do kotletów. Jezu, miałem kupić na jutro filety z kurczaka.
Wtedy rozległo się ponowne wołanie:
- Policja! Otwierać!
Schował nożyk do kieszeni i z marszu otworzył drzwi gotowy uściskać policjanta przybyłego z odsieczą. I pewnie zrobiłby to, gdyby mundurowy sam nie wpadł mu w ramiona z miejsca pozostawiając na nim czerwoną, wilgną plamę krwi. Marcin pod ciężarem policjanta załamał się i upadł na podłogę. Tuż nad nim stał Figlarz z długim rzeźnickim nożem (doskonałym, swoją drogą do krojenia mięsa, a nie jakimś badziewiem do skrobania pyrek).
- Figlarz… - wymamrotał Marcin usiłując się wyczołgać spod trupa. – Arek… Wiem, że to ty!
Morderca zdjął maskę. Twarz młodego człowieka kryjąca się pod nią nie powiedziała Szymańskiemu niczego nowego z racji, że znał Figlarza wyłącznie z forum. Był zwyczajny jak każdy inny morderca, o którym zdarzyło mu się pisać.
- Dlaczego to robisz?
- Naprawdę nie wiesz?! – spytał wściekłym głosem napastnik. – Chciałem stworzyć wspaniałą stronę o mordercach slasherycznych, a ty, Miecio i redaktor wszystko zniszczyliście. Ty nic o nich nie wiedziałeś! – krzyknął z żalem. – Z jakiej racji pisałeś o Kapturniku, jak nie znałeś go tak dobrze jak ja?!
Marcin milczał. Całą energię postanowił przeznaczyć na próby wydostania się spod zwłok. Częściowo zepchnąwszy z siebie trupa ostrożnie sięgnął do kieszeni po nożyk do obierania ziemniaków.
- Snułeś głupie teorie o tym, że żądzą mordu jest dziedziczna! A wcale nie! – głos Figlarza nabierał na sile. – Artykuł z października, w którym stwierdzasz, że andrzejkowy morderca wcale nie ma na imię Andrzej! A jak niby? – napastnik był gotowy przytoczyć dowolny artykuł Marcina wytykając mu niezgodności w każdym zdaniu, linijce, ba wyrazie!
- I jakim prawem w ostatnim artykule stwierdziłeś, że najlepszym slasherowym shoppingiem są Natalia i Adrian?! – tutaj czara goryczy przelała się ostatecznie.
- To prawda – odezwał się z głębi korytarza Siergiej. – Pan morderca ma sporo racji. Strasznie przedmiotowo podszedłeś do relacji pomiędzy ofiarami masakry w Lipkach.
Figlarz zawiesił na koledze autora.
- Królik bożonarodzeniowy – Siergiej pociągnął temat dalej: - Chyba jako jedyny nie zrozumiałeś motywu działań mordercy.
- Żeby tylko – przyznała Paulina. – O Rypanym Draniu napisałeś niemal amatorski tekst. I w ogóle jak mogłeś odnieść się w nim do Simsów?
- Tak! Dokładnie tak! – zapiał z zachwytu Figlarz. – Nie potrafisz pisać!
- Czy wy wszyscy się na mnie uwzięliście? – spytał zrozpaczony Marcin.
- Nie! To krytyka! Ostatnia przed twoją śmiercią!
Pochłonięty rozważaniami o błędach i nieudolności znienawidzonego autora, Figlarz nie zauważył nacierającej na niego z naprzeciwka Kasi uzbrojonej w tasak. Dziewczyna w dzikim szale rzuciła się na m mordercę. Niestety nie wycelowana na tyle precyzyjnie, aby dzielić mordercę tasakiem w łeb. Zamiast tego ostrze przeleciało tuż obok wbijając się w ścianę. Kasia straciła równowagę i przewróciła się jedną ręką nadal kurczowo ściskając rękojeść, co uchroniło ją przed zupełnym położeniem się na podłodze. Siergiej i Paulina zareagowali natychmiastowo. Paulina wydobyła Marcina spod trupa, zaś Siergiej odepchnął Figlarza, który o mało nie stracił równowagi potknąwszy się o Kasię. Oswobodzony Szymański przeczołgał się pod nogi Figlarza wbijając nożyk w jego udo.
- Aghha! – wrzasnął Figlarz. – Zajebię was! Wszystkich! W kolejności alfabetycznej!
W jednej chwili Marcin poczuł przypływ sił umysłowych i w akcie ostatecznego oświecenia, które spływa na głupka w chwili kryzysu i dopadł do broni martwego policjanta. Wycelował, wołając:
- Ej…
Zdezorientowany morderca spojrzał na chłopaka.
Marcin otworzył usta chcąc coś powiedzieć przed naciśnięciem spustu. Niestety nic sensownego i pasującego do chwili nie przychodziło mu do głowy. Był jednak na tyle zdeterminowany, aby przed oddaniem strzału rzucić hasłem niczym Sidney Prescott w Krzyku.
- Dostałeś jakiegoś niedowładu umysłowego? – spytał troskliwie morderca.
- Następnym razem – zaczął z miną badassa – zostaw wiadomość.
Wystrzelił dwukrotnie trafiając w klatkę piersiową Figlarza. Ten upuścił nóż i powoli usunął się na ziemię, aby ostatecznie spaść ze schodów, zatrzymując się na półpiętrze.
Kasia, Paulina, Marcin i Siergiej stłoczyli się w drzwiach mieszkania w milczeniu usiłując zebrać myśli.
- Czy to było straszydło? – spytała Paulina.
- Właściwie… - zaczął Marcin. – To było straszydło.
Szymański ze spokojem podszedł do schodów i spojrzał w dół. Figlarza już tam nie było.

***

- Jak jest twój znienawidzony autor? – spytał głos w słuchawce.

sobota, 29 czerwca 2024

Figlarz

UWAGA! SPOILERY! 

Figlarz
Debiut
Pomyłka (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.1)
Ostatni występ
Kiedy dzwoni stary znajomy (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.2)
Kill count
4
Inspiracja
Krwawy odwet (1986)
Tożsamość
Arkadiusz Figlarski
Cel
Zemsta na twórcach "Slasherowej Rzeźni"
Broń
Różne
Lata aktywności
2020
Wiek
33
Zawód
Morderca
Miejsce zamieszkania
Lipki
Status
Nieznany

 

Historia 

Slasherowa Rzeźnia 

Po serii artykułów na temat slasherowych morderców Marcina Szymańskiego, jego redaktor, Sawicki nakłania chłopaka, aby z dwójką znajomych z forum „Slasherowa Rzeźnia” założył stronę poświęconą mordercom. Marcin, Miecio i Figlarz nie potrafią się dogadać i projekt upada. Cztery lata później Arek Figlarski postanawia zabić wszystkich odpowiedzialnych za upadek strony. Pod pseudonimem Figlarz zaczyna nękać Szymańskiego telefonami, a w międzyczasie zabija Miecia, redaktora Sawickiego i sąsiada Marcina. W ostatniej walce zostaje raniony i spada ze schodów, ale jego dalsze losy nie są znane.


Lista ofiar
Kolejność
OfiaraOkolicznościRozdział
Figlarz
1 autor Mieciozabity dzień przed akcją opowiadania
Kiedy dzwoni stary nieznajomy (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.2)
Arek
 2
redaktor Sawicki uduszony słuchawką telefonu w w redakcji
Pomyłka
(Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.1)
 
Arek
3
sąsiad Kowalskizamordowany we własnym mieszkaniu
Kiedy dzwoni stary nieznajomy (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.2)
Arek
4
policjant
zaatakowany na klatce schodowej
Kiedy dzwoni stary nieznajomy (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.2) 
Arek

 

Cytaty:

Wygląd maski (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.1):

"Chociaż maska była wykonana z taniego tworzywa to zaskakiwała profesjonalnym wyglądem. Miała kremowy kolor, paciorkowe oczy i krzywy uśmieszek, od którego odchodziły zmarszczki. Głowę przyozdabiała czapka z trzema rogami wykończonymi złotymi dzwoneczkami. Żaden z nich nie wydawał z siebie dźwięku".

Ciekawostki:

Początkowo chciałem wzorować maskę Figlarza na masce z filmu Smile, ale przydomek nie pasował mi do "twarzy" i zmieniłem maskę na tę z "Krwawego odwetu".


Slasher. Nieodebrane połączenie

UWAGA! SPOILERY! 

Slasher. Nieodebrane połączenie
Pierwszy rozdział
Pomyłka
Ostatni rozdział
Kiedy dzwoni stary znajomy
Ilość rozdziałów
2
Prefiks
NP
Czas akcji
2020
Miejsce akcji
Kowaliki
Antagonista
Figlarz
Znajomość historii
Najlepiej przeczytać po Slasher 4. Ostatni rozdział
Powiązanie
Slasher. Szkoła
OpisMłody i wyjątkowo przystojny pisarz jest nękany przez wariata.

 
Spis treści
Rozdział Tytuł
1Pomyłka
2Kiedy dzwoni stary znajomy

Główni bohaterowie

Marcin

Kasia

Paulina

Sergiej

Postaci drugoplanowe/epizodyczne:

redaktor Sawicki

sąsiad Kowalski

komendant Burski

autor Arek

Cytaty:

O występowaniu Slasherów (Slasher. Nieodebrane połączenie, rozdz.2):

"Częste zjawisko występowania trupów i morderców w maskach przez lipczan mogło być uznawane za naturalne, w granicach absurdalnej normy, jak miejscowa fauna i flora oraz zjawiska atmosferyczne". 

Nieodebrane połączenie: Pomyłka (rozdział 1)

Był piątkowy wieczór. Mail z redakcji nie przyszedł ani we wtorek, ani we środę, ani we czwartek stanowiący ostatni, umówiony z redaktorem, termin. Zaniepokojony raz jeszcze przejrzał tekst wysłany do publikacji. Prześmiewczy, jak mu się wcześniej wydawało, tytuł teraz brzmiał idiotycznie, ale jeszcze nie na tyle, aby nie przeczytać go na głos:
„Kiedy twoja babcia okazuje się szaleńcem w masce. Różne ujęcia slaszerycznych morderców”.
Wybrał z pamięci numer do redakcji. Po dwóch sygnałach telefon odebrał redaktor.
- Słucham.
W jednej chwili autora opanował strach przed rozmową. W najgorszym koszmarze stanowiącym interakcję z pracodawcą podjął decyzję o jej zakończeniu. Tryumfalnie rzucił słuchawką, aby przez ułamek sekundy poczuć się jak bohater. Niczym Alice Grady wymierzająca sprawiedliwość stępioną maczetą. Był bohaterem dla siebie samego. Ułamek sekundy minął. Niczego się nie dowiedział. Pozostało wrócić na kanapę w poczuciu klęski. Nagle rozbrzmiał telefon. Z nową energią rzucił się do słuchawki.
- Halo?
- Cześć, Marcin – odezwał się redaktor. – Dzwoniłeś?
- E… - dał sobie moment na zastanowienie. – Nie.
- Dzwoniłeś i nie odezwałeś się – tym razem głos redaktora zabrzmiał groźniej.
- Skąd wiesz, że to ja? – spytał chwilowo nie panując nad własnym idiotyzmem.
- Wyobraź sobie, że smartfony wyświetlają numery telefonów.
Wyobrażenie złośliwego smartfona wyświetlającego numer telefonu uderzyło w niego dosadnie i agresywnie pozostawiając po sobie uczucie zażenowania.
- Słuchaj – powiedział zmęczonym głosem. – Jeszcze jestem w pracy. Jeśli czegoś chcesz to mów.
- Byłem ciekawy… - teraz nie było odwrotu. – Byłem ciekawy… - rzuć słuchawkę, rzuć słuchawkę, słyszał w głowie, nie rób tego! - Chciałem wiedzieć, czy przejrzałeś podesłany tekst.
Westchnięcie po drugiej stronie słuchawki było niemal rozdzierające. Dobrze wiedział dokąd zmierzała dalsza część rozmowy. Redaktor powie mu o tym, że ma talent, że potrafi pisać, ale ten tekst jest niedopracowany, że można go dopuścić do druku po drobnych poprawkach i…
- Gówno, a nie tekst – usłyszał, ale dalej nie dodał niczego o talencie, niedopracowaniu i drobnych poprawkach. Temat urwał się na śmierdzącym obiekcie.
- Mam napisać nowy?
- Nie wiem - uniknął odpowiedzi. – Banał goni banał i o ile ostatnio wepchnąłem twój tekst o morderczym klaunie, tak ten o babci już nie przejdzie. Po prostu nie.
- To o czym mam pisać?
- Możesz pisać o slasherowych mordercach – przyznał łaskawie redaktor. – Ale rób to w ramach reportażu, a nie pieprząc o jakiejś freudowskiej analizie psychologicznej.
- Myślałem… - wszedł mu w słowo. – Myślałem, że ludzi interesują takie profile.
- Owszem, interesują, ale muszą być wykonane przez kogoś kompetentnego, a nie człowieka, który o sprawach slasherowych morderców pisze wyłącznie w oparciu o informacje znane z mediów. Innymi słowy, nie chcesz pisać gówna, nabierz doświadczenia!
Rozłączył się.
Marcin jeszcze chwilę stał ze słuchawką przyciśniętą do ucha analizując cenną poradę redaktora.
- Czy ja mam się dać zabić dla nabrania doświadczenia?
Znowu zadzwonił telefon. Marcin odebrał już z automatu.
- Słuchaj! – po drugiej stronie odezwał się dźwięczny głos Pauliny. – Jesteśmy u ciebie za dwadzieścia minut!
Rozłączyła się.
Rozmowy telefoniczne z Pauliną zwykle przebiegały w ten sam sposób. Były krótkie i informacyjne. Ponadto dziewczyna nigdy się nie przedstawiała, co charakteryzowało jedynie dwie, nie uprzedzając dalszych slasherycznych faktów, znajome Marcinowi osoby.
Czasami zastanawiał się, czy przyjaciół ściąga do niego jakaś dziwna aura niepowodzeń? Gdy w życiu przytrafiała mu się mała lub wielka szkoda dzwonił telefon. Taki informacyjny od Pauliny, od Kasi zawsze przeciągał się do późnych godzin nocnych, zaś ten od Siergieja zawsze zaskakiwał. I chociaż był wdzięczny za zainteresowanie i bez tych telefonów czułby się okropnie źle to musiał pomarudzić na ich upierdliwość oraz bezzasadność.
Telefon zadzwonił. Odebrał i śmiało odezwał się pierwszy.
- Halo.
- Halo – odpowiedział pan po drugiej stronie.
- Tak?
- Kto mówi? – spytał pan po drugiej stronie.
- A z kim chcesz rozmawiać? – odbił przezornie pytaniem.
- Co to za numer? – pan po drugiej stronie wykazywał objawy ewidentnego zidiocenia ewentualnie zachowanie godne telemarketera usiłującego wyłudzić czas.
- Pomyłka – odparł Marcin odkładając słuchawkę.
Przez moment czuł się jak Drew Barrymore. Z tym, że sam nie posiadał blond grzywki, ale reszta była całkiem podobna. I wtedy znowu zadzwonił telefon.
- Tak? – tym razem zmienił formę w nadziei, że rozmawia z którymś ze swoich przyjaciół.
- To znowu ja – w telefonie rozbrzmiał głos faceta od pomyłki.
Pijany albo głupi – pomyślał Marcin i w miarę grzecznie odpowiedział:
- Pomyłka.
- Nie rozłączaj się! Musimy porozmawiać!
- Kim jesteś?
Nieznajomy nie miał zamiaru odpowiadać na tak tendencyjne i psujące dalszą zabawę pytanie:
- Jaki jest twój ulubiony slasherowy morderca?
- Em… - Marcin zawahał się.
Zagadnienie slasherowych morderców było na tyle szerokie, że nie potrafił odpowiedzieć na pytanie z marszu. Jeżeli powie Króliczek Bożonarodzeniowy to skompromituje się na całej linii mimo upodobania do jego genezy. Z kolei Szyderca był ciekawy ze względu na genezę jak i późniejszy, okryty tajemnicą los. Ostatecznie postanowił wybrać bezpieczną klasykę:
- Rypany Drań! A twój? – spytał, dając się wciągnąć w idiotyczną dyskusję.
- Zgadnij.
- Kapturnik?
- Ten koleś z Lipek? – dopytał rozmówca.
- Tak – dla uściślenia dodał: - ten pierwszy. Kolejny Kapturnik był beznadziejny.
Rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Marcin pożegnał rozmówcę i pobiegł otworzyć. W korytarzu rozległ się raban. Paulina i Kasia spotkały na klatce Siergieja i w tym składzie dobili do mieszkania.
Kasia od razu zaczęła opowiadać o meandrach związanych z nieplanowaną wizytą, Siergiej zaczął rozpakowywać zakupy składające się głównie z wina i zakąsek, zaś Paulina usiadła w oknie z papierosem i spokojnie przyglądała się pozostałej trójce dyskutującej o jakichś idiotyzmach.

***

- Nie rozumiem – przyznał Siergiej. – Dlaczego nie piszesz książki?
Marcin wzruszył ramionami. Zaintrygowany krwawymi wydarzeniami w Lipkach zaczął zbierać informacje na temat Kapturnika mające stanowić zalążek powieści dziennikarsko-kryminalnej, w której fikcja plotła się z rzeczywistością.
W tamtym okresie kontaktował się nawet z lekarzem medycyny sądowej, aby ten mu wyjaśnił jak nazywa się takie coś, co jak się włoży do środka nóż to poza krwią wypłynie takie inne, czarne, nie krew, ale bardziej jak atrament. Z tym, że jaśniejsze. Biegły odmówił zdradzenia tajemnicy.
Z czasem dziennikarskie śledztwo nabrało rozmachu, ale prace nad powieścią stały w miejscu. Następowały kolejne zbrodnie w innych częściach Polski, a Marcin zaczął opisywać zbrodniarzy w gazecie. Fragment po fragmencie książka zmieniała się w artykuły.
- Nie wiem – odparł. – Nie mam… Nie chcę pisać książki – skłamał.
Rozmowę przerwał telefon od natręta:
- Dlaczego się rozłączyłeś?
- Bo mam gości. Do widzenia! – rozeźlony tematem książki odburknął rozmówcy i odłożył słuchawkę.
- Kto to był? – spytała Kasia.
- Mój stalker. Wydzwania do mnie cały wieczór.
- Też chciałabym mieć stalkera – przyznała z wyrzutem dziewczyna dolewając do kieliszków wina. – Do mnie nikt nie wydzwania – w głosie dziewczyny rozbrzmiała melancholia.
- Możesz wziąć sobie mojego – odparł pojednawczo. – Dziwny koleś… Dzwoni do obcego i wypytuje się o moich ulubionych slasherowych morderców.
- Robi sobie żarty – rzucił Siergiej.
- Całkiem możliwe – poparła Paulina. – Jaka jest szansa, że przypadkowo dzwoni do autora znanego z artykułów na temat morderców i pyta o slashery?
Trudno było uwierzyć w taki kuriozalny przypadek. Marcin zaczynał podejrzewać udział redaktora w jakimś większym spisku. Zasadności spisku nie rozumiał, ale coś mogło być na rzeczy i należało o to wypytać dziwaka, gdy znowu zadzwoni. Następny telefon przyszedł po dwudziestu minutach i treścią zgoła różnił się od poprzednich. Tym razem były jęki, pomruki i stłumione krzyki. Pechowo tym razem telefon odebrała Paulina.
- Kim jesteś? Dlaczego to robisz? – próbowała przekrzyczeć idiotę po drugiej stronie.
- Stój, proszę! Hehehe… Pomocy! Grhszcz… – po tych słowach nastąpiło przysadziste, gardłowe beknięcie.
Kasia wyrwała słuchawkę Paulinie i grzecznie, ale stanowczo odpowiedziała:
- Zrób nam przysługę i wsadź język do gniazdka.
- Zabiję cię – idiota zabrzmiał śmiertelnie poważnie.
- Bardzo dojrzale – odparła. – Ile ty masz lat? Rodzice w domu?
- Zamknij się!
- Najpierw się rozłącz.
W słuchawce rozległ się gulgot złości.
- Sama się rozłącz! – fuknął urażony.
- Nie mam zamiaru! To ty leczysz kompleksy przez wydzwanianie do obcych osób i bekanie do słuchawki. Nie wiem... Mama ci przyklejała klocki do podłogi, czy co?
- Zostaw moją mamę! – zawołał płaczliwie. – Idioci! Sprowadzacie na siebie gniew Figlarza! – rozłączył się prędko w obawie, iż przy Kasi ostatnie słowo nie będzie należało do niego.
- Figlarz… - wymamrotał Marcin. – Jakiś durny żart.
Gdzieś już słyszał to imię.

***

Chociaż maska była wykonana z taniego tworzywa to zaskakiwała profesjonalnym wyglądem. Miała kremowy kolor, paciorkowe oczy i krzywy uśmieszek, od którego odchodziły zmarszczki. Głowę przyozdabiała czapka z trzema rogami wykończonymi złotymi dzwoneczkami. Żaden z nich nie wydawał z siebie dźwięku. Nie pamiętał, czy dzwonki  kiedykolwiek wydawały z siebie dźwięk.
Dziad lub baba nie chcąc zdradzać dokładnych szczegółów założył ją przed wejściem do holu redakcyjnego. Zachichotał lub zachichotała… dobra, dla wygody przyjmiemy płeć męską, a w domyśle nieznaną. Zachichotawszy przemknął przez pusty korytarz, aż do biura redaktora.
- A ty to kto? – spytał zaskoczony widokiem faceta w masce błazna. – Jak tu wszedłeś?
- Chciałbym pożyczyć twój telefon – zaśmiał się.
- Ochrona cię wpuściła?
- Ochrona udała się na wieczny spoczynek! – zaśmiał się głośno, jakby usłyszał najlepszy żart świata.
Redaktor zerwał się z miejsca, a napastnik rzucił się na niego przez biurko. Obaj wylądowali na podłodze. W trwającej szamotaninie redaktor ściągnął maskę i na chwilę oniemiał.
- Ty?
Morderca nie przejmował się zdemaskowaniem. Korzystając z chwilowej dekoncentracji sięgnął za pas po rzeźnicki nóż, a następnie wbił go w szyję redaktora. Teraz ze spokojem mógł założyć maskę. Niespodziewanie krew trysła na niego. Nieprzygotowany na widok juchy morderca poczuł jak robi mu się niedobrze. Największym mankamentem jego morderczego planu był fakt, że obrzydzała go krew.
Usiadł przy biurku. Złapał oddech i wykręcił numer telefonu. Po dwóch sygnałach ktoś odebrał.
- Jaki jest twój ulubiony morderca ze slasheru?

niedziela, 23 czerwca 2024

Kapturnik [Jak pozbyć się ciała?]

Samo stuknięcie Julii Kołacz obuchem siekiery nie było wysoce skomplikowane. Wystarczył porządny zamach i zdecydowany ruch do przodu. Denatka, bez zbędnego dramatyzmu, upadła na podłogę i tam już pozostała do końca spektaklu.
Zuza zsunęła z głowy kaptur wcześniej upewniwszy się, że nikt nie świadkował przy zbrodni. Dopiero teraz zauważyła pewne mankamenty planu swojego chłopaka. Będąc jednak w pełni oddaną miłości i idei, w takowej kolejności, postanowiła nie krytykować pomysłu tygryska. Stało się. Teraz muszą iść z prądem i zobaczyć dokąd dopłyną.
- I jakie to uczucie? – spytał Paweł stojący na półpiętrze.
Zuza wzruszyła ramionami. Adrenalina wyparowała bardzo szybko. W zasadzie tylko podejście Julii było emocjonujące. Pozostało pytanie, jak pozbyć się trupa?
- Myślałam, że będę się denerwować, ale nie… - stwierdziła.
Paweł zbiegł po schodach i natychmiast odebrał od ukochanej siekierę. Z troską przepakował zakrwawione narzędzie zbrodni do worka.
- Musimy to jakoś posprzątać – powiedziała delikatnie szturchając trupa nogą.
Trudno powiedzieć, na jaką reakcję liczyła.
- Tak – pokiwał głową. – Gdybyśmy ją tu zostawili to nie trzeba byłoby sprzątać.
- To może ją zostawmy? – zasugerowała nieśmiało Zuza.
- Nie! – sprzeciwił się wyraźnie. – Musimy odbudować tradycję! Mój ojciec swoje dziesięć osób zabił w nawiedzonym domu – powiedział na jednym wdechu, a po krótkiej pauzie dodał: - przynajmniej tak mi się wydaje.
Zuza średnio widziała pana Ostrowskiego jako mordercę, który kilkanaście lat wcześniej miał rzekomo zabijać ludzi z Lipek. Dla niej legenda o Dekadzie Zbrodni była historią o zniknięciach, a nie morderstwach. Jasne, człowiek nie kamfora, nie zniknie od tak sobie. Wykluczając kosmitów i dziwne teorie spiskowe, dziesięć osób musiało nie żyć. I chociaż czuła, że nie żyją to gdzieś w myślach pozostawali zaginionymi, osobami, które po prostu odeszły z Lipek.
Potem poznała matkę Pawła i wszystko się zmieniło.
- Przewieziemy ciało w bagażniku – powiedział Paweł łapiąc trupa za nogi.
Zuza złapała za nadgarstki.
Wolno ruszyli do wyjścia na boisko bezpośrednio połączone z parkingiem, na którym stał samochód ich ofiary.
Upychając denatkę do bagażnika Paweł wyglądał niezwykle przystojnie. Miał piękne oczy, których zieleń mieszała się z morderczym obłędem.
- Kocham cię – powiedział Ostrowski.
Zuza poczuła żal. Gdyby nie ostatnie wydarzenia nigdy nie poznałaby Pawła. Ich dotychczasowy kontakt kończył się na sporadycznym „cześć” przed klasą. Kilka tygodni temu zagadała go o matkę. Pojechała z nim do Kowalik, gdzie przebywała pani Ostrowska. To jej słowa odnośnie zaginionych pchnęły ich do poszukiwania odpowiedzi. Brnąc w przerażającą rzeczywistość odkryli, kto naprawdę stał za zbrodniami dokonanymi lata temu.
- Mój ojciec jest mordercą – powiedział Paweł.
W jego głosie nie było rozczarowania, czy złości. Było zmęczenie.
- Co chcesz z tym zrobić?
- A co mam z tym zrobić?
- Pójść na policję? Pogadać z nim? Zapomnieć?
Pocałował Zuzę. To był bardzo krótki i gorzki pocałunek. Po nim spojrzał na nią przepraszająco.
- Mam inny pomysł.
Tak zapoczątkowali slasheryczną historię w Lipkach. Na moment stali się panami sytuacji. Niczym mściwe demony kroczyli ulicami miasta wybierając sobie kolejne ofiary. Pisali historię, której wielkim, choć anonimowym, fragmentem był pan Ostrowski.
- Dobra, zawiozę ciało, a potem odstawię samochód pod szkołę i wrócę do nawiedzonego domu z tymi chłopakami – podsumował Paweł. – Ty wracaj do domu.
- Dlaczego akurat oni? – spytała.
- Konrad się doczepił, ale dzięki jego pomysłowi z projektem mamy powód, żeby pojawić się w tym domu.
- A twój kolega?
- Bo to mój kolega. Chciałbym, aby uczestniczył w tym wydarzeniu.
- A Korba?
- Najważniejszy jest Adrian. Jego ciotka była jedną z ostatnich ofiar mojego ojca. Obecność Adriana to swego rodzaju hołd.
- Naprawdę robimy to tylko z jego powodu?
- Nie. Moim powodem jest ojciec. Muszę być taki jak on. Nie... – wymamrotał. – Chcę być taki jak on.

Rajmund Najma

UWAGA! SPOILERY! 

Rajmund Najma

Debiut
Duch czy nie duch? (Slasher 2. Hotel, rozdz.2, wspomniany)
Ostatni występ
Wariaci wokół nas (Slasher 2. Hotel, rozdz.4, wspomniany)
Inne występy
Slasher. Jak pozbyć się ciała?, rozdz.1
Kill count
0
Wiek
46
Zawód
Notariusz
Miejsce zamieszkania
Hotel Barok
Ulubiony slasher
Motel Hell (1980)
Status
Nie żyje
Relacje Olgierd (klient)

 

Historia

Przed Slasher 2. Hotel

Pracuje dla Olgierda Hoffmana. W 2003 roku przybywa do hotelu z testamentem nestora. Zostaje zamordowany przez Rypanego Drania.


Cytaty:

Samopoczucie po śmierci (Slasher. Jak pozbyć się ciała?, rozdz.1):

"Uczucia mi towarzyszące określić można było jednoznacznie; beznadzieja, przygnębienie, poczucie pustki, aby nie filozofować, byłem wtedy wkurwionym człowiekiem, a co gorsza również martwym".

Rypany Drań [Jak pozbyć się ciała?]

Bardzo nieprzyjemna zaszłość bezdyskusyjnie sprowadziła mnie do stanu ostatecznego i nieodwracalnego. Uczucia mi towarzyszące określić można było jednoznacznie; beznadzieja, przygnębienie, poczucie pustki, aby nie filozofować, byłem wtedy wkurwionym człowiekiem, a co gorsza również martwym.
Trzy ciosy nożem sprawiły, że ja, Rajmund Najma, straciłem życie. Teraz leżałem z bebechami wywalonymi na wierzch i spoglądałem w sufit pokoju hotelowego, w którym to doszło do nieprzyjemnej konfrontacji z moim zabójcą.
Teraz dziad w masce nerwowo łaził po pokoju przeglądając moje dokumenty.
Ha, nic tam nie znajdziesz – tu pogratulowałem samemu sobie. Najważniejszy papierek spoczywał w bezpiecznym i cichym miejscu.
Odłożył dokumenty, pochwycił nóż, a następnie zamachnął się nim w moją stronę. Nie wiem, liczył, że powstanę jak zombie pożeracze mięsa? Jako weganin poczułem się urażony własną insynuacją i postanowiłem w martwej ciszy oczekiwać dalszego rozwoju wypadków.
- Że też musiałeś przyjechać! Akurat teraz jak wszystko zaczynało się układać! I po co?
Dziad rzucił nóż do napełnionej umywalki. Woda zabarwiła się na głęboką czerwień. Miałem ogromną nadzieję, że głupota zabójcy sprawi, iż pozostawi on nóż w wodzie i wpadnie w ręce policji. Przez większość życia pracowałem policją z czego tylko jeden był szalonym gliną. Reszta była normalna, zdrowa na umyśle, sercu i duszy. Gdy tak filozofowałem usłyszałem jakiś rumor.
Po chwili do pokoju wrócił morderca. Złapał mnie za nadgarstki i niczym tobół z ziemniakami spróbował unieść mnie. Operacja zakończyła się fiaskiem z dwóch powodów. Po pierwsze byłem ciężki, po drugie postanowiłem po złości zaprzeć się i wyszło koncertowo z racji stężenia pośmiertnego. Zagadką był brak martwicy mózgu. Na moment zmroził mnie fakt, że kontaktuję mimo śmierci. Czułem się jak w koszmarze z ulicy Wiązów.
Dziad dał za wygraną. Puścił moje nadgarstki, a ja twardo truchłem o ziemię. Coś śliskiego wypadło z otworu w brzuchu. Miałem nadzieję, że nie jest to moja wątroba. Nie chciałem zostać bez wątroby i jelit. Jelito mogłem, odżałować, ale utrata kolejnego narządu wydała mi się szalenie niesprawiedliwa.
- Piła – wyszeptał morderca. – W kawałkach łatwiej cię przeniosę.
Bezpieczeństwo pozostania z moją wątrobą w jednym i nierozerwalnym teamie zawisło na włosku niczym podział na dwie grupy w bandzie Scooby’ego. Wariat chciał mnie pociąć na kawałki! Trup zgoda, ale żeby zaraz tak radykalnie?! No bez przesady! Moja niechęć względem do zamaskowanego mordercy wzrosła znacząco.
Bandyta zaczął sprzątać pokój; zabrał nóż, dokumenty i głowy za to nie dam, z racji, że nie mogłem nią poruszać, ale chyba też zabrał moją czystą bieliznę upchaną na spód walizki. Nie żeby jeszcze kiedykolwiek miała mi być potrzebna. Mimo wszystko jej przywłaszczenie potraktowałem już jako personalny atak na moją martwą osobę. Zaparłszy się w sobie spróbowałem podnieść się z pozycji leżącej. Odchodząca nadzieja zmobilizowała mnie do poruszenia małym paluszkiem, a następnie całą nogą. Odzyskawszy panowanie nad chwiejnym ciałem postanowiłem zorganizować dziadowi świt żywych trupów, a co? Niech ma za swoje! W szaleńczym pędzie rzuciłem mu się do szyi i ugryzłem mięso jak nie ja! Ale miał minę, a ja satysfakcję…
Po chwili uświadomiłem sobie, że moja wyobraźnia działa nader dobrze. Nie poruszyłem się z miejsca, w którym leżałem od chwili zadania mi pierwszego ciosu, ale przynajmniej rozum jakoś pracował.
Morderca szybkim krokiem przeszedł z pokoju do łazienki i tyle go widziałem. Leżałem usiłując liczyć wyimaginowane, czarne owce na suficie, ale po doliczeniu do 1408 odechciało mi się.
Przed drzwiami do pokoju 23 usłyszałem jakiś rumor. Głosów nie rozpoznawałem, bo im dłużej pełniłem funkcję trupa w tej makabresce tym mniej rzeczy potrafiłem logicznie objąć rozumem. Do iście krwawego kurortu trafiłem. Po chwili dwójka facetów wyłamała drzwi. Rozległ się krzyk. Znaleźli trupa, brawo! Czułem jak ostatnie nie-trupie elementy mojej bytności, łącznie z wątrobą, opuszczają ciało. To był już koniec. I pomyśleć, że zmarłem mając na sobie krawat, którego tak nie znosiłem. Ech, bywa i tak.

Slasher. Jak pozbyć się ciała?

UWAGA! SPOILERY! 

Slasher. Jak pozbyć się ciała?
Pierwszy rozdział
Rypany Drań
Ostatni rozdział
Kapturnik
Ilość rozdziałów
2
Prefiks
JPC
Czas akcji
2003, 2009
Miejsce akcji
Bursztynowo, Lipki
Antagonista
Rypany Drań, Kapturnik
Znajomość historii
Rozdział 1 przeczytać po opowiadaniu Slasher 2. Hotel, zaś rozdział 2 po opowiadaniu Slasher.
Powiązania
Slasher
Slasher 2. Hotel
OpisZamordowano człowieka. Znowu... Krótkie opowiadania przedstawiające znane historie z innej perspektywy.

 
Spis treści
Rozdział Tytuł
1Rypany Drań
2
Kapturnik
 
Główni bohaterowie
Rajmund Najma
Witold Hoffman

Ksenia Wojcieszek

 UWAGA! SPOILERY! 

Ksenia Wojcieszek

Debiut
Od 25.12 do 06.01 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2)
Ostatni występ Od 25.12 do 06.01 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2)
Kill count
0
Wiek
60
Zawód
Medium
Miejsce zamieszkania
Witkowo
Ulubiony slasher
Profondo rosso (1975)
Status
Nie żyje
Relacje Marika (synowa)
syn

 

Historia

Slasher X-slash. Krwawe święta

Po kolacji świąteczniej wychodzi przed dom nakarmić kota Felusia. Wtedy zostaje zaatakowana przez mordercę. Jej zwłoki zostają znalezione na drugi dzień.

Ewa

 UWAGA! SPOILERY! 

Ewa
Debiut
Od 22.12 do 24.12 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.1)
Ostatni występ Od 25.12 do 06.01 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2)
Kill count
0
Wiek
33
Zawód
Nauczycielka
Miejsce zamieszkania
Łódź
Ulubiony slasher
Tourist Trap (1979)
Status
Żyje
Relacje Tomas (narzeczony)
ojciec

 

Historia

Slasher X-slash. Krwawe święta

Przyjeżdża na święta do Witkowa, aby poznać ciotkę narzeczonego. Jest ostatnią, planowaną ofiarą Bożonarodzeniowego Króliczka Wielkanocnego. 


Cytaty:

Ksenia o aurze Ewy (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2):

"Pani Ksenia od razu określiła aurę Ewy jako niebieską".

sobota, 22 czerwca 2024

Marika Wojcieszek

 UWAGA! SPOILERY! 

Marika Wojcieszek

Debiut
Od 22.12 do 24.12 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.1)
Ostatni występ Od 25.12 do 06.01 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2)
Kill count
7
Wiek
34
Zawód
Kasjerka
Miejsce zamieszkania
Witkowo
Ulubiony slasher
Cherry Falls (2000)
Status
Nie żyje
Relacje BKW (alter ego)
Tomas (kolega ze szkoły)
Bianka (sojuszniczka)
Ksenia (teściowa)
mąż
brat (+)

 

Historia

Przed Slasherem

Uczęszcza do szkoły podstawowej w Witkowie. Zakochuje się w koledze z klasy - Tomasie. Zabija starszego brata i jego kolegów po tym, jak ci zaatakowali Tomasa. Bianka Holomek pomaga jej ukryć ciała ofiar. Po ukończeniu edukacji wychodzi za mąż za pana Wojcieszka i rozpoczyna pracę w sklepie spożywczym.

Slasher X-slash. Krwawe święta

Nadal utrzymuje kontakt z Bianką Holomek. Powrót Tomasa do Witkowa budzi w niej morderczy instynkt. Kradnie z wypożyczalni strój królika i w przebraniu morduje przypadkowe osoby. Z pomocą Bianki usiłuje zabić Ewę, ale zbrodni zapobiega Tomas. W trakcie walki rani ukochanego, który ostatecznie zabija ją.

 

Cytaty:

Tomas o sobie i Marice (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2):

"Rudy i blondynka".

Bianka o miłości Mariki do Tomasa (Slasher X-slash, Krwawe święta, rozdz.2):

"Żadna kobieta nie poświęciłaby dla ciebie tyle co Marika! Powinieneś jej dziękować na kolanach! Jednak wszyscy jesteście tacy sami"!

Bianka Holomek

 UWAGA! SPOILERY! 

Bianka Holomek
Debiut
Od 22.12 do 24.12 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.1)
Ostatni występ Od 25.12 do 06.01 (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2)
Kill count
0
Wiek
70
Zawód
Emerytka
Miejsce zamieszkania
Witkowo
Ulubiony slasher
Friday the 13th (1981)
Status
Nie żyje
Relacje Tomas (siostrzeniec)
Marika (sojuszniczka)
Janka (siostra +)
Emina (alter ego)

 

Historia

Przed Slasherem

Na prośbę siostrzenicy przejmuje opiekę nad jej synem, Tomasem. W 1989 roku jest świadkiem ataku trzech chłopców na Tomasa. Używa Mariki do zabicia chłopców, a następnie pomaga jej ukryć ich ciała.

Slasher X-slash. Krwawe święta

Zaprasza Tomasa wraz z narzeczoną na święta. Ponownie manipuluje Mariką, aby tym razem pozbyć się Ewy. Ostatecznie zostaje zabita przez Bożonarodzeniowego Króliczka Wielkanocnego. 

 

Cytaty:

Tomas o Biance i Eminie (Slasher X-slash, Krwawe święta, rozdz.1):

"Wtedy dopiero uderzyło mnie podobieństwo obu ciotek. Jako głupi dzieciak nie miałem pojęcia, że są one bliźniaczkami".

"Bianka i Emina w mojej pamięci utarły się jako ekscentryczne, stare panny. Mieszkały osobno i chyba dobrze, bo każdorazowa wizyta Eminy wyprowadzała Biankę z równowagi. Miały te swoje dziwaczne rozmowy"

Janka o relacji z siostrą (Slasher X-slash, Krwawe święta, rozdz.1):

"Dzieliła nas przepaść wiekowa i… one zawsze rozmawiały między sobą. Zawsze miały jakiś temat. Jakie były denerwujące z tym swoim „tęskniłaś za mną” i jeszcze ten chichot".

Tomas o przekonaniach ciotki (Slasher X-slash, Krwawe święta, rozdz.1):

"Najsmutniejszym było to, że w przekonaniu o istnieniu jakiejś klątwy Emina spędzała samotnie kolejne święta. Nie wierzyła w miłość oraz czułość. Dla niej mężczyźni byli źli, wszyscy poza mną"

Tomas o ciotce (Slasher X-slash. Krwawe święta, rozdz.2):

 "jak widać już wtedy była nieźle pierdolnięta"