środa, 3 lipca 2024

Nieodebrane połączenie: Kiedy dzwoni stary znajomy (rozdział 2)

Częste zjawisko występowania trupów i morderców w maskach przez lipczan mogło być uznawane za naturalne, w granicach absurdalnej normy, jak miejscowa fauna i flora oraz zjawiska atmosferyczne. Być może porównanie dosadne i niewłaściwe, ale dla mieszkańców Lipek morderstwa zwłaszcza po zeszłorocznej rzezi stały się czymś w rodzaju powracającego wydarzenia. W oddalonych o kilka kilometrów Kowalikach takie eventy uznawano już za niepożądaną anomalię.
Komisarz Andrzej Burski sprawujący władzę nad policją w Lipkach i podlegających pod nie Kowalikach miał trudny orzech do zgryzienia. Kolejny rok. Kolejna zbrodnia. Czyżby kolejny morderca? Sam złapał się na myśleniu o kolejnej serii, a nie dla przykładu zwykłej zbrodni w afekcie. Uszami wychodziły mu sprawy debili w maskach, którzy zabijali, bo tak. Gdzie staromodne morderstwo z zazdrości, działanie pod wpływem emocji, trucie arszenikiem, rozboje? Jakiś zwykły trup nie powiązany z maską i idiotyczną zabawą w kotka i myszkę. 


***

Marcina Szymańskiego Andrzej Burski poznał dziesięć lat wcześniej przy okazji kapturniczej imprezy, która wstrząsnęła Lipkami. Niewiele starszy od bohaterów tamtej afery chłopak zbierał materiały do powieści luźno zainspirowanej wydarzeniami, które rozegrały się w wyżej wspomnianym miasteczku. Z czasem pisarz zaczął poszukiwać materiały na temat podobnych przypadków, którymi dzielił się na łamach gazety w Kowalikach.
Andrzej polubił młodego dziennikarza i z przyjemnością zdradzał mu, jako jedynemu przedstawicielowi mediów, informacje na temat kulis zbrodni. Z kolei Marcin odwdzięczał się Burskiemu umiarkowanym wścibstwem i nienatarczywością.
Z racji zaufania Burski postanowił odwiedzić znajomego prywatnie, a ewentualne służbowe rozmowy postanowił przełożyć na późniejszy termin. Marcina o dokonanie zbrodni nie podejrzewał, ale trop musiał sprawdzić dla formalności.
Widok znajomego komisarza wywołał w pisarzu mieszane uczucia ze względu na dziwaczne telefony.
- Jestem tu prywatnie – zaznaczył na wstępie Burski, a następnie bez zbędnej kurtuazji przeszedł do rzeczy:
- Wczoraj zamordowano redaktora gazety, do której piszesz, pana Sawickiego.
Marcin zdębiał nim Burski spuścił prawdziwą bombę.
- Dzwoniliście wczoraj do siebie.
Ten w odpowiedzi potrząsnął jedynie głową, gdyż nie potrafił wydobyć z siebie artykułowanego dźwięku.
- Około siódmej ty do niego. Połączenie trwało kilka sekund. Po chwili on oddzwonił. Wasza rozmowa trwała kilka minut. Po jakiejś godzinie Sawicki zadzwonił do ciebie ponownie i jak wcześniej połączenie trwało kilka minut. Mogę wiedzieć o czym rozmawialiście?
Zebrawszy wszystkie siły umysłowe wyjaśnił:
- Chodziło o mój tekst. Miał zostać opublikowany w następnym numerze i… - dodał na końcu zdania spójnik nie wiedzieć dlaczego.
Burski czekał na kolejne słowa z zachłannością. Nie chcąc go rozczarować dodał:
- I wie pan, jak ciężko mi się rozmawia przez telefon?
Policjant przytaknął. Doskonale zdawał sobie sprawę, jak trudnym rozmówcą jest pisarz i każdorazowa dyskusja telefoniczna wiązała się z jakąś nieprzewidzianą rozrywką.
- Stresują mnie takie rozmowy – mówił dalej – odłożyłem bezmyślnie słuchawkę, bo i bezmyślnie zadzwoniłem.
- Nie rozumiem, ale wierzę, że tak się dzieje – powiedział kompromisowo. – A potem on oddzwonił i co powiedział?
- No, że nie pójdzie do druku, bo za dużo filozofuję.
- Szkoda – urwał nagle Burski. – A trzecia rozmowa?
Marcin w jednej chwili zdał sobie sprawę, że żadna trzecia rozmowa nie nastąpiła. Kolejne telefony były już tylko od kretyna i wtedy uświadomił sobie, że żartowniś musiał zadzwonić z numeru redaktora po tym jak go zamordował.
- Raz musiał sprawdzić co się stało, a drugi raz z informacją, że tekst nie będzie publikowany.
Skłamał. Teraz nie było odwrotu. Pozostawało mu iść w zaparte.
Ostrożnie zaczął zmyślać, motał się, ale zwykle opowiadając coś robił to w sposób chaotyczny, a więc kłamstwo przeszło ulgowo.
Na koniec Burski zapytał o jego alibi na piątkowy wieczór. Marcin z zadowoleniem podał numery kontaktowe do przyjaciół. 


***

Siergiej, Kasia i Paulina zjawili się u pisarza punktualnie jak nigdy, ale w różnych stopniach zaaferowania. Bez zbędnego przedłużania zajęli miejsca wokół stolika kawowego i rozpoczęli debatę. Cisza.
- Czy tak wygląda dedukcja w trakcie ów spotkań, które podobno urządzają sobie wszystkie szanujące się cele morderców? – spytała kąśliwie Paulina.
- Skąd wiesz, że to właśnie on dzwonił – zaciekawiła się Kasia.
Marcin podniósł się na krześle, po czym opadł z głębokim westchnieniem.
- Bo redaktor dzwonił do mnie jeden raz, a drugi telefon z redakcji dokonano po godzinie i pokrywał się z tym od Figlarza. To musiał być on – zapewnił.
- I dlaczego nie powiedziałeś prawdy? – zrugała go. – Teraz wygląda jakbyś coś mataczył.
Odpowiedź nie była prosta. Pod wpływem chwili powiedział, co powiedział i w żadnym razie nie miał ochoty odkręcać sytuacji. Utrudnił śledztwo, z pewnością. Ukrył mordercę, być może. Wszystko rozbijało się o egoistyczną chęć samodzielnego rozwiązania zagadki.
- Figlarz – westchnęła melancholijnie Paulina. – Myślicie, że to ten sam? Ile lat temu to było?
- Prawie prawie pięć – odparł. – Za miesiąc stuknie pięć lat.
- Nieładna rocznica – skrytykowała Kasia. – Mógł zaczekać jeszcze pięć.
- O kim mowa? – wtrącił się Siergiej.
Siergiej przyjechał do Polski trzy lata temu, a dopiero od dwóch mieszkał w Kowalikach i wszelkie atrakcje związane z rzeźnią cudownie go ominęły.
- Jak zacząłem pisać o różnych zbrodniach – zaczął opowiadać – przy okazji nieścisłości związanych z Szydercą, redaktor podsunął mi pomysł otwarcia strony internetowej. W zamyśle miały tam pojawiać się informacje, teorie i tropy dotyczące slasherowych morderców. Zdaniem Sawickiego miało to pomóc policji w poszukiwaniach tych wszystkich wariatów ganiających za ludźmi. Ja oraz dwójka znajomych z forum Slasherowa Rzeźnia – ciągnął dalej – Miecio oraz Figlarz zaczęliśmy projektowanie witryny.
Marcin wstał od stołu i przespacerował się do okna. Na zewnątrz było już całkiem ciemno. Gdzieś wśród tych mroków mógł kryć się wariat.
- W skrócie – przejęła pałeczkę Kasia – pożarli się, a sam projekt został zaszlachtowany, w dużej mierze, przez Figlarza.
- Dobitne określenie – przyznał Siergiej. – A masz z nimi kontakt?
Szymański wrócił na miejsce.
- Z Mieciem jako taki.
- To zadzwoń do niego – zasugerował. – Może ten Figlarz kontaktował się również z nim!
Znalezienie numeru Miecia zajęło kilka minut. Kolejne kilka nastawianie się na rozmowę z nim i jeszcze kilka sekund na burę od Kasi za próbę wykręcenia się od ważnego telefonu.
- To ty nie wiesz? – zdziwił się Miecio. – Ten osioł nie żyje. Jak? Ano z pół roku temu miał wypadek, przykry swoją drogą, ktoś go zadźgał. Widelcem. W restauracji… Tak przynajmniej słyszałem – dodał asekuracyjnie.
Odłożywszy słuchawkę Marcin jeszcze moment zbierał myśli. Miał coś opowiedzieć, ale zadzwonił telefon. Paulina ubiegła go odbierając, spokojnie powiedziała:
- Kto mówi?
- Jaki jest twój ulubiony Slasher? – usłyszała po drugiej stronie.
- Em…
- Szybko, bo zaraz mi się karta skończy! – popędził ją.
- Muszę się zastanowić – odparła szczerze. - Podaj mi swój numer to oddzwonię.
Jej odpowiedź rozdrażniła Figlarza, który rzucił jakąś nie przyjemną wiązanką, a potem pogroził, że zabije. Słuchawkę przejął Marcin.
- Jestem w mieszkaniu sąsiadów! – zawołał.
- Pan Kowalski? – oburzył się autor. – To pan robi sobie te głupie żarty?
- Nie! Idioci! – skontrował Figlarz. – Nie jestem Kowalskim! Dzwonię z jego mieszkania! W sensie, że pozbyłem się sąsiada i teraz przyjdę po ciebie! – wyjaśnił konfuzję.
Cała czwórka przeniosła się z salonu do korytarza. Szymański ostrożnie przekręcił klucz w drzwiach i nieznacznie uchylił drzwi.
- Idź zapukaj do Kowalskich – zaproponowała Kasia.
- Niby dlaczego ja?
- Bo to twój stalker.
- Jeszcze wczoraj mi go zazdrościłaś – przypomniał. – W żadnym razie nie pójdę!
- W takim razie… niech idzie najmłodszy – znalazła nowe rozwiązanie.
- A może najstarsza? – odparł Siergiej.
Urażona uwagą Kasia, a może różnicą czterech miesięcy między nią, a Marcinem wyszła na korytarz. Dystans od mieszkania Szymańskiego do sąsiada pokonała w kilka sekund. Zza drzwi nie było niczego słychać. Uderzyła w nie cicho. Żadnej reakcji. Potem głośniej. Rozległ się rumor. Zapukała trzeci raz i intuicyjnie zrobiła zwrot w tył. Drzwi do mieszkania Kowalskiego otworzyły się, a w progu stanął rosły mężczyzna w masce.
Kasia zrobiła krok do tyłu. Nabrawszy powietrza w płuca była gotowa do wydania z siebie kwiku godnego prawdziwej królowej krzyku.
Nieznajomy wyciągnął zza pasa nóż i w szaleńczym pośpiechu ruszył w stronę trójki osób stojących w progu mieszkania, przy tym kompletnie ignorując Kasię oraz jej kompetencje do bycia slasheryczną ofiarą. Dziewczyna miała na tyle rozumu w głowie, aby przebiec do mieszkania Kowalskiego i zatrzasnąć za sobą drzwi. Podobnie stało się z drzwiami do mieszkania Szymańskiego. Morderca został na korytarzu.

***

- Telefon! Policja! – rzucił hasło Siergiej wróciwszy do salonu.
Paulina nadal stała pomiędzy korytarzem, a salonem spoglądając na drzwi, za którymi stał wkurwiony morderca. Marcin usiadł na fotelu.
- To ten moment, w którym okazuje się, że telefony nie mają zasięgu – powiedział, łapiąc powietrze.
- Dlaczego miałby nie mieć zasięgu? – zdenerwował się Siergiej.
Zadzwonił telefon.
- Myślisz, że mi uciekniesz? – spytał Figlarz.
Marcin zdroworozsądkowo rozłączył się, a następnie wybrał numer do Burskiego.
- Marcin?! – odezwał się zaskoczony Andrzej. – Dobrze, że dzwonisz! W sprawie, z którą byłem u ciebie wczoraj wyszło jeszcze coś nieprzyjemnego i chciałbym o tym z tobą porozmawiać…
- Chodzi o Figlarza – wymamrotał autor.
- Tak! Skąd wiesz? – strapił się natychmiastowo. – Nieważne – odzyskał wigor. – Wracam właśnie z jego rodzinnej miejscowości i…
- Figlarz został zamordowany.
- Skąd masz takie informacje? – zdziwił się policjant. – Nic mi o tym nie wiadomo! Arkadiusz Figlarski zniknął kilka dni temu.
- No, ale dzwoniłem do Miecia i powiedział mi, że ktoś zamordował Figlarza.
- Jeśli chodzi o twojego drugiego współpracownika to on został zamordowany przedwczoraj.
- Ale… Ale ja… przed chwilą z nim rozmawiałem.
- Nie rozmawiałeś z Mieciem – poinformował go Burski. – Musiałeś rozmawiać z mordercą! Wysyłam do ciebie patrol! Do tego czasu nikomu nie otwieraj!
Następne minuty cała trójka przesiedziała jak na szpilkach. Za drzwiami rozległ się łomot. Siergiej odruchowo podniósł się i opadł na siedzenie.
- Policja!
- Już?
- Lepiej nie otwieraj – poradziła Paulina.
Marcin ruszył do drzwi. Na moment zatrzymał się w przedpokoju spoglądając na, zdawałoby się, ciągnący w nieskończoność korytarz. Intuicja podpowiedziała mu, aby po drodze zahaczyć o kuchnię. Morderca, czy nie, należało być przygotowanym.
Złapał za pierwszy nóż leżący na widoku – niefortunnie był to ten mały do skrobania ziemniaków. Szymański przyjrzał mu się z niesmakiem. Broń wydała mu się uboga i niespecjalnie efektywna.
Gdzieś jeszcze musi być nóż do krojenia mięsa – pomyślał. – Albo tłuczek do kotletów. Jezu, miałem kupić na jutro filety z kurczaka.
Wtedy rozległo się ponowne wołanie:
- Policja! Otwierać!
Schował nożyk do kieszeni i z marszu otworzył drzwi gotowy uściskać policjanta przybyłego z odsieczą. I pewnie zrobiłby to, gdyby mundurowy sam nie wpadł mu w ramiona z miejsca pozostawiając na nim czerwoną, wilgną plamę krwi. Marcin pod ciężarem policjanta załamał się i upadł na podłogę. Tuż nad nim stał Figlarz z długim rzeźnickim nożem (doskonałym, swoją drogą do krojenia mięsa, a nie jakimś badziewiem do skrobania pyrek).
- Figlarz… - wymamrotał Marcin usiłując się wyczołgać spod trupa. – Arek… Wiem, że to ty!
Morderca zdjął maskę. Twarz młodego człowieka kryjąca się pod nią nie powiedziała Szymańskiemu niczego nowego z racji, że znał Figlarza wyłącznie z forum. Był zwyczajny jak każdy inny morderca, o którym zdarzyło mu się pisać.
- Dlaczego to robisz?
- Naprawdę nie wiesz?! – spytał wściekłym głosem napastnik. – Chciałem stworzyć wspaniałą stronę o mordercach slasherycznych, a ty, Miecio i redaktor wszystko zniszczyliście. Ty nic o nich nie wiedziałeś! – krzyknął z żalem. – Z jakiej racji pisałeś o Kapturniku, jak nie znałeś go tak dobrze jak ja?!
Marcin milczał. Całą energię postanowił przeznaczyć na próby wydostania się spod zwłok. Częściowo zepchnąwszy z siebie trupa ostrożnie sięgnął do kieszeni po nożyk do obierania ziemniaków.
- Snułeś głupie teorie o tym, że żądzą mordu jest dziedziczna! A wcale nie! – głos Figlarza nabierał na sile. – Artykuł z października, w którym stwierdzasz, że andrzejkowy morderca wcale nie ma na imię Andrzej! A jak niby? – napastnik był gotowy przytoczyć dowolny artykuł Marcina wytykając mu niezgodności w każdym zdaniu, linijce, ba wyrazie!
- I jakim prawem w ostatnim artykule stwierdziłeś, że najlepszym slasherowym shoppingiem są Natalia i Adrian?! – tutaj czara goryczy przelała się ostatecznie.
- To prawda – odezwał się z głębi korytarza Siergiej. – Pan morderca ma sporo racji. Strasznie przedmiotowo podszedłeś do relacji pomiędzy ofiarami masakry w Lipkach.
Figlarz zawiesił na koledze autora.
- Królik bożonarodzeniowy – Siergiej pociągnął temat dalej: - Chyba jako jedyny nie zrozumiałeś motywu działań mordercy.
- Żeby tylko – przyznała Paulina. – O Rypanym Draniu napisałeś niemal amatorski tekst. I w ogóle jak mogłeś odnieść się w nim do Simsów?
- Tak! Dokładnie tak! – zapiał z zachwytu Figlarz. – Nie potrafisz pisać!
- Czy wy wszyscy się na mnie uwzięliście? – spytał zrozpaczony Marcin.
- Nie! To krytyka! Ostatnia przed twoją śmiercią!
Pochłonięty rozważaniami o błędach i nieudolności znienawidzonego autora, Figlarz nie zauważył nacierającej na niego z naprzeciwka Kasi uzbrojonej w tasak. Dziewczyna w dzikim szale rzuciła się na m mordercę. Niestety nie wycelowana na tyle precyzyjnie, aby dzielić mordercę tasakiem w łeb. Zamiast tego ostrze przeleciało tuż obok wbijając się w ścianę. Kasia straciła równowagę i przewróciła się jedną ręką nadal kurczowo ściskając rękojeść, co uchroniło ją przed zupełnym położeniem się na podłodze. Siergiej i Paulina zareagowali natychmiastowo. Paulina wydobyła Marcina spod trupa, zaś Siergiej odepchnął Figlarza, który o mało nie stracił równowagi potknąwszy się o Kasię. Oswobodzony Szymański przeczołgał się pod nogi Figlarza wbijając nożyk w jego udo.
- Aghha! – wrzasnął Figlarz. – Zajebię was! Wszystkich! W kolejności alfabetycznej!
W jednej chwili Marcin poczuł przypływ sił umysłowych i w akcie ostatecznego oświecenia, które spływa na głupka w chwili kryzysu i dopadł do broni martwego policjanta. Wycelował, wołając:
- Ej…
Zdezorientowany morderca spojrzał na chłopaka.
Marcin otworzył usta chcąc coś powiedzieć przed naciśnięciem spustu. Niestety nic sensownego i pasującego do chwili nie przychodziło mu do głowy. Był jednak na tyle zdeterminowany, aby przed oddaniem strzału rzucić hasłem niczym Sidney Prescott w Krzyku.
- Dostałeś jakiegoś niedowładu umysłowego? – spytał troskliwie morderca.
- Następnym razem – zaczął z miną badassa – zostaw wiadomość.
Wystrzelił dwukrotnie trafiając w klatkę piersiową Figlarza. Ten upuścił nóż i powoli usunął się na ziemię, aby ostatecznie spaść ze schodów, zatrzymując się na półpiętrze.
Kasia, Paulina, Marcin i Siergiej stłoczyli się w drzwiach mieszkania w milczeniu usiłując zebrać myśli.
- Czy to było straszydło? – spytała Paulina.
- Właściwie… - zaczął Marcin. – To było straszydło.
Szymański ze spokojem podszedł do schodów i spojrzał w dół. Figlarza już tam nie było.

***

- Jak jest twój znienawidzony autor? – spytał głos w słuchawce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz