Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria 2. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria 2. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 czerwca 2024

Rajmund Najma

UWAGA! SPOILERY! 

Rajmund Najma

Debiut
Duch czy nie duch? (Slasher 2. Hotel, rozdz.2, wspomniany)
Ostatni występ
Wariaci wokół nas (Slasher 2. Hotel, rozdz.4, wspomniany)
Inne występy
Slasher. Jak pozbyć się ciała?, rozdz.1
Kill count
0
Wiek
46
Zawód
Notariusz
Miejsce zamieszkania
Hotel Barok
Ulubiony slasher
Motel Hell (1980)
Status
Nie żyje
Relacje Olgierd (klient)

 

Historia

Przed Slasher 2. Hotel

Pracuje dla Olgierda Hoffmana. W 2003 roku przybywa do hotelu z testamentem nestora. Zostaje zamordowany przez Rypanego Drania.


Cytaty:

Samopoczucie po śmierci (Slasher. Jak pozbyć się ciała?, rozdz.1):

"Uczucia mi towarzyszące określić można było jednoznacznie; beznadzieja, przygnębienie, poczucie pustki, aby nie filozofować, byłem wtedy wkurwionym człowiekiem, a co gorsza również martwym".

poniedziałek, 17 czerwca 2024

Grzegorz

 UWAGA! SPOILERY! 

Grzegorz Wierzcha

Debiut
Piekielne sekrety hotelu Barok (Slasher 2. Hotel, rozdz.1)
Ostatni występ
Piekielne sekrety hotelu Barok (Slasher 2. Hotel, rozdz.1)
Kill count
0
Wiek
18 (+)
Zawód
Praktykant
Miejsce zamieszkania
Lipki
Ulubiony slasher
Alone in the Dark (1982)
Status
Nie żyje
Relacje Karol (przełożony) 
Daniel (przełożony)
Henryk (kolega) 
Stefan (kolega)
Zbyszek (kolega)

 

Historia

Przed Slasherem

W 1985 roku rozpoczyna praktyki w hotelu Barok. Wraz z trójką pozostałych praktykantów chowa zwłoki Daniela i jego żony. Rok później nie mogąc uporać się z traumą postanawia popełnić samobójstwo. Od tego czasu jego dom zyskuje miano "nawiedzonego domu".

Ciekawostki:

Narrator nadaje mu przydomek "nie-Leszek".

Daniel Hoffman

UWAGA! SPOILERY! 

Karol Hoffman

Debiut
Wariaci wokół nas (Slasher 2. Hotel, rozdz.4)
Ostatni występ
Wariaci wokół nas (Slasher 2. Hotel, rozdz.4)
Kill count
0
Wiek
30 (+)
Zawód
Pracownik hotelu / Zarządca
Miejsce zamieszkania
Hotel Barok, Bursztynowo
Ulubiony slasher
Maniac (1980)
Status
Nie żyje
Relacje Eliza (żona)
Ola (córka)
Olgierd (ojciec)
Witold (starszy brat/wróg)
Karol (starszy brat)
Helena (szwagierka)
Irek (bratanek)
Szymon (bratanek)

 

Historia

Przed Slasherem

Syn Olgierda Hoffmana. Po odejściu starszego brata i śmierci ojca, wspólnie z Karolem prowadzi hotel. Wraz z żoną Elizą przekonuje brata, aby przeniósł się z Irkiem do nieczynnej części hotelu. W 1985 roku rodzi się pierwsze dziecko Daniela i Elizy - Aleksandra. Tej samej nocy zopstaje zamordowany przez Witolda w kostiumie Rypanego Drania.

Rozdział 16: I odpowiedzi

Nocą rozpoczęły się machinacje z policją. Wszelakie zamieszanie ustało dopiero nad ranem. Komendant miejscowej policji zabrał Konrada, Olę i Angelikę na posterunek w celu uzupełnienia zeznań. Na doczepkę przyłączył się zły jak diabli Burski.
- Teraz im, na jasną cholerę, działać się zachciało - klął pod nosem - jak wszystko zostało wyjaśnione.
Mimo niezadowolenia rozumiał działania kolegów po fachu. Po tylu zbrodniach, zamknięcie hotelowej sprawy musiało pozostać bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Należało wyjaśnić, kim są Rypany Drań i pani Aleksandra, a także co wydarzyło się feralnej nocy 1985 roku. Do pełni szczęścia brakowało już tylko zeznań Henryka Urasia, ale diabeł jeden wiedział, gdzie podział się menadżer.
Adrian, Natalia i Marysia zostali oddelegowani do szpitala, w którym przebywał Brzęcki. Wkrótce zadzwoniła Kozłowska z informacją:
- Z Gustawem w porządku. Wracamy za niedługo.
Dominika przyjęła wiadomość. Odłożywszy słuchawkę westchnęła i usiadła w salonie, z którego jeszcze żadne z nich nie zdążyło się ruszyć od czasu nocnych zeznań.
- Wszystko wraca do ładu - uspokoiła się Martyna.
- Myślicie, że przyjadą jacyś goście? - zapytał Leszek.
Stefan popatrzył na chłopaka z powątpiewaniem.
- Jak ciebie zobaczą to cofną się w drzwiach.
Leszek popatrzył na umorusane sadzą dłonie. Cały lepił się od czarnego, nieco wilgotnego proszku. Było mu wyjątkowo źle. Nie zwlekając ani chwili dłużej udał się pod prysznic.
- Potem ewentualnie - zaczął i przerwał. - A zresztą... Chyba swoje praktyki odsłużyliśmy. Dziś mam zamiar lenić się.
Stefan wrócił do swojej zacisznej kryjówki w spa. Znalezienie spadkobiercy najwyraźniej w świecie mu zwisało. Dominika raz jeszcze westchnęła głośno. Przez chwilę tkwiła w poczuciu ciszy i spokoju - takiej normalności. Na owy stan normalności spoglądała jednak z rozczarowaniem. Poszukiwanie mordercy było niezłą przygodą, a teraz dobiegło końca. Kiedy znowu coś takiego przeżyje? Chyba nigdy.
Rozejrzała się po salonie. Obrusy i zasłony pokrywała sadza.
- Zrobię pranie - postanowiła.

***


Dominika Rychlewska przystanęła na półpiętrze. Przez chwilę nasłuchiwała odgłosów dobiegających zza ścian.
Irek? - pomyślała. - To musi być on. Wszyscy o nim zapomnieli.
Wiedziona ciekawością, a trochę współczuciem weszła do pokoju. Stukoty nasiliły się i ukierunkowały na szafę z ubraniami. Było to o tyle zagadkowe, że dotąd każde przejście prowadzące do ukrytej części hotelu znajdowało się za lustrem.
Wolnym, hipnotycznym krokiem podeszła do szafy. Ostrożnie odsunęła płaszcze, rozgramiając panującą wewnątrz ciemność i stęchły zapach.
- Irek? Czy to ty?
To był ktoś inny. I miał o wiele gorsze zamiary od któregokolwiek z żyjących lub nie żyjących Hoffmanów. Napastnik zarzucił dziewczynie worek na głowę. Szybkim i zdecydowanym ruchem przyciągnął ją do siebie. Spróbowała wyszarpnąć się, ale mężczyzna zacisnął worek. To był prosty sygnał - nie walcz, bo się udusisz. Spróbowała jeszcze raz, ale tym razem była to próba emocjonalna i pozbawiona jakiejkolwiek intencji.
- Nie wierzgaj tak... - wyszeptał Paweł. - Wpadłem na ciekawy pomysł.
Pomysł rzeczywiście był ciekawy, aczkolwiek nie świadczył najlepiej o jego stabilności psychicznej. Ba, Ostrowski był wariatem, o czym zaraz miała się przekonać.

***


Leszek zdążył przebrać się w swoje ubrania. Pokryty sadzą, hotelowy uniform, od razu wyrzucił do śmieci, wątpiąc w sens prania uświnionej szmaty. Poza tym praktyki dobiegały końca, jakoś chyba sobie poradzili, a więc założył, że nikt nie będzie przejmował się marynarką i spodniami w kant. Nie wyglądało na to, że Henryk wróci i zażąda zmiany stroju na formalny.
Dochodziła jedenasta. Nikt nie wracał. Znowu padał śnieg.
Ciekawe, gdzie jest Dominika? - pomyślał.
Przespacerował się po parterze, a potem do spa, gdzie Stefan i Martyna pili poranną kawę.
- Widzieliście może Dominikę?
- A nie była z tym waszym kolegą?
Leszek przez moment milczał próbując zgadnąć, o jakiego kolegę chodzi. Nieprzyjemna myśl o Pawle Ostrowskim dobijała się coraz nachalniej.
- Chodzi o... - zaczął bełkotać pod nosem.
- No ten taki wysoki - szukał imienia - Paweł.
Imię podziałało na Martynkę jak płachta na byka. Rozwścieczona rzuciła filiżankę przed siebie, ale na tyle niezdarnie, aby jej zawartość wylać na spódnicę. Leszek zrobił krok do tyłu. Oparłszy się o drzwi z niepokojem spoglądał na kobietę.
- Paweł? Paweł Ostrowski? Kapturnik? - pytała.
Matuszewicz pokiwał głową. Jego palce zacisnęły się na futrynie.
- Zabiję tego gnoja! - zawołała bojowo wróżka.
Nie zadawała pytań. Z miejsca pobiegła do kuchni po jakiś nóż. Miała zamiar zatłuc Pawła. Do Natalii nic nie miała, Adriana, Leszka i Konrada lubiła, Andrzej stanowił miłość jej życia, ale nawet przy ogromnej dawce ciepłych uczuć nie mogła nie zauważyć ich nieudolności. Rok temu mogli zabić mordercę z Lipek i zawiedli. Pora, aby to ona wkroczyła do akcji i rozwiązała ostatecznie problem Kapturnika.
- Widziałem jak Domino wchodziła do pokoju, chyba dziewiątki, zaraz za nim - relacjonował Stefan.
Leszek już nie słuchał. W jakimś niezrozumiałym amoku pobiegł do dziewiątki. Drzwi były uchylone, a szafa otwarta. Tylna ściana szafy nie istniała, łącząc się z dziurą w ścianie. Na kuckach przeszedł przez otwór prowadzący do wąskiego korytarza.
Dopiero wtedy pomyślał o jakiejś broni: nożu, kiju baseballowym, albo innej broni, której protagonista używa przeciwko czarnemu charakterowi w horrorach. Nie zabrał ze sobą niczego, a Paweł z pewnością był uzbrojony. Ciekawe w co? Nie było sensu zgadywać. Nie chciał też tracić czasu na cofanie się po nóż. W zeszłym roku zabrakło mu kilku minut.

***


Pomimo worka na głowie Dominika wiedziała, co się dzieje. Porywacz zaniósł ją do ukrytej części hotelu, usadził na krześle i przywiązał. Cały czas mówił do niej. Nic ważnego, jakieś bzdury, z którymi nawet nie chciało jej się dyskutować. Zresztą, jak dyskutować, gdy miało się na głowie worek? Głos Pawła co jakiś czas zmieniał się: był rozweselony, drażliwy, wątpiący, a potem znowu zły. Koniec monologu zwieńczył pytaniem o jej plany na przyszłość. Postanowiła ostentacyjnie milczeć. Wcale go to nie zirytowało. Mówił dalej, a w którymś momencie zreflektował się i zdjął jej worek.
Dziewczyna od razu rozpoznała miejsce. To tutaj wcześniej przyniósł ją Irek! Dawna pracownia Karola Hoffmana. Mniej więcej znała drogę ucieczki. Nadzieja na wolność odżyła w jej sercu. Teraz największy problem stanowił sznur.
- Długo o tym myślałem i postanowiłem, że to twoja śmierć otworzy nową erę Kapturnika - ogłosił tryumfalnie. - Od momentu mojej ucieczki z Kowalików nie zabiłem jeszcze nikogo. Chciałbym, abyś była moim katharsis...
Po tych słowach oblał ją benzyną. Dziewczyna podskoczyła i gdyby nie to że była przywiązana do krzesła stratowałaby Ostrowskiego uciekając daleko przed siebie.
- Nie wydaje ci się to... trochę... drastyczne?
- Nie.
- Jeśli faktycznie szuka cię policja to niepotrzebnie zwrócisz na siebie uwagę.
- Rypany Drań planował spalić to miejsce i nawet zniósł kanister z benzyną - powiedział, zapalając świece w eleganckim świeczniku. - Co będzie się marnować?
- A nie wolałbyś bardziej tradycyjnie? - zapytała beznadziejnie. - Rozwiążesz mnie i będziesz mnie ganiał po hotelu z siekierą.
- Sorry, miałaś już swoją szansę na ucieczkę.
Więcej nie powiedział, bo próbując złapać równowagę wbiegł w rozłożone pod ścianą kartony. Takiego ataku nie mógł się spodziewać. Zajęty dyskusją z Dominiką nie zauważył momentu, w którym do pokoju wślizgnął się Leszek. Oponent najzwyczajniej w świecie popchnął go na ścianę. Ostrowski złapał za pierwszy przedmiot na jaki natrafił w stercie śmieci, zardzewiałe nożyce krawieckie. Leszek oswobodził Dominikę i teraz wolno wycofywali się z pracowni Hoffmana. Na to nie mógł im pozwolić.
- Zarżnę was - powiedział całkiem spokojnie. - Ciebie, a potem ją.
- Mówiłeś, że jesteśmy jak Pogromcy duchów! - Leszek usiłował zagrać na sentymencie Kapturnika.
- Tak! A teraz zabiję Sigurney Weaver! - zamachnął się.
To był moment, w którym Paweł mógł kląć na własnego pecha, przeciwność losu lub jakieś przekleństwo, bo jak w zeszłym roku w aferę wmieszała się Natalia, udaremniając mu morderstwo, tak tym razem na planie pojawił się Iruś Hoffman.
Spojrzał wrogo na Leszka, potem na Pawła, a na końcu na Dominikę. Dlaczego matka jest przerażona? Czy oni jej coś zrobili?
- Rypany Drań! - zawołała żywo Rychlewska wskazując na Pawła. - On zabija ludzi!
- Co za bzdura? - rozzłościł się. - Jeszcze nikogo nie zabiłem od przybycia do tego cholernego hotelu!
Irek nie słuchał. Ze złością rzucił się na Pawła, a siłę to on miał. Świecznik przewrócił się na karton. Ogień zapłonął żywo.Dym szybko wypełnił pomieszczenie. Walczący mężczyźni zniknęli z pola widzenia. Leszek i Dominika pobiegli korytarzem wzdłuż ściany. Po chwili dotarli do przejścia prowadzącego na zewnątrz.

***


- Na całe szczęście nikomu nic się nie stało - westchnął głośno Adrian Korba.
Akcja gaśnicza dobiegała końca. Na całe szczęście ucierpiały tylko dwa pokoje na pierwszym piętrze.
Oficjalnie, w hotelu znajdowały się wyłącznie cztery osoby: Leszek i Dominika, którzy zawiadomili o pożarze oraz Stefan i Martyna znajdujący się w tamtej chwili na parterze.
- Pawła nie znaleźli - oznajmił Andrzej Burski. - Tego całego Irka też nie.
- Mnie bardziej interesuje, jakim cudem tak szybko znaleźliście przejście - zagaił Konrad. - Przecież te korytarze to istny labirynt.
Leszek uśmiechnął się, w duchu gratulując sobie przezorności.
- Ostatnim razem znakowałem sobie drogę - oznajmił zadowolony. - Fart chciał, że Paweł i Dominika trafili do tego samego pomieszczenia, do którego wcześniej zabrał ją Irek Hoffman.
- Mam nadzieję, że Irkowi nic się nie stało - rzuciła melancholijnie pani Ola. - To w końcu moja jedyna żyjąca rodzina.
- Na pewno nic mu się nie stało - usłyszała w odpowiedzi.
Sama jakoś nie była przekonana. Niespokojnym wzorkiem objęła wejście do budynku. Pierwszy raz poczuła, że to miejsce należy do niej. Hotel był częścią historii Hoffmanów, a teraz także częścią jej własnej historii - trudnej i makabrycznej.
- A tak w ogóle, to co zrobisz z hotelem? - zapytała żywo Marysia.
- Nie mam pomysłu - wzruszyła ramionami. - Spróbuję go odnowić za pieniądze ze spadku. Liczę, że Gustaw i Stefan pomogą mi.
- Masz to jak w banku! - zawołał podekscytowany Stefan.
Rozmawiali jeszcze długo, obserwując akcję strażaków. Jeden z nich, wysoki, nieco oszołomiony wyszedł z budynku bocznym wyjściem. Przeszedł obok grupki spoglądając na nią kątem oka, a następnie zniknął za bramą wjazdową. Czuł się lepiej. Szok, ból i zapach dymu powoli opuszczały jego ciało, a niepewny krok przeistoczył się w pewny marsz. Strażak zatrzymał się za parkingiem obok pierwszego lepszego samochodu. Zdjął hełm i odetchnął głośno:
- O mało nie spłonąłem... Zabiję...Teraz to już na pewno obedrę ze skóry! - wrzał rozzłoszczony Paweł. - Niech ich tylko znowu spotkam!

***


Ostatni dzień praktyk rozpoczął się niezwykle leniwie. Recepcja stała pusta. Do kuchni schodziły pojedyncze osoby chcące przygotować śniadanie we własnym zakresie, a zza ścian nie wydobywały się żadne hałasy. Jedyni goście, Burscy, wymeldowali się zaraz po akcji gaśniczej.
W dzienniczkach praktyk widniały oceny celujące wystawione przez Aleksandrę Hoffman. Wśród uścisków, pożegnań i podziękowań padały zapewnienia o utrzymywaniu kontaktu pracowników hotelu z praktykantami.
- Chyba zakochałem się w tobie na zabój - doszedł do wniosku Leszek.
- We mnie? - Dominika zdziwiła się fałszywie, bo on też jej się spodobał bardzo, ale nie miała zamiaru mu tego mówić. - Oszalałeś.
- Na twoim punkcie.
- Musisz mieć ostatnie słowo?
- Mogę ci odstąpić ostatnie, jeśli tylko powiesz, że nie oszalałem.
- Oszalałeś, ale akceptowalny z ciebie wariat.
- Czyli?
- Zobaczymy.
Mógł zaczekać.
Konrad pożegnał się ze Stefanem, Dominiką, a potem jeszcze raz z Dominiką, nerwowo wymijając pannę Olę. Podobała mu się od pierwszej chwili, a teraz bał się z nią żegnać w jakimś nieuzasadnionym poczuciu, że na odchodne chlapnie coś idiotycznego.
- Dziękuję za pracę - powiedział bardzo formalnie zalewając się rumieńcem.
- W porządku - odparła Ola.
- Mam nadzieję, że odwiedzisz nas kiedyś w Lipkach - zgubił zwrot per pani.
- Z pewnością - chłodny głos nabrał nieco ciepła. - Raczej się nie afiszujemy z tym, ale powinieneś wiedzieć jako brat Gustawa. Ja i Gustaw jesteśmy narzeczeństwem od kilku miesięcy, a teraz gdy otrzymałam ten hotel moglibyśmy wreszcie wziąć ślub. Także jestem przekonana, że będziemy się widywać dosyć często.
Konrad ogłuchł od słowa "narzeczeństwo". Z grobową miną spoglądał na Olę, bezmyślnie kiwając głową.
Adrian poklepał go po ramieniu i odciągnął na bok:
- A wiesz, że na jednej pani Oli świat się nie kończy?
- Nie... To jest tak... - wymamrotał cierpko.
- Przed nami studniówka, wakacje...
- O ile znowu nie pojawi się jakiś wariat z nożem - przypomniała ponuro Natalia.
Angelika i Marysia spojrzały po sobie i tylko pokręciły głowami.
- Jakoś sobie poradzimy - zawołał beztrosko Leszek. - W końcu możemy na siebie liczyć, nie?
To był słoneczny poranek w Hotelu Barok. Jeden z pierwszych, ciepłych dni zwiastujących zbliżającą się wiosnę.

niedziela, 16 czerwca 2024

Zbyszek Galewski

UWAGA! SPOILERY! 

Zbyszek Galewski

Debiut
Piekielne sekrety hotelu Barok (Slasher 2. Hotel, rozdz.1)
Ostatni występ
Krwawe andrzejki (Slasher 2. Hotel, rozdz.6)
Kill count
0
Wiek
44
Zawód
Nieznany
Miejsce zamieszkania
Nieznane
Ulubiony slasher
Halloween 6: The Curse of Michael Myers (1996)
Status
Nie żyje
Relacje Karol (przełożony) 
Daniel (przełożony)
Henryk (kolega) 
Stefan (kolega)
Grzegorz (kolega)
Ola (przybrana kuzynka) 
ciotka

 

Historia

Przed Slasherem

W 1985 roku rozpoczyna praktyki w hotelu Barok. Wraz z trójką pozostałych praktykantów chowa zwłoki Daniela i jego żony. Na polecenie Henryka wywozi Aleksa z hotelu. Nie zostawia go w sierocińcu, a oddaje na wychowanie swojej ciotce. Po latach wysyła dorosłą Aleksandrę do pracy w Baroku.

Slasher 2. Hotel 

Przybywa do hotelu przez 26 stycznia, aby zaszantażować Henryka. Chwilę po spotkaniu z Urasiem zostaje zamordowany przez Rypanego Drania.

Cytaty:

Wygląd (Slasher 2. Hotel, rozdz.6):

"Pan koło czterdziestki, elegancki, wysoki chociaż nieco zgarbiony z uśmiechem na twarzy".

Ciekawostki:

Narrator nadaje mu przydomek "nie-Konrad".

sobota, 15 czerwca 2024

Rozdział 15: Pytania...

Gustaw czekał, nie okazując najmniejszych oznak poddenerwowania. Do obowiązków oddelegował wszystkich pracowników, a sam usiadł na zapleczu lobby, wpatrując się w korytarz. Tam w głębi było biuro Henryka, do którego kilka godzin temu zaprowadził Zbyszka. Miał zamiar dopaść gościa przy wyjściu i możliwie grzecznie przesłuchać. Zbyszek, Stefan i Henryk odbywali praktyki w czasie lub krótko przed zaginięciem Daniela, Elizy i Aleksa Hoffmanów. Istniała szansa, że ogromny element sekretu tego miejsca znajduje się w rękach dawnych praktykantów. Ani Stefan, ani Henryk wyjawiać go nie zamierzali, a więc ostatnią nadzieją był trzeci z nich.
On tu nie pracuje - pomyślał Brzęcki. - Możliwe, że nie będzie mu tak zależało na zatajeniu informacji. Wysnuł nawet teorię, iż praktykanci niegdyś pomogli Rypanemu Draniowi za namową Henia. Dlaczego? Odpowiedź nasunęła się sama. Henryk Uraś to syn Witolda Hoffmana, a zarazem drugi morderca. Teoria głupia nie była. Najstarszy z synów Olgierda w chwili powstania testamentu był na pewno po trzydziestce. Jeśli już wtedy miał potomka, dajmy na to urodzonego w maju, został wyeliminowany z walki o spadek już w przedbiegach. Co mu pozostało poza pilnowaniem, aby nie pojawił się spadkobierca urodzony bliżej dwudziestego szóstego stycznia? Ze zgrozą spojrzał na kalendarz. Dzielił ich niespełna tydzień od daty.
Blady jak ściana Henryk wyłonił się wreszcie z biura. Szybkim krokiem przeszedł przez lobby unikając wzroku kogokolwiek, spoglądał w podłogę. Brzęcki wyskoczył z zaplecza.
- Panie Henryku! Czy mam przyszykować pokój dla pańskiego gościa? - spytał natarczywie. - Mówił, że zatrzymał się gdzieś w Gdańsku, ale już późno i...
- Zbyszek już wyjechał.
Gustaw zamarł. Kiedy? O własnych siłach, czy już jako trup? I którędy niby wylazł? Oknem? Ach! Sekretne przejścia... Tam ukrył zwłoki.
Że łgał było oczywistym. W pierwszym odruchu konsjerż chciał zakraść się do gabinetu szefa i poszukać śladów zbrodni. Jakieś musiały przecież istnieć: ślady po walce, krew... Cokolwiek. Sytuację utrudnił mu sam Uraś, który zwyczajnie przestał wyłaniać się z biura. Faktycznie, przed stuleciem Hotelu Barok doszło im pracy. Zaproszono burmistrza Bursztynowa, dziennikarza miejscowej gazety, jakichś historyków. Wszyscy oni mieli przybyć na oficjalny bankiet dwudziestego szóstego.
Podejrzane zachowanie Henryka budziło wśród pozostałych mocno mieszane uczucia.
- Mówię wam - zaczął Leszek. - On chce przeczekać w tym swoim bunkrze Rypanego Drania.
- Ta, on tam siedzi, a my zostaniemy w między czasie pozabijani - przyznał posępnie Konrad. - I co tyle czasu zajmuje Burskiemu? Już dawno powinien mieć jakiś sensowny trop.
Adrian nie odpowiadał. Co prawda poprosił o pomoc komendanta, ten przyjechał, ale postępami w dochodzeniu nie dzielił się z nikim.
Rozmowę skwitowali milczeniem. Milczał także Gustaw. I milczał do piątku wieczora. Dzień przed hotelowym jubileuszem postanowił podzielić się obawami z młodszym bratem.

***

Konrad z grubsza podzielał opinie brata. Trzeba sprawdzić Henryka. Jakaś nieuzasadniona intuicja, przeczucie napawające go lękiem czy inny przejaw naiwnej i szalonej wiary nakazywał mu powątpiewać w winę szefa. Nie mógł przestać myśleć o Gustawie. Strój Rypanego Drania jakoś tak mu pasował do brata.
- To co dalej? - zapytał beznadziejnie. - Powiemy Burskiemu?
- Jeszcze nie - wycedził przez zęby. - Henryk to jednak nasz pracodawca i bez twardych dowodów nie mam zamiaru nikomu mówić o moich podejrzeniach. Najpierw znajdźmy ciało albo cokolwiek innego, co może go obciążyć.
Konrad zadał jeszcze jedno pytanie, na które doskonale znał odpowiedź. Jakichkolwiek dowodów należy szukać w ukrytej części hotelu. Do gabinetu Henryka wejść, od tak sobie, nie mogli, a więc pozostało im przedostać się z innego pokoju, najlepiej sąsiadującego z docelowym pomieszczeniem. Ukryte przejście za lustrem faktycznie istniało. Pierwszy raz mieli okazję przechadzać się między ścianami. Szli wąskim korytarzem pnącym się nieznacząco w górę. Najdziwniejsza była topografia miejsca. Długie przejścia niczym drogi w labiryncie prowadziły między pokojami. Niektóre kończyły się ślepymi uliczkami, inne prowadziły do niewielkich pomieszczeń niby wnęk i pokoi.
- Gdyby przekuć się przez te ściany można byłoby zyskać kilka dodatkowych pokoi - zauważył Gustaw.
- Ciekawe, po co komu były te przejścia.
- Przez wojnę - odparł żywo. - Podobno Olgierd panicznie obawiał się wybuchu wojny, powstania czy innej rewolucji. Dlatego nakazał zbudowanie sobie hotelu w hotelu. W razie niebezpieczeństwa on i goście mogli znaleźć tam spokojny azyl.
- Ironia.
Ostatnie wyjście doprowadziło ich na drugie piętro. Wyżej był już tylko strych, ale nie potrafili znaleźć przejścia na poddasze.
- Albo jesteśmy za głupi, żeby trafić, albo strych ma osobny korytarz - doszedł do ponurego wniosku Konrad.
Gustaw pomacał kieszeń. Miał klucz do drzwi. Miał doskonałe wyobrażenie zamkniętego pokoju. Stary, ociekający zgniłym zapachem składzik na wszelakie pamiątki po właścicielach hotelu. Był niemal pewny, że za stertą rupieci kryje się przejście do dawnej kryjówki Karola, a także pokój Irka i kto wie, może to tam ukryto spadek Hoffmanów?
- Nie wchodźmy tam.
- Boisz się? - spytał wesoło.
Nie odpowiedział. Ton głosu Gustawa brzmiał podobnie do Pawła na chwilę przed ujawnieniem się jego wariactwa.
- Ile miałeś lat, gdy rodzice cię adoptowali?
- Jedenaście, a co?
Znalazł odpowiedni klucz, ale nie był mu potrzebny. Drzwi miały rozwalony zamek. Ostrożnie odepchnął drzwi. Z wnętrza strychu wyzionęła ciemność i odór zgnilizny. Obaj zachłysnęli się fetorem.
- Czy coś tu zdechło?
- Pamiętasz biologicznych rodziców? - Konrad kontynuował beznadziejnie.
- Niespecjalnie.
Namolna myśl o trói z zajęć praktyczno technicznych powróciła. Miał do wykonania karmnik, ale finalny twór nie przypadł do gustu nauczycielowi, który wystawił mu na półrocze nieprzyjemną wręcz agresywnie bijącą na tle czwórek i piątek ocenę dostateczną.
- Ptaki są innego zdania, a to liczy się bardziej - pocieszał go wtedy brat.
To niemożliwe, aby Gustaw był Rypanym Draniem - pomyślał.
- Jak było z tym krawaciarzem?
- Z kim?
- Ola mówiła, że kiedyś zginął tu jakiś facet - mówił mechanicznie. - Ponoć ty i Henryk znaleźliście ciało.
- Tak.
W tym samym momencie Gustaw wlazł na Rypanego Drania. Morderca chwycił go za koszule i pociągnął za sobą w ciemność. Konrad wbiegł tuż za nimi. Na słabo oświetlonym strychu trwała krwawa impreza. Zabójca trzymał ofiarę za kark w ten sposób przyciskając ją do ziemi. Drugą ręką zadawał kolejne ciosy nożem między łopatki. Porzucając bezpieczeństwo, logikę i jakiekolwiek poczucie zdrowego rozsądku chłopak skoczył na Rypanego Drania. Przeciwnik runął na ziemię wypuszczając z ręki nóż, a on przekoziołkował się, lądując pod wschodnią ścianą. Podłoga zaskrzypiała przeraźliwie. Odór śmierci nasilił się znacząco. Brzęcki poczuł odruch wymiotny, ale szybko zapanował nad sobą. Podłoga zatrzeszczała złowrogo. Pod ścianą obok znajdowały się kartony oraz łóżeczko. Dalej sztuczna palma przyozdobiona lampkami ledowymi. Kolejne znalezisko zatrwożyło go. Z liści wyglądał łeb wykrzywiony w grymasie przerażenia. Tuż za łbem znajdowała się reszta ciała.
- Michałek! - zawołał.
Obok michałkowego trupa znajdował się kolejny, jakiś obcy facet. Był to Zbyszek, ale o tym Konrad nie mógł wiedzieć.
- Teraz jesteśmy rodziną - rozbrzmiał złowieszczy głos Rypanego Drania.
Brzęcki odwrócił się bardzo powoli. Morderca zbliżał się.
- Co?
- Przypuszczam, że łączy nas jako takie pokrewieństwo - oznajmił, ściągając maskę.
Konrad spoglądał na Szymona z odrazą, ale nie dawał poznać po sobie zaskoczenia.
- Zakładam, że Gustaw był Aleksem - tu zawahał się. - Zresztą, teraz to mało ważne.
- Zabiłeś mojego brata.
- Nie dramatyzuj - rzucił chłodno. - Jeszcze dzisiaj spalę cały ten hotel, także umrą wszyscy.
- I to dla spadku?
- Dokładnie tak. Początkowo chciałem zabić tylko Aleksa, ale ani ja, ani mój ojciec nie mieliśmy pewności, które z was jest tym dzieciakiem. Potem zawsze ktoś się wtrącał i patrz do czego musiało dojść?
Konrad powstał energicznie. W tym samym momencie Szymon rzucił się na niego. Obaj przechylili się do tyłu i opadli na karton wypełniony ubraniami. Morderca zaczął dusić go. Brzęcki czuł zaciskające się na szyi dłonie. Intuicyjnie próbował poszukać czegoś do obrony. Czegoś, czym mógłby przyłożyć przeciwnikowi. Zyskać na czasie i zbiec na parter. Do ręki wpadły mu jedynie ledowe lampki. Podłoga zaskrzypiała ostrzegawczo. Brzęcki oplątał lampki wokół szyi Szymona, a następnie spróbował odepchnąć napastnika nogą. Palma przewróciła się. Dziki łoskot przeszedł po pomieszczeniu. Podłoga zarwała się. Konrad przeleciał przez ścianę zatrzymując się między piętrami. Szymon również spadł. Oplecione wokół jego szyi lampki zadziałały niczym wisielczy sznur. Szamotał się jeszcze przez chwilę, aż wreszcie wydał z siebie ostatni, pusty charkot. I taki był koniec Rypanego Drania.

***

I nastał trzeci, finalny akt dramatycznego pobytu w hotelu Barok. Obolały bohater trafił do salonu, gdzie wysłuchał przejętych komentarzy zgromadzonych, a potem cierpliwie choć bez składnie odpowiadał na pytania. Pojawił się też Burski z grubą teczką i niekrytym zadowoleniem.
- Gustawowi nic nie będzie - oznajmił Henryk. - Rany wbrew pozorom nie są takie poważne.
Zapanowała cisza.
- Przejdźmy do wyjaśnień - zaproponował Andrzej.
Stefan przyniósł z kuchni whiskey.
- Miała być na jutrzejszy... dzisiejszy - poprawił się, spoglądając na zegarek - bankiet, ale podejrzewam, że odwołamy.
Henryk machnął ręką.
Alkohol rozluźnił atmosferę.
- Rypanym Draniem był Witold Hoffman i jego syn Szymon - ogłosił tryumfalnie policjant. - Nosił nazwisko matki, Borowiecki.
- Wiedziałam - skomentowała gorzko Angelika.
Martyna odnotowała jej uwagę, ale zapytać miała zamiar za chwilę.
- Proponuję złożyć historię do kupy wspólnymi siłami - powiedział Burski. - Myślę, że każda z osób tutaj będzie potrafiła dopowiedzieć pewien istotny kawałek. Zacznijmy od testamentu Hoffmana, kto zna jego treść?
- No według plotek miał przekazać majątek wnukowi urodzonemu najbliżej daty założenia hotelu Barok - wyrecytowała informację Dominika. - Nie wiemy tylko, czy jest to prawdą.
- Jest - pokiwał głową Burski. - Dotarłem do kopi testamentu, a przy tym dowiedziałem się kilku innych rzeczy. Tak po prawdzie to można było rozwiązać zagadkę już lata temu, ale ludzie byli nieżyczliwi Hoffmanom i zwyczajnie woleli zapomnieć - mówił jednym ciągiem - Szymon urodził się 14 lipca 1981 roku. W tym samym roku powstał testament z ów zapiskiem.
- Czyli... - Adrian myślał na głos. - Olgierd stworzył ten testament, aby wydziedziczyć Witolda?
Burski przytaknął.
- Szymon był dzieckiem nieślubnym, a senior rodu miał twarde przekonania na temat rodziny. Wiedząc, że Witold nie uzna Szymona stworzył zapis w testamencie eliminujący najstarszego syna.
- Wystarczyło, że pierworodny Karola lub Daniela urodziłby się bliżej daty założenia hotelu - kontynuował Adrian.
- I tak też się stało - mówił dalej. - Witoldowi pozostało jedynie opuścić hotel z nadzieją, że bratankowie nie spełnią wymogów testamentu.
- Cały czas ten miał hotel na oku - wyszeptała konspiracyjnie Dominika.
- Teraz dochodzimy do roku 1985 i waszych praktyk - Burski spojrzał na Henryka i Stefana.
- Kim są praktykanci ze zdjęcia? - spytał zachłannie Leszek.
- Ja, Henryk, Zbyszek Galewski i Grzesiu Wierzcha.
- Wierzcha! Wiedziałam! - zawołała tryumfalnie Marysia. - Mówiłam, że kojarzę skądś tego faceta.
Pozostali zaczęli żywo dyskutować. Jedynie Ola i Dominika spoglądały na siebie pytająco.
- Kim jest ten cały Grzesiu Wierzcha? - zapytała urażona Dominika.
- U nas w Lipkach jest taki nawiedzony dom - zaczęła Natalia. - Dostał swój przydomek ze względu na to, że kiedyś powiesił się tam niejaki Grzechu Wierzcha.
- Każde z nas kojarzyło faceta ze względu na zeszłoroczne zainteresowanie nawiedzonym domem, ale jakoś nikt nie potrafił właściwie go powiązać - stwierdził z żalem Adrian Korba.
- To co się wydarzyło tamtej nocy w hotelu musiało odcisnąć na nim piętno i doprowadzić go do samobójstwa - Stefan doszedł do smutnego wniosku.
- No właśnie! Co się wydarzyło tamtej nocy!
- Urodził się Aleks - rzekł sucho Henryk. - Karol wściekł się i zabił brata, bratową.
- A ty przekonałeś nas, abyśmy pomogli mu pochować zwłoki - dodał otwarcie Stefan. - Potem zadzwoniłeś na milicję z informacją o dokonanej zbrodni.
- W jednej kwestii pomyliliście się - przerwał mu Konrad. - Mordercą nie był Karol, ale Witold. Tamtej nocy zakradł się do hotelu - kontynuował - założył strój Rypanego Drania i zabił Daniela oraz Elizę.
- A wina spadła na Karola.
- Nonsens! - ożywił się Henryk. - Myślicie, że nie odróżniłbym Karola od Marka, Witolda, czy jak mu tam?!
- A zgadłbyś, kto nosił kostium? - rozjuszył się Stefan. - Była noc, my zmęczeni, a w dodatku byliśmy świadkami zbrodni. Facet w kostiumie Rypanego Drania słowem się nie odezwał.
Henryk zamilknął.
- Na pana miejscu opuściłbym hotel - dodał życzliwie Burski.
- Bo co?
- Bo pomógł pan przed laty mordercy w ukryciu zwłok, a ponadto podejrzewam, że po przeszukaniu pańskiego pokoju znajdziemy zaginiony oryginał testamentu.
- Co za bzdura! Przecież... - uciął, jakby rażony informacjami, które usłyszał. - Dzięki mnie to miejsce mogło dalej prosperować - głos zelżał. - Przepraszam, muszę wyjść - dodał, szybkim krokiem opuszczając salon.
Gdy kroki Henryka ucichły skwitowane trzaskiem drzwi Stefan dokończył:
- Zbyszek zabrał dziecko ze sobą. Tyle wiem.
- Kim jest Aleks? - spytała wprost Martyna.
I tu poszła fala podejrzanych. Obstawiano Gustawa, Konrada, a nawet Dominikę. Kolejne kandydatury spotykały się z mniejszymi lub większymi kontrargumentami.
Ostatecznie wątpliwości rozwiał Konrad.
- Zacznę od mojej niesłusznej oceny z zajęć praktyczno-technicznych. Jako jedyny wiedziałem, że łóżeczko ze strychu jest nieoheblowane.
- No i? - zirytowała się Natalia.
- Nie było skończone - doszedł do sedna. - Litery na łóżeczku nie tworzyły pełnego imienia. Syn Daniela nie miał na imię Aleks, tylko Aleksandra.
Zapanowała konsternacja. Część osób z utkwionym wzorkiem w Konradzie czekała na dalsze wyjaśnienia, pozostali spoglądali na Olę. Dziewczyna nie zdradzała żadnych emocji. Nie była zaskoczona, ale też niespecjalnie przejmowała się odkryciem sekretu.
- To nie był przypadek, że zaprowadziłaś mnie na strych i pokazałaś fotografie i łóżeczko - mówił dalej. - Chciałaś, abym poznał twój sekret.
- To prawda - przełamała milczenie. - Zbyszek zabrał mnie do swojej ciotki i to ona mnie wychowywała. Historię hotelu i rodziny Hoffmanów znałam doskonale. Zbyszek chciał, abym przejęła hotel w stosownym czasie. Nie miałam budzić podejrzeń, a więc przejęłam się tutaj do pracy kilka lat temu. Wiedziałam, że szukacie Aleksa, ale nie mogłam zdradzić wam sekretu ze względu na własne bezpieczeństwo.
- A więc próbowałaś nas doprowadzić do rozwiązania w inny sposób - uzupełnił ogniście Konrad.
Pani Ola podobała mu się coraz bardziej.
- Stefan! - wrzasnęła Natalia. - Nie mogłeś powiedzieć, że Aleks to dziewczynka?!
- Dzieci mnie brzydzą! - odpyskował. - Noworodka zabrał Zbyszek, a ja, Henryk i Grześ nawet się do niego nie zbliżaliśmy!
- Nie rozumiem tylko jednego - Ola ponownie zabrała głos. - Kim był krawaciarz i dlaczego został zamordowany?
Na to pytanie chętnie odpowiedział Andrzej Burski.
- Krawaciarz był kluczem do rozwiązania - powiedział nieco tajemniczo. - Nazywał się Rajmund Najma. Był notariuszem reprezentującym interesy Hoffmanów. Przyjechał do hotelu poinformować pracowników o testamencie, ale nie zdążył.
- Zabił go Witold - dopowiedziała Dominika.
- Notariusz przyjechał z oryginałem testamentu - kontynuował policjant - mam podejrzenia, że po morderstwie dokument zabrał ze sobą Henryk. Od pojawienia się notariusza Henryk, Witold i Szymon siedzieli jak na bombie wyczekując pojawienia się Aleksa. Nie mieli pojęcia, że pani Ola była tam już od dawna.
- Dla pewności Witold zatrudnił się jako hotelowy kucharz - uzupełnił Adrian. Historia zaczęła mu się składać sama. - Na miesiąc przed stuleciem hotelu pojawiliśmy się my, a wraz z nami silne przeczucie, że wśród dzieciaków z Lipek znajduje się spadkobierca.
- Rozumiem! - zawołał Leszek. - Kurde, pamiętacie?! Wysiedliśmy na niewłaściwym peronie! Zadzwoniłem do hotelu z informacją, że przyjedziemy spóźnieni.
- Telefon odebrał akurat Marek... Witek - poprawił Stefan. - Jedyne co wiedział o bratanku to, to, że zabrany został przez Zbyszka lub Grzesia z Lipek. Gdy usłyszał, że mają przyjechać praktykanci z Lipek wpadł w panikę.
- Miał jednak jako takie pojęcie i nie zakładał z góry, że Aleks to chłopiec - tu historię ponownie przejął Adrian. - Najpierw próbował dopaść Angelike, ale napatoczyła mu się Anita, potem gonił Leszka i Dominikę, a następnie chciał zabić Natalię.
- Co ciekawe... - zaczęła nowy wątek Dominika. - Nawet, gdyby udało mu się wytypować i zabić Aleksa to spadek przeszedłby na Irusia.
- Zgadza się - przytaknął Konrad. - Problem w tym, że mordercy nie mieli pojęcia o spadkobiercy ukrywającym się między hotelowymi ścianami.
- A pani Dobrójska? - przypomniała Marysia.
- Szymon rzeczywiście był opiekunem medycznym - odparł Burski. - a pani Jadzia jego podopieczną z domu spokojnej starości. Jakiś czas temu placówka zgłosiła jej zaginięcie. Szymon zabrał ją ze sobą do hotelu dla alibi. Cały czas powtarzał, że są tutaj z polecenia Dobrójskich. Pomyślcie, kto normalny zostałby w hotelu, w którym popełniane są zbrodnie?
- Szymon powtarzał, że nie chce zostawać w hotelu, ale musi ze względu na starszą panią - przypomniał Konrad. - ani Jadzia zachowywała się dziwnie i czasem uciekała, ale wszyscy założyliśmy, że jest postrzeloną babcią.
- Angelika, wcześniej coś wspomniałaś, o tym, że wiedziałaś, kim jest Rypany Drań - zagaiła Martyna.
- Pomijając jego zmiany nastroju - zaczęła niewesoło. - To wygadał się nieświadomie. Po zabójstwie Jadzi poprosił mnie o pomoc w ukryciu zwłok. Oczywiście, wskażę miejsce, gdzie leży ciało tej kobiety - uspokoiła policjanta. - Powiedział, że zrobimy to w taki sam sposób jak przed laty zrobili to praktykanci z Danielem i Elizą. Na początku nie zrozumiałam, ale potem doszło do mnie, że nie mógł wiedzieć, kto ukrył ciała Hoffmanów w skrzyni. Chyba że...
- Chyba że... powiedział mu o tym Rypany Drań - dokończyła Martyna.
- Mamy hotel, a gdzie reszta tej słynnej fortuny? - spytała zniecierpliwiona Natalia.
- Pewnie rozeszła się przez lata - westchnęła melancholijnie Dominika.
- Myślę, że jest tutaj - oznajmił Leszek.
- W ukrytej części hotelu?
- Nie! To znaczy jest ukryta, ale bardziej na widoku. No w kominkach!
Stefan, Andrzej i Konrad zerwali się na równe nogi.
- Stu letnie kominy, które nie mogą być czyszczone - powiedział raper. - Dlaczego niby nie mogą być czyszczone? Bo tam dziadek Olgierd upchał cały hajs.
Przepchał się do kominka i zajrzał w ciągnącą się ciemność. Trochę sadzy opadło. Widok sadzy zaniepokoił Olę. Dla niej cała fortuna mogła pozostać w kominie. Byle tylko nie nabrudzić na dywanach. Leszek wspiął się w górę. Po chwili zniknął w głębi komina. Czarny pył wypadł rozchodząc się po podłodze. Z głębi rozległ się cichy głos Matuszewicza oraz skrobanie. Po chwili nastąpiło apogeum brudu. Na podłogę wyleciał czarny worek wielkości plecaka, sadza, kolejny worek, czarny jak diabeł Lechu, a za nim dwa następne, większych rozmiarów worki.
- W innych kominkach też się znajdą takie niespodzianki - przyznał Leszek.
- I niby teraz to wymyśliłeś? - spytał krytycznie Adrian.
- Nie, już wcześniej - przyznał. - Po akcji z zadymionym salonem sprawdziłem komin wewnątrz.
- Dlaczego nic nie powiedziałeś? - spytał z wyrzutem Konrad.
- Rypany Drań również szukał majątku. Skarb należy się Aleksandrze Hoffman i to ona powinna być pierwszą, która będzie przy jego otwarciu.
We workach znalazł się akt własności hotelu, pieniądze (te akurat trochę po terminie ważności), biżuteria, złoto, srebro, diamenty, zegarki, stare monet, mosiężne świeczniki, sztućce. Było tego mnóstwo. Wszystko kolorowe i mieniące się barwami. Fortuna istniała i istniała właścicielka. Wszystko wskazywało na to, że mroczne czasy Hotelu Barok zakończyły się wraz z jego setnymi urodzinami. Nastała nowa, pogodniejsza era.
Ola do przeglądania kosztowności głowy nie miała. Z miejsca poleciała po odkurzacz.

Rozdział 14: Krwawe andrzejki

Było już relatywnie późno, gdy Paweł, Leszek, Konrad oraz Adrian wrócili do pokoju. Wcześniej odbyła się duża polka z udziałem wszystkich. Przyjechała straż pożarna, okazało się, że niepotrzebnie, bo ogień został opanowany. Winny był stary kominek, który należało rozebrać lub przeczyścić. Pierwsza propozycja upadła niemal od razu ze względu na zabytkowość. W drugiej sensu nie widział Henryk.
- Mamy kaloryfery - rzekł cierpko. - Kominki to już tylko ozdoba.
- Przez tę ozdobę prawie się podusiliśmy - mruknął pod nosem Adrian.
Potem rozpoczęły się poszukiwania Michała i Dominiki. Chłopaka ostatni raz widziano podczas przygotowań do zasadzki, czyli jakieś półtorej godziny temu. Jego powrotu nikt nie odnotował. Zmartwiony Stefan wyszedł na placyk przed budynkiem w nadziei, że dojrzy wracającego z lasu chłopaka. Michał nie wracał i albo się zgubił, albo dopadł go morderca. Żadna z teorii nie napawała optymizmem. Z kolei Rychlewska zniknęła podczas ewakuacji.
Leszek upierał się na przetrząśnięciu całego budynku od góry do dołu, Adrian popierał pomysł, Konradowi było wszystko jedno, a Paweł przez pewien czas wydawał się niezainteresowany, aby w końcu stwierdzić melancholijnie:
- Na moje przesadzasz.
Może i przesadzał, ale odpuszczać nie miał zamiaru.
- Zaginęły dwie osoby i czuję, że masz z tym coś wspólnego.
- Że niby ja skasowałem Dominikę i Michała? No, wiecie co? - wzburzył się. - Jesteśmy jak Spengler, Venkman, Stantz i Zeddmore, tylko my tropimy seryjnych morderców.
Spojrzenia pozostałej trójki mówiły same za siebie. Jeśli Ostrowski nie był odpowiedzialny za zaginięcie tej dwójki, to na pewno posiadał jakąś wiedzę. Nie mogli mu zaufać w pełni, ale istniało w nich przekonanie o jakiejś nieomylności Pawła, szóstym zmyśle prowadzącym do rozwiązania zagadki. Problem w tym, że Kapturnik zdawał się miewać fanaberie najróżniejsze, a jedną z największych była chęć komplikowania spraw. Z jednej strony poprowadził trop na Marka-Witolda, ale z drugiej trudno było nie odnieść wrażenia, że posiadał znacznie większą wiedzę.
- Mógł ją porwać Rypany Drań - westchnął wreszcie Paweł. - Nabieram przekonania, że to ona jest kluczem do rozwiązania zagadki.
Konrad otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo do pokoju wszedł Gustaw.
- Dominika jest cała i zdrowa - powiedział na otuchę.
- Skąd wiesz? Mógł ją porwać Rypany Drań - odparł beznadziejnie Leszek.
- Nie porwał jej.
- Wiesz, gdzie ona jest? - tym razem zabrzmiał natarczywie.
- Wydaje mi się, że u Irusia. - Chwila... - przerwał Adrian. - Ireneusz Hoffman? Ten cały syn Karola, który od ponad dwudziestu lat żyje w nieczynnej części hotelu? Przecież to absurdalna bajka.
- Mów wszystko! - nakazał energicznie Leszek.
Bajka lub nie, Irek wydawał się o wiele lepszą alternatywą od spotkania z Rypanym Draniem.
- Ona bardzo przypomina matkę Irka - stwierdził Gustaw. - Nic dziwnego, że wreszcie zabrał ją do siebie.
- Bzdura - skomentował Korba, a Ostrowski poparł.
- Żadna bzdura - bronił swego Gustaw. - Wiele razy widywałem Irka w różnych częściach pensjonatu. Od wielu lat zanoszę mu jedzenie na strych.
- Czy jest niebezpieczny?
- Nic z tych rzeczy - uspokoił go Brzęcki. - Jest płochliwy. Unika ludzi, bo tak nauczył go ojciec. Nie wiem, czy macie świadomość, ale wasza przyjaciółka jest podobna do Heleny Hoffman.
- Matka Irka - wyszeptał Konrad. - Napis na drzwiach! - podniósł się z miejsca z wielką energią. - To on napisał, "witaj w domu, Heleno"!
- Jeśli nawet to ma sens... - podjął nowy wątek Matuszewicz. - Po co ją porwał i jak ją znaleźć?
- Nikt jej nie porwał - powtórzył Gustaw z niezachwianą cierpliwością - a w poszukiwaniach nie widzę sensu. Hotel jest ogromny i nawet nie jesteście w stanie sobie wyobrazić jaki labirynt ciągnie się za ścianami.
Musiało coś w tym być. Niezliczone korytarze między ścianami apartamentów łączyły się, przecinały i tworzyły nowe pomieszczenia, w których mógł przebywać Rypany Drań, Irek Hoffman, a teraz także Dominika. Leszek nie miał zaufania do Gustawa i jego opowieści. Czy syn Karola rzeczywiście istniał? A jeśli tak, w grę wchodził nowy podejrzany. Na myśl o zaginionej dziewczynie oraz mordercy przebywającym gdzieś w pobliżu poczuł nieprzyjemny skurcz mięśni. Gdy Kapturnik zamordował Adę, nie znajdował się nawet w pobliżu. Teraz równie daleki dystans dzielił go z Dominiką. Należało ją niezwłocznie odszukać. Resztę nocy wbrew rozsądkowi postanowił spędzić na poznawaniu ukrytej części hotelu. Najsensowniej było skorzystać z przejścia, którym wydostał się Hoffman z Dominiką. Nie miał jednak pojęcia, gdzie w salonie znajduje się takowe. W pokojach przejścia ukrywały się za lustrami łazienkowymi, a więc udał się do pokoju sąsiadującego z salonem i już po chwili stał po drugiej stronie.
Latarka oświetlała niewielki skrawek długiego i wąskiego korytarza ciągnącego się wzdłuż. Przeszedł kilka kroków i narysował flamastrem X.
- Dominika... Dominika - wołał szeptem w nadziei, że nie ściągnie sobie na głowę mordercy.

***


Zaniedbana głowa faceta zniknęła w ciemnościach. Dominika zamilkła. Nie znała intencji porywacza, ale jego chociażby chwilowe oddalenie się wywołało u niej nieznaczne poczucie ulgi. Teraz mogła dokładnie zbadać miejsce. Z pukania w ściany zrezygnowała definitywnie. Hałas mógł sprowadzić go z powrotem, a tego nie chciała.
Dawna pracownia Karola Hoffmana była pełna niedokończonych kostiumów, materiałów porozrzucanych po podłodze i fragmentów manekinów. Największe przerażenie wywołał łeb manekina leżący na brudnym, niebieskim sweterku. W ciemności przypominał prawdziwą głowę.
Początkowo myślała, że jedynym wejściem jest szczelina pod samym sufitem, ale teraz zauważyła starannie ukryte za stertą szmat drzwi. Z nową energią zaczęła przerzucać sterty ubrań i kostiumów tarasujących drogę do wyjścia. Myślami powróciła do porywacza. Czy możliwe, że był to Irek Hoffman? Niezwykłe uczucie. Przed nią odkryła się jedna z największych tajemnic hotelu Barok. Człowiek, który od lat żył w ukryciu, potomek Karola, a zarazem legenda pensjonatu istniał. Jeśli Aleks się nie znajdzie lub zostanie zamordowany, fortuna przypadnie w udziale Irkowi. W jednej chwili zapragnęła z nim porozmawiać. Ciekawe, czy potrafił mówić? Niby nazwał ją matką... Na samą myśl o tym, jakie Irek Hoffman, najprawdopodobniej, żywi do niej uczucia, coś nią wstrząsnęło. Odkopała drzwi. Intuicyjnie złapała za klamkę i pociągnęła do siebie. Były otwarte. Przed nią znajdował się pogrążony w ciemności korytarz. Mogła zostać i zaczekać na Irka albo poszukać przejścia.
Zadecydowała iść. Poruszała się bardzo wolno, opierając dłonie na ścianie. Z każdym korkiem nasłuchiwała odgłosów dochodzących zza ścian. Wtedy też wpadła na Leszka. Ulgi doznała niezmiernej. Wspólnie wrócili do pokoju po drodze dzieląc się informacjami na temat Irka.
Irek Hoffman przyglądał im się z niesmakiem. Matka, której powrotu tak bardzo oczekiwał odchodziła z jakimś facetem? Czy to był ojciec? Nie, nie podobny. Zresztą ojciec nosi kostium Rypanego Drania. Obiecał sobie, że na drugi raz przypilnuje matki lepiej, a ten facet jeśli raz jeszcze mu ją odbierze, zginie.

***


Chyba mu rozum zaćmiło albo doznał chwilowego zidiocenia, bo inne wytłumaczenie zwyczajnie nie istniało. Miał za swoje, ale od początku... Propozycję Natalii przyjął. Zaintrygowany zleceniem morderstwa Marysi Kubińskiej, a trochę znudzony hotelowym bezruchem przyczaił się na ofiarę w korytarzu na pierwszym piętrze. Plan miał prosty: ciachnąć nastolatkę, ukryć zwłoki, odebrać od Natalii hajs za wykonaną pracę, a potem również ją zabić. Dalej wszystko się pochrzaniło koncertowo.
Ukrył się w ósemce, skąd wypatrywał swojej ofiary. W końcu nadciągnęła Marysia. Odczekał jeszcze chwilę i wyszedł na korytarz tuż za nią. Przyśpieszył kroku, aby zrównać z dziewczyną, a następnie popchnął ją na ścianę.
Kubińska nie wyglądała na przerażoną, ale na zaskoczoną. Nie miała czasu przeanalizować sytuacji. Paweł? Tutaj? Jak? Kiedy? Uciekać! Odbiła się od ściany i spróbowała wyminąć napastnika. Ten jednak zagrodził jej przejście. Mogła go staranować, ale... Miał nóż. Ewentualna walka mogła się dla niej źle zakończyć. Zrobiła krok do tyłu i natrafiła na ścianę.
Ostrowski uniósł nóż. Srebrne ostrze rozbłysło w świetle hotelowych lamp. Już miał zadać śmiertelny cios, gdy z szóstki wyjrzała Natalia. W dłoni ściskała mały flakonik, ale tego ani Paweł, ani Marysia nie odnotowali w pierwszej chwili.
Szybkim susem skoczyła pomiędzy mordercę, a ofiarę. Kubińska nie myślała nic, napastnik zbaraniał i była to ostatnia rzecz jaką poczynił. Dziewczyna psiknęła mu zawartością buteleczki w twarz. Po korytarzu rozniósł się słodki zapach, który stał we wstrętnej opozycji do uczucia pieczenia oczu. Po twarzy Pawła momentalnie spłynęły łzy, a on sam nie mógł wykonać żadnego ruchu. W szalonym amoku upuścił nóż na ziemię, dłońmi trąc oczy i wyjąc z bólu. Dziewczyna odepchnęła Kapturnika na ścianę i razem z Marysią pobiegła korytarzem.
- To był Paweł?! To on morduje! To Rypany Drań! Musimy powiadomić policję! - piszczała przejęta Kubińska.
Potrzebowała chwili, aby opanować skołatane nerwy i odzyskać normalny ton głos. Tę chwilę Natalia postanowiła wykorzystać na tłumaczenia. Wyjaśniła rolę Pawła w śledztwie (na tyle, na ile sama się orientowała), a jego atak na Marię? Zapewne jakieś chwilowe zidiocenie, szaleństwo. W każdym razie Ostrowskiego bierze na siebie i obiecuje, że już jej nie skrzywdzi.
- To gaz pieprzowy? - spytała spokojnie, dodała dla uściślenia: - No, to czym mu spryskałaś gębę.
- Nie, Dior Poison.
- Och, twoje najlepsze perfumy!
- A ty jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Miałam pozwolić, aby cię zabił? Co tam perfumy - odparła smętnie. - Przyjaźń jest ważniejsza od perfum, czy... jakiegoś chłopaka.
Marysi zrobiło się jakoś tak głupio. Adrian Korba może i był fajny, lubił Disneya, ale nie tak dawno temu był chłopakiem Natalii. Uczciwie przyznała, że nie chce rezygnować z niego. Ku jej zaskoczeniu Kozłowska wykazała się zrozumieniem. Ba, życzyła im szczęścia. Jedyną rzeczą o jaką poprosiła było usunięcie statusu na Facebooku. Jak wrócą do Lipek to i tak wszyscy dowiedzą się, a teraz nie ma po co wysyłać informacji w świat. Marysia zgodziła się, a Natalia odetchnęła z ulgą. Plan się powiódł. Jedynie Paweł myślał, że szlag jasny go trafi. Teraz dopiero poczuł niepohamowaną złość w kierunku zleceniodawczyni. Zabije wszystkie kobiety w hotelu, postanowił.

***


Ola wpadła do pokoju niczym huragan. Nietypowe jak na kobietę zachowanie wzbudziło ogólny niepokój. Co się stało? Kolejne morderstwo? Odkryła tożsamość Rypanego Drania?
- Mamy gości - przemówiła możliwie spokojnym głosem. - Gustaw prosił, abyście ich przyjęli.
Komenda podziałała jak magiczne zaklęcie. Praktykanci zerwali się z miejsc i jak ogłupieni rozpoczęli bezwładną krzątaninę. Meldować! Zameldować! Pokój! Który pokój? Minęło kilka sekund, gdy w ogólnym rozgardiaszu wybiegli za Olą na korytarz, a potem do lobby, gdzie czekało młode małżeństwo.
Widok wywarł na gościach spore wrażenie, bo oto gęsiego za pokojówką szedł cały pochód pracowników. Mężczyzna naliczył osiem sztuk, w tym sześć lipczańskich. Jego małżonka z kolei uśmiechnęła się życzliwie do dzieciaków, które poznała doskonale przy okazji zeszłorocznych perturbacji z Kapturnikiem.
- Przyjechaliśmy na tydzień lub dwa - powiedział głośno mężczyzna.
- Wy? - zawołała zdziwiona Natalia.
- Znacie ich? - podłapała Ola.
- To komendant Burski i pani Martyna z Lipek. Ten policjant pomógł mi w schwytaniu Kapturnika.
- Dziękujemy ci, Natalko - burknął nieżyczliwie policjant.
- No i plan poszedł się kochać - uzupełnił Adrian.
- Co? Jaki plan? - zaczęła z przejęciem Marysia.
- Zaprosiłem ich tutaj incognito - mówił z rozżaleniem Korba. - Mieli pomóc w odnalezieniu mordercy bez robienia afery.
- Zaraz mówiłam, że to całe ukrywanie nie ma najmniejszego sensu - przyznała z naganą Martynka. - Zresztą przed nikim nie musimy się ukrywać - tym razem jej głos zmienił się na delikatniejszy. - Otóż jesteśmy młodym małżeństwem, które właśnie przyjechało na miesiąc miodowy, a że przy okazji pomożemy wam złapać tego gnoja...
Burscy dostali pokój na pierwszym piętrze. Umiejscowienie nieprzypadkowe, sami poprosili o pokój blisko praktykantów. Henryk mieszkał na końcu korytarza, Gustaw, Ola i Stefan zajmowali parter, Szymon jako jedyny mieszkał na drugim, co wyraźnie mu się nie podobało.
- Hotel jest duży, łatwo się zgubić i wpaść na mordercę, a więc korzystajmy z jak najmniejszej części budynku - mówił sucho Burski. - Niech nikt nie pałęta się sam po wyższych piętrach, a jeśli już musicie, to zawsze w parach.
Do rana trwały ożywione rozmowy i tylko Andrzej pozostawał stałym uczestnikiem dyskusji. Pozostali odchodzili i dosiadali się na zmianę. Początkowym tematem była zagadka hotelu Hoffmanów, ale z czasem zeszło na opowieści o Kapturniku i ofercie turystycznej Bursztynowa. Martyna wypytała lipczan o plany po maturalne i wtedy zaczęło się kręcenie większe niż podczas przesłuchań podejrzanych. Adrian rozważał hotelarstwo, Konrad myślał o szkole filmowej, a Leszek jak to ujął "pójdzie tam, gdzie się dostanie".
Michał Meier i Jadwiga Dobrójska nie wracali w dalszym ciągu. Lepsi zaginieni niż martwi, ale policjant uznał ich za denatów. Może w innych warunkach, ale okoliczności iście mordercze kazały wybrać najczarniejszy scenariusz. Zaraz po śniadaniu zabrał się za ustalanie wydarzeń z zeszłego wieczoru, bo wtedy też zaginął nastolatek. Konrada, Adriana, Lecha, Natalię i Marię wykluczył z grona podejrzanych, kierując się zasadą, że na jedną paczkę znajomych przypada jeden wariat i ten tytuł zdobył Paweł Ostrowski. Na chwilę zatrzymał się przy Kapturniku. Słyszał, że jakiś czas temu uciekł z zakładu psychiatrycznego, ale od tamtej pory słuch po nim zaginął. Ciekawe, gdzie się podziewa?
Henryk wczorajszy wieczór spędził u siebie. Trochę kręcił się po hotelu i zaskoczył go brak kogokolwiek z obsługi. Koło dziesiątej widział Marysię w lobby. Dominik, Gustaw i Stefan niby pomagali przy zasadzce, ale w momencie ucieczki Meiera było już ciemno, każdy poleciał gdzieś i w efekcie do hotelu wracali pojedynczo. Morderca mógł skorzystać z zamieszania i spokojnie ruszyć za ofiarą. Podobne wątpliwości miał w przypadku Oli. Wczoraj miała wolne. Mogła opuścić hotel, a potem niezauważenie wrócić w przebraniu Rypanego Drania. W paradę wchodził mu jedynie Witold Hoffman i jego rzekomy syn. Temu też przyczepił się do Szymona Borowskiego.
- Byłem z Angeliką.
Nie zełgał. Rzeczywiście był, ale czas spędzili na ukrywaniu zwłok. Krzyk Michała podniósł ich w stan gotowości. Spanikowali i pobiegli w różnych kierunkach. Znowu spotkali się przed hotelem. Oczywiście, tej części nie wyjawili Burskiemu.
- Czy jesteś Rypanym Draniem? - zapytał się tamtego wieczoru Szymon.
- Nie - odparła zdecydowanie Angelika.
- Czy myślisz, że ja nim jestem? - jego głos brzmiał żałośnie.
Zawahała się, ale odrzekła zgodnie z przeczuciem:
- Tak.
- W takim razie, czy powinienem cię zabić?
- Powinieneś.
- To dlaczego żyjesz?
Gdzieś tam znowu dostrzegła Szymona, którego polubiła. Ciamajdowatego i zlęknionego o własne życie. Pozbawionego wyrachowania, które objawiło się nocy, której odkrył zwłoki Dobrójskiej. Może nie był zły? Może zwyczajnie, po ludzku, szukał rozwiązania i wybrał idiotyzm z ukryciem zwłok?
Andrzej miał jeszcze wiele do ustalenia, ale miał także jedną przewagę nad praktykantami, znajomości. W bursztyńskim komisariacie pracował jego znajomy i z jego pomocą chciał ustalić trzy rzeczy: co stało się z testamentem Olgierda, gdzie podział się Aleks Hoffman i kim jest Rypany Drań. Opuścił hotel Barok w południe z obietnicą, iż powróci z rozwiązaniem zagadki.

***


Cechą, którą cenił u siebie najwyżej była nieprzewidywalność. I w imię ów atrybutu zdecydował się na przedsięwzięcie będące zwykłą zemstą na Natalii. Po nieudanym zamachu na Marię Kubińską pojął, że posłużył za straszak i tak naprawdę to on był tutaj jedyną ofiarą. Na rolę ofiary nie godził się i postanowił interweniować.
Idealna sytuacja nadarzyła się po obiedzie. Andrzej gdzieś pojechał, a Martynka spędzała czas w spa. Wyczekał na moment i zagadał do Adriana w cztery oczy.
- Musimy poważnie porozmawiać i koniecznie przyprowadź ze sobą Natalię i Marysię.
Korba zgodził się, bo czemu by nie? Istniała w nim niewielka doza niepokoju. Kapturnik mógł szykować jakiś morderczy podstęp, ale ciekawość przeważała lęki. Mimo wisielczego poczucia humoru jakie prezentował, Paweł nie wykazywał morderczych intencji. Poza tym, o co tym razem chodzi? Co ważnego do przekazania ma jemu, Marysi i Natalii?
Cała trójka trafiła do pokoju chłopaków, gdzie czekał już na nich Ostrowski. Marysia tym razem nie dała się zaskoczyć. Nastawiona bojowo chwyciła za krzesło stojące prze wejściu, gotowa była nim zatłuc mordercę. Natalii zrobiło się gorąco. W mig pojęła cel ich wizyty w pokoju. Czuła ostrze prawdy przeszywające jej łgarstwo, dobre łgarstwo, które pomogło jej utrzymać Kubińską w ryzach. Adrian z kolei zwyczajnie był ciekawy.
- Chciałem przeprosić Marysię za próbę zamordowania jej - zaczął skruszony. - Osobiście nic do ciebie nie mam. Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewasz.
Przeprosiny ogłuszyły dziewczynę. Nieco zszokowana przyjęła je.
- Natalia - podjął nowy wątek. - Wybacz, że nie zabiłem Marii.
Kozłowska poczuła ucisk w klatce piersiowej. Kurwa, powiedział! Adrian i Marysia spoglądali na nią, a Paweł mówił dalej:
- Głupio tak się nie wywiązywać ze zlecenia, ale sama rozumiesz. Oczywiście oddam ci pieniądze.
Dziewczyna wydała z siebie bulgoczący, gardłowy dźwięk. Przed oczyma jej pociemniało. Przepchnęła się do przodu, wyrwała Kubińskiej krzesło z rąk i usiadła na nim.
- O czym on mówi?
- O morderstwie na zlecenie - odparł beztrosko Kapturnik. - Natka chciała...
- Chciałaś mnie zabić?! - zawyła rozgoryczona, niedoszła ofiara.
- Nie zabić tylko na... nastraszyć - Natalia powoli odzyskiwała fason.
- Raczej wyjść na bohaterkę z tym ratunkiem.
- Żmija... - wysyczała Marysia. - I wszystko po to, aby nikt się nie dowiedział, że chodzę z Adrianem? Jak mogłaś?! On naprawdę mógł mnie zabić! Co z ciebie za przyjaciółka?
Co ze mnie za przyjaciółka? - rozwścieczyła się Natalia. Tego było za wiele.
- A z ciebie, kradziejko chłopaków? Przyznaj się lepiej, że zrobiłaś to, aby mnie ośmieszyć przed studniówką! Wiedziałaś jakie to dla mnie ważne, a teraz będę musiała wystąpić jako singielka!
- A żebyś wiedziała, że teraz roztrąbię o tym wszystkim! Wybrał mnie!
- Chyba z litości!
- Chwileczkę! - przerwał im Korba. - Czegoś tu nie rozumiem! Jak to wybrałem? Chyba zaszło jakieś nieporozumienie. Zerwałem z Natalią, ale nie zacząłem chodzić z tobą...
- Ale... - Marysię ogarnęła słabość umysłu i ciała. - Przecież... lubimy Disneya, spaghetti jak Kundel... - mówiła bezładnie.
- No fajnie mi się z tobą gada, ale nie jesteśmy parą. Przepraszam, jeśli dałem ci do zrozumienia, że jest inaczej... Wolałbym nie wchodzić w nowy związek zaraz po Natalii.
- Dzięki, panie Boże! - tryumfalnie zawołała Natalia.
- A ty się tak nie ciesz! - zbeształ ją niemal od razu. - Jak perfidną osobą trzeba być, aby ukartować czyjeś zabójstwo?
Natalia spojrzała na Pawła w poszukiwaniu pomocy. Kapturnik nie był w stanie wydusić z siebie chociażby słowa. Rozbawiony małym przedstawieniem turlał się ze śmiechu.

***


Przybycie Zbyszka do hotelu zostało zanotowane, co najwyżej przez Gustawa. Pan koło czterdziestki, elegancki, wysoki chociaż nieco zgarbiony z uśmiechem na twarzy zapytał o menadżera przybytku. Zostawać nie miał zamiaru, wpadł - jak wyjaśnił - tylko z krótką wizytą, a pokój, z przykrością wynajął u konkurencji. Skomplementował wystrój i zapytał o rocznicę.
- Pan Henryk zaprosił kilku gości - odparł pośpiesznie Gustaw.
Z dalszej rozmowy wynikło, że znajomy menadżera odbywał tu kiedyś praktyki i stąd zna Henryka oraz Stefana. Konsjerż pokiwał głową i wprowadził gościa do gabinetu szefa. Dopiero, gdy ustaw zamknął za sobą drzwi Henryk przemówił:
- Dajmy sobie spokój z niuansami. Wiesz, że wezwałem cię w sprawie dziecka.
- Wiem.
- Miałeś podrzucić Aleksa do jakiegoś przytułku, czy innego sierocińca, ale zgaduję, że tego nie zrobiłeś, prawda?
Zbyszek uśmiechnął się, szczerząc żółte zęby.
- Masz rację. Nie oddałem go. Początkowo chciałem tak zrobić, ale potem stwierdziłem, że nie powinienem cię tak ślepo słuchać - uśmiech zniknął z twarzy Zbyszka. - Oddałem dziecko mojej ciotce na wychowanie.
Dla Henryka wszystko stawało się jasne, ale postanowił mu jeszcze nie przerwać.
- Dzieciak miał wszystko, łącznie ze świadomością, kim jest i co mu się należy w przyszłości.
- Zdajesz sobie sprawę, że w hotelu grasuje morderca?
- Zdaję - przytaknął, odsłaniając znowu ohydne zęby. - Dla twojej informacji śledziłem wszystkie informacje na temat tego miejsca i stąd też wiedziałem, że na spadek liczy także Witold Hoffman ze swoim bękartem. Nie miałem pojęcia do czego są zdolni, a więc Aleks przyjechał tutaj jako ktoś inny.
- Domyślam się - rzekł ponuro.
- Widzisz, ty przed laty pomogłeś w zbrodni, żeby móc napawać się namiastką władzy nad tym miejscem, a ja pomogłem w wychowaniu dziecka, żeby dzisiaj cieszyć się fortuną Hoffmanów. Jako kochający wujek i opiekun Aleksa otrzymam całkiem sporo z tego spadku, a ty wylądujesz na bruku.
Henryk w milczeniu spoglądał na drzwi do sąsiedniego pomieszczenia. Stał w nich Rypany Drań i czort raczył wiedzieć, jak długo tam był i przysłuchiwał się rozmowie.
- Powiesz mi chociaż kim jest syn Daniela? - zapytał z werwą. - Obstawiam Szymona. Początkowo mi się nie zgadzało, bo był ze staruszką, ale teraz sobie myślę, że ta babcia mogła być jakąś twoją krewną...
Rypany Drań przeszedł bardzo cicho przez gabinet. Stanął tuż za fotelem Zbyszka. Szybkim ruchem poderżnął gardło nieświadomej ofierze.
- Moo... Mogłeś się jeszcze wstrzymać - wymamrotał menadżer. - Prawie powiedział mi, kim jest Aleks, ale może wolisz nie wiedzieć...
Rypany Drań nie odpowiedział.
Jeszcze tydzień temu był zainteresowany tożsamością kuzyna, ale teraz plany uległy zmianom. Wszyscy w hotelu wiedzieli, że morduje syn Witolda. Kwestią czasu było odkrycie jego prawdziwej tożsamości. Teraz nie mógł, od tak sobie, przejąć rodzinnej fortuny. Najpierw należało usunąć wszystkich świadków: Aleksa, pracowników i gości hotelowych. Wypadki chodzą parami, wybuch gazu, pożar, a może po prostu napali w kominku i wszyscy się poduszą? Potem wystarczy odczekać jakiś czas i dać się odnaleźć jako zaginiony wnuk Olgierda, no i cześć. Jedyny sensowny plan.
Henryk wstał od biurka, po którym spływała gęsta, czerwona krew. Kusząc los postanowił zagaić do mordercy raz jeszcze.
- Gustaw...
Morderca nie odpowiedział. W ciszy przeciągnął zwłoki do sąsiadującego pomieszczenia. Miał już wprawę w mordowaniu.

***


- Pani Martyno! - zawołała zaaferowana Natalia omal nie gubiąc pantofli podczas zbiegania ze schodów. - Dobrze, że panią znalazłam! Potrzebuję pomocy!
- Mojej?
- Tak, potrzebuję wróżki - oznajmiła, łapiąc oddech. - Musi pani skontaktować się z zaświatami i...
- I zapytać duchy o tożsamość mordercy - dokończyła bojowo Martynka.
- Nie! Musi pani wezwać jakąś z dziewczyn, które zostały zamordowane w zeszłym roku: Jula, Ada, może być nawet Zuza. Chcę, żeby mi doradziły, co dalej robić ze zgniłym jajkiem.
Natalia opowiedziała historię swojego poświęcenia względem przygotowań do studniówki, Adriana lekceważącego jej trud, a w końcu żmiję próbującą nieudolnie ukraść chłopaka. Rolę Pawła pominęła zdając sobie sprawę, że wywołałoby to wyłącznie większy zamęt.
- To nawet dobry pomysł - zgodziła się. - Mogłybyśmy urządzić babski wieczór z wróżbami.
- Andrzejki! - zawołała ogniście Natalia. - Zorganizujemy sobie noc z andrzejkowymi wróżbami, winem i wywoływaniem duchów.
Akurat wypadały imieniny Andrzeja, a fakt iż był styczeń nie odgrywał większej roli dla Kozłowskiej. Martynie pomysł się nie spodobał, ale wreszcie ugięła się pod prośbami Natalii.
Idea zorganizowania nocy andrzejkowej nieco ogłuszyła Dominikę, bo jak? Andrzejki w styczniu? Mimo to zgodziła się. W końcu impreza to impreza. Przyszła też Angelika, a zaraz po niej Stefan. Na końcu dołączyła Ola. Maria Kubińska jako podstępna uwodzicielka chłopaków nie została zaproszona.
Stefan wypił kieliszek wina jednym haustem i możliwie najposępniejszym głosem na jaki tylko potrafił się zdobyć przemówił:
- Wiecie, że kiedyś w Bursztynowie w noc andrzejkową doszło do krwawej jatki? - zapowietrzył się.
- To nas zaskoczyłeś - Dominika zabrzmiała jadowicie.
- Para nowożeńców trafiła do niewielkiego pensjonatu takiego jak ten... - kontynuował, ignorując złośliwe komentarze: - Nie wiedzieli, że przed laty doszło w nim do zbrodni.
- Mogę ci przerwać? - wcięła się Angelika. - Zauważyliście, że w strasznych historiach zawsze są nawiedzone hotele? Nie irytuje to was?
- Trochę, ale... - podjęła wątek Dominika. - Bardziej chyba chodzi o symbolizm. Nie wiesz, kto spał w hotelowym łóżku przed tobą i to jest straszne.
Zgodziły się.
- Pojawił się wariat, zabił nowożeńców i na tym koniec - przerwała mu Natalia. - Dziękuję, historia była do dupy, a teraz przejdźmy do wróżb.
- Wcale nie! - zaprotestował z goryczą. - Nowożeńcy kupili pensjonat i reklamując go jako przeklęty dorobili się majątku. Szkoda, że Henryk nie okazał się równie przedsiębiorczy,
Imprezowicze rozpoczęli od najpopularniejszej zabawy, lania wosku. Wśród wymyślnych woskowych figurek mistrzostwem okazała się "koza na rowerze" autorstwa Oli. Potem przyszła pora na przestawianie butów. Ustawiane jeden za drugim powoli przemieszczały się w stronę drzwi. Do wyjścia pierwszy dotarł but Angeliki.
- To oznacza, że pierwsza wyjdziesz za mąż - oznajmiła Martyna, która w pewnym momencie stała się wodzirejem imprezy. - Masz już jakiegoś chłopca na oku?
- Szymon - rzuciła Dominika, a pozostałe jej przyklasnęły.
Następnie przyszła pora na serce. Wróżba polegała na przekuciu papierowego serca igłą. Po drugiej stronie serduszka znajdowały się imiona chłopców. Trafione igłą imię będzie oznaczało, że ów amant zakocha się w danej dziewczynie i tu wychodziły najróżniejsze kwiatki, bo w serduszku mieściło się mnóstwo imion, a zapełnić należało całe. Pojawił się Mieszko, Kazimierz, Bolesław, Władysław, a w akcie desperacji, gdy Dominice skończyli się Piastowie i Jagiellonii, nawet Hugon.
- Czyli ja będę z Mieszkiem - ustaliła Ola. - Ty z Bolesławem, a ona z Kazimierzem.
Jedynie Natalia trafiła w Adriana. Jak potem się okazało, kantowała wróżbę, zamieszczając na swoim serduszku wyłącznie imię byłego chłopaka.
Przy zabawie czas upływał im szybko i przyjemnie. Pierwszy raz od początku pobytu w hotelu czuły beztroskę. Nie było mowy o Rypanym Draniu, podejrzeniach i kolejnych zbrodniach. Ot, co spotkały się dobre koleżanki i dobrze się bawiły. Na kilka minut przed północą przyszła kolej na wywoływanie duchów. Natalia rozłożyła białą serwetę na stoliku i ogłosiła uroczyście:
- Rok temu pani Martyna pomogła nam w walce z Kapturnikiem, a teraz powróciła! Powitajcie medium z prawdziwego zderzenia!
- Zderzenia? - powtórzył zaniepokojony Stefan, ale nikt go nie słuchał.
- Dziękuję za wspaniałą prezentację, Nat.
Nie tracąc czasu zajęła miejsce przy małym stoliku.
Na środku znajdowała się tabliczka do kontaktów z zaświatami. Część zgromadzonych podchodziła do pomysłu sceptycznie, część była podekscytowana, ale nikt nie był tak przejęty jak Natalia. Potrzebowała porady odnośnie studniówki, ciepłego słowa, albo przynajmniej oplotkowania wstrętnej Marysi.
- Rzucam na duchy zaklęcie - zaczęła Martyna. - Od teraz są w mojej władzy...
- To jakieś głupoty - wyszeptał Stefan.
- Ciii!
- Duchu, czy jesteś z nami?
- Jestem - odpowiedział duch.
Medium o mało nie odskoczyło od stołu. Chociaż zgodziła się na seans to pojęcia nie miała, jak się za niego zabrać i czy przyniesie on jakikolwiek efekt. Duch jednak odpowiedział.
- Duch - zakwiliły równo Dominika i Angelika.
- Możesz się przedstawić?
- Kapitan Howdy - odparł niegrzecznie duch. - Poważnie, nie poznajecie mnie?
Martyna i Natalia odgadły tożsamość zjawy w tym samym momencie, gdy ta przybrała postać fizyczną. Ada Lenart usiadła na łóżku uznając, że kolejna osoba tłocząca się przy tabliczce jest zbędna. Zresztą, po co korzystać z jakichś ouija? Mogli porozmawiać twarzą w twarz.
Ada nie zmieniła się ani trochę. Nadal była drobna, miała dziecinną twarz i ciemne włosy. Ubrana była w elegancką, granatową garsonkę i buty na szpilkach. Wydawała się spokojna.
- Potrzebuję porady - zaczęła Natalia - bo jestem teraz singielką i nie wiem, czy iść na studniówkę bez Adriana.
- Idź.
- Nie będzie głupio tak samej?
- Idź - powtórzyła cierpliwie.
- Chwila! - przerwała rozmowę Dominika. - Zapytajmy o coś ważniejszego! Na przykład, kto jest Rypanym Draniem?
Ada wzruszyła ramionami.
- Nie wiesz? - zdziwiła się Angelika. - Myślałam, że martwi wiedzą takie rzeczy.
- Nie mam pojęcia - przyznała szczerze. - W zaświatach raczej niespecjalnie przejmujemy się ziemskimi sprawami.
- Jak jest po drugiej stronie? - zapytała Martyna.
Dziewczyna ponownie wzruszyła ramionami.
- Zwyczajnie.
- Brakuje ci czegoś? Możemy ci jakoś pomóc? Czy jesteś szczęśliwa? - pytała zatroskana wróżka.
- Nie brakuje mi niczego. Pomocy nie potrzebuję, bo radzę sobie dobrze - odpowiadała - i nie jestem nieszczęśliwa. Jest okej. Czy to już wszystko?
- Tak... - mruknęła słabo Natalia.
Duch Ady zniknął, a seans zakończył się. Jedyną rzeczą jaką Ada wiedziała, a o jakiej nie mieli pojęcia uczestnicy imprezy była kolejna zbrodnia w hotelu. Tej nocy zginął Zbyszek.

piątek, 14 czerwca 2024

Eliza Hoffman

UWAGA! SPOILERY! 

Eliza Hoffman

Debiut
Wariaci wokół nas (Slasher 2. Hotel, rozdz.4) (wspomniana)
Ostatni występ
Wariaci wokół nas (Slasher 2. Hotel, rozdz.4) (wspomniana)
Kill count
0
Wiek
29 (+)
Zawód
Pracownik hotelu
Miejsce zamieszkania
Hotel Barok, Bursztynowo
Ulubiony slasher
Nieznany
Status
Nie żyje
Relacje Daniel (mąż)
Ola (bratanica)
Olgierd (teść)
Karol (szwagier)
Irek (bratanek)
Helena (bratowa)
Witold (szwagier/wróg)
Szymon (bratanek)

 

Historia

Przed Slasherem

Wychodzi za mąż za Daniela Hoffmana. Po narodzinach Irka, wspólnie z mężem, przekonuje Karola, aby przeprowadził się z synem do ukrytej części hotelu. 26bstycznia 1985 roku rodzi dziecko. Kilka godzin później zostaje zamordowana przez Witolda przebranego w postium Rypanego Drania.

Witold Marek Hoffman

UWAGA! SPOILERY! 

Witold Marek Hoffman

Debiut
Duch czy nie duch? (Slasher 2. Hotel, rozdz.2)
Ostatni występ
Wariaci wokół nas (Slasher 2. Hotel, rozdz.4)
Inne występy
Slasher. Jak pozbyć się ciała?, rozdz.1
Kill count
4
Wiek
61
Zawód
Pracownik hotelu / kucharz
Miejsce zamieszkania
Hotel Barok, Bursztynowo
Ulubiony slasher
Nieznany
Status
Nie żyje
Relacje Rypany Drań (alter ego)
Szymon (syn) 
Olgierd (ojciec)
Karol (młodszy brat)
Daniel (młodszy brat) 
Helena (szwagierka)
Eliza (szwagierka)
Irek (bratanek/wróg)
Ola (bratanica/wróg)
Henryk (sojusznik)

 

Historia

Przed Slasherem

Najstarszy syn Olgierda Hoffmana. W latach siedemdziesiątych po ustanowieniu testamentu opuszcza hotel Barok i przeprowadza się do Gdyni. Na bieżąco monitoruje wydarzenia w hotelu. W lipcu 1981 roku rodzi się jego syn Szymon. Nieślubny syn Wiktora staje się powodem, dla którego nestor rodu dodaje do testamentu kontrowersyjny warunek o dacie narodzin wnuka zbliżonej do daty założenia hotelu. Wściekły Witold opuszcza Hotel, ale nie przestaję monitorować wydarzeń z nim związanych. Gdy na świat przychodzi pierwsze dziecko Daniela i Elizy, które wypełnia warunki testamentu postanawia wrócić do hotelu. W przebraniu Rypanego Drania morduje brata i bratową, po czym znika z hotelu, aby powrócić w 2003 jako kucharz Marek.

Slasher 2. Hotel

Od siedmiu lat pracuje w hotelu Barok. W obawie przed pojawieniem się spadkobiercy Hoffmanów postanawia wraz z synem ożywić legendę Rypanego Drania. Nie do końca przekonany kim jest Aleks za cel obiera sobie praktykantów. Jego tożsamość jako pierwsza odkrywa pani Jadzia, ale Witoldowi udaje się jej pozbyć, co nie podoba się Szymonowi. Wyjawia swoją tożsamość przed Henrykiem, który zgadza się pomóc mu w odnalezieniu Aleksa. Niedługo po tym zostaje zamordowany przez Szymona. 

 

Cytaty:

Konrad o Hoffmanaie i jego synach (Slasher 2. Hotel, rozdz.3):

"W jednej chwili poczuł ogromny szacunek do Hoffmanów. Synowie Olgierda mieli fach w rękach. Karol szył kostiumy, Daniel projektował meble, Witold za pewne też coś potrafił. Rozzłościł się na nestora rodu, który głupim testamentem wywołał lawinę późniejszych zdarzeń".

Natalia o Marku (Slasher 2. Hotel, rozdz.5):

 "Wstrętny kucharz-dziad"

Karol Hoffman

UWAGA! SPOILERY! 

Karol Hoffman

Debiut
Wariaci wokół nas (Slasher 2. Hotel, rozdz.4)
Ostatni występ
Wariaci wokół nas (Slasher 2. Hotel, rozdz.4)
Kill count
0
Wiek
32 (+)
Zawód
Pracownik hotelu / Zarządca
Miejsce zamieszkania
Hotel Barok, Bursztynowo
Ulubiony slasher
Creature from the Black Lagoon (1954)
Status
Nie żyje
Relacje Helena (żona)
Irek (syn)
Olgierd (ojciec)
Daniel (młodszy brat)
Witold (starszy brat)
Eliza (szwagierka)
Ola (bratanica)
Szymon (bratanek)

 

Historia

Przed Slasherem

Syn Olgierda Hoffmana. Po odejściu starszego brata i śmierci ojca, wspólnie z Danielem prowadzi hotel. W styczniu 1982 roku na świat przychodzi syn Heleny i Karola - Irek. Po porodzie matka chłopca umiera, a on wraz z dzieckiem, za namową brata, przenosi się do zamkniętej części hotelu, gdzie tworzy kostiumy, a w tym Rypanego Drania - przydomek ten nadają mu praktykanci obecni w hotelu w 1985 roku. W 1985 roku rodzi się pierwsze dziecko Daniela i Elizy. W hotelu pojawia się również Witold, który kradnie kostium Rypanego Drania i zabija w nim najm łodszego z braci oraz jego żonę. Wina za zbrodnię spada na Karola, który zostaje zastrzelony przez milicjantów w trakcie próby ucieczki.

Cytaty:

Zainteresowania (Slasher 2. Hotel, rozdz.4):

"Tworzeniem kostiumów zainteresował się po obejrzeniu Potwora z Czarnej Laguny. Zauroczony filmowym monstrum począł wycinać maski z papieru. Malował, przyozdabiał i mocował je za pomocą gumki. Nie były to prace wysokiej jakości, ale otworzyły mu drogę do szycia i garbowania skór".

Zazdrość o braci (Slasher 2. Hotel, rozdz.4):

"Karol nie mógł liczyć na ojcowską dumę jaką darzył pierworodnego syna ani też troskę jaką otaczano najmłodszego".

Helena Hoffman

UWAGA! SPOILERY! 

Helena Hoffman

Debiut
Wariaci wokół nas (Slasher 2. Hotel, rozdz.4) (wspomniana)
Ostatni występ
Wariaci wokół nas (Slasher 2. Hotel, rozdz.4) (wspomniana)
Kill count
0
Wiek
33 (+)
Zawód
Pracownik hotelu
Miejsce zamieszkania
Hotel Barok, Bursztynowo
Ulubiony slasher
Nieznany
Status
Nie żyje
Relacje Karol (mąż)
Irek (syn)
Olgierd (teść)
Eliza (bratowa)
Daniel (szwagier)
Witold (szwagier)
Ola (bratanica)
Szymon (bratanek)

 

Historia

Przed Slasherem

Wychodzi za mąż za Karola Hoffmana. W 1982 roku nna świat przychodzi ich pierwsze i jedyne dziecko - Irek. Niedługo później kobieta zaczyna podupadać na zdrowiu i umiera.

Cytaty:

Helena na zdjęciu (Slasher 2. Hotel, rozdz.3):

"Kobieta z fotografii miała smukłą twarz i duże oczy".

Ciekawostki:

Jest podobna do Dominiki Rychlewskiej, chociaż nie ma między nimi pokrewieństwa.

Olgierd Hoffman

UWAGA! SPOILERY! 

Olgierd Hoffman

Debiut
Wariaci wokół nas (Slasher 2. Hotel, rozdz.4)
Ostatni występ
Wariaci wokół nas (Slasher 2. Hotel, rozdz.4)
Kill count
0
Wiek
93 (+)
Zawód
Właściciel hotelu
Miejsce zamieszkania
Hotel Barok, Bursztynowo
Ulubiony slasher
Brak
Status
Nie żyje
Relacje Witold (najstarszy syn)
Karol (syn)
Daniel (najmłodszy syn)
Helena (synowa)
Eliza (synowa) 
Irek (wnuk)
Szymon (wnuk)
Ola (wnuczka)

 

Historia

Przed Slasherem

26 stycznia 1910 roku otworzył w Bursztynowie hotel Barok, w którym pracował i żył. W latach pięćdziesiątych wziął ślub, a niedługo potem na świat przyszli kolejno jego synowie: Witold, Karol i Daniel. Po narodzinach pierwszego wnuka w 1981 roku dodał do testamentu zapisek o przekazaniu całego majątku wnukowi, który urodzi się najbliżej daty powstania hotelu. Chciał w ten sposób wyeliminować z testamentu Wiktora i jego nieślubne dziecko. Zapis rozzłościł syna, który zdecydował się na opuszczenie hotelu. Olgierd zmarł niedługo później.

Cytaty:

Konrad o Hoffmanaie i jego synach (Slasher 2. Hotel, rozdz.3):

"W jednej chwili poczuł ogromny szacunek do Hoffmanów. Synowie Olgierda mieli fach w rękach. Karol szył kostiumy, Daniel projektował meble, Witold za pewne też coś potrafił. Rozzłościł się na nestora rodu, który głupim testamentem wywołał lawinę późniejszych zdarzeń".

Witold o testamencie ojca (Slasher 2. Hotel, rozdz.4):

"Tata powinien się leczyć na ten stary, scapiały łeb ".

czwartek, 13 czerwca 2024

Rozdział 13: Noc Freddiego Mercury

Final girl to niby ta, która zawsze dobrze kończy. Cechuje ją wrażliwość, inteligencja i nieprzeciętna uroda. To właśnie ona znajduje w sobie siłę, aby w ostatnim akcie spektaklu przeciwstawić się antagoniście. Natalia zgodziła się z wrażliwością, inteligencją i nieprzeciętną urodą, nie było wątpliwości, ba, to dzięki niej schwytano Kapturnika, wszystko się zgadzało, ale czy finał jest zawsze pomyślny dla bohaterki horroru? W filmach umiera jej chłopak, przyjaciele, a ona poturbowana po walce z jakimś gnojem trafia do szpitala, gdzie nafaszerują ją klorazepanem, a jak nie przyniesie efektu, to trafi do psychiatryka. Los final girl nie był usłany różami. Jeśli wszystkich wymorduje, a ona trafi z traumą do wariatkowa w Kowalikach? Zupełnie jak matka Pawła. Ominie ją studniówka! Jezus Mario! Doszło do niej, że nie ma z kim iść na bal. Jak pokaże się w Lipkach bez chłopaka? Gorzej, że nieogarnięta Marysia wróci do domu z jej Adrianem. Pozostało mieć nadzieję, że Rypany Drań zabije ją, Adriana albo Marysię. Tak, śmierć Kubińskiej byłaby najlepszym rozwiązaniem.
- Facebook - wyszeptała przerażona.
Niepokojące przeczucie kazało jej zalogować się na portalu społecznościowym i sprawdzić jedną istotną informację. Zamarła. Na profilu Marii Kubińskiej zmienił się status z "wolna" na "w związku".
- W związku z Adrian Korba - przeczytała gorzko.
Teraz już wszyscy w Lipkach wiedzą, że Adrian zostawił ją dla Marysi. Niechętnie przeczytała komentarze znajomych:
"A on wie?", "XD", "Gratulacje!", " Co na to Natalka?", "LOL".
Natalia była bliska płaczu. Taki wstyd i na domiar tego wszystkiego miała dzisiaj dyżur w kuchni. Wstrętny kucharz-dziad znowu każe jej strugać pyry, a potem będzie musiała zmywać po obiedzie.
- Do cholery, co to za hotel, w którym nie ma zmywarki! - zawołała rozzłoszczona.
Marek nie odpowiedział. Leżał martwy z łbem w garnku z gotującą się wodą. Natalia przez chwilę wpatrywała się w niego próbując połączyć fakty. Kucharz, nie żyje, obiad, Rypany Drań, Facebook Marysi, morderstwo. Ze spokojem opuściła pomieszczenie. Nie do końca myśląc logicznie powędrowała przed siebie z zamiarem powiadomienia pierwszej napotkanej osoby o kolejnej zbrodni.

***


Jeszcze wczoraj Henryk czuł się świetnie. Marek-Witold wyjawił mu połowę swojego sekretu, a tym samym wyraził chęć współpracy. Sojusz z Witoldem oznaczał poczucie bezpieczeństwa, ale teraz gdy ten został znaleziony martwy... Doskonale wiedział, co się wydarzyło. Hoffman junior musiał mieć odmienne zdanie od ojca. Zabił go i przerwał jedyną więź łączącą Urasia z Rypanym Draniem. Wrócił do punktu wyjścia. Pozostało mu patrzeć wilkiem na całą młodzież znajdująca się w hotelu. W tej grze poza nim było jeszcze dwóch innych zawodników: potomek Daniela i potomek Witolda. Należało ich odkryć za wszelką cenę. Przed policją udał wariata. On nic nie wie i zza grobu wstał Hoffman, bo dzieci przywołały ducha. Mundurowi zabrali kolejnego trupa i odjechali, a rozedrgany Henryk wrócił do gabinetu, gdzie rozpoczął gorączkowe poszukiwania. Przez ćwierć wieku w szafie z dokumentami nagromadziły się stosy papierów, ale on szukał jednego, czerwonego notesika.
- Nie to bez sensu - stwierdził. - Na pewno zmienił adres.
Poszperał chwilę w internecie i wpadł na pożądany numer telefonu. Zadzwonił. Po trzech sygnałach w słuchawce odezwał się nieprzyjemny, ochrypnięty głos.
- Halo.
- Cześć, Zbyszek - powiedział zdenerwowany. - Henryk Uraś. Pewnie nie pamiętasz mnie...
- Pamiętam - przerwał mu nie-Konrad... znaczy Zbyszek. - Jak mógłbym zapomnieć mojego serdecznego kolegę z praktyk? Wiesz, co dzieje się ze Stefciem i Grzesiem?
Stefan był pedziem i od lat gnił w hotelu. Gdzie posiało Grzegorza nie miał bladego pojęcia. Zresztą, nic go nie obchodzili. Czuł, że w tej kwestii Zbyszek się z nim zgadza. Nie chcąc silić się na nie potrzebną kurtuazję przeszedł do sedna.
- Mamy do pogadania.
- Domyślam się.
Henryk poczuł się nieswojo. Szybko odzyskał zimną krew.
- Co zrobiłeś z tym małym od Hoffmanów?
- To nie jest rozmowa na telefon - usłyszał. - Przyjadę i rozmówimy się w cztery oczy.
- Kiedy?
- Planowałem przyjechać w przyszłym tygodniu.
- W przyszłym tygodniu?! Bądź nawet dzisiaj!
- Spokojnie, dzisiaj masz już sobotę - charczał do słuchawki. - Piątek za tydzień to będzie... dziewiętnasty.
- Tydzień przed setnymi urodzinami - powiedział do siebie.
- Widzisz, jak przyjemnie się składa? Do zobaczenia - powiedział, odkładając słuchawkę.
Henryk jeszcze przez chwilę zbierał myśli. Wszystko zaczynało się układać, ale chciał usłyszeć to od Zbycha.
Najważniejsze to przeżyć ten tydzień - pomyślał.

***


Do pokoju wpadła Natalia z głośnym okrzykiem: "room service". Podała tacę ze śniadaniem leżącej w łóżku parze i usiadła na krawędzi materaca głośno wzdychając. Ani Leszek, ani Dominika nie zwrócili uwagi na jej teatralne zachowanie, zajęci szeptaniem między sobą. Spojrzała na nich i mimowolnie uśmiechnęła się. Jej związek rozpadł się na milion małych kawałków za sprawą wstrętnej Marysi, ale cieszyło ją szczęście Leszka i Dominiki. Lubiła ich oboje, on był całkiem sympatyczny, ona też, chociaż podejrzewała Rychlewską o mordercze skłonności, ale póki co powody nie odgrywały tu większego znaczenia. Wtedy przypomniała sobie poranek w kuchni.
- Wy tu się kochacie, a tam tragedia - oznajmiła dobitnie.
- O czym mówisz? - spytał, sięgając po kawę.
- Rypany Drań znowu zaatakował.
- Kogo?! - zawołała Dominika.
Wyraźnie przejęta była gotowa rzucić się do biegu, jakby jej reakcja mogła cokolwiek zmienić.
- Kucharza - odparła beznamiętnie. - Na całe szczęście zdążył przygotować śniadanie, a dopiero potem umarł.
Matuszewicz stracił apetyt. Jedzenie przyrządzane w pomieszczeniu, w którym znajduje się trup jakoś go odstręczało. Poza tym, dlaczego zabił Marka? Dotąd schemat polowania na dziedzica, jako tako, pasował, ale kucharz? Czyżby znał jakiś sekret Rypanego Drania?
- A, i Henryk was szuka - dodała, częstując się kawą. - Powiedział, że jak za minutę się nie znajdziecie to nie ręczy za siebie.
Po tych słowach wstali w kilka chwil.

***


Paweł swoje teorie na temat mordercy posiadał. Primo, Rypany Drań mieszkał na stałe w hotelu. Mordercą nie mogła być osoba, która przychodziła do pensjonatu okazjonalnie. Barok był oddalony od miasta. Przyjście niezauważonym, założenie kostiumu, dokonanie zbrodni, ponowne przebranie się i opuszczenie hotelu przed przybyciem policji, czy nawet jakiegokolwiek świadka nie wchodziło w grę. Morderca znał plan budynku i wszystkie tajne przejścia. Secundo, Rypanych Drani było dwóch. Z doświadczenia wiedział, że lepiej podzielić się krwawą robotą i łatwiej zadbać o alibi. Tertio, mordercą jest Marek, a skoro nie żył to musiał zostać załatwiony przez wspólnika. Teraz zastanawiał się, co łączy go z drugim zabójcą i tu miał pewne podejrzenia, ale póki co zbyt wątłe i niejasne. Jak wpadł na Marka? Zagłębiając się w historię hotelu od razu zainteresowały go losy najstarszego z braci. Gdzie się podziewał przez tyle lat? Chciwość, rzecz ludzka i nawet największa złość nie wymusiłaby na człowieku rezygnacji z ogromnego majątku. No, i w teorii był jedynym żyjącym potokiem Olgierda. Witold musiał być w hotelu i pilnować swojego spadku. Kucharz miał około sześćdziesięciu pięciu lat i tyle mógł też mieć zaginiony syn. Wiekowo pasowali. I tym tokiem myślenia poszedł. Przede wszystkim zadał sobie trud wykonania kilku telefonów w celu ustalenia poprzedniego adresu Marka. Bingo! Marek wynajmował mieszkanie na nazwisko Hoffman. Na jego wspólnika typował dwie osoby, Gustawa Brzęckiego i Olę jako długoletnich pracowników, ale zagłębiać się w ich koneksje z hotelem nie zamierzał, uznawszy, że wystarczająco dużo zrobił w zamian za pokój.
- Sprawdź poprzedni adres zamieszkania tego całego Marka - zagaił życzliwe do Konrada.
- I o co mam pytać?
- O co chcesz - polecił niecierpliwie. - Zamiast skupiać się na Aleksie, zacznijcie interesować się pracownikami hotelu.
- Pojedziesz ze mną?
- W taki mróz? - odparł urażony. - Sam sobie jedź.
Zresztą, jeśli chce bawić się w detektywa, proszę bardzo. Paweł wolał zajmować się własnymi sprawami, które w ogromnej mierze zajmowała Dominika Rychlewska. Piękność, trochę lodowata jak Zuzia. Z pewnością nie pasowała do Leszka i on sam powinien mieć tego świadomość. Jeśli jednak jej nie miał to zawsze można mu pomóc ją zyskać za pomocą jakiegoś ostrego narzędzia.
Tak gdybając minął na korytarzu Natalię. Zaskoczona, złapała go za ramię i przyciągnęła do siebie.
- Hej, nie powinno cię tu być!
W odpowiedzi obrzucił ją gniewnym spojrzeniem. Dobrze pamiętał, kto i w jaki sposób, zrujnował jego kapturniczą karierę. Natalia i jej porażający kretynizm. Bardziej nienawidził już tylko Burskiego. Teraz miał pewność, że nową, morderczą serię rozpocznie od pozbycia się Kozłowskiej. Najpierw czymś ogłuszy i zaciągnie do sekretnej części budynku. Tam połamie jej ręce, potem udusi, a wina spadnie na Rypanego Drania.
- Wiesz, że przez ciebie miałem złamaną rękę w trzech miejscach? Chyba powinienem ci odpowiednio podziękować za to.
- Spadłeś mi z nieba! Musisz mi pomóc! - zawołała, ignorując groźbę szaleńca. - Zabij Marysię!
Chwilę, zabić Kubińską? Na moment zgłupiał zapominając o własnych zamiarach.
- A niby dlaczego?
- Ta żmija ukradła mi chłopaka!
Paweł otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale szybko je zamknął. Przez moment próbował sobie uświadomić, kim jest skradziony chłopak. Operował potężną wyobraźnią, ale nie potrafił połączyć w umyśle sytuacji, w której Adrian i Marysia zakochują się w sobie. Spróbował ponownie i parsknął śmiechem.
- I z czego rżysz?! - szturchnęła go niezadowolona. - Zapłacę ci!
Z trudem opanował śmiech. Jakkolwiek Natalia wydawała się irytująca i miał ochotę zabić ją, tak perspektywa morderstwa na zlecenie przypadła mu do gustu. Od czegoś musiał zacząć wielki powrót i dlaczego nie miałby przy tym połączyć przyjemnego z pożytecznym?

***


Tego dnia był bledszy niż zwykle. Większość pracowników zdążyła się przyzwyczaić do rozedrganego emocjonalnie Szymka. Jedynie Angelika zauważała nieznaczne zmiany nastroju objawiające się trupiobladą cerą. Chłopak bał się własnego cienia, a po morderstwie nauczycielki niechętnie wychodził z pokoju, co stwarzało spore trudności w opiece nad ruchliwą seniorką. Nic więc dziwnego, że pani Jadzia przepadła jak kamień w wodę.
Wykazując się większym niż zwykle opanowaniem Szymon złapał ją za rękę i pociągnął za sobą do pokoju.
- Musisz mi pomóc w ukryciu zwłok Dobrójskiej.
Otumaniona informacją dziewczyna odpowiedziała, że Ola ma dzisiaj wolne i nie może chować pościeli w bieliźniarce, po czym dodała, że w hotelu nie ma dużego tłoku.
Szymon spojrzał na nią dziwnie. W końcu zapalił papierosa. Z kredensu wyjął ciasto i podał przyjaciółce kawałek, sobie nalał wina i dopiero wtedy powtórzył informację upewniając się, że tym razem Angelika zrozumie:
- Dziś rano znalazłem zwłoki pani Jadzi.
- Co?
- Nie, co, tylko znalazłem staruszkę!
- To dobrze.
- Nie! - zaprzeczył, podając dziewczynie lampkę wina. - Ona została zamordowana.
- Skąd wiesz? - wydukała, trochę uspokojona alkoholem i faktem, że to nie ona odnalazła kolejnego trupa. - Sprawdzałeś jej puls.
- Nie musiałem - fuknął urażony. - Domyśliłem się, że jest martwa skoro ma ciupagę wbitą w głowę!
- Od początku. Gdzie ją znalazłeś?
- Leżała w pokoju. Wcześniej wyszła, ale morderca musiał przynieść jej ciało z powrotem.
- Dzwońmy na policję - postanowiła.
- Nie!
- Dlaczego?
- Będę skończony. Wyjdę na palanta, ale nie chcę, aby jej rodzina uznała mnie za winnego morderstwa.
- Na razie jej nie dopilnowałeś, bo zaginęła. To lepsze, tak?
- Chwilowo tak... Słuchaj, Dobrójscy nie interesują się seniorką, a więc mogę spokojnie tu być i udawać, że z nią wszystko w porządku i przy okazji brać za to wynagrodzenie - zgasił papierosa, po czym dodał lodowym głosem: - Dlatego chcę, abyś pomogła mi ukryć ciało.
Angelika jakkolwiek przejawiała bystrość umysłu tak w tamtej chwili zbaraniała. Uciekanie przed seryjnym mordercą, odkrywanie trupów tu i tam, ale tuszowanie zbrodni Rypanego Drania dla pieniędzy? Na początku Szymon bardzo jej się spodobał. Wtedy coś zaiskrzyło między nimi. Był nieco lękliwy i ciamajdowaty, ale teraz widziała wyłącznie tchórzostwo i podłość.
- Masz jakiś plan?
- Ukryjemy ją w miejscu, w którym kiedyś praktykanci ukryli zwłoki Daniela i jego żony.
- A potem co? - spytała dziwnie niespokojna.
- Skąd mogłem wiedzieć, że Rypany Drań zamorduje ją w naszym pokoju? Jeszcze chwila i wszyscy pójdziemy pod nóż! - jęknął rozedrgany. - Staram się coś wymyślić. Potem wezwiemy policję i niech jej szukają. Byle daleko ode mnie. Pomyśl, moglibyśmy opuścić ten hotel razem.
Nic mu na to nie odpowiedziała. Był mroźny styczeń, a na wieczór zapowiadali opady.

***


Miał ogromnego farta. Pod poprzedni adres zamieszkania Marka trafił bez problemu. Była to stara kamienica położona na obrzeżach Gdańska. Szara i niewyróżniająca się na tle innych, podobnych jej budynków. Domofon był uszkodzony, ale drzwi nie domykały się, a więc wejście do środka nie nastręczyło mu większych problemów. Wspiął się na drugie piętro i stanął przed szarymi drzwiami. Nieco zaniepokojony przeczytał tabliczkę z nazwiskiem: Witold Marek Hoffman. Trafił. Zapukał bezmyślnie. Łomot rozniósł się po całej klatce schodowej. Pogratulował sobie własnej głupoty. Co jeśli ktoś mu otworzy? A jeśli to będzie Rypany Drań? Mógłby się włamać, ale teraz zapewne usłyszeli go wszyscy sąsiedzi.
Problem rozwiązał cień z parteru.
- Przyszedłeś rzeczy Witka? - zapytał, wychylając głowę na klatkę schodową.
- Ta...
Konrad nie potrafił kłamać, ale dla dobra sprawy mógł spróbować.
Cieć, człowiek starszy, na moment zniknął we własnym mieszkaniu, aby po chwili trafić na drugie piętro z pękiem kluczy do wszystkich drzwi w kamienicy.
- Mówił, że przyjedzie albo przyśle kogoś po resztę rzeczy przed końcem stycznia - mówił dalej. - Co u niego słychać?
Konrad rozejrzał się po niewielkiej kawalerce udając, że się usłyszał pytania.
- Dużo tego nie zostało - stwierdził w końcu z rozczarowaniem. - Od dawna tutaj wynajmował?
- Ze dwadzieścia lat jak nie więcej - odpowiedział ochoczo. - Były okresy, że znikał na całe miesiące, ale zawsze płacił regularnie. W tym miesiącu zaczął się wyprowadzać na dobre - powiedział, siadając na krześle. - Co jakiś czas wpadał po kilka przedmiotów, a ostatnio - mówił konfidencjonalnie - to nawet jego syn przyjechał pomóc w wynoszeniu większych mebli.
- Syn?
- Też byłem zdziwiony - przyznał cieć. - Tyle lat tu mieszkał, a nigdy nie wspominał o żadnej babie i dzieciach, czy innej rodzinie. Ten facet... jego syn - poprawił - zaczął odwiedzać go dopiero kilka miesięcy temu, a teraz pomagał w przeprowadzce do jakiegoś pensjonatu.
Konrad stał nieruchomo. Jego rozżarzone oczy utkwiły w starej fotografii. Poznawał wszystkie osoby ze zdjęcia. Wszystkie widział w fotografiach znalezionych na strychu. Był to nieco młodszy Marek, Daniel, Karol oraz ich ojciec. Wszyscy czterej stali na tle posępnego pensjonatu Barok.
- A rzeczy? - zapytał w pośpiechu. - Wie pan może, co ze sobą zabrał?
- Na pewno wywoził ten przerażający kostium.
Poruszył się, częściowo odzyskując czucie w nogach, a cieć widzący jego zainteresowanie kontynuował:
- Bardzo stare przebranie. Szary kostium z uśmiechającą się maską. Dosyć stary, bo miał go już wtedy, gdy się tutaj wprowadzał. To musiała być jakaś pamiątka rodzinna, bo był do niego bardzo przywiązany.
Podziękował grzecznie i zachowując resztki spokoju wyszedł na ulicę. Tam dopiero wziął głęboki oddech. Historia układała się w całość, ale w zupełnie inną niż początkowo przypuszczał. Marek był synem Olgierda, a także pierwszym mordercą. Schedę po nim przejął syn. Celem jest Aleks. Należało powstrzymać szaleńca nim wymorduje wszystkich mieszkańców hotelu w poszukiwaniu kuzyna. Gdzieś po drodze pojawiła się myśl o niesprawiedliwej trói na semestr z zajęć praktyczno-technicznych. Ostatnia myśl była najmroczniejsza. Czyżby Rypanym Draniem był jego brat? Gustaw został adoptowany, a co jeśli trafił na biologicznego ojca? Czy to może być jakiś okrutny zbieg okoliczności? Na dzisiaj starszy z Brzęckich zaplanował organizację pułapki. Może w rzeczywistości była to pułapka na Aleksa? Nie było chwili do stracenia.

***


Początkowo Gustaw planował organizację swojego przedsięwzięcia w gronie trzech zaufanych osób, ale logistyka była bezlitosna. Do przygotowania zasadzki na Rypanego Drania potrzebował większej ilości pomagierów. Szymon zrezygnował z imprezy na rzecz złego stanu zdrowia.
- Prędzej zaszkodzę niż pomogę - oświadczył z przekonaniem.
O szczegóły samopoczucia nikt go nie pytał i lepiej, bo w planach miał wynoszenie zwłok Dobrójskiej.
Pozostali zaproszeni nie wyrazili sprzeciwu, ochoczo przystępując do przygotowań zasadzki. Pojawił się nawet Paweł. Niezapoznana część pracowników hotelu przyjęła go z chęcią, i bez zbędnych pytań, jako dodatkową parę rąk do pracy. Z kolei zaznajomieni z nim woleli ignorować obecność Kapturnika. Ostrowski miał wszystkich w równym stopniu gdzieś. Dominika była jedyną osobą, dla której zdecydował się wyjść z hotelu w taką pogodę.
Plan był prosty, ale wymagał miejsca na wszelkie manewry z nim związane. Wybór padł na przestrzeń pomiędzy budynkiem, a lasem. Był to pagórek stanowiący łagodniejszą stronę dołu, w którym niegdyś pochowano Daniela i Elizę Hoffmanów. Droga była oblodzona i wejście na szczyt pagórka zdawało się niemal niemożliwe. Jedyną drogą było przyjście od strony południowej. Gustaw założył, że morderca pojawi się tam z zamiarem zabicia przynęty.
- Nim jednak to zrobi, nasza przynęta zostanie wciągnięta za pomocą liny po oblodzonej części pagórka - objaśnił. - Morderca nie da rady jej ścigać. Drogę ucieczki od południa będzie miał odciętą przez Michała i... - spojrzał na Ostrowskiego.
- Pawła - przedstawił się, ściskając w dłoni łopatę. - Jeśli chcecie to rozwalę mu łeb na miejscu. Wiem, jak uderzyć, aby sprawić ból i jednocześnie nie zabić za pierwszym razem.
Mówił o tym z ekscytacją i melancholią jednocześnie, ale przede wszystkim obserwował reakcję Brzęckiego, hipotetycznego mordercy.
- Ten pomysł jest idiotyczny - oceniła na spokojnie Dominika.
- Dlaczego?
- Bo większość z nas pomaga w przygotowaniach zasadzki. Jaką mamy szansę, że Rypanym Draniem jest ktoś z poza naszej grupy?
- Wiem, że to żadne z was - powiedział lekceważąco Gustaw.
- W takim razie, kogo podejrzewasz? - spytał ostrożnie Leszek. - Bo skoro nie żadne z tu obecnych, w grę wchodzą twój brat, Henryk, Szymon i dziewczyny.
- Myślę, że mordercą jest pan Uraś.
- Wątpię - machnął ręką Stefan. - Jeśli się nie pogniewasz - spojrzał na Dominikę - to ja typuję ciebie.
Rychlewska nie pogniewała się, co więcej, przyznała, iż sama od dłuższego czasu podejrzewa Henryka. Paweł, dla hecy, poparł teorię Stefana. Leszek niechętnie opowiedział się za Henrykiem, mając do wyboru wyłącznie kandydaturę jego lub Rychlewskiej. W zeszłym roku mordercą okazała się najbliższa mu osoba, także o żadnej powtórce z rozrywki nie chciał nawet słyszeć. Michał nie obstawiał nikogo.
Dla Stefana sprawa była oczywista. Henryk mordercą nie był. Pomógł ukryć zwłoki, zmusił ich do pomocy Rypanemu Draniowi, a potem uczciwie, jak na gnidę przystało, doniósł na mordercę. Jedyne, co za nim przemawiało to uratowanie Aleksa. Mógł oddać niemowlaka szalonemu wujkowi, maluch z pewnością podzieliłby los rodziców, zamiast tego nakazał go wywieźć Zbyszkowi. Postąpił na swój sposób heroicznie.
Gdy rozmowa zeszła na ewentualną potyczkę z mordercą, głos zabrał Adrian:
- Jeśli przy tej zasadzce zginie Henryk, to kto przejmie władzę w hotelu?
Gustaw popatrzył na niego z urazą. Jako prawa ręka menadżera nie życzył sobie podobnych insynuacji.
- Dobra, a dlaczego Rypany Drań ma się pojawić akurat tutaj, gdy będziemy czekać? - tym razem Leszek podał plan w wątpliwość.
- Akurat tym zająłem się ja - rzucił Korba. - Wczoraj zacząłem bezmyślnie paplać ozorem o naszym dochodzeniu. Każda osoba w Baroku wie, że dzisiaj o siódmej spotkam się w tym miejscu z informatorem, który zna tożsamość Aleksa. Bez względu na to, czy Rypany Drań jest synem Daniela, czy wyłącznie czyha na jego życie, powinien tutaj przyjść i spróbować nas zabić.
- Nie wydało ci się to ciut głupie? - zasugerował raper.
- Nie - odparł godnie Adrian - i przestań z tą przesadną ostrożnością.
- Zgadzam się - przytaknął Paweł. - Powinniśmy mieć z tego więcej zabawy.
Leszek zignorował komentarz Kapturnika.
- Czyli masz posłużyć za przynętę? - zapytał sceptycznie. - Bo jakoś nie widzę cię jak z tą swoją nogą nawiewasz przed mordercą.
- Poradzę sobie.
- Zamieńmy się.
Korba spoglądał gdzieś w dal. Myślami powrócił do wydarzeń z Lipek i roztrzaskanej nogi. Niekiedy bolała, biegać już nie mógł, chodząc, kulał. Możliwości, jakie posiadał wcześniej zostały bezpowrotnie zniszczone i z coraz większą gorliwością poszukiwał nowej drogi. Być może ta droga wiązała się z tym miejscem? Chciał uwierzyć, że istnieją inne, lepsze możliwości i nie było lepszej okazji, aby to sprawdzić.
- Już swoje zrobiliście - odpowiedział ze spokojem. - Teraz moja kolej.
- Dobra, w takim razie ja odegram rolę twojego informatora.
Ostatecznie do gry dopuszczono dwie przynęty.

***


Zaopatrzeni w broń, Paweł i Michał, ukryli się za rzędem niewysokich świerków, gdzie w złowrogim milczeniu mogli obserwować dwie przynęty. Mimo otaczającej ciemności sylwetki chłopaków były doskonale widoczne. Gdzieś tam, w oddali, czyhali Dominika, Stefan i Gustaw, gotowi do szybkiej reakcji. Pomysł miał realne szanse powodzenia. Coś zaszeleściło. Michałek na moment wstrzymał oddech. Odzyskał spokój, gdy tuż obok nich przycupnął Stefan.
- Przyszedłem życzyć wam powodzenia - oznajmił pociesznie. - Zostawić wam tu jakąś muzyczkę? - spytał, sięgając do kieszeni po iPoda. - Mam Killer Queen...
- Nie - warknął złowrogo Paweł. - I idź sobie stąd.
- Dlaczego ciągle słuchasz tego zespołu? - spytał nieśmiało Michałek.
Stefan zaniemówił. Nie wiedział, czy bardziej zaskoczyła go niegrzeczna odpowiedź nowego, czy pytanie Michała. Chyba jednak to drugie. Wiedział, że nastolatek jest nieco nieprzystosowany do realiów świata zewnętrznego, ale nieznajomość Queen oznaczała życie spędzone pod jakimś kamieniem. Opanował zaskoczenie mieszające się z niezadowoleniem i odparł łagodnie:
- Freddie to mój idol. Był bardzo nieśmiały w kontaktach z ludźmi, ale gdy wychodził na scenę... Uwalniał z siebie niesamowitą energię. Jesteśmy do siebie podobni.
Paweł zaczął rozważać wcześniejsze użycie łopaty.
- Ty i on?
- Nie. Ja i ty. Ja też kiedyś byłem jak ty: niekontaktowy, cichy, mało atrakcyjny i z zerowymi szansami na umówienie się z kimś fajnym.
Michał zaniemówił. Nie wiedział, czy Stefan opowiada o sobie, czy krytykuje jego aparycję. Chyba jednak to pierwsze. Paweł skłaniał się ku poglądowi, aby zatłuc szpadlem obu, a potem w ciszy zaczekać na Rypanego Drania i powtórzyć ćwiczenie.
- W hotelu to musiało się zmienić - mówił dalej. - Przede mną stanęły poważne wyzwania i musiałem im sprostać. Od dwudziestu pięciu lat muszę to robić. Piosenki "tego zespołu" bardzo mi w tym pomogły. W każdym razie pod koniec tej nocy będziemy słuchali We Are The Champions, tylko błagam nie skurwijcie niczego - poprosił, spoglądając na Pawła.
Ostrowski nie odezwał się słowem, a Stefan wrócił na swoje miejsce. Michał przełknął głośno ślinę. Nie potrafił sprecyzować źródła lęku. Ciemny las, zasadzka, Rypany Drań, czy Paweł. Wszystko to uderzało w jego rozstrojone nerwy i domagało się silnej reakcji typu wrzask, ucieczka, gra w Final Fantasty XII. Postanowił zapytać:
- Skąd znasz Leszka i Adriana?
- A bo to ja byłem Kapturnikiem, nikt ci nie wspominał?
Teraz szarpnął nim większy niepokój. Nagle rozległ się dźwięk sunącej po zboczu skrzyni ze zwłokami. Chłopak automatycznie podskoczył z okrzykiem:
- Morderca!
Paweł złapał za łopatę i intuicyjnie wybiegł z kryjówki. Zaskoczeni Korba i Matuszewicz spojrzeli na niego pytająco.
- Nawiewajcie! - rozkazał. - Rypany Drań!
Uprzedził ich Michał Meier. Wybiegłszy zza drzew złapał za linę i energicznie zaczął podciągać się w górę. Oprzytomniwszy, Leszek i Adrian postąpili w ten sam sposób. Mocne szarpnięcie zaniepokoiło ekipę ratunkową, a kolejne doprowadziło do przerwania liny. Leszek sturlał się w dół przewracając Pawła, który wypuścił z rąk broń. Adrian złapał równowagę, ale legł potknąwszy się o łopatę. Przerażony Michał na czworakach wspiął się na szczyt pagórka i dalej popędził przed siebie krzycząc coś o mordercy. Stefan wyleciał na przód, tuż za nim Dominika. Oblodzona powierzchnia i paniczny pośpiech zrobiły swoje. Oboje zaniknęli w mroku. Stefan wpadł na Lecha, Dominika zatrzymała się w chaszczach. Ich krzykom akompaniowały słowa piosenki Keep Yourself Alive. Brzęcki obiecał sobie nie stracić zimnej krwi. W całym tym szaleństwie, on jeden, musiał zachować spokój oraz przytomność umysłu, ale kolejne jęki przekonały go o innej słusznej reakcji, histerii. Przerażony rzucił się do przodu i podobnie jak pozostali, ześlizgnął się po oblodzonej ziemi, znikając gdzieś pomiędzy drzewami.

***


Michał biegł przez następne kilka minut. W oddali niknęły słowa upiornej piosenki Mercury'ego. Nie wiedział, gdzie dokładnie się znajduje, ale nie słyszał muzyki i krzyków, co oznaczało, że oddalał się od miejsca zbrodni. Wielkie zaspy śnieżne wokoło niego wyglądały jak ściany lodowego labiryntu. Skołatane nerwy chłopca uległy pogorszeniu, gdy w jednym z korytarzy wpadł na Rypanego Drania. W jednej chwili odzyskał wigor i siłę w nogach. Rypany Drań poruszał się wolno, przedzierając się przez śnieg, Michał biegł zwinnie jak sarenka. Po krótkim pościgu morderca został w tyle. Uciekinier zwolnił, ciężko dysząc oparł się o zaspę. Musiał przemyśleć dalszą drogę. Nie wiedział, gdzie jest i dokąd właściwie zmierza. Mógł być niedaleko hotelu albo gdzieś w połowie drogi do Sopotu. Wtedy sparaliżował go lęk. Na śniegu zostawały ślady. Drogi Boże, wytropi go jak zwierzynę! Kierując się resztkami zdrowego rozsądku zaczął wycofywać się po własnych śladach. Nagle usłyszał znajomy głos.
- Freddie? To ty?
Zrobił jeszcze jeden krok i nadepnął kogoś.
- Ała!
Głos nieznajomego sparaliżował go na sekundę, po której bezwładnie opadł na zaspę. Rypany Drań pomasował bolącą nogę. Michał nie zdążył już zareagować. Biel zmieniła barwę na czerwoną.

***


Henryk przyglądał się swoim pracownikom z wielkim niepokojem. Przez chwilę, chciał zapytać, skąd Leszek i Stefan nabawili się siniaków, dlaczego Dominika ma we włosach gałęzie, a Gustaw jest zlany potem jak po jakimś maratonie, kim jest Paweł i gdzie są pozostali praktykanci, ale szybko pojął, że w obliczu wszystkich hotelowych klęsk, to mało istotne. Na ostatnie pytanie dostał częściową odpowiedź. Adrian wrócił masując obolałą nogę. Bez słowa usiadł w wielkim czerwonym fotelu i spojrzał z urazą na Pawła.
- Sam się potknąłeś - odczytał bezbłędnie wyraz twarzy.
- Po co był ten fałszywy alarm?
- To ten wasz kretyn, komputerowiec, zwariował - bronił swego Ostrowski.
Wina leżała po stronie Michała, który spanikował i nawiał. W tym samym momencie do hotelu wrócił Konrad. Dyskretnie przemknął przez lobby i zajął miejsce tuż obok Dominiki. Chwilę przysłuchiwał się rozmowie, po czym dołączył:
- Mordercą jest syn Witolda Hoffmana.
Wszyscy spojrzeli na Konrada z malującym się na twarzy szokiem. Po tym stwierdzeniu nastąpiła lawina pytań i teorii, które mogły ciągnąć się do bladego świtu, gdyby nie pewne wydarzenie.
Ni stąd ni zowąd pomieszczenie zaczął wypełniać gęsty, duszący dym. Gustaw i Henryk zaczęli gorączkowo otwierać okna. Stefan, Konrad i Adrian wypełzli po czworakach. Ostatni z salonu wyłonili się Leszek i Paweł.
- Skąd ten dym?
- Ktoś rozpalił ogień w tym cholernym kominku - powiedział głośno oddychając Henryk.
Paweł był tym zaskoczony. Jako, że nie stanowił hotelowej obsługi nie miał najmniejszego pojęcia o zatkanych kominach. Przyznawać się do błędu nie miał zamiaru i z ulgą przyjął do wiadomości teorię o zamachu zaplanowanym przez Rypanego Drania.
- Gdzie Dominika? - zawołał Leszek.
- A skąd mam wiedzieć? - odpowiedział Paweł.
Po dziewczynie zaginął wszelki ślad.

***


Dominika Rychlewska powoli wybudzała się ze snu. Odkaszlnęła, nieco zamroczona wybudzała się z otępienia. W malutkim pokoju panował półmrok, do którego szybko przyzwyczaiła oczy. Nie potrafiła określić, gdzie dokładnie przebywa. Była w hotelu, najprawdopodobniej w ukrytej części. W pomieszczeniu nie było drzwi, a jedynie niewielka wyrwa znajdująca się blisko podłogi. Ze spokojem zaczęła opukiwać ściany, ktoś w końcu ją usłyszy. Wtem w wyrwie ukazała się zaniedbana głowa. Na oko, głowa płci męskiej, blada, wychudzona, z kołtunami we włosach.
- Maaamaaaa....- jęknęła przeciągle głowa płci męskiej i powoli zaczęła przeciskać się przez wyrwę.
Dziewczyna wrzasnęła, ale nikt jej nie usłyszał.