niedziela, 23 czerwca 2024

Kapturnik [Jak pozbyć się ciała?]

Samo stuknięcie Julii Kołacz obuchem siekiery nie było wysoce skomplikowane. Wystarczył porządny zamach i zdecydowany ruch do przodu. Denatka, bez zbędnego dramatyzmu, upadła na podłogę i tam już pozostała do końca spektaklu.
Zuza zsunęła z głowy kaptur wcześniej upewniwszy się, że nikt nie świadkował przy zbrodni. Dopiero teraz zauważyła pewne mankamenty planu swojego chłopaka. Będąc jednak w pełni oddaną miłości i idei, w takowej kolejności, postanowiła nie krytykować pomysłu tygryska. Stało się. Teraz muszą iść z prądem i zobaczyć dokąd dopłyną.
- I jakie to uczucie? – spytał Paweł stojący na półpiętrze.
Zuza wzruszyła ramionami. Adrenalina wyparowała bardzo szybko. W zasadzie tylko podejście Julii było emocjonujące. Pozostało pytanie, jak pozbyć się trupa?
- Myślałam, że będę się denerwować, ale nie… - stwierdziła.
Paweł zbiegł po schodach i natychmiast odebrał od ukochanej siekierę. Z troską przepakował zakrwawione narzędzie zbrodni do worka.
- Musimy to jakoś posprzątać – powiedziała delikatnie szturchając trupa nogą.
Trudno powiedzieć, na jaką reakcję liczyła.
- Tak – pokiwał głową. – Gdybyśmy ją tu zostawili to nie trzeba byłoby sprzątać.
- To może ją zostawmy? – zasugerowała nieśmiało Zuza.
- Nie! – sprzeciwił się wyraźnie. – Musimy odbudować tradycję! Mój ojciec swoje dziesięć osób zabił w nawiedzonym domu – powiedział na jednym wdechu, a po krótkiej pauzie dodał: - przynajmniej tak mi się wydaje.
Zuza średnio widziała pana Ostrowskiego jako mordercę, który kilkanaście lat wcześniej miał rzekomo zabijać ludzi z Lipek. Dla niej legenda o Dekadzie Zbrodni była historią o zniknięciach, a nie morderstwach. Jasne, człowiek nie kamfora, nie zniknie od tak sobie. Wykluczając kosmitów i dziwne teorie spiskowe, dziesięć osób musiało nie żyć. I chociaż czuła, że nie żyją to gdzieś w myślach pozostawali zaginionymi, osobami, które po prostu odeszły z Lipek.
Potem poznała matkę Pawła i wszystko się zmieniło.
- Przewieziemy ciało w bagażniku – powiedział Paweł łapiąc trupa za nogi.
Zuza złapała za nadgarstki.
Wolno ruszyli do wyjścia na boisko bezpośrednio połączone z parkingiem, na którym stał samochód ich ofiary.
Upychając denatkę do bagażnika Paweł wyglądał niezwykle przystojnie. Miał piękne oczy, których zieleń mieszała się z morderczym obłędem.
- Kocham cię – powiedział Ostrowski.
Zuza poczuła żal. Gdyby nie ostatnie wydarzenia nigdy nie poznałaby Pawła. Ich dotychczasowy kontakt kończył się na sporadycznym „cześć” przed klasą. Kilka tygodni temu zagadała go o matkę. Pojechała z nim do Kowalik, gdzie przebywała pani Ostrowska. To jej słowa odnośnie zaginionych pchnęły ich do poszukiwania odpowiedzi. Brnąc w przerażającą rzeczywistość odkryli, kto naprawdę stał za zbrodniami dokonanymi lata temu.
- Mój ojciec jest mordercą – powiedział Paweł.
W jego głosie nie było rozczarowania, czy złości. Było zmęczenie.
- Co chcesz z tym zrobić?
- A co mam z tym zrobić?
- Pójść na policję? Pogadać z nim? Zapomnieć?
Pocałował Zuzę. To był bardzo krótki i gorzki pocałunek. Po nim spojrzał na nią przepraszająco.
- Mam inny pomysł.
Tak zapoczątkowali slasheryczną historię w Lipkach. Na moment stali się panami sytuacji. Niczym mściwe demony kroczyli ulicami miasta wybierając sobie kolejne ofiary. Pisali historię, której wielkim, choć anonimowym, fragmentem był pan Ostrowski.
- Dobra, zawiozę ciało, a potem odstawię samochód pod szkołę i wrócę do nawiedzonego domu z tymi chłopakami – podsumował Paweł. – Ty wracaj do domu.
- Dlaczego akurat oni? – spytała.
- Konrad się doczepił, ale dzięki jego pomysłowi z projektem mamy powód, żeby pojawić się w tym domu.
- A twój kolega?
- Bo to mój kolega. Chciałbym, aby uczestniczył w tym wydarzeniu.
- A Korba?
- Najważniejszy jest Adrian. Jego ciotka była jedną z ostatnich ofiar mojego ojca. Obecność Adriana to swego rodzaju hołd.
- Naprawdę robimy to tylko z jego powodu?
- Nie. Moim powodem jest ojciec. Muszę być taki jak on. Nie... – wymamrotał. – Chcę być taki jak on.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz